Czwartek, 23 grudnia 2004r.
Alicja Perlińska była wyróżniającą się zawodniczką brązowych medalistek ubiegłego sezonu, koszykarek PZU Polfy Pabianice. Był to bardzo udany rok dla młodej rozgrywającej, trafiła przecież do reprezentacji Polski.
* Jak pani ocenia dotychczasowe występy PZU Polfy?
Alicja Perlińska: - Pierwsza połowa sezonu była dla nas niezwykle pomyślna, wystarczy spojrzeć na osiągane przez nas rezultaty. Niestety, później przyszedł kryzys, który trwa do dzisiaj. Rzecz jasna nie jest to jeszcze tragedia, ale musimy wyciągnąć odpowiednie wnioski. Boli mnie zwłaszcza porażka w Polkowicach. Zdaję sobie sprawę, że nie przegraliśmy ze słabym zespołem, jednak do dziś myślę o tym spotkaniu. Wystarczyłaby przecież choćby minimalnie lepsza skuteczność. To jest nasz główny mankament, nad którym trzeba popracować. Ale wierzę, że będzie lepiej.
* Jak pani spędzi zbliżające się święta?
- Tradycyjnie w Łodzi, w gronie rodzinnym. Przyznaję, że lubię ten okres roku, mimo tej całej bieganiny i skomercjalizowania świąt. Ludzie są jednak dla siebie bardziej życzliwi, nie sposób tego przecenić w dzisiejszych, bardzo nerwowych czasach.
* Ma pani jakąś ulubioną potrawę wigilijną?
- Zacznę od tego, że nie przepadam za wszechobecnym karpiem, choć wiem, że zapewne narażę się wielu jego miłośnikom. Nie chodzi tylko o uciążliwe ości, ale również o sam rytuał uśmiercania tej chyba najbardziej pechowej ryby na świecie. Generalnie nie jestem wybredna, raczej skosztuję wszystkiego, zgodnie ze staropolską tradycją. Z największą ochotą spróbuję zupy grzybowej.
* Gdzie pani spędzi sylwestra?
- U mojego chłopaka, ma zorganizować niewielkie przyjęcie. Zanosi się na to, że będziemy się dobrze bawić. A o to przecież chodzi.
(bart) - Express Ilustrowany




