Wisła za silna
Po 12 porażkach z rzędu ŁKS udało się przełamać niemoc, wygrywając z Ostrovią, ale w Krakowie nie mógł liczyć na zwycięstwo nad Wisłą.
Trener Mirosław Trześniewski przed meczem zapowiadał, że jego podopieczne będą starały się jak najdłużej utrzymać w miarę równy wynik. Łodzianki stawiały Wiśle opór przez dwie kwarty. Od początku gospodynie grały wolno i schematycznie, za to w ŁKS mogła się podobać Milena Owczarek, która dokończyła spotkanie, mimo że szybko złapała trzy faule.
W pierwszej oraz dużej części drugiej kwarty wynik był bliski remisu. W 17 min gospodyniom udało się odskoczyć na 10 punktów (28:18), ale ełkaesianki zdołały jeszcze zmniejszyć stratę do czterech punktów po rzutach Owczarek i Agnieszki Makowskiej. Na więcej nie było już je stać.
Po zmianie stron koszykarki Wisły dominowały już wyraźnie. Szybko uzyskały kilkunastopunktową przewagę. ŁKS próbował odrabiać straty rzutami z dystansu, ale tylko dwie na sześć prób Birute Dominauskaite były udane.
Po meczu trener Trześniewski był zadowolony z postawy swoich podopiecznych. - Próbowaliśmy powalczyć z Goliatem ligi i to udało nam się przez połowę - stwierdził.
WISŁA KRAKÓW - ŁKS 75:60 (18:16, 12:10, 27:17, 18:17)
Wisła: Johnson, Kress po 20, Perovanović 11, Trafimova 9, Gburczyk 8, Tillis 4, Skerović 2, Krawiec 1 oraz Czepiec.
ŁKS: Szymańska 15, Owczarek, Dominauskaite po 14, Włodarska 8, Arażny 4, Stefańczyk 3, Makowska 2 oraz Golemska.
Jerzy Walczyk Gazeta Wyborcza
Wisła : ŁKS 75:60
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
- Jak zwykle ciężko mojemu zespołowi o pozytywną motywację przed meczem, w którym teoretycznie jesteśmy skazani na zwycięstwo - nie krył słabej postawy swojego zespołu trener wiślaczek Wojciech Downar-Zapolski. Po kiepskim widowisku krakowianki bez problemu uporały się z ŁKS-em.
Tylko Dorota Gburczyk, uzupełniająca Amerykanki i Serbki, broniła honoru polskiej koszykówki w pierwszej piątce Wisły. Zagraniczny skład drużyny nie zaczął jednak meczu w dobrym stylu. Najpierw były dwie nieudane próby rzutów za trzy punkty Shannon Johnson i Iciss Tillis, a po chwili wiślaczki nie zdołały zakończyć akcji w ciągu 24 sekund. Słaby początek wskazywał na zmęczenie sezonem, a także na brak pomysłu, a może i ochoty do gry. Dopiero reprymenda trenera Zapolskiego w szóstej minucie przyniosła minimalny efekt. Po pierwszej kwarcie Wisła prowadziła nieznacznie, głównie dzięki punktom Gburczyk i Maryny Kress.
W drugiej kwarcie Downar-Zapolski zaczął mieszać składem. Na parkiecie pojawiły się pozostałe zawodniczki i krakowianki wreszcie zaczęły zwiększać przewagę, która w pewnym momencie wynosiła już 10 punktów (28:18). Ostatecznie jednak po pierwszej połowie Wisła prowadziła tylko 30:26.
Trzecia kwarta to popis jednej zawodniczki: Johnson zdobyła 16 punktów i niemal w pojedynkę rozstrzygnęła tę część na korzyść gospodyń. - W przerwie trener poradził, żebym wzięła ciężar gry na siebie i to przyniosło efekt - analizowała po meczu Amerykanka. Dwie "trójki" Birute Dominauskaite pozwoliły łodziankom zmniejszyć przewagę Wisły.
Czwarta kwarta niemal bez historii. Rozpoczęła ją - zdobywając pierwsze punkty w meczu - Natalia Trafimava. Dało się zauważyć, że oba zespoły marzą już tylko o zakończeniu meczu. Wiślaczki potrafiły jeszcze odskoczyć na 19 punktów (66:47), lecz ŁKS ambitnie walczył, by zmniejszyć przewagę krakowianek.
Jak zwykle mecz koszykarek obserwowała garstka kibiców, choć tym razem nieobecni nie mieli czego żałować, bo mecz stał na przeciętnym poziomie.
WISŁA CAN-PACK 75
ŁKS 60
Kwarty: 18:16, 12:10, 27:17, 18:17.
Wisła Can-Pack: Johnson 20, Perovanović 11, Gburczyk 8, Tillis 4, Skerović 2 oraz Kress 20 (2x3), Trafimava 9 (1), Krawiec 1, Czepiec 0.
ŁKS: Szymańska 15 (1), Owczarek 14 (2), Dominauskaite 14 (2), Włodarska 8, Makowska 2 oraz Arażny 4, Stefańczyk 3, Golemska 0.
Sędziowali Robert Zieliński i Marcin Bieńkowski. Widzów 400.
Powiedzieli po meczu
Mirosław Trześniewski, trener ŁKS-u: W tym składzie, jaki mamy, możemy tylko próbować walczyć z goliatami tej ligi. Zwykle udaje się nam toczyć wyrównane boje przez pierwszą część meczu, a później siła tych najlepszych drużyn trochę nas przytłacza. Najważniejsze dla nas będą teraz mecze play-off o miejsca 5.-8.
Wojciech Downar-Zapolski, trener Wisły: Widać, że mamy kryzys. Chcieliśmy ten mecz wygrać jak najmniejszym nakładem sił, w związku z czym widowisko nie stało na dobrym poziomie. Myślimy tylko, by spokojnie dokończyć sezon zasadniczy, po którym czeka nas tydzień przerwy. Wtedy będzie czas na zaleczenie mikrourazów i przygotowanie się do dalszej części rozgrywek.
Milena Owczarek, kapitan ŁKS-u: Dwa dni wcześniej grałyśmy bardzo trudny mecz, lecz mimo to przeciwko Wiśle starałyśmy się pokazać, na co nas stać. Teraz myślimy tylko o dobrym przygotowaniu do play-offu. Zdajemy sobie sprawę, że ciężko będzie walczyć z Lotosem, ale w meczach o miejsca 5.-8. mamy nadzieję pokazać się z dobrej strony.
Shannon Johnson, zawodniczka Wisły: Zagrałyśmy źle w pierwszej połowie i w przerwie ustaliliśmy z trenerem, że to na mnie będzie spoczywał ciężar gry w kolejnych kwartach. Cieszę się, że udało mi się poderwać zespół do lepszej gry. Ważne jest to, że nieźle gramy na własnym boisku, a zwłaszcza to, że potrafimy tu wygrywać. Dzięki temu mamy drugie miejsce w lidze i awansowałyśmy do najlepszej szesnastki Euroligi.
Waldemar Stelmach Gazeta Wyborcza
Tylko Dorota Gburczyk, uzupełniająca Amerykanki i Serbki, broniła honoru polskiej koszykówki w pierwszej piątce Wisły. Zagraniczny skład drużyny nie zaczął jednak meczu w dobrym stylu. Najpierw były dwie nieudane próby rzutów za trzy punkty Shannon Johnson i Iciss Tillis, a po chwili wiślaczki nie zdołały zakończyć akcji w ciągu 24 sekund. Słaby początek wskazywał na zmęczenie sezonem, a także na brak pomysłu, a może i ochoty do gry. Dopiero reprymenda trenera Zapolskiego w szóstej minucie przyniosła minimalny efekt. Po pierwszej kwarcie Wisła prowadziła nieznacznie, głównie dzięki punktom Gburczyk i Maryny Kress.
W drugiej kwarcie Downar-Zapolski zaczął mieszać składem. Na parkiecie pojawiły się pozostałe zawodniczki i krakowianki wreszcie zaczęły zwiększać przewagę, która w pewnym momencie wynosiła już 10 punktów (28:18). Ostatecznie jednak po pierwszej połowie Wisła prowadziła tylko 30:26.
Trzecia kwarta to popis jednej zawodniczki: Johnson zdobyła 16 punktów i niemal w pojedynkę rozstrzygnęła tę część na korzyść gospodyń. - W przerwie trener poradził, żebym wzięła ciężar gry na siebie i to przyniosło efekt - analizowała po meczu Amerykanka. Dwie "trójki" Birute Dominauskaite pozwoliły łodziankom zmniejszyć przewagę Wisły.
Czwarta kwarta niemal bez historii. Rozpoczęła ją - zdobywając pierwsze punkty w meczu - Natalia Trafimava. Dało się zauważyć, że oba zespoły marzą już tylko o zakończeniu meczu. Wiślaczki potrafiły jeszcze odskoczyć na 19 punktów (66:47), lecz ŁKS ambitnie walczył, by zmniejszyć przewagę krakowianek.
Jak zwykle mecz koszykarek obserwowała garstka kibiców, choć tym razem nieobecni nie mieli czego żałować, bo mecz stał na przeciętnym poziomie.
WISŁA CAN-PACK 75
ŁKS 60
Kwarty: 18:16, 12:10, 27:17, 18:17.
Wisła Can-Pack: Johnson 20, Perovanović 11, Gburczyk 8, Tillis 4, Skerović 2 oraz Kress 20 (2x3), Trafimava 9 (1), Krawiec 1, Czepiec 0.
ŁKS: Szymańska 15 (1), Owczarek 14 (2), Dominauskaite 14 (2), Włodarska 8, Makowska 2 oraz Arażny 4, Stefańczyk 3, Golemska 0.
Sędziowali Robert Zieliński i Marcin Bieńkowski. Widzów 400.
Powiedzieli po meczu
Mirosław Trześniewski, trener ŁKS-u: W tym składzie, jaki mamy, możemy tylko próbować walczyć z goliatami tej ligi. Zwykle udaje się nam toczyć wyrównane boje przez pierwszą część meczu, a później siła tych najlepszych drużyn trochę nas przytłacza. Najważniejsze dla nas będą teraz mecze play-off o miejsca 5.-8.
Wojciech Downar-Zapolski, trener Wisły: Widać, że mamy kryzys. Chcieliśmy ten mecz wygrać jak najmniejszym nakładem sił, w związku z czym widowisko nie stało na dobrym poziomie. Myślimy tylko, by spokojnie dokończyć sezon zasadniczy, po którym czeka nas tydzień przerwy. Wtedy będzie czas na zaleczenie mikrourazów i przygotowanie się do dalszej części rozgrywek.
Milena Owczarek, kapitan ŁKS-u: Dwa dni wcześniej grałyśmy bardzo trudny mecz, lecz mimo to przeciwko Wiśle starałyśmy się pokazać, na co nas stać. Teraz myślimy tylko o dobrym przygotowaniu do play-offu. Zdajemy sobie sprawę, że ciężko będzie walczyć z Lotosem, ale w meczach o miejsca 5.-8. mamy nadzieję pokazać się z dobrej strony.
Shannon Johnson, zawodniczka Wisły: Zagrałyśmy źle w pierwszej połowie i w przerwie ustaliliśmy z trenerem, że to na mnie będzie spoczywał ciężar gry w kolejnych kwartach. Cieszę się, że udało mi się poderwać zespół do lepszej gry. Ważne jest to, że nieźle gramy na własnym boisku, a zwłaszcza to, że potrafimy tu wygrywać. Dzięki temu mamy drugie miejsce w lidze i awansowałyśmy do najlepszej szesnastki Euroligi.
Waldemar Stelmach Gazeta Wyborcza
Poderwała do walki
O zwycięstwie wiślaczek zadecydował zryw w III kwarcie. Shannon Johnson zagrała w niej bezbłędnie i rzuciła 16 punktów.
WisŁa Can-Pack - ŁKS ŁódŹ 75-60 (18-16, 12-10, 27-17, 18-17). Wisła Can-Pack: Johnson 20, Perovanovic 11, Gburczyk 8, Tillis 4, Skerovic 2 - Kress 20 (2x3), Trafimava 9 (1x3), Krawiec 1, Czepiec. ŁKS: Szymańska 15 (1x3), Dominauskaite 14 (2x3), Owczarek 14 (2x3), Włodarska 8, Makowska 2 - Arażny 4, Stefańczyk 3, Golemska. Widzów 500.
Koszykarki "Białej Gwiazdy" były zdecydowanymi faworytkami tego spotkania. Na początku meczu trudno jednak było rozróżnić, kto walczy o mistrzostwo, a kto o utrzymanie. Łodzianki zajmujące 8. miejsce w tabeli toczyły wyrównaną walkę z wiceliderkami ligi. Gra krakowianek nie zachwycała. Ich ataki były wolne i czytelne dla rywalek.
Pierwsze 2 punkty zdobyła w 3 min Perovanovic, ale chwilę później na prowadzenie wyszedł ŁKS. W 6 min po trafieniu Szymańskiej łodzianki wygrywały 9-5. Po rzutach Gburczyk i Kress w 8 min Wisła doprowadziła jednak do wyrównania 11-11. Ostatecznie po I kwarcie krakowianki zwyciężały 18-16.
Na początku II kwarty wiślaczki zaczęły uciekać rywalkom. W 17 min po rzucie Kress było 28-18. Na koniec pierwszej połowy przewaga Wisły stopniała jednak do 4 punktów (30-26).
Przebudzenie wiślaczek nastąpiło w III kwarcie. Koncertowo zagrała w niej "Pee-Wee" Johnson. W tej fazie gry wychodziło jej wszystko. Między 21 a 28 min Amerykanka zdobyła 16 punktów. Poderwała ona do walki koleżanki z drużyny. Akcje Wisły wreszcie nabrały tempa, a ŁKS zaczął się gubić. Po 30 min krakowianki prowadziły więc 57-43.
W ostatniej kwarcie mecz znów się wyrównał. W tej odsłonie z dobrej strony pokazała się Trafimava, która zdobyła 9 punktów.
III kwarcie Shannon Johnson zagrała koncertowo
Fot. Michał Klag
Powiedzieli:
Wojciech Downar-Zapolski, trener Wisły Can-Pack: - Widowisko nie stało na wysokim poziomie. Wydaje mi się, że chcieliśmy ten mecz wygrać jak najmniejszym nakładem sił. Widać, że mamy kryzys. Ciężko jest mojemu zespołowi o pozytywną motywację przed meczem, w którym teoretycznie jesteśmy skazani na zwycięstwo. Drużyna ŁKS zagrała więcej niż dobrze. Mając taki procent skuteczności (54 proc. za 2 pkt, 42 za 3 pkt - przyp. red.) trzeba naprawdę dobrze grać w koszykówkę.
Shannon Johnson: - W pierwszej połowie zagrałyśmy bardzo źle. Moim zadaniem po przerwie było poderwanie drużyny do walki. Druga połowa wyszła nam już znacznie lepiej.
Mirosław Trześniewski, trener ŁKS: - Nie był to najlepszy mecz w naszym wykonaniu. W czwartek graliśmy mecz o wszystko (wygrana 54-44 z AZS Gorzów - przyp. red.) i na pewno nastąpiło zmęczenie psychiczne. Ale chciałem dziewczynom podziękować za mobilizację. Mamy skład, jaki mamy i próbujemy walczyć z goliatami naszej ligi. Udaje nam się to w pierwszej połowie. Później siła zespołów z czołówki sprawia, że nie jesteśmy już tak skuteczni.
(TYM) Dziennik Polski
O zwycięstwie wiślaczek zadecydował zryw w III kwarcie. Shannon Johnson zagrała w niej bezbłędnie i rzuciła 16 punktów.
WisŁa Can-Pack - ŁKS ŁódŹ 75-60 (18-16, 12-10, 27-17, 18-17). Wisła Can-Pack: Johnson 20, Perovanovic 11, Gburczyk 8, Tillis 4, Skerovic 2 - Kress 20 (2x3), Trafimava 9 (1x3), Krawiec 1, Czepiec. ŁKS: Szymańska 15 (1x3), Dominauskaite 14 (2x3), Owczarek 14 (2x3), Włodarska 8, Makowska 2 - Arażny 4, Stefańczyk 3, Golemska. Widzów 500.
Koszykarki "Białej Gwiazdy" były zdecydowanymi faworytkami tego spotkania. Na początku meczu trudno jednak było rozróżnić, kto walczy o mistrzostwo, a kto o utrzymanie. Łodzianki zajmujące 8. miejsce w tabeli toczyły wyrównaną walkę z wiceliderkami ligi. Gra krakowianek nie zachwycała. Ich ataki były wolne i czytelne dla rywalek.
Pierwsze 2 punkty zdobyła w 3 min Perovanovic, ale chwilę później na prowadzenie wyszedł ŁKS. W 6 min po trafieniu Szymańskiej łodzianki wygrywały 9-5. Po rzutach Gburczyk i Kress w 8 min Wisła doprowadziła jednak do wyrównania 11-11. Ostatecznie po I kwarcie krakowianki zwyciężały 18-16.
Na początku II kwarty wiślaczki zaczęły uciekać rywalkom. W 17 min po rzucie Kress było 28-18. Na koniec pierwszej połowy przewaga Wisły stopniała jednak do 4 punktów (30-26).
Przebudzenie wiślaczek nastąpiło w III kwarcie. Koncertowo zagrała w niej "Pee-Wee" Johnson. W tej fazie gry wychodziło jej wszystko. Między 21 a 28 min Amerykanka zdobyła 16 punktów. Poderwała ona do walki koleżanki z drużyny. Akcje Wisły wreszcie nabrały tempa, a ŁKS zaczął się gubić. Po 30 min krakowianki prowadziły więc 57-43.
W ostatniej kwarcie mecz znów się wyrównał. W tej odsłonie z dobrej strony pokazała się Trafimava, która zdobyła 9 punktów.
III kwarcie Shannon Johnson zagrała koncertowo
Fot. Michał Klag
Powiedzieli:
Wojciech Downar-Zapolski, trener Wisły Can-Pack: - Widowisko nie stało na wysokim poziomie. Wydaje mi się, że chcieliśmy ten mecz wygrać jak najmniejszym nakładem sił. Widać, że mamy kryzys. Ciężko jest mojemu zespołowi o pozytywną motywację przed meczem, w którym teoretycznie jesteśmy skazani na zwycięstwo. Drużyna ŁKS zagrała więcej niż dobrze. Mając taki procent skuteczności (54 proc. za 2 pkt, 42 za 3 pkt - przyp. red.) trzeba naprawdę dobrze grać w koszykówkę.
Shannon Johnson: - W pierwszej połowie zagrałyśmy bardzo źle. Moim zadaniem po przerwie było poderwanie drużyny do walki. Druga połowa wyszła nam już znacznie lepiej.
Mirosław Trześniewski, trener ŁKS: - Nie był to najlepszy mecz w naszym wykonaniu. W czwartek graliśmy mecz o wszystko (wygrana 54-44 z AZS Gorzów - przyp. red.) i na pewno nastąpiło zmęczenie psychiczne. Ale chciałem dziewczynom podziękować za mobilizację. Mamy skład, jaki mamy i próbujemy walczyć z goliatami naszej ligi. Udaje nam się to w pierwszej połowie. Później siła zespołów z czołówki sprawia, że nie jesteśmy już tak skuteczni.
(TYM) Dziennik Polski
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

