Wisła Kraków - Lotos Gdynia 56:71
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Na taki tłum wiślaczki czekały od początku sezonu. Nie doczekały się, nawet gdy ich rywalem w Eurolidze był najlepszy zespół Europy US Valenciennes Olympic. Dopiero wicemistrz świata i Europy, gdyński Lotos, wypełnił halę kibicami po brzegi.
Kibice Wisły nie szczędzili gardeł, bo po drugiej stronie nie milkła liczna i dobrze zorganizowana grupa gdyńskich sympatyków. Czy jednak można wygrać mecz, jeżeli w pierwszej kwarcie aż 18 razy rzuca się niecelnie? Nie można. Katastrofalna skuteczność odbiła się na wyniku 4:17 i ustawiła losy spotkania przy tak poważnym przeciwniku, jakim jest ośmiokrotny mistrz Polski.
Słabiutko (nie pierwszy już raz) wypadła Shannon Johnson, która źle rozgrywała, popełniała błędy kroków, a pierwsze i jedyne punkty zdobyła w 35. min meczu. - Nie wiem, co się z nią dzieje. Grała bardzo źle i będziemy z nią rozmawiać - nie ukrywał po meczu trener Wisły Wojciech Downar-Zapolski.
Równie źle zagrały Białorusinki. Maryna Kress z jedenastu rzutów za dwa punkty trafiła tylko raz (9 proc. skuteczności!) i ledwie raz z sześciu prób za trzy (17 proc.). Natalia Trafimava mimo 18 minut spędzonych na parkiecie była niewidoczna.
- Czy w tej sytuacji można wygrać mecz? - zastanawiał się trener Wisły.
W pierwszej kwarcie jedyne punkty spod kosza zdobyły Tangela Smith i Iva Perovanović, które dla odmiany zanotowały przyzwoite występy.
Najwyższa na boisku Małgorzata Dydek (213 cm) miała spore kłopoty ze znalezieniem sobie miejsca na parkiecie. Jej pasywna gra skończyła się faulem w ataku. Bez kompleksów zagrała za to krakowianka w barwach Lotosu Ewelina Kobryn. Rzucała i zbierała piłki, a faulowana trafiała z linii rzutów osobistych.
W drugiej kwarcie wiślaczki położyły na szalę całą swoją ambicję. Cóż z tego, skoro nerwy dały o sobie znać w najprostszych, wydawało się, sytuacjach pod koszem rywalek. Może i krakowiankom udałoby się zmniejszyć przewagę, gdyby nie Agnieszka Bibrzycka, najlepsza koszykarka Europy w 2003 roku. "Biba" z lekkością i gracją zdobywała punkty i zza łuku, i z półdystansu, a rajd z piłką przez całe boisko Deanny Nolan i akcja "2+1" wzbudziły szczery podziw.
W drugiej połowie krakowianki grały lepiej i dwie kwarty minimalnie wygrały. W ostatnich dziesięciu minutach wiślaczki nabrały animuszu, bo koszykarki Lotosu dwukrotnie sfaulowały w ataku, a nawet popełniły przewinienie umyślne. Znów zadrżały ręce krakowiankom. Zazwyczaj nieomylna w rzutach osobistych Monika Krawiec tym razem dwa razy spudłowała. Punkty Jeleny Skerović (rozkręcała się z minuty na minutę) i efektowny blok Smith na Kobryn pozwoliły przez chwilę zmniejszyć przewagę gdynianek (52:61). Zmęczone pościgiem krakowianki spuściły z tonu i ostatecznie przegrały różnicą piętnastu punktów.
Przyczynę porażki Wisły dobrze ilustrują choćby statystyki rzutów za dwa punkty (17/59, czyli 29 proc.) i przegrana walka na tablicach 22:30.
Wisła Can-Pack 56
Lotos Gdynia 71
Kwarty: 4:17, 18:22, 17:16, 17:16.
Wisła: Smith 18, Kress 5 (1x3), Czepiec 3 (1), Johnson i Krawiec po 2 oraz Perovanović 16, Skerović 10 (2), Gburczyk i Trafimava po 0.
Lotos: Bibrzycka 22 (3), Nolan 14 (1), Dydek i Kobryn po 9, Pawlak 5 (1) oraz Veselovsky 8, Troina 4, Motyl 0.
Sędziowali Marek Maliszewski i Tomasz Kudlicki. Widzów 1500.
