Wybrałyśmy wytrzymamy!
Moderator: Moderatorzy
Wybrałyśmy wytrzymamy!
Pierwszy nabór do szkoły odbył się lat temu. I od razu okazał się, że oprócz koszykówki będą musiały uczyć się tu zwykłego życia....
- Dziewczyny musiały uprać swoje rzeczy, zrobiły to jak umialyi na trening, zamiast w biało-czerwonych strojach, wyszły wszystkie w różowych – wspomina Remigiusz Koć, trener Szkoły Mistrzostwa Sportowego w koszykówce dziewcząt. – Teraz jest już łatwiej, bo starsze przekazują doświadczenie młodszym. Jesteśmy tu bowiem, jak jedna wielka rodzina.
Pomysł powstania szkoły wyszedł od Stefana Paszczyka, prezesa PKOl, który w ramach ścieżki olimpijskiej zaproponował, by takie placówki sportowe były kuźnią talentów i przedpolem dla reprezentacji seniorek. – Po transformacji ustrojowej upadło wiele klubów, brakowało pieniędzy na szkolenie młodzieży. Pomysł powołania takich szkół był więc strzałem w dziesiątkę, przynajmniej w koszykówce żeńskiej – mówi Janusz Mróz z Polskiego Związku Koszykówki. – Niestety nie wszystkie kluby to rozumieją i straciliśmy kilka talentów, takich jak choćby Agnieszka Szot czy Emilię Lamparską. My przecież nie jesteśmy dla nich konkurencją, a wsparciem. Świetnie zrozumiał to Mieczysław Krawczyk, prezes mistrzyń Polski „Lotos Gdynia”, który najlepsze dziewczyny ze szkoły zatrudnia u siebie w klubie.
Druga w Polsce
Szkoła ma już na swoim koncie wiele znaczących sukcesów. Wychowano tu pokolenie koszykarek, które dziś są trzonem polskiej reprezentacji seniorek – Jednym z lepszych naborów w szkole był rocznik 82’ i nie przypadkowo te dziewczyny zdobyły trzecie miejsce w na mistrzostwach Europy w Cetniewie. Kolejny były już słabsze, choć też możemy się pchwalić zdolnymi absolwentkami. Największym brylantem jest oczywiście [i]Agnieszka Bibrzycka, ale także grająca w klubie mistrzyń Polski – Lotosie Gdynia, Paulina Pawlak czy Ola Chomać –[/i] nie bez dumy opowiada Adam Karwacki, dyrektor Arcus SMS PZKosz.
Właścicielem szkoły jest Polski Związek Koszykówki, jednak w większej części utrzymywana jest, jaki pozostałe tego typu placówki w kraju, za pieniądze MENiS. Ministerstwo otrzymuje kwartalne, półroczne oraz roczne sprawozdania i od tego, jak bardzo są one satysfakcjonujące, przyznawane są fundusze na działanie szkoły – Mam się czym pochwalić, bo nawet byliśmy w czołówce. W ocenie szkoły pod uwagę brane są także losy absolwentek, gdzie studiują, jakie mają osiągnięcia sportowe – dodaje Karwacki.
Dzięki staraniom Elżbiety Dorożyńskiej, prezes fundacji POLKOSZ, szkoła pozyskała sponsora tytularnego – firmę Arcus – Pieniądze otrzymywane od sponsora pragnę wydać na dopieszczenie dziewcząt, na ubrania, kino, wycieczki – mówi pani prezes. – Dziewczyny tak ciężko pracują, że zasługują na wszystko, co najlepsze. Są naszym oczkiem w głowie i mocno ściskamy za nie kciuki.
Młode koszykarki wstają o 6:30, a zajęcia kończą o 19:30. – Taki jest sens szkoły tego typu. W wieku 15 lat jest to dla nich pierwsza ważna życiowa decyzja, bowiem za wolnośc pierwszych lat młodzieńczych trzeba tu zapłacić, ale o tym dziecko musi zdecydować samo, musi być tego pewne, bo inaczej nie wytrzyma – dodaje dyrektor Karwacki.
- Warunki mamy bardzo dobre, nawet łóżka zostały wykonane na miarę, więc nie ma problemu, że się któraś nie mieści – kontynuuje trener Koć. Trener nie ukrywa, że chociaż łóżka wygodne, to praca jest bardzo ciężka. Każda z zawodniczek przynależy do swojego klubu, a oprócz tego jest w szkole i gra w rozgrywkach seniorskich. W praktyce wygląda to tak, że gdy inni uczniowie mają wolny weekend, one grają dwa mecze. Niektóre grają w lidze z seniorkami, a niektóre w okręgu warszawskim z juniorkami. Te, które grają mniej spotkań w lidze muszą bowiem nabierać doświadczenia.
- W całym mikrocyklu treningowym w tygodniu taktyka zabiera zaledwie pół godziny. Reszta to ćwiczenie motoryki, indywidualna technika, obycie z piłką. Dopiero po czterech latach szkolenia można z nimi ćwiczyć taktykę, bo są już na tyle ułożone, że grają na równi z dorosłymi – mówi trener Koć.
Wraz z Romanem Skrzeczem stworzyli niezły team trenerski, który nie tylko potrafi poprowadzić dziewczyny podczas kolejnych spotkań, ale również jest nieoceniony w różnych życiowych sytuacjach swoich podopiecznych. – Na 25 dziewcząt, które skończyły szkołę tylko jedna nie studiuje. Nie jest też tak, że jak zawodniczka kończy szkołę, to przepada bez wieści. Nawet, jak są w Stanach Zjednoczonych, to się odzywają. I wiedzą też, że jak zadzwonią o trzeciej rano, to zawsze im pomogę – mówi Remigiusz Koć.
Dużą wagę przywiązuje się również do nauki. Mają tu pracownię komputerową, język angielski w wymiarze 4 godzin i niemiecki 3 godziny tygodniowo. – Bardzo dobrze nas tu karmią, sam przytyłem nawet dwa kilogramy – odpowiada dyrektor Karwacki. – Dziewczyny też są zachwycone. Poza tym wysokość czesnego – 400 zł miesięcznie, to naprawdę niewiele jak na prestiżową szkołę prywatną.
Wcześniej siedziba szkoły mieściła się w warszawskiej AWF, ale musieli się przenieść. Bardzo dobre warunki znaleźli w podwarszawskich Łomiankach. – Gmina szukała akurat kontrahentów, więc prezes PZKosz, [i]Marek Pałus poprosił bym zainteresował się tymi obiektami.[/i]
Nabór celowy
Za pieniądze obiecane z MENiS dyrektor planuje stworzenie gabinetu odnowy biologicznej. – Wtedy będą miały już wszystko – mówi. – Basen, siłownię oraz piękną halę, w której można rozgrywać nawet mecze międzynarodowe. Szkoda tylko, że tak mało kibiców przychodzi na mecze.
- Przytłacza mnie świadomość zbyt małej selekcji. Okazuje się, że środowisko nie jest aż tak zdeterminowane, by do nas trafiały najlepsze. I niestety coraz mniej dzieci garnie się do ciężkiej pracy – dodaje Karwacki, który w związku z tą sytuacją myśli o otwarciu się na zewnątrz. – Od dwóch lat mamy możność obserwacji obozów treningowych najlepszych zawodniczek z całej Polski. To już krok naprzód. Ale jeszcze nie jestem usatysfakcjonowany, bo wiele dzieci na pewno nam umyka. Poza tym wielu rodziców ma wątpliwości, gdyż rzeczywiście, w tym najtrudniejszym okresie dorastania, ich dzieci muszą poddać się panującym rygorom.
Trenerzy mają, co prawda dobre kontakty ze środowiskiem koszykarskim i „wyławiają” dzieci, z których można zrobić dobrego gracza, jednak jest to kropla w morzu potrzeb. – Nabór jest celowy i staramy się o konkretne zawodniczki obserwowane w reprezentacji kadetek w makroregionach. Co roku siedem przychodzi, siedem odchodzi. W tej chwili 3 najmłodsze są z rocznika 89’, 6 jest z rocznika 88’, 5 z 87’ i 5 z 86’. Kandydatki obserwujemy na obozach szkoleniowych, znamy je i ich możliwości. Później, tak jak teraz najmłodsza Kasia Ćwiklińska z Torunia, przyjeżdżają na 4 dni na testy, ćwiczą z dziewczynami i my oceniamy, czy dziecko ma przyszłość w koszykówce. Jednak tu w szkole trzeba wykonać ciężką harówkę i nie wiadomo, czy to wytrzyma – dodaje Koć.
Na zaproszenie redakcji „Magazynu Olimpijskiego” trener Koć odwiedził turniej minikoszykówki dziewcząt ze szkół podstawowych i uważnie przypatrywał się młodym adeptkom koszykówki – są jeszcze za małe, by ocenić, czy za dwa – trzy lata nastąpi progres w rozwoju fizycznym – skomentował trener. – Pod uwagę biorę jednak nie tylko wzrost, bo nie wiadomo, jak dalej będą rosnąć. W tym wieku wszystko jest jeszcze możliwe. Najważniejsza jest motoryka, czyli harmonia ruchów oraz swoista odwaga i zaciętość. Resztę można wpoić i nauczyć – ocenił trener Koć.
Dziewczynom trudno zaaklimatyzować się w szkole, ale jeszcze trudniej odejść. – My też bardzo się do nich przywiązujemy. Zaczynamy pracę o 9 rano i kończymy o 9 wieczorem. Do tego dochodzą wyjazdy, więc tak naprawdę jest się z nimi non stop i człowiek się bardzo wówczas zżywa. Najgorsza jest więc sytuacja, kiedy po komisji szkoleniowej trzeba dziewczynie powiedzieć, że musi odejść, bo nie robi postępów, nie pracuje lub też zatrzymała się w rozwoju koszykarskim. I taka rola spada niestety na trenera – tłumaczy Koć.
Chłopaki? – nie ma mowy!
W ciągu 8 lat zrezygnowała tylko jedna. – Za bardzo tęskniła za chłopakiem. Jej ojciec bardzo mnie wtedy przepraszał – z uśmiechem wspomina dyrektor Karwacki. A dziewczyny przychodzą różne. Są przypadki, że szkołę rozpoczynają całkiem „surowe” w dyscyplinie i dopiero tu uczą się koszykówki. Są sprawne i to ich ratuje. Potem zostają niezłymi zawodniczkami, może nie wybitnymi, ale solidnymi i bojowymi. – Przykładem może być Ania Grabias, która była bardzo sprawną zawodniczką i nauczyła się grać u nas w szkole. Gdy ją skończyła, college amerykańskie były nią bardzo zainteresowane, bo potem na imprezach rangi europejskiej i światowej skauci czy też head hunterzy wyłapują najzdolniejsze i robi się wokół nich ruch. Najlepsze maja szansę wybrać, gdzie chcą grać.
W szkole panują surowe zasady. – Chłopaki? Skąd! Nie ma mowy! – twierdzi dyrektor Karwacki. – Koleżanki owszem, chłopców nie. Dziewczyny mogą wychodzić, ale ja musze wiedzieć, gdzie są i o której wrócą, bo ja za nie odpowiadam. Nie mam złudzeń, że nasza młodzież jest bardzo wyluzowana i z głową w chmurach. Dlatego dbam o nie, jak surowy ojciec.
Wakacji jako takich też nie maja, bo tworzą kadre polski i biorą udział w zgrupowaniach i meczach w reprezentacji. I znów ciężka praca.
Jednak...
Najgorzej jest siedzieć na ławce
- Bardzo chciałyśmy przyjść tu do szkoły! – mówią zgodnie dziewczyny. – Na mecze i na campy przyjeżdżali trenerzy i obserwowali, jak gramy. Potem zapraszali nas do szkoły, były dni otwarte i gdy tu przyjechałam bardzo mi się spodobało – mówi „Mała” (Emilia Kowalczyk). [/b]– Na testach była gra kontrolna. Trenerzy zwracali uwagę na szybkość, zwinność i predyspozycje.
- Skoro przyszłyśmy do szkoły, znaczy, że coś wybrałyśmy i wiemy, że musimy coś poświęcić. Mamy załamania, ale wtedy nawzajem się wspieramy. Różna mamy sposoby i np. organizujemy wspólne pranie skarpetek – dodaje [b]„Bąbel” (Katarzyna Suknarowska).
- Cztery lata to nie jest tak dużo, by je poświęcić, bo potem czeka nas długa kariera – mówi „Jupa” (Justyna Daniel).
- Chciałabym grać w WNBA.
- A ja w pierwszej reprezentacji Polski.
- Ja chce mieć szczęśliwą rodzinę.
O trenerze też mówią zgodnie. – Jest cudowny. Zastępuje nam rodziców. Jak trzeba jest surowy, jak tego potrzebujemy jest kochany. Nasz dzień to monotonia: trening – nauka – nauka – trening, ale jakoś dajemy sobie z tym radę. Ciężko trenujemy, ale organizm się przyzwyczaja. Z kolei jak zmniejszamy obciążenie to czujemy się dziwnie. Czasem siada nam kręgosłup, stawy, ale do tego też można się przyzwyczaić.
Bardzo brakuje nam dyskotek, ale wtedy robimy sobie tańce w internacie. Chłopaki? – Jesteśmy skazane na pięcioboistów, którzy mieszkają piętro wyżej. No i jak pojedziemy do domu...
Chciałybyśmy trafić do takiego klubu, który zapewniłby nam nie tylko finanse, ale również możliwość grania. Najgorzej jest siedzieć na ławce...
Ważnym wydarzeniem w życiu szkoły był awans z rocznikiem 82’ do ekstaraklasy, czyli koszykarskiej elity. – Dziewczyny obcięły mi krawat i myślałem, że go wyrzuciły. Ale na koniec roku dostałem go pięknie oprawiony, z podpisami wszystkich dziewczyn, a wręczyła mi go kapitan zespołu Agnieszka Bibrzycka. Bardzo się wtedy wzruszyłem. Wisi u mnie na najważniejszym miejscu w domu – opowiada trener Koć.
Zwyczajny trener?
Po zakończonym spotkaniu nie mam ostrej reprymendy od trenerów. – Nawet jak przegrają , zawsze dziękuję im za pracę, bo mimo że nie wychodzi, one bardzo ciężko pracują. Nie analizuję występu od razu, bo w tym momencie też ma gorącą głowę – mówi Koć. – Przecież nie wszystkie mają wybitny talent. Jak by tak było, to mielibyśmy tylko takie brylanty, jak Agnieszka Bibrzyucka.
Do dziś wszystkie dziewczyny utrzymają kontakt ze szkołą. – Przysyłają życzenia na święta, dzwonią... Mam takie szczęście, że na dziesięć zawodniczek grających w kadrze Polski seniorek, osiem przeszło przez moje ręce. To ogromna przyjemność, gdy podchodzą i witają się ze mną. One – wielkie gwiazdy, a ja – zwykły trener. Jestem z nich wszystkich bardzo dumny...
Katarzyna Bogumił „Magazyn Olimpijski”
- Dziewczyny musiały uprać swoje rzeczy, zrobiły to jak umialyi na trening, zamiast w biało-czerwonych strojach, wyszły wszystkie w różowych – wspomina Remigiusz Koć, trener Szkoły Mistrzostwa Sportowego w koszykówce dziewcząt. – Teraz jest już łatwiej, bo starsze przekazują doświadczenie młodszym. Jesteśmy tu bowiem, jak jedna wielka rodzina.
Pomysł powstania szkoły wyszedł od Stefana Paszczyka, prezesa PKOl, który w ramach ścieżki olimpijskiej zaproponował, by takie placówki sportowe były kuźnią talentów i przedpolem dla reprezentacji seniorek. – Po transformacji ustrojowej upadło wiele klubów, brakowało pieniędzy na szkolenie młodzieży. Pomysł powołania takich szkół był więc strzałem w dziesiątkę, przynajmniej w koszykówce żeńskiej – mówi Janusz Mróz z Polskiego Związku Koszykówki. – Niestety nie wszystkie kluby to rozumieją i straciliśmy kilka talentów, takich jak choćby Agnieszka Szot czy Emilię Lamparską. My przecież nie jesteśmy dla nich konkurencją, a wsparciem. Świetnie zrozumiał to Mieczysław Krawczyk, prezes mistrzyń Polski „Lotos Gdynia”, który najlepsze dziewczyny ze szkoły zatrudnia u siebie w klubie.
Druga w Polsce
Szkoła ma już na swoim koncie wiele znaczących sukcesów. Wychowano tu pokolenie koszykarek, które dziś są trzonem polskiej reprezentacji seniorek – Jednym z lepszych naborów w szkole był rocznik 82’ i nie przypadkowo te dziewczyny zdobyły trzecie miejsce w na mistrzostwach Europy w Cetniewie. Kolejny były już słabsze, choć też możemy się pchwalić zdolnymi absolwentkami. Największym brylantem jest oczywiście [i]Agnieszka Bibrzycka, ale także grająca w klubie mistrzyń Polski – Lotosie Gdynia, Paulina Pawlak czy Ola Chomać –[/i] nie bez dumy opowiada Adam Karwacki, dyrektor Arcus SMS PZKosz.
Właścicielem szkoły jest Polski Związek Koszykówki, jednak w większej części utrzymywana jest, jaki pozostałe tego typu placówki w kraju, za pieniądze MENiS. Ministerstwo otrzymuje kwartalne, półroczne oraz roczne sprawozdania i od tego, jak bardzo są one satysfakcjonujące, przyznawane są fundusze na działanie szkoły – Mam się czym pochwalić, bo nawet byliśmy w czołówce. W ocenie szkoły pod uwagę brane są także losy absolwentek, gdzie studiują, jakie mają osiągnięcia sportowe – dodaje Karwacki.
Dzięki staraniom Elżbiety Dorożyńskiej, prezes fundacji POLKOSZ, szkoła pozyskała sponsora tytularnego – firmę Arcus – Pieniądze otrzymywane od sponsora pragnę wydać na dopieszczenie dziewcząt, na ubrania, kino, wycieczki – mówi pani prezes. – Dziewczyny tak ciężko pracują, że zasługują na wszystko, co najlepsze. Są naszym oczkiem w głowie i mocno ściskamy za nie kciuki.
Młode koszykarki wstają o 6:30, a zajęcia kończą o 19:30. – Taki jest sens szkoły tego typu. W wieku 15 lat jest to dla nich pierwsza ważna życiowa decyzja, bowiem za wolnośc pierwszych lat młodzieńczych trzeba tu zapłacić, ale o tym dziecko musi zdecydować samo, musi być tego pewne, bo inaczej nie wytrzyma – dodaje dyrektor Karwacki.
- Warunki mamy bardzo dobre, nawet łóżka zostały wykonane na miarę, więc nie ma problemu, że się któraś nie mieści – kontynuuje trener Koć. Trener nie ukrywa, że chociaż łóżka wygodne, to praca jest bardzo ciężka. Każda z zawodniczek przynależy do swojego klubu, a oprócz tego jest w szkole i gra w rozgrywkach seniorskich. W praktyce wygląda to tak, że gdy inni uczniowie mają wolny weekend, one grają dwa mecze. Niektóre grają w lidze z seniorkami, a niektóre w okręgu warszawskim z juniorkami. Te, które grają mniej spotkań w lidze muszą bowiem nabierać doświadczenia.
- W całym mikrocyklu treningowym w tygodniu taktyka zabiera zaledwie pół godziny. Reszta to ćwiczenie motoryki, indywidualna technika, obycie z piłką. Dopiero po czterech latach szkolenia można z nimi ćwiczyć taktykę, bo są już na tyle ułożone, że grają na równi z dorosłymi – mówi trener Koć.
Wraz z Romanem Skrzeczem stworzyli niezły team trenerski, który nie tylko potrafi poprowadzić dziewczyny podczas kolejnych spotkań, ale również jest nieoceniony w różnych życiowych sytuacjach swoich podopiecznych. – Na 25 dziewcząt, które skończyły szkołę tylko jedna nie studiuje. Nie jest też tak, że jak zawodniczka kończy szkołę, to przepada bez wieści. Nawet, jak są w Stanach Zjednoczonych, to się odzywają. I wiedzą też, że jak zadzwonią o trzeciej rano, to zawsze im pomogę – mówi Remigiusz Koć.
Dużą wagę przywiązuje się również do nauki. Mają tu pracownię komputerową, język angielski w wymiarze 4 godzin i niemiecki 3 godziny tygodniowo. – Bardzo dobrze nas tu karmią, sam przytyłem nawet dwa kilogramy – odpowiada dyrektor Karwacki. – Dziewczyny też są zachwycone. Poza tym wysokość czesnego – 400 zł miesięcznie, to naprawdę niewiele jak na prestiżową szkołę prywatną.
Wcześniej siedziba szkoły mieściła się w warszawskiej AWF, ale musieli się przenieść. Bardzo dobre warunki znaleźli w podwarszawskich Łomiankach. – Gmina szukała akurat kontrahentów, więc prezes PZKosz, [i]Marek Pałus poprosił bym zainteresował się tymi obiektami.[/i]
Nabór celowy
Za pieniądze obiecane z MENiS dyrektor planuje stworzenie gabinetu odnowy biologicznej. – Wtedy będą miały już wszystko – mówi. – Basen, siłownię oraz piękną halę, w której można rozgrywać nawet mecze międzynarodowe. Szkoda tylko, że tak mało kibiców przychodzi na mecze.
- Przytłacza mnie świadomość zbyt małej selekcji. Okazuje się, że środowisko nie jest aż tak zdeterminowane, by do nas trafiały najlepsze. I niestety coraz mniej dzieci garnie się do ciężkiej pracy – dodaje Karwacki, który w związku z tą sytuacją myśli o otwarciu się na zewnątrz. – Od dwóch lat mamy możność obserwacji obozów treningowych najlepszych zawodniczek z całej Polski. To już krok naprzód. Ale jeszcze nie jestem usatysfakcjonowany, bo wiele dzieci na pewno nam umyka. Poza tym wielu rodziców ma wątpliwości, gdyż rzeczywiście, w tym najtrudniejszym okresie dorastania, ich dzieci muszą poddać się panującym rygorom.
Trenerzy mają, co prawda dobre kontakty ze środowiskiem koszykarskim i „wyławiają” dzieci, z których można zrobić dobrego gracza, jednak jest to kropla w morzu potrzeb. – Nabór jest celowy i staramy się o konkretne zawodniczki obserwowane w reprezentacji kadetek w makroregionach. Co roku siedem przychodzi, siedem odchodzi. W tej chwili 3 najmłodsze są z rocznika 89’, 6 jest z rocznika 88’, 5 z 87’ i 5 z 86’. Kandydatki obserwujemy na obozach szkoleniowych, znamy je i ich możliwości. Później, tak jak teraz najmłodsza Kasia Ćwiklińska z Torunia, przyjeżdżają na 4 dni na testy, ćwiczą z dziewczynami i my oceniamy, czy dziecko ma przyszłość w koszykówce. Jednak tu w szkole trzeba wykonać ciężką harówkę i nie wiadomo, czy to wytrzyma – dodaje Koć.
Na zaproszenie redakcji „Magazynu Olimpijskiego” trener Koć odwiedził turniej minikoszykówki dziewcząt ze szkół podstawowych i uważnie przypatrywał się młodym adeptkom koszykówki – są jeszcze za małe, by ocenić, czy za dwa – trzy lata nastąpi progres w rozwoju fizycznym – skomentował trener. – Pod uwagę biorę jednak nie tylko wzrost, bo nie wiadomo, jak dalej będą rosnąć. W tym wieku wszystko jest jeszcze możliwe. Najważniejsza jest motoryka, czyli harmonia ruchów oraz swoista odwaga i zaciętość. Resztę można wpoić i nauczyć – ocenił trener Koć.
Dziewczynom trudno zaaklimatyzować się w szkole, ale jeszcze trudniej odejść. – My też bardzo się do nich przywiązujemy. Zaczynamy pracę o 9 rano i kończymy o 9 wieczorem. Do tego dochodzą wyjazdy, więc tak naprawdę jest się z nimi non stop i człowiek się bardzo wówczas zżywa. Najgorsza jest więc sytuacja, kiedy po komisji szkoleniowej trzeba dziewczynie powiedzieć, że musi odejść, bo nie robi postępów, nie pracuje lub też zatrzymała się w rozwoju koszykarskim. I taka rola spada niestety na trenera – tłumaczy Koć.
Chłopaki? – nie ma mowy!
W ciągu 8 lat zrezygnowała tylko jedna. – Za bardzo tęskniła za chłopakiem. Jej ojciec bardzo mnie wtedy przepraszał – z uśmiechem wspomina dyrektor Karwacki. A dziewczyny przychodzą różne. Są przypadki, że szkołę rozpoczynają całkiem „surowe” w dyscyplinie i dopiero tu uczą się koszykówki. Są sprawne i to ich ratuje. Potem zostają niezłymi zawodniczkami, może nie wybitnymi, ale solidnymi i bojowymi. – Przykładem może być Ania Grabias, która była bardzo sprawną zawodniczką i nauczyła się grać u nas w szkole. Gdy ją skończyła, college amerykańskie były nią bardzo zainteresowane, bo potem na imprezach rangi europejskiej i światowej skauci czy też head hunterzy wyłapują najzdolniejsze i robi się wokół nich ruch. Najlepsze maja szansę wybrać, gdzie chcą grać.
W szkole panują surowe zasady. – Chłopaki? Skąd! Nie ma mowy! – twierdzi dyrektor Karwacki. – Koleżanki owszem, chłopców nie. Dziewczyny mogą wychodzić, ale ja musze wiedzieć, gdzie są i o której wrócą, bo ja za nie odpowiadam. Nie mam złudzeń, że nasza młodzież jest bardzo wyluzowana i z głową w chmurach. Dlatego dbam o nie, jak surowy ojciec.
Wakacji jako takich też nie maja, bo tworzą kadre polski i biorą udział w zgrupowaniach i meczach w reprezentacji. I znów ciężka praca.
Jednak...
Najgorzej jest siedzieć na ławce
- Bardzo chciałyśmy przyjść tu do szkoły! – mówią zgodnie dziewczyny. – Na mecze i na campy przyjeżdżali trenerzy i obserwowali, jak gramy. Potem zapraszali nas do szkoły, były dni otwarte i gdy tu przyjechałam bardzo mi się spodobało – mówi „Mała” (Emilia Kowalczyk). [/b]– Na testach była gra kontrolna. Trenerzy zwracali uwagę na szybkość, zwinność i predyspozycje.
- Skoro przyszłyśmy do szkoły, znaczy, że coś wybrałyśmy i wiemy, że musimy coś poświęcić. Mamy załamania, ale wtedy nawzajem się wspieramy. Różna mamy sposoby i np. organizujemy wspólne pranie skarpetek – dodaje [b]„Bąbel” (Katarzyna Suknarowska).
- Cztery lata to nie jest tak dużo, by je poświęcić, bo potem czeka nas długa kariera – mówi „Jupa” (Justyna Daniel).
- Chciałabym grać w WNBA.
- A ja w pierwszej reprezentacji Polski.
- Ja chce mieć szczęśliwą rodzinę.
O trenerze też mówią zgodnie. – Jest cudowny. Zastępuje nam rodziców. Jak trzeba jest surowy, jak tego potrzebujemy jest kochany. Nasz dzień to monotonia: trening – nauka – nauka – trening, ale jakoś dajemy sobie z tym radę. Ciężko trenujemy, ale organizm się przyzwyczaja. Z kolei jak zmniejszamy obciążenie to czujemy się dziwnie. Czasem siada nam kręgosłup, stawy, ale do tego też można się przyzwyczaić.
Bardzo brakuje nam dyskotek, ale wtedy robimy sobie tańce w internacie. Chłopaki? – Jesteśmy skazane na pięcioboistów, którzy mieszkają piętro wyżej. No i jak pojedziemy do domu...
Chciałybyśmy trafić do takiego klubu, który zapewniłby nam nie tylko finanse, ale również możliwość grania. Najgorzej jest siedzieć na ławce...
Ważnym wydarzeniem w życiu szkoły był awans z rocznikiem 82’ do ekstaraklasy, czyli koszykarskiej elity. – Dziewczyny obcięły mi krawat i myślałem, że go wyrzuciły. Ale na koniec roku dostałem go pięknie oprawiony, z podpisami wszystkich dziewczyn, a wręczyła mi go kapitan zespołu Agnieszka Bibrzycka. Bardzo się wtedy wzruszyłem. Wisi u mnie na najważniejszym miejscu w domu – opowiada trener Koć.
Zwyczajny trener?
Po zakończonym spotkaniu nie mam ostrej reprymendy od trenerów. – Nawet jak przegrają , zawsze dziękuję im za pracę, bo mimo że nie wychodzi, one bardzo ciężko pracują. Nie analizuję występu od razu, bo w tym momencie też ma gorącą głowę – mówi Koć. – Przecież nie wszystkie mają wybitny talent. Jak by tak było, to mielibyśmy tylko takie brylanty, jak Agnieszka Bibrzyucka.
Do dziś wszystkie dziewczyny utrzymają kontakt ze szkołą. – Przysyłają życzenia na święta, dzwonią... Mam takie szczęście, że na dziesięć zawodniczek grających w kadrze Polski seniorek, osiem przeszło przez moje ręce. To ogromna przyjemność, gdy podchodzą i witają się ze mną. One – wielkie gwiazdy, a ja – zwykły trener. Jestem z nich wszystkich bardzo dumny...
Katarzyna Bogumił „Magazyn Olimpijski”
MARIO pisze:Jestem ciekaw czy w tym sezonie drużyna SMSu Łomianki zajmując pierwsze miejsce w 1 lidze awansuje do ekstraklasy - czy w ogóle wchodzi to w grę?
Powodzenia dla dziewczyn z Łomianek w Nowym Roku!
Powiem szczerze,że też się nad tym zastanawiałem.Nawet gdy dziewczyny wywalczą awans do ekstraklasy(a będzie im bardzo ciężko choć życzę im tego z całego serca)to boję się że nie zostaną zgłoszone do najwyższej klasy rozgrywek.
Tak chyba już było rok temu. Koszykarki SMSu W-wa w meczu z AZS-em Gorzów Wlkp. nawet odnosząc zwycięstwo i zajmując pierwsze miejsce w 1 lidze nie otrzymałyby przepustki do ekstraklasy. Mecz zakończył się jak pamiętamy wygraną Gorzowa Wlkp. dlatego też trudno gdybać co by było gdyby wygrał wówczas SMS...
W tym sezonie trzymam jednak mocno kciuki za dziewczyny z Łomianek.
W tym sezonie trzymam jednak mocno kciuki za dziewczyny z Łomianek.
..you got to lose, to know how to win..
Mówiąc o awansie trzeba spytać o conajmniej trzy rzeczy...
Za co? .... tu i tak sytuacja wygląda prościej niż u wielu "maluczkich"
Jednak ekstraklasa to o wiele wyzsze wymogi finansowe niż pierwsza liga... czy warto więc na jeden sezon obecności wśród najlepszych rzucac się z motyką na słońce. Powstaje więc drugie pytanie...
Po co? .... Jeden, niepodważalny powód - jeśli jest szansa ogrywania młodych wśród najlepszych, to może to być największa korzyść dla tych zawodiczek. Z drugiej jednak strony bardzo wysokie porażki na pewno nie będą działały mobilizująco (tylko, że poziom ekstraklasy tak spada, że za rok, dwa pewnie Olimpia tam by batów w juniorskim składzie nie dostawała
... rodzi się więc pytanie o siłę, więc...
Kim? .... Nie można zapominać, że w SMSie zawodniczki nie grają wiecznie, kończą Szkołę i odchodzą - po obecnym sezonie kilka wiodących prym (np Lecia) właśnie kończy występy w SMSie. Czy jej nastepczynie mają szansę, by poradzić sobie w warunkach ekstraklasy i czy nie lepszym byłoby jednak dać im sie ogrywać na trochę niższym poziomie, to następne pytanie...
Rodzi się jeszcze kilka pytań... ale nie po drodze mi znowu chodzić na wojnę
hihi
Za co? .... tu i tak sytuacja wygląda prościej niż u wielu "maluczkich"
Po co? .... Jeden, niepodważalny powód - jeśli jest szansa ogrywania młodych wśród najlepszych, to może to być największa korzyść dla tych zawodiczek. Z drugiej jednak strony bardzo wysokie porażki na pewno nie będą działały mobilizująco (tylko, że poziom ekstraklasy tak spada, że za rok, dwa pewnie Olimpia tam by batów w juniorskim składzie nie dostawała
Kim? .... Nie można zapominać, że w SMSie zawodniczki nie grają wiecznie, kończą Szkołę i odchodzą - po obecnym sezonie kilka wiodących prym (np Lecia) właśnie kończy występy w SMSie. Czy jej nastepczynie mają szansę, by poradzić sobie w warunkach ekstraklasy i czy nie lepszym byłoby jednak dać im sie ogrywać na trochę niższym poziomie, to następne pytanie...
Rodzi się jeszcze kilka pytań... ale nie po drodze mi znowu chodzić na wojnę
Ania i Alex... Na zawsze w naszych sercach!!! [']
Za co?
Rzeczywiście Seba masz rację - tu jest największy problem. Niestety PZKosz nie jest w stanie zapewnić byt finansowy SMS-owi w ekstraklasie i lepiej nie pchać się w bagno...
Po co?
Po to by ogrywać się wśród najlepszych. Dziewczyny powinny poznać smak ekstraklasy - najlepiej uczyć się od razu na "głębokiej wodzie". Jestem pewien, że wiele z tych dziewczyn grających obecnie w SMS w przyszłości po maturze chciałoby kontynuować karierę koszykarską na szczeblu ekstraklasy, dlatego też kosztem "batów" powinny się ogrywać wśród najlepszych by w przyszłości przyniosło to efekty.
Kim?
Co roku szkołę opuszczają najlepsze (?) zawodniczki, które wiodły prym w zespole SMSu. Wielu uważało, że po odejściu Oli Chomać, Izy Piekarskiej, Kasi Krężel czy Edzi Błaszczak zespół nie będzie miał szans w 1 lidze tymczasem dziewczyny prezentują się całkiem pozytywnie - szkoda tylko, że nie wszystkie dziewczyny dostają szanse pokazania wszystkich swoich umiejętności... To już jednak decyzja tylko i wyłącznie trenera Kocia.
Rodzi się jeszcze kilka pytań... ale nie po drodze mi znowu chodzić na wojnęhihi
Podyskutować zawsze można
..you got to lose, to know how to win..
Moje poglądy się nie zmieniły
Co do zaś Twojego wpisu wyżej... hmmm... nie pamiętam, by ktoś mówił, że zespół nie będzie miał szans w pierwszej lidze. Myślę, że nie ma co nikogo przekonywać jak GIGANTYCZNA różnica dzieli jednak pierwszą ligę od nawet dołu ekstraklasy. Myślę, że nawet zagorzałym obrońcą SMSu udało się zauważyć, że z roku na rok zawodniczek, które gwarantowałyby poziom choćby czołówki pierwszej ligi coraz mniej (no chyba, że się będziemy godzić ze stałym obniżaniem poziomu tej czołówki). Może w końcu pora zastanowić się nad powodami i nowymi rozwiązaniami, a nie chełpić się tym co było kiedyś. Przypomnę też, że jakiś czas temu ten zespół występował w silniejszej o wiele ekstraklasie nie będąc chłopcem do bicia, teraz zaś mówisz, że ponoć były osoby bojące się o wyniki w beznadziejnej pierwszej lidze z którą nawet juniorki Olimpii wygrywają jak chcą (w tym sezonie dwa razy pokonana Bydgoszcz, raz Tęcza Leszno ze Ślotałą na czele np). Trzeba chyba zacząć działać od samego dołu w myśl zasady "SMS dla klubów" a nie odwrotnie, jak ma to miejsce niestety. Co do tego, że "nawet kosztem batów"... ehhh... nie mogę się zgodzić niestety. Jeśli perspektywy przed młodziutkimi zawodniczkami będą takie, że przygniatająca większość spotkań kończyć się będzie pogromem sens szkoleniowy moim zdaniem będzie mizerny, o wpływie na psychikę naszych nadziei nie wspomnę. Co gorsza jednak wyniki takie będą prawdopodobnie wymuszały granie tylko najlepszymi, dość ścisłym składem, co już chyba zupełnie traci sens. Gorzej, że za rok pewnie kształt pierwszej ligi zupełnie nas wszystkich może postawić pod ścianą i dla SMSu granie w tak marnym towarzystwie może być jeszcze gorszym niż baty ekstraklasowe rozwiązaniem. Jeśli więc już istnieje, to najlepszym byłoby coś, co teoretycznie wydaje się nie do osiągnięcia - silny zespół na kształt tego, jaki powstał dość dawno temu w Australii (AIS ... australijski instytut sportu), zrzeszający młodzieżowy zespół tego kraju. Tylko jedyna różnica, ze team ten radzi sobie bardzo dobrze w całkiem silnej lidze tamtego kraju z najlepszymi. Ja jednak w tym miejscu jeszcze raz powtórzę to, o czym mówiłem i mówię od dawna - wprowadzenie ligi rezerw obowiązkowo dotyczacej wszystkich klubów ekstraklasy, której mecze ściśle związane byłyby z głównymi ligowymi, a końcowa tabela miała pewien, minimalny wpływ na tabelę "dorosłych". Jeśli ci wszyscy, którzy chwalą i krytykują nie pomyślą jak najszybciej nad kształtem szkolenia najmłodszych, to naprawdę z roku na rok SMS coraz mniej będzie miał perspektyw, by brać. Pamiętać trzeba, że nie tam zaczynają przygodę z basketem te wszystkie 8-, 9-letnie dzieci i nie tam kształtuję się z nich potencjalną przyszłą zawodniczkę ekstraklasową.
Mam nadzieję, że tym razem dyskusja będzie przedmiotowa w tym temacie
Pozdrawiam.
Mam nadzieję, że tym razem dyskusja będzie przedmiotowa w tym temacie
Pozdrawiam.
Ania i Alex... Na zawsze w naszych sercach!!! [']
Seba pisze:Moje poglądy się nie zmieniły(...).
Myślę Seba iż przemawia przez Ciebie nienawiść do SMS-u.Po pierwsze:wcale nie ma tak dużej przepaści między czołowymi drużynami I ligi a słabeuszami z ekstraklasy.Przykładów jest wiele chociażby sezon 2001/2002, czy 2002/2003.Wówczas to SMS PZKosz Warszawa bez rocznika 82' całkiem dobrze radził sobie w ekstraklasie,oczywiście w dole tabeli
Po drugie jeżeli chodzi o finanse to nie wiele sie one różnią od pierwszoligowych. W tym roku finanse się trochę zmniejszyły dzięki podziałowi I ligi na dwie grupy.W ekstraklasie natomiast trochę wzrosły ze względu na 3 sędziego.Także myślę że pieniądze stanowią najmniejszy problem.
Po trzecie Pan Paszczyk tworząc SMS myślał chyba o przyszłości polskiej reprezentacji a nie o klubach.Ja sam myślę że większość trenerów myśli o tym żeby wychować jak najwięcej reprezentantek kraju, a nie tylko ograniczać się do swojego "folwarku"
Jeżeli chodzi o szkolenie młodzieży tzn tych najmłodszych to wszyscy trenerzy powinni usiąść do stołu i zastanowić się nad przyszłością koszykówki dzieci i młodzieży w Polsce i nad tym jak poprawić szkolenie i finanse klubów, które borykają się z coraz większymi problemami.
Jeżeli chodzi o poziom I ligi to fakt nie jest on wysoki dla tego też tym większy mam ból że w tym roku w tej klasie rogrywek nie ma Olimpii a przecież mogła być???Prawda???
Nienawiść... hihih... a to dobre
Jednak się nie pomyliłem pisząc, że obawiam się przedmiotowość dyskusji - argumentów użyłeś ZERO, a zaczynasz tradycyjnie od tego, że jak ktoś widzi coś inaczej to od razu "nienawidzi" ... hehe.. śmiechu warte
W sumie nie ma się do czego w Twoim wpisie ustosunkowywać. Twierdzisz, że różnica w finansach między ekstraklasą a pierwszą ligą jest niewielka... człowieku - Ty chyba z choinki się urwałeś
. Nie wiem, jak to jest w warunkach pieniędzy związkowych, ale dla każdego normalnego klubu to jest PRZEPAŚĆ! O Twoim stwierdzeniu, że nie ma wielkiej różnicy poziomów już nawet nie wspomnę - KOMPROMITACJA! Wystarczy dodać, że w czasach silniejszej pierwszej ligi Ostrovia awansowała słabszym składem do ekstraklasy, a jak jest teraz... sam sobie odpowiedz na to pytanie. Wspominasz też przeszłość.... taaaa... tak było - była ekstraklasa... tylko już wtedy pisałem (widząc, co się dzieje "na dole") pytając jak będzie wyglądała przyszłość. Obecnie SMS gra w pierwszej lidze i jak widać na każdym kroku jest lepiej - takie tłumy wielkich talentów w całej Polsce, że aż miło popatrzeć (sarkazm). Co do tego, że tworząc SMS myślano o reprezentacji... to chyba oczywiste... powtórzę więc - naprawdę myślisz, że do SMSu bierze się dziewczyny z ulicy? Że gdy wezmiesz taka powiedzmy 15-latkę obojętnie skąd to trafi ona do kadry? A wcześniej jakoś mało Cię obchodzi najwyrazniej co się z nią dzieje... to, że ktoś MUSI przez siedem, osiem lat zadbać, by jak najlepiej się ukształtowała. Piszesz o Olimpii i pierwszej lidze... heheheh.. śmiech na sali! Zadam Ci jedno, ważne pytanie - KOGO W POLSCE, W POZNANIU OBCHODZI CO SIĘ STANIE Z TYM KLUBEM SZKOLĄCYM OD LAT MŁODZIEŻ? Co będzie za rok, czemu teraz nie grają w pierwszej lidze, co się stanie z tymi, które teraz u nas grają, jaki los spotkał rocznik 86... hehehe... i tu jest problem. Gdyby nie to Forum NIKT nie wiedziałby, że wogóle taki klub istnieje, o jakiejkolwiek pomocy nawet nie wspomnę. Póki co trener Cudak, jako wróg publiczny SMSu nr 1, bo stara się walczyć o swoje, może liczyć tylko na krytykę i kłody pod nogi. No, ale przecież SMS myśli o reprezentacji, a nie o klubach... a koszykarki to trafią za kilka lat do nich z... hmmm...
Napisałeś tylko jedną mądra rzecz - zacytuję: "Jeżeli chodzi o szkolenie młodzieży tzn tych najmłodszych to wszyscy trenerzy powinni usiąść do stołu i zastanowić się nad przyszłością koszykówki dzieci i młodzieży w Polsce i nad tym jak poprawić szkolenie i finanse klubów, które borykają się z coraz większymi problemami."
I o tym mówię! Staram się podrzucać również od lat pomysły i rzeczowo dyskutować na tematy związane ze szkoleniem tych najmłodszych. Nie zaczynam każdego wpisu - Ty nie masz racji, bo "nienawidzisz" Olimpii... hihi.. Sorka, że wracam do tych słów, ale rzuciłeś mnie o ziemię... hehehe... SMS jest mi obojętny, tak jak był zawsze, w podobnym stopniu, jak obojętne są mi inne kluby, mówię jedynie o tym jak widzę sytuację jeśli chodzi o struktury. Są od lat chore i obraz siły ligi (nie licząc oczywiście dwó-, trzyzespołowej czołówki), w tym również SMSu o tym świadczy najlepiej.
Pozdrawiam.
W sumie nie ma się do czego w Twoim wpisie ustosunkowywać. Twierdzisz, że różnica w finansach między ekstraklasą a pierwszą ligą jest niewielka... człowieku - Ty chyba z choinki się urwałeś
Napisałeś tylko jedną mądra rzecz - zacytuję: "Jeżeli chodzi o szkolenie młodzieży tzn tych najmłodszych to wszyscy trenerzy powinni usiąść do stołu i zastanowić się nad przyszłością koszykówki dzieci i młodzieży w Polsce i nad tym jak poprawić szkolenie i finanse klubów, które borykają się z coraz większymi problemami."
I o tym mówię! Staram się podrzucać również od lat pomysły i rzeczowo dyskutować na tematy związane ze szkoleniem tych najmłodszych. Nie zaczynam każdego wpisu - Ty nie masz racji, bo "nienawidzisz" Olimpii... hihi.. Sorka, że wracam do tych słów, ale rzuciłeś mnie o ziemię... hehehe... SMS jest mi obojętny, tak jak był zawsze, w podobnym stopniu, jak obojętne są mi inne kluby, mówię jedynie o tym jak widzę sytuację jeśli chodzi o struktury. Są od lat chore i obraz siły ligi (nie licząc oczywiście dwó-, trzyzespołowej czołówki), w tym również SMSu o tym świadczy najlepiej.
Pozdrawiam.
Ania i Alex... Na zawsze w naszych sercach!!! [']
Seba pisze:(...)
Pozdrawiam.
Z tą nienawiścią to możę przesadziłem
Pisząc o różnicy finansowej miałem na myśli to że skoro Olimpia ma kasę na juniorki i II ligę (pomimo grania tylko turnieji) to znajdzie jeszcze trochę na gre w I lidze.Podział na dwie grupy spowodował że Olimpia miałaby może jeden daleki wyjazd (myślę tu o odległości 800 km w obie strony).Mówisz że nie ma kasy.Znam trenera który od 2 czy może 3 lat nie dostaje pensji (i to nie są duże pieniądze jak sam pewno wiesz),pracuje w szkole jako nauczyciel WF i ze swojej kasy przy niewielkiej pomocy sponsora który daje nie wiele,wykłada na mecze w lidze juniorek i grę w II lidze.Cała sytuacja ma miejsce na południu gdzie drużyn jest 13 a odległości między nimi są dość spore.
Ja nie będę podsuwał pomysłów co taki trener czy tacy kibice (bez sarkazmu) jak wy mają zrobić.Macie głowę i ...... to konbinujcie(bez urazy, nikogo nie chcę tutaj obrażać a jeżeli tak się stanie to z góry przepraszam).
Na koniec zadam Ci tylko jedno pytanie gdzie byłaby Lecia i Marta Urbaniak teraz gdyby nie szkoła???(Magda i Marta wiem że jest Wam ciężko ale dacie radę!!!Wierzę w Was!!!)Gdzie by grały???W AZS?
Nie jestem przeciwko szkoleniu w Olimpii czy trenerowi Cudakowi choć może na to wyglądać,ale naprawdę tak nie jest.Gdybym dziś miał kasę (choć narazie się na to nie zanosi
Na koniec pragnę przeprosić zawodniczki z rocznika 86' których nie wymieniłem ale nie uczyniłem tego ze względu iż sprawa dotyczy polemiki z kibicem Olimpi z którego to klubu wywodzą sie w/w zawodniczki.
Na początek malutka prośba, jako od Admina tego Forum
Jeśli cytujesz dłuuugi post (a moje dotyczące tego tematu z reguły są dłuuuugie.. hehe), to po prostu zostaw tylko sam początek. Wszyscy chętni moga przeczytać wyżej całość. Chyba, że do jakiegoś fragmentu odnosisz się w sposób wyjątkowy.
Co do treści zaś wpisu... hmmm... jedna odpowiedz:
- możesz tego nie wiedzieć, ale Lecia (czyli Magdalena Leciejewska, bo ciągle skracamy, a chyba jednak już dokonania kwalifikuja do używania pełnego nazwiska.. hihi) w 2002 roku, jako 16-letnia zawodniczka w zespole trenera Jabłońskiego pełniła bardzo ważną rolę i potrafiła np rzucić 8 punktów w Łodzi w meczu decydującym o awansie. Gdyby nie SMS więc znalazłby się na pewno inny klub, w którym dostałaby szansę rozwoju. Nie będę wnikał w szczegóły co by było gdyby, jak by potoczyły się Jej losy - nalegam, byś też tego "gdybania" nie praktykował. Ja mogę napisać, że to nie Lecia ma szczęście, że istnieje SMS, a SMS, że może u siebie gościć tak niezwykłą osobę i zawodniczkę jak Lecia. Chyba nie muszę mówić, jakby wyglądał ten sezon jeśli chodzi o wyniki w pierwszej lidze, gdyby nie walka po tablicami Olimpijki. Może już nigdy nie zagra w niebiesko-biało-czerwonych barwach, ale i tak będę trzymał za nią kciuki i życzę jej powodzenia.
Co do pieniędzy zaś - doskonale wiesz, bo pisałem Ci o tym, że nie w tym sprawa. Nie będę rozwijał tematu, bo to zdecydowanie nie czas i miejsce na to. Pieniądze nie są wszystkim - czasem wystarczy trochę pomocy organizacyjnej, sensowne rozmowy i wyciągnięcie reki... Zresztą w Olimpii od bardzo dawna nie ma pieniędzy, co jakoś nie przeszkadza zdobywać medali i szkolić utalentowanych zawodniczek.
Ja kończę mój udział w dyskusji - jak coś, to wiesz, jak się skontaktować. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
Co do treści zaś wpisu... hmmm... jedna odpowiedz:
- możesz tego nie wiedzieć, ale Lecia (czyli Magdalena Leciejewska, bo ciągle skracamy, a chyba jednak już dokonania kwalifikuja do używania pełnego nazwiska.. hihi) w 2002 roku, jako 16-letnia zawodniczka w zespole trenera Jabłońskiego pełniła bardzo ważną rolę i potrafiła np rzucić 8 punktów w Łodzi w meczu decydującym o awansie. Gdyby nie SMS więc znalazłby się na pewno inny klub, w którym dostałaby szansę rozwoju. Nie będę wnikał w szczegóły co by było gdyby, jak by potoczyły się Jej losy - nalegam, byś też tego "gdybania" nie praktykował. Ja mogę napisać, że to nie Lecia ma szczęście, że istnieje SMS, a SMS, że może u siebie gościć tak niezwykłą osobę i zawodniczkę jak Lecia. Chyba nie muszę mówić, jakby wyglądał ten sezon jeśli chodzi o wyniki w pierwszej lidze, gdyby nie walka po tablicami Olimpijki. Może już nigdy nie zagra w niebiesko-biało-czerwonych barwach, ale i tak będę trzymał za nią kciuki i życzę jej powodzenia.
Co do pieniędzy zaś - doskonale wiesz, bo pisałem Ci o tym, że nie w tym sprawa. Nie będę rozwijał tematu, bo to zdecydowanie nie czas i miejsce na to. Pieniądze nie są wszystkim - czasem wystarczy trochę pomocy organizacyjnej, sensowne rozmowy i wyciągnięcie reki... Zresztą w Olimpii od bardzo dawna nie ma pieniędzy, co jakoś nie przeszkadza zdobywać medali i szkolić utalentowanych zawodniczek.
Ja kończę mój udział w dyskusji - jak coś, to wiesz, jak się skontaktować. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
Ania i Alex... Na zawsze w naszych sercach!!! [']
Chłopaki obaj macie racje, z tym, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia
SMS powinien doszkalać młode zawodniczki ale pod względem ich umiejętności i wyników indywidualnych, a nie drużyny. Większość trenerów chce osiągnąć sukces (wynik) zespołu, nie patrząc jednak na to, by dana zawodniczka nie zatrzymała się w rozwoju. I tutaj zgadzam się z Tobą Seba, że to SMS ma szczęście, że gra tam Lecia, a nie odwrotnie. Choć...
Druga strona medalu jest taka, że dla wielu zawodniczek - które trafiły do SMSu z klubów nazwałbym je maluczkich, które nigdy nie wyszłyby na szerokie wody i nie osiągnęłyby znaczących sukcesów, a taka zawodniczka w takim zespole nigdy nie zostałaby zauważona - Szkoła Mistrzostwa Sportowego jest odskocznią i kluczem do pokazania się w Polsce.
..you got to lose, to know how to win..
Zgadzam się z Tobą Mario w zupełności.Faktycznie gdyby nie trener Cudak nie byłoby Leci,Marty Urbaniak,Weroniki Idczak,gdyby nie trener Pasieczny i trener Włodarz nie byłoby Eli Międzik,Kaśki Suknarowskiej,Kaśki Płaińskiej,bez trenerki Jabłońskiej nie byłoby Pecold,Skobel,bez trenera Wierzbickiego nie byłoby Szot,Cupryś i tak można wymieniać ich bez końca.Im wszystkim należy się cześć i chwała.Tak samo jak cześć i chwała należą się trenerom (pomimo ich wad)z SMS-u to oni poświęcają się im od rana do wieczora i próbują sprawić że gdy będą odchodzićze szkoły miały szansę poradzić sobie w dorosłym życiu koszykarskim.Masz rację Seba że kluby powinny otrzymać wsparcie ze Szkoły ale trzeba to wypośrodkować.Zgodzisz się ze mną? 
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości