Postautor: elen » 13 lutego 2007, 16:33
Kolano, które jedna z najlepszych polskich zawodniczek leczyła przez ponad rok, jest nienaruszone. To najważniejsza, bardzo dobra wiadomość dla kibiców AZS PWSZ Sowood.
Agnieszka Szott nie dokończyła sobotniego spotkania z Wisłą Kraków. Po zderzeniu się z jedną z przeciwniczek zaczęła ją bardzo boleć kontuzjowana wcześniej noga. - Na szczęście to tylko stłuczenie - powiedziała gorzowska koszykarka.
Choć niespełna 25-letnia zawodniczka nie grała w meczach o ligowe punkty aż przez 382 dni to jej styczniowy powrót na boiska ekstraklasy był imponujący. W pojedynkach z SMS Łomianki i Cukierkami Odrą Brzeg Szott była najlepszym graczem AZS PWSZ Sowood. - Dobrze, że „Pysia” znów jest z nami - mówił trener gorzowianek Dariusz Maciejewski. - Wszyscy znają jej pogodną naturę. To dobry duch zespołu.
W kolejnych dwóch próbach poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko. Gorzowianki sprawdzały siły z dominatorami Ford Germaz Ekstraklasy. Przed tygodniem w Gdyni całej naszej drużynie mecz nie wyszedł. Przegraliśmy 52:84. Szott nie błyszczała, ale i nie popełniła zbyt wielu błędów. Po prostu rzadko była przy piłce, bo obrona Lotosu funkcjonowała znakomicie.
Sobotnie spotkanie u siebie z Wisłą Kraków też nie układało się akademiczkom zbyt dobrze. Po „Pysi” było widać, że z najdroższymi koszykarkami w lidze, które interesuje tylko obrona mistrzostwa Polski, nie jest w stanie jeszcze bić się jak równy z równym. W akcjach przodem do kosza brakuje jej odpowiedniej motoryki. Gdy szuka dogodnej pozycji w „trumnie”, musi walczyć wręcz z centrami przeciwników, a do tego trzeba mieć wiele siły. - Cudów nie ma, rocznej przerwy nie da się przeskoczyć w kilka tygodni, na mój prawdziwy powrót do koszykówki na najwyższym poziomie potrzeba czasu - opowiadała gorzowska wychowanka.
Gdy AZS PWSZ Sowood w czwartej kwarcie zaczął odrabiać straty do Wisły, aby potem ostatecznie przegrać po dwóch dogrywkach, Szott schodziła z boiska z grymasem bólu i łzami w oczach. W jednej z akcji została przypadkowo, mocno uderzona w okolice długo leczonego kolana przez krakowiankę Dorotę Gburczyk. - Po głowie krążą mi same koszmary - przyznała koszykarka. - Mam nadzieję, że to nic poważnego. Bolało jednak strasznie.
Trener Maciejewski, który szkoli „Pysię” od dziecka i na każde jej problemy ze zdrowiem reaguje bardzo emocjonalnie (po meczu z Wisłą mówił nawet, że jeśli Szott znów jest poważnie kontuzjowana to on też odejdzie z koszykówki), przez cały weekend był w kontakcie z zawodniczką i na szczęście dostawał tylko optymistyczne wieści. - Wizyta u lekarza wykazała stłuczenie mięśnia - opowiadał wczoraj „Gazecie” szkoleniowiec AZS PWSZ Sowood. - To bardzo dobra wiadomość, bo Agnieszka ma wielki talent do koszykówki i jej brak na boisku to wielka strata dla naszej dyscypliny.
Szott wraca więc do normalnego treningu i będzie gotowa do gry na niedzielne, bardzo ważne spotkanie gorzowianek z CCC w Polkowicach. - Kolejny raz proszę jednak wszystkich o wyrozumiałość - zakończył Maciejewski. - Dajmy Adze czas, nie składajmy na jej barki zbyt wiele. Przez te kilka miesięcy liga zmieniła się nie do poznania. Na każdym kroku trzeba ostro walczyć z silnymi fizycznie zawodniczkami. Jeśli Agnieszka w spokoju, powoli dojdzie do swojego poziomu to potem na pewno nam się za cierpliwość odwdzięczy.
Ireneusz Klimczak, Gazeta Wyborcza
81
tyle minut spędziła już na boisku Agnieszka Szott po wyleczeniu kontuzji kolana i ponad rocznej pauzie. I na szczęście „Pysia” nadal będzie nas czarować koszykarskimi umiejętnościami.

"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem