7. kolejka 11.11.2006
Moderatorzy: rzymi, Lisu, Marco
- EL
- Nowy na forum
- Posty: 96
- Rejestracja: 17 września 2006, 21:08
- Lokalizacja: z barierki :)
- Kontaktowanie:
Dodałbym jeszcze ze we Wrocku dworcowy WC pozdawia Lisa złotówki (jak dla mnie to skandal
) !!! A latryne z Środy Ślaskiej niedługo sie wklei bo sa foty, tamze robimy rowniez zakupy w lokalnym markecie... Ja z Lisem alkon, a Simon ser zółty... Mikey tego nei opisał poniewaz jako najdzielniejszy z naszej bandyckiej lans grupy został i molestował psychicznie kierowce aby na nas zaczekał
;);)8):D:D
może teraz ja - Nożownicy z ŁKSu ("musztarda też by się znalazła
) nie są wcale tacy źli
choć jak mnie zapewniali, noże i inne asortymenty są "na posterunku". przed meczem niespodziewany telefon od Simona, ale bardzo treściwy. w 10 minut jestem na hali, spotykam Simona, krótka konwersacja, dwa telefony Lisa i dochodzimy do wniosku, że trzeba się poznać. po chwili zjawiają się także Mikey z ELem i w piątkę rozmawiamy m.in. o tym "Która to ta Paździoch?". Zapamiętaliście w koncu chłopaki
brzydki dołącza do nas niewiele potem i kilka minutek - mecz sie rozpoczął. Doping chłopaków od początku urozmaicony i głośny. Widać było, że nasza ochrona wyraźnie ich przejrzała, bo nie chciała do nich dopuścić brzydkiego po drugiej kwarcie
ani innych kibicow. nie wiem co to za dziady - niektórych pierwszy raz na oczy widziałem. po ustaleniach, ze brzydki "jest z Łodzi" wpuszczają go do eŁKaeSiaków i gra gitara
po meczu za to mnie wzięli za kibica ŁKSu, bo nie chcieli mnie od was wypuscic na konferencje
na szczescie krótka riposta i jestem wolny. chłopaki z Łodzi przychodzą chwile po mnie. po konferencji kilka słów, zaproszenie na rewanż do Łodzi i ustalenia gdzie by zjeść udziec z sarny
Pozdrowienia chłopaki - miło było poznać
Pozdrowienia chłopaki - miło było poznać
- elen
- Kadet
- Posty: 1461
- Rejestracja: 23 stycznia 2006, 17:31
- Lokalizacja: Gorzów - Miasto cudów nad Wartą
- Kontaktowanie:
Fileep_ZKS pisze:W Gorzowie nadkomplet na trybunach, jeden ze sponsorów rozdał w ch... dmuchanych pałeczek w stylu japońskim co w połaczeniu z bębnami było megawnerwiająceAZS śpiewał jak zwykle czyli ok. 5-7 osób aktywnych, chociaz pod koniec jak Lotos roztrwonił przewage i prawie była dogrywka to nawet częsc sali dopingowało. Gości 0
Chyba byłes na innym meczu, było kilka osób z Gdyni, a tak offtopikowo to po co ty chodzisz na kosza jak cie wszystko tam denerwuje
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem
-
Fileep_ZKS
- Nowy na forum
- Posty: 46
- Rejestracja: 14 października 2005, 21:12
elen pisze:Fileep_ZKS pisze:W Gorzowie nadkomplet na trybunach, jeden ze sponsorów rozdał w ch... dmuchanych pałeczek w stylu japońskim co w połaczeniu z bębnami było megawnerwiająceAZS śpiewał jak zwykle czyli ok. 5-7 osób aktywnych, chociaz pod koniec jak Lotos roztrwonił przewage i prawie była dogrywka to nawet częsc sali dopingowało. Gości 0
Chyba byłes na innym meczu, było kilka osób z Gdyni, a tak offtopikowo to po co ty chodzisz na kosza jak cie wszystko tam denerwuje
Tak samo było kilka osób z Gdyni jak was 30 w Poznaniu. Nikt sie nie ujawnił, barw nie miał nie kibicował to gosci oficjalne 0. Nie denerwuje mnie wszystko bo mecz był zajebisty, szkoda że przegrany, tylko dziwie się że nie widzisz że sposnorzy wam zagłuszyli durnymi pałkami i tak średni doping
Pozdro
przenoszę częśc postów z dzialu aktualności, bo nijak nie mają sie do tematu, a schodzą na sprawy kibicowskie i robi się burdel
BARTOLINO:
(...)Poza tym niestety nieznajomość przepisów kłania się większości kibiców w Waszej hali.
I jeszcze jedna rada. Nauczcie się trochę kultury, bo to "zajeżdża wsią" co wykrzykujecie na hali. Postarajcie się dostroić do poziomu gry swoich koszykarek, bo to już ekstraklasa a nie liga międzyregionalna!
(...)
Betti:
(...)A teraz cos o kibicach Leszna. Tak sie zastanawiam, z jakiej choinki oni sie urwali. Zawodniczka Wisły dostaje piłkę pod koszem, robi krok i rzuca, a wszyscy krzyczą "kroki". Gwizdy po każdej decyzji sędziowskiej na korzyść Wisły. No i nie sposób zapomnieć jednego dziadka, w szaliku, siwego i w okularach. Cały mecz krzyczał do Elmedina "siadaj łysy", "łysy jesteś głupi". I że tylko pieniądze są dla koszykarek najważniejsze. Czyzby żal przemawiał przez tego "kulturalnego pana". Nie rozumiem.
Przykro było tego słuchać. Ale kultury tam widocznie nie uczą.
I to chyba wszystko.
Gratulacje dla obydwu druzyn.(...)
Matii
Przygadywał kocioł garnkowi, a sam.....
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
- Szymon
- Oldboy
- Posty: 6023
- Rejestracja: 07 czerwca 2004, 09:11
- Lokalizacja: PABIANICE, POLSKA
- Kontaktowanie:
11.11.2006
AZS Poznań - Włókniarz Pabianice
Na ten mecz szykowaliśmy się już od jakiegoś czasu. Pierwotny plan był taki by jechać busem w kilkanaście osób, ale jak zwykle
nic nie wyszło. Kilka osób najzwyczajniej olało sprawę i w środku tygodnia było dla mnie jasne że trzeba myśleć nad innym rozwiązaniem. Zdecydowaliśmy się pojechać samochodem w 4 osoby. Wyjazd o 11 godzinie, wychodzę z domu i pierwsza niespodzianka. Rozglądam się za granatowym bolidem Gienka i nic nie widzę, ale nagle podjeżdza "srebrne jajo"
Kowalika. Zaniepokiłem się, gdyż Kowalik zarzekał się że on napewno nie będzie prowadził, bo będzie pił
Chwila wyjaśnienia i okazało się że w samochodzie Gienka wystapiła jakaś usterka i nasz niezawodny drajwer poprowadzi samochód Kowalika. Kamień spadł mi z serca, bo z kim jak z kim, ale z Kowalikiem pije mi sie wyjątkowo dobrze
. Ruszamy w drogę. Najpierw podjazd na stację, później do Dobronia skąd zabieramy czwartego uczestnika wycieczki - Belfra. Jesteśmy już w komplecie więc mozna rozpocząc imprezę. A muszę nadmienić że Kowalik obchodził wczoraj imieniny, więc są życzenia, jest "sto lat", są toasty - "zdrowie solenizanta" Kowalik jak przystało pije "zdrowie gości"
, od czasu do czasu pijemy także zdrowie kierowcy, który wyraźnie się wówczas wzruszał
. Droga przebiega spokojnie a wódeczki z butli ubywa. Wreszcie w Kaliszu bodajże zatrzymujemy się w "Tesco" gdzie kupujemy kolejną 0,7 a także korzystamy z okazji i wysyłamy wspólny kupon w "Lotto". Podobno była jakaś kumulacja więc pełni nadzieji snujemy plany, czego to my sobie nie kupimy jak trafimy. O ile pamiętam stanęło chyba na tym, że jakiś bus beziemy kupować by na wyjazdy było czym jeździć
Choć były też propozycje w stylu: kupimy mercedesa z szoferem, jakiś helikopter też się chyba przewinął.
A w kwestii formalnej to jak skończę pisac ten opis wyjazdu, to muszę sprawdzić jakie numery wczoraj padły, bo być może już jesteśmy milionerami
.
Po zrobieniu zakupów ruszamy dalej. W międzyczasie otrzymuję telefon od Simona, który jest w drodze do Polkowic. Krótka rozmowa, przekazuję "portret pamięciowy"
, wymiana grzeczności i umawiamy się na telekonferencję pod wieczór.
Nasza dalsza droga przebiega według tego samego scenariusza, Kowalik polewa, my wznosimy toasty i tak w kółko. Dojeżdzamy w końcu do Poznania, ale nie udajemy się w stronę hali tylko jedziemy na Krzesiny zobaczyć F-16. Niestety, nie udało się to nam, gdyż jakiś pies kierujący ruchem stwierdził że osobowym pojazdem nie można tam dotrzeć i jeśli chcemy koniecznie to musimy iść na piechtę lub w jakiś autobus się wbić. Stwierdzamy że nie ma sensu i udajemy siędo centrum miasta gdzie trwają jakieś uroczystości obchodów dnia św. Marcina (czy jakoś tak). Zaopatrujemy sie w rogale okolicznościowe (nie pamiętam jaka ich fachowa nazwa była
) a także we flagi POLSKI ( w końcu był wczoraj Dzień Niepodległości), kręcimy się tam jeszcze trochę, ale po jakimś czasie uznajemy że jedziemy pod halę gdzie docieramy bardzo szybko. Na obiekcie trwa jakiś mecz meskiego kosza więc stwierdzamy że idziemy do sklepu bo nie mamy już co pić. Zaopatrujemy się w kolejną 0,7 i wracamy pod halę gdzie spotykamy osoby które przyjechały drugim samochodem. Rozmowy, picie, rozmowy..... wkrótce pojawia się Żołnierz, później nasze koszykarki, które witamy ze śpiewem na ustach a po jakimś czasie dociera Seba ze swoją .... a nieważne
.
Hmm.... dalej prawdę powiedziawszy nic sie ciekawego nie wydarzyło, pijemy, rozmawiamy i niewiadomo kiedy zbliża sięczas rozpoczęcia meczu. Aaaa..... w międzyczasie zaminiłem jeszcze słowo z Marasem, Burym, chyba Wroną i jeszcze z kimś (pozdro chłopaki!!!).
Oczywiście jak w naszym wypadku nie mogło się obejść bez przepychanek z ochroną. Zaczęło się od tego że Zbyszek Grzanka przed meczem podszedł do mnie i mówi: " wejście macie za darmo, powiedzcie tylko że jesteście z Pabianic. tylko jak będziecie wchodzić, to udawajcie że nic nie piliście
bo was nie wpuszczą". Powiedziałem że bezie ok.
Gdy już miałem wchodzić na halę, patrzę a ochrona wyprowadza Belfra. Buli, jak to Buli, pełna napinka i pyskówka, że on jest doktorantem
, że nie mają prawa, że zaraz zadzwoni do prokuratury i na psiarnie, że to spisek syjonistyczno - masoński itd, itp.
Musiałem wkroczyć do akcji, pogadałem z jednym ochroniarzem, obiecałem że będe pilnoał Kolegę, że będzie spokój itd itp. Udało się, koleś łyknął i za kilka minut byliśmy na hali w komplecie.
Niestety, jak na mój gust, dostaliśmy beznadziejne miejsca ale cóż.... jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma i od początku meczu ruszamy z dopingiem. Hmm... najlepszy to on chyba nie był, ale staraliśmy się z całych sił. Jak nas było słychać?? Nie wiem, w przerwie Zbyszek Grzanka który siedział na ławce koszykarek powiedział że dobrze nas słychać
Na drugą połowę zmieniam miejsce i schodzę rząd niżej. Niestety, chwila moment i już słyszę krzyki jakiś "pikników" - siadaj!!!. Przodował w tym zwłaszcza taki jeden wyfiokowany pajacyk. Krzyczy do mnie 'siadaj bo nic nie widzę', ja mu na to: "to idź do oczologa", no i tak kilka minut. w końcu po namowach głównie Żołnierza, Seby i chyba Gienka wracam na miejsce wyżej. Dopingujemy dalej, lecz kogoś mi wyraźnie brakuje. Rozglądam się i nie widzę Kowalika. Kierowca drugiego samochodu informuje mnie że dzwonił do niego Kowalik i mówił że jest pod halą bo ochrona nie chce go wpuścić. Akurat kończy się trzecia kwarta więc wychodzę z sali i spotykam Kowalika. Pytam się co się się dzieje?? No a mój Kolega, wyraźnie będący "we własnym świecie"
pyta się kto wygrał itd itp.
Zapewniłem go że jest jeszcze 4 kwarta do rozegrania i wróciliśmy razem na hale. Niestety, mecz przegraliśmy i humory nieco nam siadły. Po meczu przed halą w dalszym ciągu rozmowy. W między czasie Simon zadzwonił, to sobie pogadaliśmy troszkę (Mikey - jak tam samopoczucie?? Zdenerwowałeś się trochę??:lol:
).
Po dobrych kilkunastu minutach ruszyliśmy w droge powrotną. Za Poznaniem zatrzymaliśmy się w dobrze nam znanym zajeździe na kolacje. Błysnął tam Kowalik. Po zjedzeniu posiłku poprosiliśmy o rachunek. Marcin powiedział że on zapłaci a później się rozliczymy. Przychodzi pani kelnerka z rachunkiem i mówi: "63.50". Kowalik daje jej 70 zł i mówi: "do sześćdziesięciu", a pani kelnerka zgodnie z poleceniem Kowalika wydaje 10 zł
Ruszamy w dalszą drogę, która jest już znacznie spokojniejsza. Belfer zmożony przespał praktycznie cała trasę, Kowalikowi też się oko zmrużyło, ja byłem blisko uśnięcia a Gienek?? Hmm.... nie wiem, ale skoro dojechaliśmy to chyba nie spał
. Zatrzymaliśmy się także w Kaliszu w "tesco" gdzie zrobiliśmy zapas "Pilsów". Heh.... przy wyjściu mało co nie wyszedłem przez okno
, ale przecież to nie moja wina że drzwi wejściowe były podobne do okna
Później już w sumie nic ciekawego się nie wydarzyło, spijałem sobie z Kowalikiem bronki, Belfer spał spokojnie.
W Pabianicach wylądowaliśmy coś około 3 w nocy
Wyjazd w sumie bardzo fajny, choć wynik mógł być inny.
P.S. Nasze liczby podczas wyjazdu:
10000 km (chyba
) taką barierę przejechanych kilometrów przekroczyło "srebrne jajo" Kowalika
3.50zł na tyle Kowalik przekręcił kelnerkę
8 osób od nas + 2 z Olimpii (DZIĘKI CHŁOPAKI!!!) dopingujących Włókniarz
litry wypitego alkoholu
AZS Poznań - Włókniarz Pabianice
Na ten mecz szykowaliśmy się już od jakiegoś czasu. Pierwotny plan był taki by jechać busem w kilkanaście osób, ale jak zwykle
A w kwestii formalnej to jak skończę pisac ten opis wyjazdu, to muszę sprawdzić jakie numery wczoraj padły, bo być może już jesteśmy milionerami
Po zrobieniu zakupów ruszamy dalej. W międzyczasie otrzymuję telefon od Simona, który jest w drodze do Polkowic. Krótka rozmowa, przekazuję "portret pamięciowy"
Nasza dalsza droga przebiega według tego samego scenariusza, Kowalik polewa, my wznosimy toasty i tak w kółko. Dojeżdzamy w końcu do Poznania, ale nie udajemy się w stronę hali tylko jedziemy na Krzesiny zobaczyć F-16. Niestety, nie udało się to nam, gdyż jakiś pies kierujący ruchem stwierdził że osobowym pojazdem nie można tam dotrzeć i jeśli chcemy koniecznie to musimy iść na piechtę lub w jakiś autobus się wbić. Stwierdzamy że nie ma sensu i udajemy siędo centrum miasta gdzie trwają jakieś uroczystości obchodów dnia św. Marcina (czy jakoś tak). Zaopatrujemy sie w rogale okolicznościowe (nie pamiętam jaka ich fachowa nazwa była
Hmm.... dalej prawdę powiedziawszy nic sie ciekawego nie wydarzyło, pijemy, rozmawiamy i niewiadomo kiedy zbliża sięczas rozpoczęcia meczu. Aaaa..... w międzyczasie zaminiłem jeszcze słowo z Marasem, Burym, chyba Wroną i jeszcze z kimś (pozdro chłopaki!!!).
Oczywiście jak w naszym wypadku nie mogło się obejść bez przepychanek z ochroną. Zaczęło się od tego że Zbyszek Grzanka przed meczem podszedł do mnie i mówi: " wejście macie za darmo, powiedzcie tylko że jesteście z Pabianic. tylko jak będziecie wchodzić, to udawajcie że nic nie piliście
Gdy już miałem wchodzić na halę, patrzę a ochrona wyprowadza Belfra. Buli, jak to Buli, pełna napinka i pyskówka, że on jest doktorantem
Niestety, jak na mój gust, dostaliśmy beznadziejne miejsca ale cóż.... jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma i od początku meczu ruszamy z dopingiem. Hmm... najlepszy to on chyba nie był, ale staraliśmy się z całych sił. Jak nas było słychać?? Nie wiem, w przerwie Zbyszek Grzanka który siedział na ławce koszykarek powiedział że dobrze nas słychać
Po dobrych kilkunastu minutach ruszyliśmy w droge powrotną. Za Poznaniem zatrzymaliśmy się w dobrze nam znanym zajeździe na kolacje. Błysnął tam Kowalik. Po zjedzeniu posiłku poprosiliśmy o rachunek. Marcin powiedział że on zapłaci a później się rozliczymy. Przychodzi pani kelnerka z rachunkiem i mówi: "63.50". Kowalik daje jej 70 zł i mówi: "do sześćdziesięciu", a pani kelnerka zgodnie z poleceniem Kowalika wydaje 10 zł
Ruszamy w dalszą drogę, która jest już znacznie spokojniejsza. Belfer zmożony przespał praktycznie cała trasę, Kowalikowi też się oko zmrużyło, ja byłem blisko uśnięcia a Gienek?? Hmm.... nie wiem, ale skoro dojechaliśmy to chyba nie spał
W Pabianicach wylądowaliśmy coś około 3 w nocy
Wyjazd w sumie bardzo fajny, choć wynik mógł być inny.
P.S. Nasze liczby podczas wyjazdu:
10000 km (chyba
3.50zł na tyle Kowalik przekręcił kelnerkę
8 osób od nas + 2 z Olimpii (DZIĘKI CHŁOPAKI!!!) dopingujących Włókniarz
litry wypitego alkoholu
BYŁ, BĘDZIE I JEST ZAWSZE WŁÓKNIARZ MRKS


- Belfer
- Żak
- Posty: 420
- Rejestracja: 27 kwietnia 2005, 14:03
- Lokalizacja: blisko coraz bliżej, przedmieścia
Jeśli dobrze pamiętam to mówiłem jeszcze o Nieśmiertelnej Idei Marszałka Piłsudskiego ale ochroniarz chyba był niekumaty...
Co do samego wyjazdu dodałbym informację o nowej wersji piosenki "W Matizie jest tłok..." No i ten nowy kawałek który mi sie bardzo spodobał.
pozdro dla całej Ekipy z Poznania.
PS: Jadąc na wyjazd byłem chory i nafaszerowany jakimiś antybiotykami, a wróciłem zdrowy!!!!! Niech Żyje Niesmietelna Idea Marszałka Piłsudskiego i Wódka Żołądkowa która czyni cuda.
PS 2: Ale ta kelnerka to swoją drogą była dobra z matematyki, musimy jeszcze tam kiedyś podjechać, zrobić porządne zamówienie dać jej dychę a ona nam resztę przyniesie.
Co do samego wyjazdu dodałbym informację o nowej wersji piosenki "W Matizie jest tłok..." No i ten nowy kawałek który mi sie bardzo spodobał.
pozdro dla całej Ekipy z Poznania.
PS: Jadąc na wyjazd byłem chory i nafaszerowany jakimiś antybiotykami, a wróciłem zdrowy!!!!! Niech Żyje Niesmietelna Idea Marszałka Piłsudskiego i Wódka Żołądkowa która czyni cuda.
PS 2: Ale ta kelnerka to swoją drogą była dobra z matematyki, musimy jeszcze tam kiedyś podjechać, zrobić porządne zamówienie dać jej dychę a ona nam resztę przyniesie.
"...moja wiara to wszystko co mam... WŁÓKNIARZ..."
O bracia wilcy! Brońcie się nim wszyscy wyginiecie!
...NARODOWE SIŁY ZBROJNE...
Kosovo je Srbija
Wileńszczyzna = Polska
O bracia wilcy! Brońcie się nim wszyscy wyginiecie!
...NARODOWE SIŁY ZBROJNE...
Kosovo je Srbija
Wileńszczyzna = Polska
Szymon pisze:Jak nas było słychać??
No ja też Was słyszałem
Nowy adres - http://www.unia.swarzedz.pl
- Mikey
- Senior
- Posty: 3547
- Rejestracja: 07 czerwca 2004, 10:41
- Lokalizacja: Z Lans Ekipy
- Kontaktowanie:
A muszę nadmienić że Kowalik obchodził wczoraj imieniny, więc są życzenia, jest "sto lat", są toasty - "zdrowie solenizanta"
Nie on jeden obchodził imieniny, mi tez sie to przytrafiło
Krótka rozmowa, przekazuję "portret pamięciowy"
Hahahaha portret dał nam wiele do myślenia zwłaszcza podczas przejazdu przez Oleśnicę. Potem wszędzie widzieliśmy owego delikwenta, zwlaszcza w busie do Polkowic jeden koleś wydawal nam sie bardzo podejrzany, ale nie dostal w ryj
Mikey - jak tam samopoczucie?? Zdenerwowałeś się trochę??
Noż k..., taki sabotaż??? Myślalem ze mnie ch... strzeli jak to usłyszałem:evil:
Za Poznaniem zatrzymaliśmy się w dobrze nam znanym zajeździe na kolacje. Błysnął tam Kowalik. Po zjedzeniu posiłku poprosiliśmy o rachunek. Marcin powiedział że on zapłaci a później się rozliczymy
To ja lepiej blysnąlem w Aquaparku. Ze mną nie musza sie chłopaki rozliczać

Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości




