Daiva Jodeikaite: - Nie, nie wracam na parkiet. W okresie macierzyństwa nieco przybrałam na wadze i, aby zgubić zbędne kilogramy, od czasu do czasu korzystam w ŁKS z ćwiczeń na atlasie, a także, za zgodą swych młodszych koleżanek, próbuję, relaksowo, rzutów do kosza.
O wznowienie normalnych zajęć treningowych nie ma mowy. Dużo czasu pochłania mi opieka nad moim ukochanym niemowlęciem i nie chcę zaniedbać ciążących na mnie obowiązków w pracy społecznej na rzecz koszykówki żeńskiej ŁKS.
* W obecnej sytuacji przydałaby się pani pomoc w meczach o punkty?
- Jestem przekonana, że i bez mojej pomocy ŁKS zdoła utrzymać się w ekstraklasie. Duże nadzieje wiążę z powrotem do zespołu Agaty Kasprzak, która już normalnie trenuje. Kluczowym momentem w tej rozgrywce będzie wynik naszej konfrontacji z AZS Gorzów. Pozytywny wpływ na całokształt gry naszej drużyny może też mieć zmiana na stanowisku pierwszego trenera.
* Brak pieniędzy stanowi główną przeszkodę w zbudowaniu silnej drużyny. Jakie podjęto w tym temacie działania?
- Nie siedzimy z założonymi rękoma. Szukamy sponsorów, ludzi dobrej woli. I wszystko zdaje się wskazywać na to, że w połowie przyszłego miesiąca, uda się nam ten nabrzmiały problem w sporym stopniu rozwiązać.
(m. st.) - Express Ilustrowany
