Rozmowa z Małgorzatą Dydek
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Rozmowa z Małgorzatą Dydek
Rozmowa z koszykarką Lotosu Gdynia Małgorzatą Dydek
O mafii, polskich sędziach, tajemnicy kontraktów w WNBA, tolerancji, egoistycznych Amerykankach i cwaniactwie opowiada najwyższa (213 cm) koszykarka Polski Małgorzata Dydek
Michał Sielski: Pochodzi Pani z Wołomina, który uważany jest za matecznik polskiej mafii. Zna Pani "ludzi z miasta"?
Małgorzata Dydek: Nie jestem pewna. Często śmieję się, że wielu znajomych z klasy w podstawówce może teraz się czymś takim zajmować. Okolice dużych miast mają to do siebie, że nie ma w nich pracy i często sytuacja zmusza ludzi do zarabiania w sposób niezgodny z prawem. Paradoksalnie w Wołominie jest niska przestępczość, słyszałam, że swojego się nie tyka. Wbrew pozorom ci ludzie też mają swoje zasady. Nie wiem, czy któryś z kolegów jest w jakiejś zorganizowanej grupie, po prostu się z tego śmieję, choć wiem, że nie jest to powód do żartów. Spotykam się ze znajomymi z byłej klasy, dwa lata temu mieliśmy nawet zjazd z okazji 18. rocznicy ukończenia szkoły podstawowej. Był na nim także mój wychowawca i pierwszy trener Ryszard Zahn.
To za jego namową trafiła Pani do koszykówki?
- Tak. W Wołominie są tylko dwa sporty: siatkówka mężczyzn i koszykówka kobiet. Trener chodził po szkołach i wybierał najwyższe dziewczyny. A ja mam wysokich rodziców i zawsze byłam najwyższa w klasie. Od tamtej pory gram w koszykówkę.
Już w podstawówce Gosia Dydek pomyślała "będę koszykarką"?
- Pomyślałam o tym dość późno, bo do Olimpii Poznań przeszłam, mając dopiero 16 lat. Trochę rzuciłam się na głęboką wodę, bo do tej pory mama gotowała obiadki, śniadanka itp. Nagle miałam na głowie wszystkie sprawunki. Nawet wtedy koszykówka była jeszcze dla mnie zabawą. Nie zdawałam sobie sprawy, że są wobec mnie jakieś oczekiwania.
Już wtedy zrobiło się o Małgorzacie Dydek głośno. Sława przeszkadza?
- Nigdy nie zabiegałam o sławę. W USA nie mogli się nadziwić. Mówili: "Nie chcesz być sławna, nie chcesz iść do Big Brothera?". Zawsze miałam to jednak na co dzień. Ze względu na wzrost często byłam wytykana palcami. Polacy nie są tolerancyjni. Obojętnie, czy chodzi o grubasa, rudą, piegowatą czy wysoką. Teraz większość ludzi poznaje mnie jednak jako Małgosię Dydek, koszykarkę. Bywają też zabawne sytuacje, np. spotykam starszą panią, a ona mówi: "Ja panią skądś znam". Po dłuższej chwili i wymienieniu kilku aktorek i telewizyjnych prezenterek dochodzimy do sportu. "No tak, pani gra mecze. W siatkówkę pani gra!" - triumfuje. Poza tym rozdaję miliony autografów. Daje to dużo radości, ale gdy jestem na kolacji ze znajomymi, jest to krępujące.
A nie krępuje Pani, że reprezentacja Polski gra tak słabo?
- To było przecież przewidywalne. Za czasów trenera Tomasz Herkta młode zawodniczki nie były wprowadzane do zespołu. Powinny choćby siedzieć na ławie i samymi treningami lub podpatrywaniem europejskich zespołów nabierać doświadczenia. Trener Arkadiusz Koniecki zupełnie to zmienił i teraz są same młode, które nie mają doświadczenia. Między polską ligą a Euroligą jest kolosalna różnica. W lidze nie można nabrać doświadczenia, bo zbyt mało zespołów gra w europejskich pucharach. Poza tym doświadczone Edyta Koryzna, Sylwia Wlaźlak i Beata Krupska-Tyszkiewicz zrezygnowały z gry i młode nie mają się od kogo uczyć.
Może pomoże im doświadczona Małgorzata Dydek, która w mijającym roku w kadrze nie zagrała?
- Byłam związana dwuletnim kontraktem w WNBA. Pierwszy raz mecze eliminacyjne do mistrzostw Europy odbywały sięwe wrześniu. Jako zawodowiec nie mogłam zerwać kontraktu. Polski Związek Koszykówki i trener kadry o tym wiedzieli. Ale był to słaby sezon San Antonio Silver Stars i można było załatwić moje zwolnienie. Gdybyśmy awansowały do mistrzostw Europy, to pewnie żadnej sprawy by nie było. Nie awansowałyśmy, więc trzeba było na kogoś zwalić winę.
Czyli w nadchodzącym sezonie podpisze Pani kontrakt w WNBA z zastrzeżeniem, że na mecze reprezentacji przyjedzie zawsze?
- Doradzałam nawet Agnieszce Bibrzyckiej, która kontrakt podpisywała później, żeby sobie zastrzegła możliwość gry w reprezentacji, i tak zrobiła. Nie ma z tym żadnego problemu. Do mnie z PZKosz. nadal nikt nie dzwonił, więc nie wiem jeszcze, czy mam o taką klauzulę zabiegać.
Tak czy inaczej Polska nie będzie faworytem tych eliminacji.
- A powinna być. Na igrzyska w Atenach nie udało się nam awansować, ale zawsze byłyśmy w europejskiej czołówce.
Tak jak Lotos Gdynia. W tym sezonie wygracie wreszcie Euroligę?
- Mamy najmłodszy zespół w polskiej lidze i jeden z najmłodszych w Eurolidze. Tak się już utarło, że musimy zdobyć mistrzostwo Polski, a w tym sezonie nie mamy najwyższego budżetu. Większy ma Wisła Kraków. Mamy bardzo nieprzewidywalny zespół.
Przewidywalni są za to sędziowie, którzy na wiele pozwalają Pani przeciwniczkom.
- Wiadomo, że zawodniczki będą próbowały wszystkiego, bo trenerzy na nie krzyczą, że nie mogą mnie powstrzymać. Sędziowie chyba się już do tego przyzwyczajają i nie gwiżdżą wszystkich przewinień. Strasznie mnie to wyprowadza z równowagi, ale wiem, że muszę zachować spokój, bo dostanę faul techniczny. W środku cała buzuję, najchętniej to bym skopała wszystkich pod ścianę! Czasami mam po prostu ochotę oddać, ale nie mogę okazywać emocji, bo trzeba grać swoje. Jeden z francuskich sędziów powiedział mi kiedyś, że mniejsze zawodniczki mają trudniej i on musi im pomóc. To dlaczego tym mniejszym nie zabierze szybkości? Bo wtedy pomógłby tym większym.
W polskiej lidze jest podobnie?
- Podczas meczu z Wisłą w Krakowie Monika Krawiec wbiegła na mnie. Zajęłam pozycję obronną, ale instynktownie jedną ręką zasłoniłam brzuch. Nie chciałam żeby mnie za mocno bolało, bo "wchodziła z kolanka". Nie jestem aktorką, więc się nie przewróciłam i sędziowie nie gwizdnęli jej faulu ofensywnego. Ale dlaczego dali mi faul umyślny? Nie mam pojęcia. Arbiter tłumaczył, że był zbyt duży kontakt. Przecież to nie moja wina.
I co? Żadnej reakcji? Żadnego rzucania piłką o parkiet, jak były gracz Prokomu Trefl Sopot Harold Jamison?
- Wygrywałyśmy już 20 punktami, więc dałam mu spokój.
To nigdy się Pani nie zdenerwuje, bo w lidze z każdym wygrywacie wysoko. Kiedy skończy się ta nuda i Lotos przestanie tak dominować?
- Jaka nuda? Idziemy na rekord! Na razie mamy osiem tytułów mistrzowskich z rzędu, a mogą być kolejne. W tym roku wzmocniły się jednak Polfa Pabianice i Wisła Kraków. Krakowiankom brak jednak "chemii", nie tworzą zespołu, ale zlepek indywidualności. Razem z Bibą [Agnieszką Bibrzycką - red.] grałyśmy z ich rozgrywającą Shannon Johnson w San Antonio i wiemy, że ona jest graczem wręcz antyzespołowym. To spore utrudnienie, bo jest przecież rozgrywającą. Z biegiem czasu mogą zacząć grać coraz lepiej i liga powinna być ciekawsza.
To prawda, że to ostatni Pani sezon w Lotosie?
- Na razie nie snuję takich planów. Co roku jest to możliwe, ale teraz koncentruję się na tegorocznych zadaniach. Jeżeli zdecyduję się opuścić Gdynię, to wcześniej powiadomię działaczy, żeby mogli sprowadzić jakąś zawodniczkę na moje miejsce.
Co prawda nie zdobywa już Pani tyle punktów co kiedyś, ale na zbiórki, zwłaszcza w obronie, nadal można liczyć.
- Wszystko zależy od ustawienia ataku pozycyjnego. Teraz dostaję mniej piłek pod koszem. W Lotosie wiele zawodniczek rzuca z obwodu. Poza tym nie mogę przepychać się w ataku, bo od razu odgwizdano by mi 800 "ofensów". Kiedyś grano na mnie, ale wtedy pozostałe zawodniczki stały podparte pod boki i czekały, co zrobię. Najlepiej, jak gramy zespołowo a nie na jedną zawodniczkę. A ja sobie zawsze dobrą pozycję wycwaniakuję.
Małgorzata Dydek
Wychowała się na osiedlu naftowym w Wołominie. - Moje rodzinne miasto słynie także ze stolarki i przepięknych szklanek To nie tylko przestępcze zagłębie - przekonuje. Bardzo lubi fotografować. Albumy ze zdjęciami zajmują już pięć półek. Nigdy nie chodzi na wybory, twierdzi, że to strata czasu.
Ma 29 lat i jest jedną z najstarszych zawodniczek w Lotosie Gdynia. - Gdy rok temu dołączyła do nas 17-letnia teraz Katarzyna Motyl, to na początku nie wiedziała chyba. jak się do mnie zwracać. Teraz nie ma jednak żadnych zahamowań, bo ja nie wytwarzam barier - mówi najlepsza blokująca w Polsce. Twierdzi, że w kinie nie zasłania nikomu ekranu. - Tylko spuszczam nogi na ramiona osoby siedzącej przede mną, bo nie mieszczę się w fotelu - śmieje się. Przed koszykówką grała też w piłkę ręczną. Zdobyła nawet złoty medal w rozgrywkach międzyszkolnych. Lubi śpiewać, ale twierdzi, że nikt jej nie lubi słuchać.
Rozmawiał Michał Sielski (Gazeta Wyborcza)
O mafii, polskich sędziach, tajemnicy kontraktów w WNBA, tolerancji, egoistycznych Amerykankach i cwaniactwie opowiada najwyższa (213 cm) koszykarka Polski Małgorzata Dydek
Michał Sielski: Pochodzi Pani z Wołomina, który uważany jest za matecznik polskiej mafii. Zna Pani "ludzi z miasta"?
Małgorzata Dydek: Nie jestem pewna. Często śmieję się, że wielu znajomych z klasy w podstawówce może teraz się czymś takim zajmować. Okolice dużych miast mają to do siebie, że nie ma w nich pracy i często sytuacja zmusza ludzi do zarabiania w sposób niezgodny z prawem. Paradoksalnie w Wołominie jest niska przestępczość, słyszałam, że swojego się nie tyka. Wbrew pozorom ci ludzie też mają swoje zasady. Nie wiem, czy któryś z kolegów jest w jakiejś zorganizowanej grupie, po prostu się z tego śmieję, choć wiem, że nie jest to powód do żartów. Spotykam się ze znajomymi z byłej klasy, dwa lata temu mieliśmy nawet zjazd z okazji 18. rocznicy ukończenia szkoły podstawowej. Był na nim także mój wychowawca i pierwszy trener Ryszard Zahn.
To za jego namową trafiła Pani do koszykówki?
- Tak. W Wołominie są tylko dwa sporty: siatkówka mężczyzn i koszykówka kobiet. Trener chodził po szkołach i wybierał najwyższe dziewczyny. A ja mam wysokich rodziców i zawsze byłam najwyższa w klasie. Od tamtej pory gram w koszykówkę.
Już w podstawówce Gosia Dydek pomyślała "będę koszykarką"?
- Pomyślałam o tym dość późno, bo do Olimpii Poznań przeszłam, mając dopiero 16 lat. Trochę rzuciłam się na głęboką wodę, bo do tej pory mama gotowała obiadki, śniadanka itp. Nagle miałam na głowie wszystkie sprawunki. Nawet wtedy koszykówka była jeszcze dla mnie zabawą. Nie zdawałam sobie sprawy, że są wobec mnie jakieś oczekiwania.
Już wtedy zrobiło się o Małgorzacie Dydek głośno. Sława przeszkadza?
- Nigdy nie zabiegałam o sławę. W USA nie mogli się nadziwić. Mówili: "Nie chcesz być sławna, nie chcesz iść do Big Brothera?". Zawsze miałam to jednak na co dzień. Ze względu na wzrost często byłam wytykana palcami. Polacy nie są tolerancyjni. Obojętnie, czy chodzi o grubasa, rudą, piegowatą czy wysoką. Teraz większość ludzi poznaje mnie jednak jako Małgosię Dydek, koszykarkę. Bywają też zabawne sytuacje, np. spotykam starszą panią, a ona mówi: "Ja panią skądś znam". Po dłuższej chwili i wymienieniu kilku aktorek i telewizyjnych prezenterek dochodzimy do sportu. "No tak, pani gra mecze. W siatkówkę pani gra!" - triumfuje. Poza tym rozdaję miliony autografów. Daje to dużo radości, ale gdy jestem na kolacji ze znajomymi, jest to krępujące.
A nie krępuje Pani, że reprezentacja Polski gra tak słabo?
- To było przecież przewidywalne. Za czasów trenera Tomasz Herkta młode zawodniczki nie były wprowadzane do zespołu. Powinny choćby siedzieć na ławie i samymi treningami lub podpatrywaniem europejskich zespołów nabierać doświadczenia. Trener Arkadiusz Koniecki zupełnie to zmienił i teraz są same młode, które nie mają doświadczenia. Między polską ligą a Euroligą jest kolosalna różnica. W lidze nie można nabrać doświadczenia, bo zbyt mało zespołów gra w europejskich pucharach. Poza tym doświadczone Edyta Koryzna, Sylwia Wlaźlak i Beata Krupska-Tyszkiewicz zrezygnowały z gry i młode nie mają się od kogo uczyć.
Może pomoże im doświadczona Małgorzata Dydek, która w mijającym roku w kadrze nie zagrała?
- Byłam związana dwuletnim kontraktem w WNBA. Pierwszy raz mecze eliminacyjne do mistrzostw Europy odbywały sięwe wrześniu. Jako zawodowiec nie mogłam zerwać kontraktu. Polski Związek Koszykówki i trener kadry o tym wiedzieli. Ale był to słaby sezon San Antonio Silver Stars i można było załatwić moje zwolnienie. Gdybyśmy awansowały do mistrzostw Europy, to pewnie żadnej sprawy by nie było. Nie awansowałyśmy, więc trzeba było na kogoś zwalić winę.
Czyli w nadchodzącym sezonie podpisze Pani kontrakt w WNBA z zastrzeżeniem, że na mecze reprezentacji przyjedzie zawsze?
- Doradzałam nawet Agnieszce Bibrzyckiej, która kontrakt podpisywała później, żeby sobie zastrzegła możliwość gry w reprezentacji, i tak zrobiła. Nie ma z tym żadnego problemu. Do mnie z PZKosz. nadal nikt nie dzwonił, więc nie wiem jeszcze, czy mam o taką klauzulę zabiegać.
Tak czy inaczej Polska nie będzie faworytem tych eliminacji.
- A powinna być. Na igrzyska w Atenach nie udało się nam awansować, ale zawsze byłyśmy w europejskiej czołówce.
Tak jak Lotos Gdynia. W tym sezonie wygracie wreszcie Euroligę?
- Mamy najmłodszy zespół w polskiej lidze i jeden z najmłodszych w Eurolidze. Tak się już utarło, że musimy zdobyć mistrzostwo Polski, a w tym sezonie nie mamy najwyższego budżetu. Większy ma Wisła Kraków. Mamy bardzo nieprzewidywalny zespół.
Przewidywalni są za to sędziowie, którzy na wiele pozwalają Pani przeciwniczkom.
- Wiadomo, że zawodniczki będą próbowały wszystkiego, bo trenerzy na nie krzyczą, że nie mogą mnie powstrzymać. Sędziowie chyba się już do tego przyzwyczajają i nie gwiżdżą wszystkich przewinień. Strasznie mnie to wyprowadza z równowagi, ale wiem, że muszę zachować spokój, bo dostanę faul techniczny. W środku cała buzuję, najchętniej to bym skopała wszystkich pod ścianę! Czasami mam po prostu ochotę oddać, ale nie mogę okazywać emocji, bo trzeba grać swoje. Jeden z francuskich sędziów powiedział mi kiedyś, że mniejsze zawodniczki mają trudniej i on musi im pomóc. To dlaczego tym mniejszym nie zabierze szybkości? Bo wtedy pomógłby tym większym.
W polskiej lidze jest podobnie?
- Podczas meczu z Wisłą w Krakowie Monika Krawiec wbiegła na mnie. Zajęłam pozycję obronną, ale instynktownie jedną ręką zasłoniłam brzuch. Nie chciałam żeby mnie za mocno bolało, bo "wchodziła z kolanka". Nie jestem aktorką, więc się nie przewróciłam i sędziowie nie gwizdnęli jej faulu ofensywnego. Ale dlaczego dali mi faul umyślny? Nie mam pojęcia. Arbiter tłumaczył, że był zbyt duży kontakt. Przecież to nie moja wina.
I co? Żadnej reakcji? Żadnego rzucania piłką o parkiet, jak były gracz Prokomu Trefl Sopot Harold Jamison?
- Wygrywałyśmy już 20 punktami, więc dałam mu spokój.
To nigdy się Pani nie zdenerwuje, bo w lidze z każdym wygrywacie wysoko. Kiedy skończy się ta nuda i Lotos przestanie tak dominować?
- Jaka nuda? Idziemy na rekord! Na razie mamy osiem tytułów mistrzowskich z rzędu, a mogą być kolejne. W tym roku wzmocniły się jednak Polfa Pabianice i Wisła Kraków. Krakowiankom brak jednak "chemii", nie tworzą zespołu, ale zlepek indywidualności. Razem z Bibą [Agnieszką Bibrzycką - red.] grałyśmy z ich rozgrywającą Shannon Johnson w San Antonio i wiemy, że ona jest graczem wręcz antyzespołowym. To spore utrudnienie, bo jest przecież rozgrywającą. Z biegiem czasu mogą zacząć grać coraz lepiej i liga powinna być ciekawsza.
To prawda, że to ostatni Pani sezon w Lotosie?
- Na razie nie snuję takich planów. Co roku jest to możliwe, ale teraz koncentruję się na tegorocznych zadaniach. Jeżeli zdecyduję się opuścić Gdynię, to wcześniej powiadomię działaczy, żeby mogli sprowadzić jakąś zawodniczkę na moje miejsce.
Co prawda nie zdobywa już Pani tyle punktów co kiedyś, ale na zbiórki, zwłaszcza w obronie, nadal można liczyć.
- Wszystko zależy od ustawienia ataku pozycyjnego. Teraz dostaję mniej piłek pod koszem. W Lotosie wiele zawodniczek rzuca z obwodu. Poza tym nie mogę przepychać się w ataku, bo od razu odgwizdano by mi 800 "ofensów". Kiedyś grano na mnie, ale wtedy pozostałe zawodniczki stały podparte pod boki i czekały, co zrobię. Najlepiej, jak gramy zespołowo a nie na jedną zawodniczkę. A ja sobie zawsze dobrą pozycję wycwaniakuję.
Małgorzata Dydek
Wychowała się na osiedlu naftowym w Wołominie. - Moje rodzinne miasto słynie także ze stolarki i przepięknych szklanek To nie tylko przestępcze zagłębie - przekonuje. Bardzo lubi fotografować. Albumy ze zdjęciami zajmują już pięć półek. Nigdy nie chodzi na wybory, twierdzi, że to strata czasu.
Ma 29 lat i jest jedną z najstarszych zawodniczek w Lotosie Gdynia. - Gdy rok temu dołączyła do nas 17-letnia teraz Katarzyna Motyl, to na początku nie wiedziała chyba. jak się do mnie zwracać. Teraz nie ma jednak żadnych zahamowań, bo ja nie wytwarzam barier - mówi najlepsza blokująca w Polsce. Twierdzi, że w kinie nie zasłania nikomu ekranu. - Tylko spuszczam nogi na ramiona osoby siedzącej przede mną, bo nie mieszczę się w fotelu - śmieje się. Przed koszykówką grała też w piłkę ręczną. Zdobyła nawet złoty medal w rozgrywkach międzyszkolnych. Lubi śpiewać, ale twierdzi, że nikt jej nie lubi słuchać.
Rozmawiał Michał Sielski (Gazeta Wyborcza)
Re: Rozmowa z Małgorzatą Dydek
Wojteg pisze:Ma 29 lat i jest jedną z najstarszych zawodniczek w Lotosie Gdynia. - Gdy rok temu dołączyła do nas 17-letnia teraz Katarzyna Motyl, to na początku nie wiedziała chyba. jak się do mnie zwracać. Teraz nie ma jednak żadnych zahamowań, bo ja nie wytwarzam barier - mówi najlepsza blokująca w Polsce. Twierdzi, że w kinie nie zasłania nikomu ekranu. - Tylko spuszczam nogi na ramiona osoby siedzącej przede mną, bo nie mieszczę się w fotelu - śmieje się. Przed koszykówką grała też w piłkę ręczną. Zdobyła nawet złoty medal w rozgrywkach międzyszkolnych. Lubi śpiewać, ale twierdzi, że nikt jej nie lubi słuchać.
Hmmm, o ile mi wiadomo, najlepszą aktualnie blokującą w Polsce jest Reda z Poznania. Dydek jest dopiero trzecia w tej klasyfikacji.... wyprzedza ją również Agnieszka Pałka z CCC.
- Viallos
- Administrator
- Posty: 1827
- Rejestracja: 06 czerwca 2004, 23:13
- Lokalizacja: Pabianice
- Kontaktowanie:
Re: Rozmowa z Małgorzatą Dydek
Kuba pisze:Wojteg pisze:Ma 29 lat i jest jedną z najstarszych zawodniczek w Lotosie Gdynia. - Gdy rok temu dołączyła do nas 17-letnia teraz Katarzyna Motyl, to na początku nie wiedziała chyba. jak się do mnie zwracać. Teraz nie ma jednak żadnych zahamowań, bo ja nie wytwarzam barier - mówi najlepsza blokująca w Polsce. Twierdzi, że w kinie nie zasłania nikomu ekranu. - Tylko spuszczam nogi na ramiona osoby siedzącej przede mną, bo nie mieszczę się w fotelu - śmieje się. Przed koszykówką grała też w piłkę ręczną. Zdobyła nawet złoty medal w rozgrywkach międzyszkolnych. Lubi śpiewać, ale twierdzi, że nikt jej nie lubi słuchać.
Hmmm, o ile mi wiadomo, najlepszą aktualnie blokującą w Polsce jest Reda z Poznania. Dydek jest dopiero trzecia w tej klasyfikacji.... wyprzedza ją również Agnieszka Pałka z CCC.
Dokładnie - ale co tam - przecież najwyższa to i musi najlepiej blokować - dziennikarz wie lepiej
- Szymon
- Oldboy
- Posty: 6023
- Rejestracja: 07 czerwca 2004, 09:11
- Lokalizacja: PABIANICE, POLSKA
- Kontaktowanie:
Re: Rozmowa z Małgorzatą Dydek
Wojteg pisze:
Przewidywalni są za to sędziowie, którzy na wiele pozwalają Pani przeciwniczkom.
- Wiadomo, że zawodniczki będą próbowały wszystkiego, bo trenerzy na nie krzyczą, że nie mogą mnie powstrzymać. Sędziowie chyba się już do tego przyzwyczajają i nie gwiżdżą wszystkich przewinień. Strasznie mnie to wyprowadza z równowagi, ale wiem, że muszę zachować spokój, bo dostanę faul techniczny. W środku cała buzuję, najchętniej to bym skopała wszystkich pod ścianę! Czasami mam po prostu ochotę oddać, ale nie mogę okazywać emocji, bo trzeba grać swoje. Jeden z francuskich sędziów powiedział mi kiedyś, że mniejsze zawodniczki mają trudniej i on musi im pomóc. To dlaczego tym mniejszym nie zabierze szybkości? Bo wtedy pomógłby tym większym.
Rozmawiał Michał Sielski (Gazeta Wyborcza)
A mi się najbardziej podoba ten fragment. Jaka ona biedna, jejku.
Ciekawe czemu nie wspomniała o jej przewinieniach, które są tolerowane przez "gwizdki"???
BYŁ, BĘDZIE I JEST ZAWSZE WŁÓKNIARZ MRKS


-
Fan nad fanami
Ci co nie znają Gosi prywatnie ten nie wie jaka ona jest-wiec niech sie nie wypowiada zle na JEJ temat.Jesli ktos jeszcze raz napisze cos na kochanego Gosiaczka cos nieprzyjemnego ten jest debilem nad debilami i juz.!!!!!!!Połowa z Was to by chciala miec po 1)taka koordynacje ruchowa jak ona gdyz macie z nia nawet problem przy 160 cm wzrostu hahahah po 2)miec iloraz inteligencji chociaz w polowie tak wysoki jak Ptysiaczek po 3)miec tylu przyjaciol co ma ona ,i byc tak kochana jak ona jest kochana przez tysiace ludzi na swiecie po 4)miec tak dobre i szczere serce jakie ma ona po 5)jest jeszcze milion powodow dlaczego jej zazdroscicie i ja krytykujecie.Ci co mowia cos zlego na nia to moga miec tylko problem z wlasna osoba ,gdyz stojac przed lustrem i patrzac na siebie nie znaja wlasnej wartosci.POzdrawiam wszytskich debili
- KOZIOL
- Nowy na forum
- Posty: 93
- Rejestracja: 29 grudnia 2004, 19:16
- Lokalizacja: Brzeg
- Kontaktowanie:
Fan nad fanami pisze:Ci co nie znają Gosi prywatnie ten nie wie jaka ona jest-wiec niech sie nie wypowiada zle na JEJ temat.Jesli ktos jeszcze raz napisze cos na kochanego Gosiaczka cos nieprzyjemnego ten jest debilem nad debilami i juz.!!!!!!!Połowa z Was to by chciala miec po 1)taka koordynacje ruchowa jak ona gdyz macie z nia nawet problem przy 160 cm wzrostu hahahah po 2)miec iloraz inteligencji chociaz w polowie tak wysoki jak Ptysiaczek po 3)miec tylu przyjaciol co ma ona ,i byc tak kochana jak ona jest kochana przez tysiace ludzi na swiecie po 4)miec tak dobre i szczere serce jakie ma ona po 5)jest jeszcze milion powodow dlaczego jej zazdroscicie i ja krytykujecie.Ci co mowia cos zlego na nia to moga miec tylko problem z wlasna osoba ,gdyz stojac przed lustrem i patrzac na siebie nie znaja wlasnej wartosci.POzdrawiam wszytskich debili
Boze ale zaklamanie!! Klapki na oczach i tyle!! Przeciez ona jest facetem, nie widzicie jej twarzy!
Fan nad fanami pisze:Ci co nie znają Gosi prywatnie ten nie wie jaka ona jest-wiec niech sie nie wypowiada zle na JEJ temat.Jesli ktos jeszcze raz napisze cos na kochanego Gosiaczka cos nieprzyjemnego ten jest debilem nad debilami i juz.!!!!!!!Połowa z Was to by chciala miec po 1)taka koordynacje ruchowa jak ona gdyz macie z nia nawet problem przy 160 cm wzrostu hahahah po 2)miec iloraz inteligencji chociaz w polowie tak wysoki jak Ptysiaczek po 3)miec tylu przyjaciol co ma ona ,i byc tak kochana jak ona jest kochana przez tysiace ludzi na swiecie po 4)miec tak dobre i szczere serce jakie ma ona po 5)jest jeszcze milion powodow dlaczego jej zazdroscicie i ja krytykujecie.Ci co mowia cos zlego na nia to moga miec tylko problem z wlasna osoba ,gdyz stojac przed lustrem i patrzac na siebie nie znaja wlasnej wartosci.POzdrawiam wszytskich debili
Poziom wpisu też mniej więcej na poziomie debilizmu
- Mikey
- Senior
- Posty: 3547
- Rejestracja: 07 czerwca 2004, 10:41
- Lokalizacja: Z Lans Ekipy
- Kontaktowanie:
Żałość, żenada, obciach, wstyd, głupota, bezmyślność, obsesja...Fan nad fanami pisze:Ci co nie znają Gosi prywatnie ten nie wie jaka ona jest-wiec niech sie nie wypowiada zle na JEJ temat.Jesli ktos jeszcze raz napisze cos na kochanego Gosiaczka cos nieprzyjemnego ten jest debilem nad debilami i juz.!!!!!!!Połowa z Was to by chciala miec po 1)taka koordynacje ruchowa jak ona gdyz macie z nia nawet problem przy 160 cm wzrostu hahahah po 2)miec iloraz inteligencji chociaz w polowie tak wysoki jak Ptysiaczek po 3)miec tylu przyjaciol co ma ona ,i byc tak kochana jak ona jest kochana przez tysiace ludzi na swiecie po 4)miec tak dobre i szczere serce jakie ma ona po 5)jest jeszcze milion powodow dlaczego jej zazdroscicie i ja krytykujecie.Ci co mowia cos zlego na nia to moga miec tylko problem z wlasna osoba ,gdyz stojac przed lustrem i patrzac na siebie nie znaja wlasnej wartosci.POzdrawiam wszytskich debili

- hellraiser
- Junior
- Posty: 2479
- Rejestracja: 17 listopada 2004, 12:04
Re: Rozmowa z Małgorzatą Dydek
Zajebisty wywiad.Lubie takie wywiady bez ściemy i prosto z mostu.Przypominają mi wywiady Radka Hyżego.Co prawda widze że podobna reakcja na wywiady Radka:Czyli kibice innych drużyn dziobią wywiad słowo po słowie i z uporem onanisty (jak to mówi pewien redaktor) szukają zdania aby się przyp. i potem poklepują się po placekach jaki to z Hyżego cham i brutal.A facet mówi beż sciemy i zato go lubie....Dydek mówi bez sciemy też ją lubie.
Co do sytuacji z koszykówkąw Polsce 100% racji.Herkt pozostawił spaloną ziemie i wszysko co najgorsze przeszło na Konieckiego.
Ja się odnoszę do sytuacji o Wiśle:
"....mistrzostwo Polski, a w tym sezonie nie mamy najwyższego budżetu. Większy ma Wisła Kraków"
Nie dokońca się zgadzam moim zdaniem budżety są wyrównane.Co i tak pokazuje że działacze Wisły wydawali szmal bez głowy.Kontrakt z Lopez to mistrzostwo świata..
"...Krakowiankom brak jednak "chemii", nie tworzą zespołu, ale zlepek indywidualności. Razem z Bibą [Agnieszką Bibrzycką - red.] grałyśmy z ich rozgrywającą Shannon Johnson w San Antonio i wiemy, że ona jest graczem wręcz antyzespołowym"
Niestety jest to cholerna prawda.Shanonon jest najdroższą zawodniczką w naszej lidze i niestety nie potrafi rozgrywać.Już wiem dlaczego SAS byli najgorszym zespołem WNBA.A swoją drogą za tą kase wolałbym SUE BIRD.To jest dopiero rozgrywająca .A jak pomyśle że Nolan bierze znacznie mniej to aż mnie skręca..
Co do sytuacji z koszykówkąw Polsce 100% racji.Herkt pozostawił spaloną ziemie i wszysko co najgorsze przeszło na Konieckiego.
Ja się odnoszę do sytuacji o Wiśle:
"....mistrzostwo Polski, a w tym sezonie nie mamy najwyższego budżetu. Większy ma Wisła Kraków"
Nie dokońca się zgadzam moim zdaniem budżety są wyrównane.Co i tak pokazuje że działacze Wisły wydawali szmal bez głowy.Kontrakt z Lopez to mistrzostwo świata..
"...Krakowiankom brak jednak "chemii", nie tworzą zespołu, ale zlepek indywidualności. Razem z Bibą [Agnieszką Bibrzycką - red.] grałyśmy z ich rozgrywającą Shannon Johnson w San Antonio i wiemy, że ona jest graczem wręcz antyzespołowym"
Niestety jest to cholerna prawda.Shanonon jest najdroższą zawodniczką w naszej lidze i niestety nie potrafi rozgrywać.Już wiem dlaczego SAS byli najgorszym zespołem WNBA.A swoją drogą za tą kase wolałbym SUE BIRD.To jest dopiero rozgrywająca .A jak pomyśle że Nolan bierze znacznie mniej to aż mnie skręca..
Liczy się zespół
Piątek, 28 stycznia 2005r.
Rozmowa z Małgorzatą Dydek, czołową koszykarką Polski i Europy, na co dzień grającą w Lotosie Gdynia.
Fot: Kazimierz Sempruch
Od lat Lotos jest najlepszą polską drużyną. Skąd bierze się tak wielka dominacja tego zespołu w naszej ekstraklasie?
Na pewno z odpowiednio dobrej selekcji zawodniczek. Trener drużyny powinien mieć przede wszystkim pomysł na zespół, a potem musi znaleźć takie zawodniczki, które będą realizować jego koncepcję gry. Dobra drużyna to nie ta, która składa się z gwiazd, ale zespół posiadający koszykarki podające, rzucające i zbierające z tablic. Do tego powiem, że my mamy akurat najmłodszy skład w Polsce i jeden z najmłodszych w Eurolidze. Te najmłodsze nasze koszykarki nabierają dopiero doświadczenia.
W tym sezonie widać, że zdobywa pani o wiele więcej punktów niż do tej pory.
Sądzę, że jest to nie tylko moja zasługa, ale także naszej rozgrywającej, Elaine Powell. Poprzednie zawodniczki na tej pozycji były świetne, ale grały zbyt indywidualnie. Elaine natomiast nie myśli o sobie, lecz o zespole. Świetnie broni, zdobywa piłki, a najważniejsze, że obie doskonale się rozumiemy. Z czystej pozycji nietrudno trafić do kosza.
Sympatycy Lotosu w kraju sukcesy tej drużyny kojarzą niezmiennie z pani nazwiskiem. Ile w tym prawdy?
Wiem, że od mojej formy wiele zależy, ale nie jest to w zupełności tak. Jestem podporą drużyny i staram się pomagać w odnoszeniu zwycięstw. Sama jednak meczu nie wygram. Nasze sukcesy to zasługa całej drużyny.
Po sezonie w kraju wyjeżdża pani grać za oceanem. Ile w tym korzyści, a ile satysfakcji?
Występ w amerykańskiej WNBA jest na pewno dużym wyróżnieniem. Tam grają najlepsze koszykarki świata. Moje występy w tej lidze jednak, podyktowane są przede wszystkim podnoszeniem własnych umiejętności. W WNBA gra się jednak bardziej intensywnie, tam sezon trwa zaledwie dwa i pół miesiąca, a w tym czasie trzeba rozegrać trzydzieści cztery mecze oraz play-offy. Tam nabiera się doświadczenia i uczy wszechstronności w grze. Zarówno ja jak i Agnieszka Bibrzycka, nauczyłyśmy się lepszej gry w obronie.
Przed dwoma laty przestała grać pani siostra Katarzyna, która mogłaby być gwiazdą w każdej polskiej drużynie ekstraklasy. Czyżby nie za wcześnie?
Ja też tak sądzę, ale Kasia uparła się, że chce zostać trenerem. To jest jednak jej wybór i mówi się: trudno. Szkoda takiej zawodniczki, choć jako drugi trener Lotosu radzi sobie bardzo dobrze. Przy takim szkoleniowcu, jakim jest Krzysztof Koziorowicz, Kasia nabiera sporo doświadczenia i można sądzić, że będzie znakomitą trenerką.
W Lotosie gra pani już 6 lat. Kiedy koniec kariery sportowej?
O tym jeszcze nie myślę. Jestem w Lotosie jedną z najstarszych zawodniczek, ale daleko mi do innych w kraju. Dopóki gra sprawia mi przyjemność i dopisuje zdrowie, tak długo zamierzam uprawiać koszykówkę.
Rozmawiał: Kazimierz Sempruch - Gazeta Opolska
Piątek, 28 stycznia 2005r.
Rozmowa z Małgorzatą Dydek, czołową koszykarką Polski i Europy, na co dzień grającą w Lotosie Gdynia.
Fot: Kazimierz Sempruch
Od lat Lotos jest najlepszą polską drużyną. Skąd bierze się tak wielka dominacja tego zespołu w naszej ekstraklasie?
Na pewno z odpowiednio dobrej selekcji zawodniczek. Trener drużyny powinien mieć przede wszystkim pomysł na zespół, a potem musi znaleźć takie zawodniczki, które będą realizować jego koncepcję gry. Dobra drużyna to nie ta, która składa się z gwiazd, ale zespół posiadający koszykarki podające, rzucające i zbierające z tablic. Do tego powiem, że my mamy akurat najmłodszy skład w Polsce i jeden z najmłodszych w Eurolidze. Te najmłodsze nasze koszykarki nabierają dopiero doświadczenia.
W tym sezonie widać, że zdobywa pani o wiele więcej punktów niż do tej pory.
Sądzę, że jest to nie tylko moja zasługa, ale także naszej rozgrywającej, Elaine Powell. Poprzednie zawodniczki na tej pozycji były świetne, ale grały zbyt indywidualnie. Elaine natomiast nie myśli o sobie, lecz o zespole. Świetnie broni, zdobywa piłki, a najważniejsze, że obie doskonale się rozumiemy. Z czystej pozycji nietrudno trafić do kosza.
Sympatycy Lotosu w kraju sukcesy tej drużyny kojarzą niezmiennie z pani nazwiskiem. Ile w tym prawdy?
Wiem, że od mojej formy wiele zależy, ale nie jest to w zupełności tak. Jestem podporą drużyny i staram się pomagać w odnoszeniu zwycięstw. Sama jednak meczu nie wygram. Nasze sukcesy to zasługa całej drużyny.
Po sezonie w kraju wyjeżdża pani grać za oceanem. Ile w tym korzyści, a ile satysfakcji?
Występ w amerykańskiej WNBA jest na pewno dużym wyróżnieniem. Tam grają najlepsze koszykarki świata. Moje występy w tej lidze jednak, podyktowane są przede wszystkim podnoszeniem własnych umiejętności. W WNBA gra się jednak bardziej intensywnie, tam sezon trwa zaledwie dwa i pół miesiąca, a w tym czasie trzeba rozegrać trzydzieści cztery mecze oraz play-offy. Tam nabiera się doświadczenia i uczy wszechstronności w grze. Zarówno ja jak i Agnieszka Bibrzycka, nauczyłyśmy się lepszej gry w obronie.
Przed dwoma laty przestała grać pani siostra Katarzyna, która mogłaby być gwiazdą w każdej polskiej drużynie ekstraklasy. Czyżby nie za wcześnie?
Ja też tak sądzę, ale Kasia uparła się, że chce zostać trenerem. To jest jednak jej wybór i mówi się: trudno. Szkoda takiej zawodniczki, choć jako drugi trener Lotosu radzi sobie bardzo dobrze. Przy takim szkoleniowcu, jakim jest Krzysztof Koziorowicz, Kasia nabiera sporo doświadczenia i można sądzić, że będzie znakomitą trenerką.
W Lotosie gra pani już 6 lat. Kiedy koniec kariery sportowej?
O tym jeszcze nie myślę. Jestem w Lotosie jedną z najstarszych zawodniczek, ale daleko mi do innych w kraju. Dopóki gra sprawia mi przyjemność i dopisuje zdrowie, tak długo zamierzam uprawiać koszykówkę.
Rozmawiał: Kazimierz Sempruch - Gazeta Opolska
Zahartowana z mężczyznami
Z Małgorzatą Dydek, najwyższą koszykarką świata, rozmawia Krzysztof Srogosz
Jak Pani ocenia swój pierwszy występ w Meczu Gwiazd?
To była przede wszystkim wspaniała zabawa. Ryan Randle ze Śląska Wrocław, który mnie pilnował, dostosował się do tego, że jestem kobietą. Na pewno nie wiedział do końca, jak przeciwko mnie grać. Dlatego bez problemów zdobyłam cztery punkty.
Oprócz Pani w meczu zagrały także trzy inne koszykarki...
Wiedziałyśmy, że występujemy tutaj gościnnie i nie będziemy miały znaczącego udziału w wyniku. Cieszę się jednak, że zostałyśmy dobrze przyjęte przez kolegów po fachu. Czułyśmy się znakomicie. A podanie Shannon Johnson do Randle'a, po którym ten wykonał efektowny wsad, było fantastyczne.
Co Pani sądzi o pomyśle występowania na parkiecie razem z mężczyznami?
To bardzo fajna sprawa (śmiech). W Stanach Zjednoczonych, gdzie też występuję, bardzo często trenujemy z chłopakami - zwłaszcza w okresie przygotowań do sezonu. Nie była to więc dla mnie żadna nowość. Jestem zahartowana w takich bojach.
Czy takie koedukacyjne mecze mają szansę zdobycia popularności w Polsce?
Jak najbardziej. W Polsce brakuje takich widowiskowych imprez. W USA przy okazji każdego weekendu gwiazd NBA rozgrywane są konkursy, w których wspólnie występują w parach koszykarze NBA i zawodniczki WNBA. To znakomita zabawa. W Polsce powinno być podobnie.
Zycie Warszawy
Z Małgorzatą Dydek, najwyższą koszykarką świata, rozmawia Krzysztof Srogosz
Jak Pani ocenia swój pierwszy występ w Meczu Gwiazd?
To była przede wszystkim wspaniała zabawa. Ryan Randle ze Śląska Wrocław, który mnie pilnował, dostosował się do tego, że jestem kobietą. Na pewno nie wiedział do końca, jak przeciwko mnie grać. Dlatego bez problemów zdobyłam cztery punkty.
Oprócz Pani w meczu zagrały także trzy inne koszykarki...
Wiedziałyśmy, że występujemy tutaj gościnnie i nie będziemy miały znaczącego udziału w wyniku. Cieszę się jednak, że zostałyśmy dobrze przyjęte przez kolegów po fachu. Czułyśmy się znakomicie. A podanie Shannon Johnson do Randle'a, po którym ten wykonał efektowny wsad, było fantastyczne.
Co Pani sądzi o pomyśle występowania na parkiecie razem z mężczyznami?
To bardzo fajna sprawa (śmiech). W Stanach Zjednoczonych, gdzie też występuję, bardzo często trenujemy z chłopakami - zwłaszcza w okresie przygotowań do sezonu. Nie była to więc dla mnie żadna nowość. Jestem zahartowana w takich bojach.
Czy takie koedukacyjne mecze mają szansę zdobycia popularności w Polsce?
Jak najbardziej. W Polsce brakuje takich widowiskowych imprez. W USA przy okazji każdego weekendu gwiazd NBA rozgrywane są konkursy, w których wspólnie występują w parach koszykarze NBA i zawodniczki WNBA. To znakomita zabawa. W Polsce powinno być podobnie.
Zycie Warszawy
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości



