Zwycięstwo wiślaczek zrodziło się w dużych bólach, dlatego ta wygrana bardzo cieszy.

Fragment między 25 min a 35 min to pokaz wspaniałej koszykówki. Przełomowy był zryw pod koniec trzeciej kwarty, bo gdyby po 3/4 meczu Schio trzymało dystans 7-10 pkt, o wygraną byłoby piekielnie ciężko. Zdecydowały dwa elementy - przełamanie niemocy pod koszem i punkty po kontratakach, które błyskawicznie niwelowały przewagę. Tutaj rola Marty była nie do przecenienia. Jestem trochę zaskoczony tym jej osiągnięciem w asystach (tzn. widziałem, że miała ich sporo, ale nie aż tyle). Długo nie zapomnę jej akcji ok. 2 min przed końcem trzeciej kwarty. Najpierw czyściutka czapa na Coleman, a tuż po chwili from coast to coast, zakończone pewnym "kelnerem" o tablicę. To była poezja! Myślę, że taka akcja spokojnie znalazłaby sie w TOP10 akcji NBA.

Dało też o sobie znać zmęczenie zawodniczek Schio, mnożyły sie ich błędy. Trzy z nich mają już nieco lat na karku i to było widać. Dobrze, że przełamała się Janell, Agnieszka dziś była lepsza i pewniejsza od Ewki, swoje zrobiły też Izi i Katka. Obok Marty najbardziej na wyróżnienie zasłużyła Liron. Jej dwie bezczelne "trójki" dodały skrzydeł wiślaczkom i podłamały Schio, pewnie punktowała też po kontrach i lepiej rozgrywała w drugiej połowie. Pierwsza połowa w wykonaniu całego zespołu nieco dała do myślenia, było za dużo chaosu i błędów w obronie. Ngoyisa straszyła pod koszem i ciężko było znaleźć na nią sposób. Na szczęście później się udało. Sytuacja w grupie jest świetna. Tylko nie można popadać w hurraoptymizm i dopisywać już dzisiaj kolejne zwycięstwo. Wbrew pozorom ze słabszymi gra się ciężko.
Gorzów niesamowicie zaskoczył.

Żałując, że TVP Sport nie transmitowała meczu wiślaczek, trzeba przyznać, że mieli nosa wybierając mecz AZS z Bourges - w końcu pierwszy meczu u siebie w Eurolidze i zwycięstwo nad bardzo renomowanym rywalem. No ale dziś chyba Francuzki same prosiły się o tą porażkę, grając tak fatalnie w ataku (podobny wynik "osiągnął" w zeszłym sezonie Sopron w Krakowie). Inna sprawa, że przypuszczam, iż zawodniczki AZS-u zagrały twardo w obronie i niesione dopingiem publiczności były w stanie pokonac faworytki.
Szkoda porażki Lotosu, ale była ona raczej do przewidzenia. Widać, że Skera coraz lepiej aklimatyzuje się w czeskiej ekipie. 100% w rzutach i eval 17 - całkiem fajne osiągi.
A tak nieco offtopowo - Gorzów mnie "załatwił", ale swoje cegiełki dołożyły też Taranto i Koszyce. O ile wygrana Pragi była w STS trochę wątpliwa (kurs 1,80), to już Walencja była wręcz murowanym faworytem (1,10!). Więc nic dwa razy (przynajmniej pod rząd) sie nie zdarza i tym razem nie wejdzie mi kupon.