Waldemar Kordyl Gazeta Wyborcza
Kibice Wisły nie szczędzili gardeł, bo po drugiej stronie nie milkła liczna i dobrze zorganizowana grupa gdyńskich sympatyków. Czy jednak można wygrać mecz, jeżeli w pierwszej kwarcie aż 18 razy rzuca się niecelnie? Nie można. Katastrofalna skuteczność odbiła się na wyniku 4:17 i ustawiła losy spotkania przy tak poważnym przeciwniku, jakim jest ośmiokrotny mistrz Polski.
Słabiutko (nie pierwszy już raz) wypadła Shannon Johnson, która źle rozgrywała, popełniała błędy kroków, a pierwsze i jedyne punkty zdobyła w 35. min meczu. - Nie wiem, co się z nią dzieje. Grała bardzo źle i będziemy z nią rozmawiać - nie ukrywał po meczu trener Wisły Wojciech Downar-Zapolski.
Równie źle zagrały Białorusinki. Maryna Kress z jedenastu rzutów za dwa punkty trafiła tylko raz (9 proc. skuteczności!) i ledwie raz z sześciu prób za trzy (17 proc.). Natalia Trafimava mimo 18 minut spędzonych na parkiecie była niewidoczna.
- Czy w tej sytuacji można wygrać mecz? - zastanawiał się trener Wisły.
W pierwszej kwarcie jedyne punkty spod kosza zdobyły Tangela Smith i Iva Perovanović, które dla odmiany zanotowały przyzwoite występy.
Najwyższa na boisku Małgorzata Dydek (213 cm) miała spore kłopoty ze znalezieniem sobie miejsca na parkiecie. Jej pasywna gra skończyła się faulem w ataku. Bez kompleksów zagrała za to krakowianka w barwach Lotosu Ewelina Kobryn. Rzucała i zbierała piłki, a faulowana trafiała z linii rzutów osobistych.
W drugiej kwarcie wiślaczki położyły na szalę całą swoją ambicję. Cóż z tego, skoro nerwy dały o sobie znać w najprostszych, wydawało się, sytuacjach pod koszem rywalek. Może i krakowiankom udałoby się zmniejszyć przewagę, gdyby nie Agnieszka Bibrzycka, najlepsza koszykarka Europy w 2003 roku. "Biba" z lekkością i gracją zdobywała punkty i zza łuku, i z półdystansu, a rajd z piłką przez całe boisko Deanny Nolan i akcja "2+1" wzbudziły szczery podziw.
W drugiej połowie krakowianki grały lepiej i dwie kwarty minimalnie wygrały. W ostatnich dziesięciu minutach wiślaczki nabrały animuszu, bo koszykarki Lotosu dwukrotnie sfaulowały w ataku, a nawet popełniły przewinienie umyślne. Znów zadrżały ręce krakowiankom. Zazwyczaj nieomylna w rzutach osobistych Monika Krawiec tym razem dwa razy spudłowała. Punkty Jeleny Skerović (rozkręcała się z minuty na minutę) i efektowny blok Smith na Kobryn pozwoliły przez chwilę zmniejszyć przewagę gdynianek (52:61). Zmęczone pościgiem krakowianki spuściły z tonu i ostatecznie przegrały różnicą piętnastu punktów.
Przyczynę porażki Wisły dobrze ilustrują choćby statystyki rzutów za dwa punkty (17/59, czyli 29 proc.) i przegrana walka na tablicach 22:30.
Wisła Can-Pack 56
Lotos Gdynia 71
Kwarty: 4:17, 18:22, 17:16, 17:16.
Wisła: Smith 18, Kress 5 (1x3), Czepiec 3 (1), Johnson i Krawiec po 2 oraz Perovanović 16, Skerović 10 (2), Gburczyk i Trafimava po 0.
Lotos: Bibrzycka 22 (3), Nolan 14 (1), Dydek i Kobryn po 9, Pawlak 5 (1) oraz Veselovsky 8, Troina 4, Motyl 0.
Sędziowali Marek Maliszewski i Tomasz Kudlicki. Widzów 1500.
Waldemar Kordyl Gazeta Wyborcza
Niestety znając naszych wspaniałych sponsorów , musimy liczyć się z tym , że po sezonie firma Can-pack podziękuje za współpracę.....Mam jednak szczerą nadzieję , że się tak nie stanie.... Ale te nasze polskie realia.....W jeden sezon nie zrobi sie zespołu europejskiego foramtu....ale w gorącej wodzie kąpani prezesi tego nie rozumieją.......Lotos dopiero po latach stworzył markowy klub , a i teraz potrafi przegrać z nowicjuszem w stawce Dexią Namur
W ekstraklasie kobiet
Jak najczarniejszy sen
WISŁA CAN-PACK - LOTOS GDYNIA 56-71 (4-17, 18-22, 17-16, 17-16): Smith 18, Kress 5 (1x3), Czepiec 3 (1x3), Johnson 2, Krawiec 2 oraz Perovanovic 16, Skerovic 10 (2x3), Gburczyk, Trafimava - Bibrzycka 22 (3x3), Nolan 14 (1x3), Dydek 9, Kobryn 9, Pawlak 5 (1x3) - Vesolovsky 8, Troina 4, Motyl. Widzów 1500.
Jak najczarniejszy sen będą wspominać wiślaczki pierwszą kwartę. Zdobyły w niej tylko 4 punkty. Natomiast koszykarkom Lotosu od początku wychodziło wszystko. Ich agresywna gra w obronie i skuteczność pod koszem spowodowały, że już po 10 minutach miały 13-punktową przewagę. Takiej straty - mimo wyrównanej gry w dalszej części spotkania - wiślaczkom nie udało się już odrobić.
Blamażem zaczęło pachnieć w 7 m. in, kiedy po "trójce" Bibrzyckiej Lotos wyszedł na prowadzenie 15-2. Ostatecznie zawodniczki Lotosu, dopingowane przez około 60-osobową grupę kibiców z Gdyni, pierwszą kwartę wygrały 17-4.
Wiślaczki przebudziły się w drugiej kwarcie. Na jej początku za 3 pkt trafiła Skerovic, chwilę później 2 "oczka" dorzuciła Perovanovic i zrobiło się 9-19. Później mistrzynie Polski i wicemistrzynie Europy znów podkręciły tempo i na przerwę schodziły z 17 punktami przewagi.
Po zmianie stron kibice po cichu liczyli na zryw krakowianek. Tymczasem drugą połowę od mocnego akcentu rozpoczęły gdynianki, które w 22 min prowadziły już 44-24. Później grające bardzo nierówno wiślaczki zdobyły 7 punktów pod rząd i nieco zniwelowały stratę. Dopiero w 25 min pierwsze punkty zdobyła Małgorzata Dydek. Najwyższa na parkiecie (213 cm wzrostu) zawodniczka Lotosu nie miała najlepszego dnia. Jej kolejne 2 rzuty znów były jednak celne i liderki ekstraklasy osiągnęły najwyższą w meczu, 21-punktową przewagę (52-31).
Dopiero w 36 min pierwszy i jak się okazało jedyny celny rzut oddała Shannon Johnson. Rozgrywająca wiślaczek nie zaliczy tego występu do udanych.
- Shannon jest zawodniczką numer 1 w zespole, a zagrała słabo, nie błyszczała. Będę musiał z nią porozmawiać - stwierdził trener wiślaczek Wojciech Downar-Zapolski. Nie miał natomiast zastrzeżeń do gry Tangeli Smith i Ivy Perovanovic. Pozostałe zawodniczki Wisły Can-Pack nie były w stanie podjąć wyrównanej walki z liderkami ekstraklasy.
Myślę, że z Lotosem spotkamy się w finale rozgrywek i w meczach o mistrzostwo Polski pokażemy inną grę - zapewniała Patrycja Czepiec, kapitan wiślaczek.
Wiślaczki przegrały mecz z powodu braku skuteczności. Na 59 oddanych przez nie rzutów za 2 punkty celnych było 17 (29 proc.). W przypadku Lotosu z 45 prób 22 zakończyły się sukcesem (49 proc.). Podobnie było w przypadku rzutów za 3 punkty. Wisła na 15 prób trafiła 4 razy (27 proc.), Lotos oddał 12 rzutów i 5 było celnych (42 proc.). W zbiórkach w obronie wygrał Lotos 30-22. W zbiórkach w ataku lepsza była Wisła 15-9. W asystach padł remis 10-10. Straty: 7-10. Przechwyty: 6-7. Bloki: 3-2.
Pozostałe wyniki: AZS TelcomMedia Gorzów - PZU Polfa Pabianice 61-58, Cukierki Brzeg - Meblotap AZS PWSZ Chełm 78-72, AZS Poznań - ŁKS Lotto Łódź 68-62, Ostrovia Ostrów - CCC Polkowice 75-95.
1. Lotos 12 24 1014-754
2. Wisła 12 21 976-762
3. PZU Polfa 12 21 930-767
4. CCC 12 19 875-829
5. AZS G. 12 18 743-797
6. Cukierki 12 17 794-811
7. AZS Poznań 12 17 807-856
8. ŁKS Lotto 12 16 736-863
9. Ostrovia 12 14 706-993
10. Meblotap 12 13 769-918
PIOTR TYMCZAK Dziennik Polski
Przygaszone śmiercią
Wojciech Downar-Zapolski, trener Wisły: - W czwartek przegraliśmy z Gambrinusem Brno po słabej czwartej kwarcie. Z Lotosem przespaliśmy pierwszą kwartę. W tej części gry dziewczyny były stremowane. Na pewno wpływ na to miała - pierwszy raz w tym sezonie - wypełniona po brzegi hala. Po nieudanym początku potrafiliśmy jednak wyjść z dołka i przez trzy kolejne kwarty toczyć wyrównany bój.
Krzysztof Koziorowicz, trener Lotosu: - Mój zespół był przygaszony śmiercią matki Elaine Powell. Myślami byliśmy gdzie indziej. To odbiło się na grze. Brakowało Elaine, która kieruje grą naszej drużyny. Jestem natomiast zadowolony z występu młodych zawodniczek. Z dobrej strony pokazała się m.in. Paulina Pawlak.
O piłkę walczy Patrycja Czepiec (nr 13)
Fot. Michał Klag
Jak najczarniejszy sen
WISŁA CAN-PACK - LOTOS GDYNIA 56-71 (4-17, 18-22, 17-16, 17-16): Smith 18, Kress 5 (1x3), Czepiec 3 (1x3), Johnson 2, Krawiec 2 oraz Perovanovic 16, Skerovic 10 (2x3), Gburczyk, Trafimava - Bibrzycka 22 (3x3), Nolan 14 (1x3), Dydek 9, Kobryn 9, Pawlak 5 (1x3) - Vesolovsky 8, Troina 4, Motyl. Widzów 1500.
Jak najczarniejszy sen będą wspominać wiślaczki pierwszą kwartę. Zdobyły w niej tylko 4 punkty. Natomiast koszykarkom Lotosu od początku wychodziło wszystko. Ich agresywna gra w obronie i skuteczność pod koszem spowodowały, że już po 10 minutach miały 13-punktową przewagę. Takiej straty - mimo wyrównanej gry w dalszej części spotkania - wiślaczkom nie udało się już odrobić.
Blamażem zaczęło pachnieć w 7 m. in, kiedy po "trójce" Bibrzyckiej Lotos wyszedł na prowadzenie 15-2. Ostatecznie zawodniczki Lotosu, dopingowane przez około 60-osobową grupę kibiców z Gdyni, pierwszą kwartę wygrały 17-4.
Wiślaczki przebudziły się w drugiej kwarcie. Na jej początku za 3 pkt trafiła Skerovic, chwilę później 2 "oczka" dorzuciła Perovanovic i zrobiło się 9-19. Później mistrzynie Polski i wicemistrzynie Europy znów podkręciły tempo i na przerwę schodziły z 17 punktami przewagi.
Po zmianie stron kibice po cichu liczyli na zryw krakowianek. Tymczasem drugą połowę od mocnego akcentu rozpoczęły gdynianki, które w 22 min prowadziły już 44-24. Później grające bardzo nierówno wiślaczki zdobyły 7 punktów pod rząd i nieco zniwelowały stratę. Dopiero w 25 min pierwsze punkty zdobyła Małgorzata Dydek. Najwyższa na parkiecie (213 cm wzrostu) zawodniczka Lotosu nie miała najlepszego dnia. Jej kolejne 2 rzuty znów były jednak celne i liderki ekstraklasy osiągnęły najwyższą w meczu, 21-punktową przewagę (52-31).
Dopiero w 36 min pierwszy i jak się okazało jedyny celny rzut oddała Shannon Johnson. Rozgrywająca wiślaczek nie zaliczy tego występu do udanych.
- Shannon jest zawodniczką numer 1 w zespole, a zagrała słabo, nie błyszczała. Będę musiał z nią porozmawiać - stwierdził trener wiślaczek Wojciech Downar-Zapolski. Nie miał natomiast zastrzeżeń do gry Tangeli Smith i Ivy Perovanovic. Pozostałe zawodniczki Wisły Can-Pack nie były w stanie podjąć wyrównanej walki z liderkami ekstraklasy.
Myślę, że z Lotosem spotkamy się w finale rozgrywek i w meczach o mistrzostwo Polski pokażemy inną grę - zapewniała Patrycja Czepiec, kapitan wiślaczek.
Wiślaczki przegrały mecz z powodu braku skuteczności. Na 59 oddanych przez nie rzutów za 2 punkty celnych było 17 (29 proc.). W przypadku Lotosu z 45 prób 22 zakończyły się sukcesem (49 proc.). Podobnie było w przypadku rzutów za 3 punkty. Wisła na 15 prób trafiła 4 razy (27 proc.), Lotos oddał 12 rzutów i 5 było celnych (42 proc.). W zbiórkach w obronie wygrał Lotos 30-22. W zbiórkach w ataku lepsza była Wisła 15-9. W asystach padł remis 10-10. Straty: 7-10. Przechwyty: 6-7. Bloki: 3-2.
Pozostałe wyniki: AZS TelcomMedia Gorzów - PZU Polfa Pabianice 61-58, Cukierki Brzeg - Meblotap AZS PWSZ Chełm 78-72, AZS Poznań - ŁKS Lotto Łódź 68-62, Ostrovia Ostrów - CCC Polkowice 75-95.
1. Lotos 12 24 1014-754
2. Wisła 12 21 976-762
3. PZU Polfa 12 21 930-767
4. CCC 12 19 875-829
5. AZS G. 12 18 743-797
6. Cukierki 12 17 794-811
7. AZS Poznań 12 17 807-856
8. ŁKS Lotto 12 16 736-863
9. Ostrovia 12 14 706-993
10. Meblotap 12 13 769-918
PIOTR TYMCZAK Dziennik Polski
Przygaszone śmiercią
Wojciech Downar-Zapolski, trener Wisły: - W czwartek przegraliśmy z Gambrinusem Brno po słabej czwartej kwarcie. Z Lotosem przespaliśmy pierwszą kwartę. W tej części gry dziewczyny były stremowane. Na pewno wpływ na to miała - pierwszy raz w tym sezonie - wypełniona po brzegi hala. Po nieudanym początku potrafiliśmy jednak wyjść z dołka i przez trzy kolejne kwarty toczyć wyrównany bój.
Krzysztof Koziorowicz, trener Lotosu: - Mój zespół był przygaszony śmiercią matki Elaine Powell. Myślami byliśmy gdzie indziej. To odbiło się na grze. Brakowało Elaine, która kieruje grą naszej drużyny. Jestem natomiast zadowolony z występu młodych zawodniczek. Z dobrej strony pokazała się m.in. Paulina Pawlak.
O piłkę walczy Patrycja Czepiec (nr 13)
Fot. Michał Klag
Pierwsza kwarta nieszczęść
Poniedziałek, 10 stycznia 2005r.
WISŁA Can-Pack Kraków - LOTOS Gdynia 56:71 (4:17, 18:22, 17:16, 17:16). Punkty: Johnson 2, Smith 18, Krawiec 2, Kress 5 (1x3), Czepiec 3 (1x3) oraz Perovanović 16, Skerović 10 (2x3) - Pawlak 5 (1x3), Nolan 14 (1x3), Kobryń 9, Dydek 9, Bibrzycka 22 (3x3) oraz Veselovsky 8, Troina 4.
Mecz na szczycie swoje rozstrzygnięcie znalazł już w pierwszej kwarcie, gdzie Wisła zaprezentowała grę, w której chyba chodziło o to, by do kosza rywalek nie trafiać. Na 18 oddanych rzutów tylko dwa z nich były celne, a to co krakowianki w ataku wyprawiały można uznać za pewnego rodzaju instruktaż koszykarskiej niemocy. Wisłę prześladował pech? Trochę tak, ale przede wszystkim sparaliżował ją strach przed mistrzyniami Polski. Najlepiej widać było to po grze Kress, która miała na parkiecie ,przepychać" się z Dydek, ale bała się nawet spojrzeć w górę, gdzie mogła przecież zauważyć smętnie ospałe oczy najwyższej koszykarki świata. Gdyby je dostrzegła pewnie ten strach by minął...
Ale chociaż Dydek po raz pierwszy w tym meczu trafiła do kosza dopiero w 25 min., to dzięki energicznie grającej Bibrzyckiej oraz dzielnie ją wspomagających Nolan i Kobryń, przewaga gdynianek rosła w błyskawicznym tempie. Już w 7 min. było 2:15, te pierwsze 10 min. gry zakończyło się 13 punktową przewagą mistrzyń Polski.
W drugiej kwarcie wprawdzie Wisła musiała oddać 3-4 rzuty, by choć raz do kosza trafić, ale w miarę upływu czasu ta gra była już nieco lepsza. Tyle, że wszelkie nadzieje na odrabianie strat - a takie były, gdy za 3 pkt. trafiła Skerović - natychmiast odbierała gospodyniom Bibrzycka. W 18 min. po rzucie z szybkiego ataku Veselovsky przewaga Lotosu wzrosła do 20 pkt. (37:17) i zanosiło się na pogrom.
W tym miejscu wiślaczkom należy się kilka ciepłych słów. Chociaż mogły poczuć się zdruzgotane, zdołały się pozbierać i nie pozwoliły już tak bezkarnie się obijać. Wprawdzie tylko z przewagą 1 pkt., ale wygrały zarówno kwartę trzecią jak i czwartą. Szczególnie w tej ostatniej odsłonie zaczynał pojawiać się promyk nadziei, gdy po rzucie Skerović przewaga rywalek spadła poniżej 10 pkt. (61:52). Na cud nie było co liczyć, przy tak słabo grającej Johnson Wisłę na nic więcej w tym meczu nie było stać. Ale, że żadna z wiślaczek - no może poza Skerović - nie zagrała na swoim normalnym poziomie, to jakieś nadzieje na poprawę i walkę krakowianek o mistrzostwo Polski ciągle jeszcze można mieć. Trzeba tylko poradzić sobie z wewnętrznym kryzysem. Może nie tyle formy, co tożsamości.
Janusz Kozioł - Gazeta Krakowska
Poniedziałek, 10 stycznia 2005r.
WISŁA Can-Pack Kraków - LOTOS Gdynia 56:71 (4:17, 18:22, 17:16, 17:16). Punkty: Johnson 2, Smith 18, Krawiec 2, Kress 5 (1x3), Czepiec 3 (1x3) oraz Perovanović 16, Skerović 10 (2x3) - Pawlak 5 (1x3), Nolan 14 (1x3), Kobryń 9, Dydek 9, Bibrzycka 22 (3x3) oraz Veselovsky 8, Troina 4.
Mecz na szczycie swoje rozstrzygnięcie znalazł już w pierwszej kwarcie, gdzie Wisła zaprezentowała grę, w której chyba chodziło o to, by do kosza rywalek nie trafiać. Na 18 oddanych rzutów tylko dwa z nich były celne, a to co krakowianki w ataku wyprawiały można uznać za pewnego rodzaju instruktaż koszykarskiej niemocy. Wisłę prześladował pech? Trochę tak, ale przede wszystkim sparaliżował ją strach przed mistrzyniami Polski. Najlepiej widać było to po grze Kress, która miała na parkiecie ,przepychać" się z Dydek, ale bała się nawet spojrzeć w górę, gdzie mogła przecież zauważyć smętnie ospałe oczy najwyższej koszykarki świata. Gdyby je dostrzegła pewnie ten strach by minął...
Ale chociaż Dydek po raz pierwszy w tym meczu trafiła do kosza dopiero w 25 min., to dzięki energicznie grającej Bibrzyckiej oraz dzielnie ją wspomagających Nolan i Kobryń, przewaga gdynianek rosła w błyskawicznym tempie. Już w 7 min. było 2:15, te pierwsze 10 min. gry zakończyło się 13 punktową przewagą mistrzyń Polski.
W drugiej kwarcie wprawdzie Wisła musiała oddać 3-4 rzuty, by choć raz do kosza trafić, ale w miarę upływu czasu ta gra była już nieco lepsza. Tyle, że wszelkie nadzieje na odrabianie strat - a takie były, gdy za 3 pkt. trafiła Skerović - natychmiast odbierała gospodyniom Bibrzycka. W 18 min. po rzucie z szybkiego ataku Veselovsky przewaga Lotosu wzrosła do 20 pkt. (37:17) i zanosiło się na pogrom.
W tym miejscu wiślaczkom należy się kilka ciepłych słów. Chociaż mogły poczuć się zdruzgotane, zdołały się pozbierać i nie pozwoliły już tak bezkarnie się obijać. Wprawdzie tylko z przewagą 1 pkt., ale wygrały zarówno kwartę trzecią jak i czwartą. Szczególnie w tej ostatniej odsłonie zaczynał pojawiać się promyk nadziei, gdy po rzucie Skerović przewaga rywalek spadła poniżej 10 pkt. (61:52). Na cud nie było co liczyć, przy tak słabo grającej Johnson Wisłę na nic więcej w tym meczu nie było stać. Ale, że żadna z wiślaczek - no może poza Skerović - nie zagrała na swoim normalnym poziomie, to jakieś nadzieje na poprawę i walkę krakowianek o mistrzostwo Polski ciągle jeszcze można mieć. Trzeba tylko poradzić sobie z wewnętrznym kryzysem. Może nie tyle formy, co tożsamości.
Janusz Kozioł - Gazeta Krakowska
Marco TS pisze:Okiem kibica:
Mecz na szczycie przyciągnął na halę sporo osób.Swój sektor wypełniliśmy nie do końca, ale w porównaniu do wcześniejszych spotkań koszykarek było naprawdę nieźle. Na początek spotkania rozwijamy sektorówkę. Druga kwarta to akcja flagowo transparenotwa, a na początku III zaprezentowaliśmy choreografię z balonów oraz białych gwiazdek znanych z wyjazdu do Zabrza. Przyjezdni prezentują sektorówkę, małe flagi na kijach oraz małe ognie bengalskie.
Marco macie moze jakieś foty z waszego sektora z tego meczu?
- Marco
- Junior
- Posty: 2575
- Rejestracja: 22 października 2004, 17:01
- Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
- Kontaktowanie:
GURU pisze:Marco TS pisze:Okiem kibica:
Mecz na szczycie przyciągnął na halę sporo osób.Swój sektor wypełniliśmy nie do końca, ale w porównaniu do wcześniejszych spotkań koszykarek było naprawdę nieźle. Na początek spotkania rozwijamy sektorówkę. Druga kwarta to akcja flagowo transparenotwa, a na początku III zaprezentowaliśmy choreografię z balonów oraz białych gwiazdek znanych z wyjazdu do Zabrza. Przyjezdni prezentują sektorówkę, małe flagi na kijach oraz małe ognie bengalskie.
Marco macie moze jakieś foty z waszego sektora z tego meczu?
Jelsi sie na oficjlanej stronie nie pojawią jakies to nie bedzie


WislaLive.pl
-
Wodnik
Downar-Zapolski jeszcze mniej panuje nad zespołem niż Koniecki.Tamten był tyranem ale przynajmniej nie dał sobą rządzić zawodniczką zagranicznym.Zresztą uważam ze Downar-Zapolski jako trener Wisły to taj jak Broniszewski do Arsenalu.NIE TEN POZIOM NIE TE ZABAWKI.
Zresztą niektóre transfery Wisły były powiedzmy...nietrafione.ŚMIEM TWIERDZIĆ ZE WISŁA POD WZGLĘDEM tzw.CHEMI WEWNĄTRZ ZESPOŁU JEST NAJGORSZA W CAŁEJ EKSTRAKLASIE.
Zresztą niektóre transfery Wisły były powiedzmy...nietrafione.ŚMIEM TWIERDZIĆ ZE WISŁA POD WZGLĘDEM tzw.CHEMI WEWNĄTRZ ZESPOŁU JEST NAJGORSZA W CAŁEJ EKSTRAKLASIE.
-
Wodnik
A co transferów:
1.Z jaką łatwością oddano Kobryń.Bo przecież po co Wisle mają grać młoda wychowanka-polka lepiej kupić na jej miejsce zawodniczki zagraniczne.Oddano ją po spodziewano się ze przy ogromnych zakupach pod koszem że bedzie za słaba aby się przebić.Cóz za słaba do Wisły...dobra do pierwszej piątki Lotosu..
2.czemu nie zainteresowano się Cupryś jak szukała klubu.
3.Czemu nie bito się o Perlińską i dano jej uciec do Pabianic.Przecież wariant Powell-młoda Pawlak sprawdza sie w Lotosie to czemu wariant Johnson-młoda Perlińska nie sprwadziłby się w Krakowie.Po h..ja dwie doświadczone zagraniczne zawodniczki na 1 (jedna bedzie b.niezadowolona z czasu gry)jaka to perspektywa.
1.Z jaką łatwością oddano Kobryń.Bo przecież po co Wisle mają grać młoda wychowanka-polka lepiej kupić na jej miejsce zawodniczki zagraniczne.Oddano ją po spodziewano się ze przy ogromnych zakupach pod koszem że bedzie za słaba aby się przebić.Cóz za słaba do Wisły...dobra do pierwszej piątki Lotosu..
2.czemu nie zainteresowano się Cupryś jak szukała klubu.
3.Czemu nie bito się o Perlińską i dano jej uciec do Pabianic.Przecież wariant Powell-młoda Pawlak sprawdza sie w Lotosie to czemu wariant Johnson-młoda Perlińska nie sprwadziłby się w Krakowie.Po h..ja dwie doświadczone zagraniczne zawodniczki na 1 (jedna bedzie b.niezadowolona z czasu gry)jaka to perspektywa.
- Mikey
- Senior
- Posty: 3547
- Rejestracja: 07 czerwca 2004, 10:41
- Lokalizacja: Z Lans Ekipy
- Kontaktowanie:
Jeśli myślisz ze mieliście w walce o Alę jakies szanse z Pabianicami to się gruuuuubo mylisz. Nie tylko kasa liczy sie na tym świecie, a Wisła to nie koszykarski Real Madryt żeby oferować bóg wie co a i na naszym podwórku jak się okazuje jeszcze jej troche do mistrza brakuje, więc jaki Ala miałaby interes iśc do Wisły, biorąc pod uwagę wszystkie plusy jakie przemawiały za pozostaniem na miejscu, przy rodzinie, przyjaciołach, rodzinnym domu, uczelni?Wodnik pisze:3.Czemu nie bito się o Perlińską i dano jej uciec do Pabianic.Przecież wariant Powell-młoda Pawlak sprawdza sie w Lotosie to czemu wariant Johnson-młoda Perlińska nie sprwadziłby się w Krakowie.Po h..ja dwie doświadczone zagraniczne zawodniczki na 1 (jedna bedzie b.niezadowolona z czasu gry)jaka to perspektywa.

Mikey pisze:(...) więc jaki Ala miałaby interes iśc do Wisły, biorąc pod uwagę wszystkie plusy jakie przemawiały za pozostaniem na miejscu, przy rodzinie, przyjaciołach, rodzinnym domu, uczelni?
Hmmm.. a gdyby tak dostała choćby 80% tego, co druga Amerykanka planowana obok Johnson? Zgadzam się w pełni z Wodnikiem, że oddawanie własnych wychowanek, by pozyskać kogoś zza granicy to paranoja i krótkowzroczność. O wiele rozsądniej zainwestować w swoją przyszłość stawiając na młode Polki - najlepiej z własnego miasta. A dla Ali Euroliga i obiecanie długich pobytów na boisku (o finansach nie wspominam), to jednak dobry byłby interes
Ania i Alex... Na zawsze w naszych sercach!!! [']
- Marco
- Junior
- Posty: 2575
- Rejestracja: 22 października 2004, 17:01
- Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
- Kontaktowanie:
Marco TS pisze:GURU pisze:Marco TS pisze:Okiem kibica:
Mecz na szczycie przyciągnął na halę sporo osób.Swój sektor wypełniliśmy nie do końca, ale w porównaniu do wcześniejszych spotkań koszykarek było naprawdę nieźle. Na początek spotkania rozwijamy sektorówkę. Druga kwarta to akcja flagowo transparenotwa, a na początku III zaprezentowaliśmy choreografię z balonów oraz białych gwiazdek znanych z wyjazdu do Zabrza. Przyjezdni prezentują sektorówkę, małe flagi na kijach oraz małe ognie bengalskie.
Marco macie moze jakieś foty z waszego sektora z tego meczu?
Jelsi sie na oficjlanej stronie nie pojawią jakies to nie bedzie
No i fotki sie pojawily http://www.wislacanpack.pl/home/?akcja= ... galeria=10


WislaLive.pl
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości



