Nasze koszykarki wybrały sobie CCC
Przegrywamy z Polkowicami 66:78 i w półfinale play-off trafimy właśnie na CCC. Czy to powód do lamentów? Absolutnie nie, a czy dobrze, że wpadliśmy na tego rywala, przekonamy się za trzy tygodnie.
Trener Dariusz Maciejewski zapowiadał walkę o wszystko, o utrzymanie miana niepokonanego w swojej hali i przewagę własnego boiska w półfinale play-off (w przypadku wygranej trafialiśmy z drugiego miejsca na Wisłę Kraków, a w przypadku porażki z trzeciego na CCC), ale nie udało mu się ukryć braków w składzie. Od dłuższego czasu pauzują Katerina Zohnova i Lindsay Taylor (mają zagrać w półfinale), akurat wczoraj wyszły też na boisku niedawne choroby Anny Breitreiner i Sam Richards. Do tego do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy zagra Agnieszka Kaczmarczyk - praktycznie o jednej nodze (druga boląca, została porządnie zabezpieczona) rzuciła 15 pkt. Niesamowicie zmotywowane rywalki z Polkowic - za żadne skarby nie chciały trafić z czwartego miejsce na Lotos Gdynię - rzuciły się na nas od pierwszej minuty i załatwiły sprawę już praktycznie w ciągu 10. min.
Pierwszą kwartę przegraliśmy 10:21. Fatalnie w tej części (0/3 z gry) i w całym spotkaniu zagrała Niemka Breitreiner (w 24. min 0 pkt!). Bez zdobyczy, a za to z czterema stratami początkowe minuty kończyła rozgrywająca Richards, do tego trzy faule miała już kapitan Justyna Żurowska. Z takimi "atutami" twardej drużynie CCC nie było szans się postawić. Richards w końcu się rozstrzelała - po przerwie dała 17 pkt. - W za wielu momentach zabrakło nam koncentracji i na pewno z tego rozliczę zespół - stwierdził trener Maciejewski. - Odbiły się kontuzje, choroby oraz granie co trzy dni. Przez ten wynik dalsza część sezonu zapowiada się niezwykle ciekawie. Oczywiście jeśli chcemy sięgnąć naszych marzeń to musimy zagrać zupełnie inaczej.
Przyjmijmy zatem, że gorzowianki po prostu wybrały sobie półfinałowego rywala i niech tam w piękny sposób się zrehabilitują. Może według nich
lepiej zmierzyć się z przyzwoicie grającymi Polkowicami niż z wielokrotnym mistrzem kraju, walczącymi o wielkie pieniądze (tylko za kolejny złoty medal) krakowiankami, które wczoraj ograły u siebie Gdynię. Porażka KSSSE AZS PWSZ ma jeszcze jedną ważną dla ekstraligi kobiet konsekwencję - na pewno nie będzie finału Lotos - Wisła, bo te drużyny właśnie wpadły na siebie już w półfinale. - My trafiamy na Polkowice i na pewno będzie jeszcze wiele emocji - obiecała Żurowska. - Kibice nas znów nie zawiedli, hala była pełna, głośna, po prostu wspaniała. My zagrałyśmy gorzej, ale wkrótce to odrobimy. Jestem pewna, że w serii z CCC w play-off tak słaby mecz na pewno już nam się nie przytrafi.
Przed wielkimi emocjami związanymi z kolejnym spotkaniami Gorzów - Polkowice, najpierw trzeba załatwić sprawę w ćwierćfinale. Z Ineą AZS Poznań (ostatnio pewnie pokonaliśmy ten zespół u siebie 84:65) prowadzimy 2-0 i najlepiej zakończmy tą serię do trzech zwycięstw już w najbliższą środę (zagramy na wyjeździe). A potem pokażmy zupełnie inną koszykówkę w starciach z CCC. Już w pełnym składzie i z gotowymi do gry wszystkimi podstawowymi zawodniczkami.
KSSSE AZS PWSZ GORZÓW - CCC POLKOWICE 66:78
KWARTY: 10:21, 16:19, 18:21, 22:17.
KSSSE AZS PWSZ: Richards 17 (1x3), Anosike 16, Koryzna 10, Żurowska 6, Breitreiner 0 oraz Kaczmarczyk 15 (1), Maruszczak 2, Czubak 0, Chaliburda 0.
CCC: Carter 20, Mieloszyńska 16 (2), Pierson 13, Jeziorna 9 (3), Gajda 2 oraz Pietrzak 11 (3), Robbins 7, Małaszewska 0, Gajewska 0, Rozwadowska 0.
www.azspwszgorzow.pl
____________________________
ciekawe wnioski autora... powiem tak: przegrywaliscie momentami +20, co źle o waszej drużynie świadczy. a jeśli się podłożyły i wybrały rywali w półfinale - świadczy to jeszcze gorzej. tyle.