Zawodniczki Lotosu Gdynia pokonały Szolnoki Mav Coop 84:51 (13:21, 27:13, 20:12, 24:5). Pierwsza kwarta podobnie, jak w pierwszym starciu obu zespołów potoczyła się po myśli Węgierek, które po 10 minutach prowadziły 21:13.
W drugiej kwarcie znakomicie zagrały Monika Veselovsky i Paulina Pawlak. Mocna obrona tych zawodniczek i przechwyty pozwoliła Lotosowi na wyprowadzenie kilku skutecznych kontrataków. To dzięki nim gdynianki odrobiły stratę i wyszły na prowadzenie.
Druga połowa to już dominacja mistrzyń Polski pozwoliły Węgierkom na zdobycie zaledwie 17 punktów, same zdobywając 45.
"W drugiej części spotkania, przy znacznym prowadzeniu naszych zawodniczek mecz był nadal bardzo zacięty. Węgierki agresywnością starały się nadrobić braki konkydycyjne i techniczne. Twardą grę odczuła m.in. Agnieszka Bibrzycka, która na 1,5 minuty przed końcem meczu została boleśnie uderzona łokciem. Drużyna zdała egzamin, gdyż mimo tak agresywnej gry Węgierek potrafiła systematycznie powiększać przewagę punktową." - tuż po meczu komentował Mieczysław Krawczyk, presez Basketball Investments.
Niekorzystnie dla gdynianek zakończył się mecz w Wilnie. Lietuvos Telekomas (8:2) pokonał lidera grupy "A" Gambrinus Brno 54:50 (8:2). Litwinki dzięki wygranej nadal mają przewagę jednego zwycięstwa nad Lotosem. Rewelacyjny mecz rozegrała Katie Douglas zdobywczyni 24 punktów i 9 zbiórek dla Lietuvosu.
lotosgdynia.pl
Szolnok - Lotos Gdynia 51:84
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
- MirU <poznań>
- Kadet
- Posty: 1235
- Rejestracja: 01 listopada 2004, 13:15
- Lokalizacja: Poznań
- Kontaktowanie:
Szolnoki MAV-COOP - Lotos Gdynia 51:84 (21:13, 13:27, 12:21, 5:23)
Środa, 2 lutego 2005r.
Szolnoki: Delmis 9 (1x3), Corti 12 (1x3), Szalay 7 (1x3), Farkas 5 (1x3), Vida 11 (1x3) - Tajkow 4, Orso 0, Fulom 2, Somogyi 0, Kmezic 1, Sonyak 0, Toth 0.
Lotos: Troina 2, Nolan 12, Powell 12, Bibrzycka 19 (3x3), Dydek 16 (2x3) - Veselovsky 12, Pawlak 2, Kobryn 7, Chomać 2. W przedostatniej kolejce fazy grupowej Euroligi koszykarek, Lotos Gdynia w Szolnok miał kłopoty tylko w pierwszej kwarcie. W drugiej opanował sytuację, ostatecznie wysoko zwyciężając miejscowy MAV-COOP 84:51. Trener gdynianek, Krzysztof Koziorowicz, po ostatnim gwizdku sędziów, cieszył się nie tylko z sukcesu, ale także z faktu, że żadna z jego zawodniczek w tym chwilami brutalnym meczu i walce na łokcie, nie odniosła kontuzji.
Z okazji przyjazdu z Gdyni dwukrotnych finalistek Euroligi, mogąca pomieścić 1500 kibiców hala w 80-tysięcznym Szolnok, nie pękała w szwach. Bo w tym mieście bardziej ceni się koszykarzy.
Gdynianki miały odnieść przekonywujące zwycięstwo. Bela Liptak, osamotniony na trybunach... węgierski kibic Lotosu z Peczu, zapowiadał wręcz masakrę. W porównaniu z pierwszą rundą i meczem tych zespołów w Trójmieście, w Szolnok zaszło sporo zmian. W trzeciej drużynie ligi węgierskiej z racji kłopotów finansowych nie ma już pięciu najlepszych zawodniczek. Do innych klubów odeszły Krisztina Papp (19 pkt w Gdyni), Gina Farmer (15), Orsolya Englert (15), Emoke Furesz (11) i Swietłany Wolnaya.
Początek spotkania zapowiadał kłopoty mistrzyń Polski. Gospodynie miały wprawdzie kłopoty ze sforsowaniem obrony strefowej, ale rzucały z niemal 100-procentową skutecznością. Gdynianki prowadziły jedynie 2:0. Później przez długi czas przeważały Węgierki. Ich przewaga sięgnęła nawet 10 ?oczek? - 19:9, po serii Anny Vidy, a w drugiej kwarcie nawet 11 pkt. - 27:16. Pudłowała niemiłosiernie Agnieszka Bibrzycka. Elaine Powell i Deanna Nolan nie potrafiły zdobyć punktów spod samego kosza, ale na szczęście trafiała zbierająca większość piłek z własnej tablicy Małgorzata Dydek. Od stanu 27:16 dla miejscowych koszykarek, w krótkim czasie gdynianki zdobyły 16 pkt z rzędu (27:32). Dydek dwukrotnie trafiła zza linii 6,25. Po dwóch kwartach była najskuteczniejsza w Lotosie (11 pkt i 8 zbiórek - wszystkie w obronie), który opanował sytuację i prowadził 40:34.
Prezes gdyńskich koszykarek, Mieczysław Krawczyk, nie krył jednak zdenerwowania w przerwie meczu.
- One grają antybasket, a my zamiast rozgrywać akcje dłużej i spokojniej, zaczęliśmy robić tak samo. Ale będzie dobrze! - stwierdził.
W trzeciej kwarcie w końcu włączyła się Bibrzycka (trzy ?trójki?). Gdynianki kilka razy przechwyciły piłkę i chociaż poziom gry nie zadowalał, najważniejszy był wynik, korzystny dla Lotosu - 61:46.
W trakcie pozostałych 10 min nasze koszykarki nie mogły roztrwonić takiej przewagi. Ich dominacja nie podlegała dyskusji, a w pewnym momencie było nawet 74:48. Mistrzynie Polski starały się także unikać starć z ostro grającymi rywalkami. Do przepowiadanej przez Belę masakry jednak doszło, o czym świadczy końcowy wynik.
Maciej Polny - Dziennik Bałtycki
Środa, 2 lutego 2005r.
Szolnoki: Delmis 9 (1x3), Corti 12 (1x3), Szalay 7 (1x3), Farkas 5 (1x3), Vida 11 (1x3) - Tajkow 4, Orso 0, Fulom 2, Somogyi 0, Kmezic 1, Sonyak 0, Toth 0.
Lotos: Troina 2, Nolan 12, Powell 12, Bibrzycka 19 (3x3), Dydek 16 (2x3) - Veselovsky 12, Pawlak 2, Kobryn 7, Chomać 2. W przedostatniej kolejce fazy grupowej Euroligi koszykarek, Lotos Gdynia w Szolnok miał kłopoty tylko w pierwszej kwarcie. W drugiej opanował sytuację, ostatecznie wysoko zwyciężając miejscowy MAV-COOP 84:51. Trener gdynianek, Krzysztof Koziorowicz, po ostatnim gwizdku sędziów, cieszył się nie tylko z sukcesu, ale także z faktu, że żadna z jego zawodniczek w tym chwilami brutalnym meczu i walce na łokcie, nie odniosła kontuzji.
Z okazji przyjazdu z Gdyni dwukrotnych finalistek Euroligi, mogąca pomieścić 1500 kibiców hala w 80-tysięcznym Szolnok, nie pękała w szwach. Bo w tym mieście bardziej ceni się koszykarzy.
Gdynianki miały odnieść przekonywujące zwycięstwo. Bela Liptak, osamotniony na trybunach... węgierski kibic Lotosu z Peczu, zapowiadał wręcz masakrę. W porównaniu z pierwszą rundą i meczem tych zespołów w Trójmieście, w Szolnok zaszło sporo zmian. W trzeciej drużynie ligi węgierskiej z racji kłopotów finansowych nie ma już pięciu najlepszych zawodniczek. Do innych klubów odeszły Krisztina Papp (19 pkt w Gdyni), Gina Farmer (15), Orsolya Englert (15), Emoke Furesz (11) i Swietłany Wolnaya.
Początek spotkania zapowiadał kłopoty mistrzyń Polski. Gospodynie miały wprawdzie kłopoty ze sforsowaniem obrony strefowej, ale rzucały z niemal 100-procentową skutecznością. Gdynianki prowadziły jedynie 2:0. Później przez długi czas przeważały Węgierki. Ich przewaga sięgnęła nawet 10 ?oczek? - 19:9, po serii Anny Vidy, a w drugiej kwarcie nawet 11 pkt. - 27:16. Pudłowała niemiłosiernie Agnieszka Bibrzycka. Elaine Powell i Deanna Nolan nie potrafiły zdobyć punktów spod samego kosza, ale na szczęście trafiała zbierająca większość piłek z własnej tablicy Małgorzata Dydek. Od stanu 27:16 dla miejscowych koszykarek, w krótkim czasie gdynianki zdobyły 16 pkt z rzędu (27:32). Dydek dwukrotnie trafiła zza linii 6,25. Po dwóch kwartach była najskuteczniejsza w Lotosie (11 pkt i 8 zbiórek - wszystkie w obronie), który opanował sytuację i prowadził 40:34.
Prezes gdyńskich koszykarek, Mieczysław Krawczyk, nie krył jednak zdenerwowania w przerwie meczu.
- One grają antybasket, a my zamiast rozgrywać akcje dłużej i spokojniej, zaczęliśmy robić tak samo. Ale będzie dobrze! - stwierdził.
W trzeciej kwarcie w końcu włączyła się Bibrzycka (trzy ?trójki?). Gdynianki kilka razy przechwyciły piłkę i chociaż poziom gry nie zadowalał, najważniejszy był wynik, korzystny dla Lotosu - 61:46.
W trakcie pozostałych 10 min nasze koszykarki nie mogły roztrwonić takiej przewagi. Ich dominacja nie podlegała dyskusji, a w pewnym momencie było nawet 74:48. Mistrzynie Polski starały się także unikać starć z ostro grającymi rywalkami. Do przepowiadanej przez Belę masakry jednak doszło, o czym świadczy końcowy wynik.
Maciej Polny - Dziennik Bałtycki
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości