Koszykarka WNBA Betty Lennox w Lotosie
Michał Sielski
Rozgrywająca Seattle Storm to kolejna gwiazda WNBA w drużynie wicemistrzyń Polski. A to jeszcze nie koniec wzmocnień
Lennox to zawodniczka, która może grać jako rzucający obrońca lub rozgrywająca. Jest doświadczoną 30-letnią koszykarką, która od sześciu lat gra w WNBA. W 2004 roku została nawet MVP (najbardziej wartościową zawodniczką) finałów, choć kilka lat wcześniej mówiła, że o tak zaszczytnych tytułach nawet nie myśli, chce tylko pomagać swej drużynie wygrywać. Nowa zawodniczka Lotosu nie jest jednak wcale taka skromna. - Podobno ma tzw. charakterek. Trener Krzysztof Koziorowicz będzie musiał ją poskromić - przyznaje dyrektor klubu Marcin Kicior.
Lennox pochodzi z wielodzietnej rodziny, ma pięciu braci i trzy siostry. Od początku życie jej nie rozpieszczało. Dlatego z godną podziwu wytrwałością dążyła do celu. - Jestem mała [173 cm - red.], ale zawsze chciałam pokazać wielką grę, bo mam do niej wielkie serce. A jedynym sposobem, by to zrobić, jest wylewanie potu na treningach w hali i siłowni. Kto potrafi poświęcić temu wszystko, wygra. Właśnie to odróżnia wielkich graczy od małych - wyjaśnia swą filozofię Amerykanka, która przyznaje nawet, że gdyby nie była koszykarką, mogłaby zostać kulturystką. Oczywiście, wagi lekkiej.
Na szczęście Lennox poświęciła się koszykówce, ale trenerom ciężko się z nią współpracuje. Okiełznała ją dopiero Anne Donovan, która prowadzi Seattle Storm, a także reprezentacją USA. Dopiero ona przekonała zawodniczkę, że czasem warto odłożyć na bok własne ambicje i grać dla drużyny. - Bóg dał mi talent, więc muszę go właściwie wykorzystać - powtarza koszykarka, która w poprzednim roku zdobywała w WNBA średnio 13,7 punktu, miała 4 zbiórki i 2,1 asysty. Lennox woli jednak rzucać, niż rozgrywać, więc Lotos wciąż poszukuje zawodniczki, która mogłaby prowadzić grę. Gdynianom najbardziej zależało na reprezentującej Czarnogórę Milicy Dabović. 24-letniej rozgrywającej nie chce jednak puścić Spartak Moskwa, choć często nie "łapie się" ona nawet do szerokiego składu tej drużyny.
- W takim wypadku rozpatrujemy powrót Tan White. Wprawdzie mielibyśmy wraz z Ruth Riley aż cztery Amerykanki [w polskiej lidze mogą grać trzy - red.], ale skoro Wisła ma kłopoty bogactwa, to dlaczego my nie mielibyśmy mieć podobnych - uśmiecha się dyrektor Kicior.
www.gazeta.pl
no tak, odniesienie do Wisły być musiało

.
Panie Kicior, ale Wisła nie ma, nie miała i mieć nie bedzie 4 Amerykanek w tym samym czasie w drużynie, aż tak bardzo szefostwa Wisły jeszcze nie pop...
a czy powrót White byłby kłopotem bogactwa to śmiem wątpić, chyba że chodzi o liczbę zawodniczek a nie ich klasę sportową.
pominę już fakt,że White i Lennox to takie same zawodniczki(pozycja na boisku)
pewnie Tan i tak nie ściagną, ale po co takie głupoty gadać do prasy
