Elżbieta Trześniewska: Czas na pożegnanie
Marek Kondraciuk: - Po raz dziewiąty jest pani w dziesiątce Sportowców Roku w plebiscycie "Dziennika Łódzkiego", a w 1999 wygrała go pani. Czy te wyróznienia nie spowszedniały?
Elżbieta Trześniewska: - Absolutnie nie. Gala "Dziennika Łódzkiego" jest dla mnie zawsze miłym przeżyciem. Mówię to bez cienia kurtuazji. Ten dzień to przecież jedyna okazja spotkania tak licznej reprezentacji łódzkiego środowiska sportowego. Oczywiście klimat jest zupełnie inny niż przed laty, kiedy były huczne bale. Muszę jednak przyznać, że nawet na tych skromniejszych galach jest swojsko i przyjemnie.
- Jaki był dla pani miniony rok?
- Dobry, bo zdobyłyśmy brązowy medal, a niedobry, bo niezdobyłyśmy srebrnego. Sport jest wymierny, więc dokonania mierzymy zwycięstwami i miejscami na podium. Miarą jest jednak również potencjał zespołu i sposób wykorzystania go. Mogę więc powiedzieć, że w minionym sezonie potencjał PZU Polfy nie został wykorzystany i stąd każda z nas miała niesmak po zajęciu trzeciego miejsca.
- Reprezentacja Polski też miała niezbyt udany rok, ale pani utrzymała w niej wiodącą rolę. Nadal jest pani kluczową zawodniczką.
- Tak, jeśli spojrzymy na osiągnięcia zespołu, to nie było sukcesu, bo przegrałyśmy eliminacje. Jeśli chodzi o mnie, to chyba utrzymałam się na swoim poziomie. Mam nadal wielką motywację do gry, chęć, miłość i pasję, a jednak... podjąłam trudną decyzję o rezygnacji z występów w reprezentacji Polski.
- Przyznam, że to zaskakujące! Rezygnuje pani, mimo że nie osłabła motywacja i pasja?
- Definitywnie rezygnuję. Powiedziałam o tym trenerowi Arkadiuszowi Konieckiemu, ale jeszcze jej nie przyjął. To jednak decyzja ostateczna. Niech kadrą cieszą się teraz inne zawodniczki, bo gra w reprezentacji to wielka przyjemność i nobilitacja. To wielka radość wypływająca z tego, że gra się z najlepszymi, bywa się w najlepszym koszykarskim towarzystwie. Zwycięstwa w koszulce z orłem cieszą szczególnie. To nadzwyczajne przeżycie.
- I nie chce pani już przeżywać tych radości?
- Powody są dwa. Bardzo mnie potrzebuje mój czteroletni synek Filip. Oboje coraz mocniej przeżywamy rozstania, kiedy wyjeżdżam na zgrupowania i turnieje z kadrą. Drugi powód jest zgoła inny: ja sama potrzebuję komfortu w kadrze. Jestem już najstarszą zawodniczką, a kadrę zdominowało pokolenie dwudziesto-, dwudziestoczterolatek. One znakomicie czują się w swoim gronie, bo mają podobne problemy. Nie ma co na siłę upychać mnie tam jako spoiwa, bo one kapitalnie funkcjonują w swoim towarzystwie.
- Nie kusi pani jednak perspektywa olimpiady, nie motywują cudowne wspomnienia Sydney 2000 i koszmar niespełnionych Aten 2004?
- Nie, to już nie dla mnie. Nie chcę sobie stawiać tak odległych celów. To jeszcze przecież trzy lata.
- Mam nadzieję, że nie zmartwi pani kibiców zapowiedzią rozstania z koszykówką?
- O nie, jeszcze nie, choć na tym etapie kariery już się ten moment widzi gdzieś tam w perspektywie, a na pewno onim myśli.
- Ma pani już pomysł na "po skończeniu kariery"?
- Mam cztery warianty, ale to jeszcze tajemnica. Myślę o nich, ważę. Na razie jednak gram i koncentruje się na tym, żeby robić to jak najlepiej. Wierzę w sukces, jakim dla mojej drużyny będzie awans do finału.
Rozmawiał: Marek Kondraciuk (Dziennik Łódzki)
Elżbieta Trześniewska: Czas na pożegnanie
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
-
Gość
Ela to babka z klasą.Lepiej odejść w chwale niż zostać wyrzuconym.Ale z pewnością awans do finałów bez Eli bedzie bardzo trudny.Może da sie jeszcze przekonać do gry w kadrze,tym bardziej,że i tak muszą nastąpić pewne zmiany.Kilka zawodniczek sie nie sprawdziło a Koniecki ciągnął je na siłe.Przeprowadził również selekcje naturalną,bo przy tych obciążeniach mało kto wytrzyma.
-
we will see
-
Gość
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości

