Słow kilka o dopingu
Oblężenie hali takie jak w pamiętnych czasach gdy graliśmy o zloto. Niektórzy czekali pod kasami w półgodzinnych kolejkach. Pospolite ruszenie jak na derby przystalo przynioslo skutek, naprawde nie pamiętam kiedy na meczu z Pabianicami bylo tylu ludzi-nakręcanie korby na stronach ŁKS sprawdzilo się-każdy kto żyw przybywa na halę, bierze znajomych, ktorzy dotąd chodzili tylko na piłkę nożną teraz przybywaja na kosza. Jesteśmy szczesliwi ze po Wiśle, na mecze której zaczely chodzic tłumy teraz ŁKS, który ma równie wielki potencjal ludzki, odrodził sie na koszykowce.
Korba dzisiaj nieprawdopodobna, w mlynie ponad 200 osób, pod samym zegarem nad mlynem, czego nie bylo widać z perspektywy hali stało kilka rzedów ludzi, ktorzy nic nie mieli prawa zobaczyć, a mimo to właczyli sie do dopingu

, z trudem mozna sie było przecisnąć z jednej strony trybun na drugą-tlok i ścisk za koszem niemiłosierny-nakręcanie tłumu przynosi rezultat, w czwartej kwarcie wszyscy stoją, śpiewają chorwackie. Doping w pierwszej polówce ..taki sobie, w drugiej już miazga, Całą trzecią kwartę młyn ciągnie ŁKS KOSZ!, oporni są specjalnie "dopingowani" przez prowadzących, potem w czwartej odslonie włączamy już wspomniane chorwackie i zabawa na całego trwa do konca meczu- prawdziwa wojna jakiej na koszu nie było już kilka ładnych sezonów. W drugiej połówce choreo Ultrasów-zimne ognie w zestawieniu z czerwonymi chrągiewkami. Odjazdowa zabawa, zwyciestwo koszykarek, czego chciec jeszcze...
