Kolejne wspomnienia "topowych" ostatnio dziennikarzy z lubińskiego Heysel...
Kibolska atmosfera w Lubinie
Radosław Leniarski, Michał Szadkowski
Cegły brukowe, elementy rusztowania i petardę miotali kibole Zagłębia w stronę policji na meczu z Legią. Władze klubu, którego właścicielem jest skarb państwa, problem z chuliganami nazywają pewnymi niedogodnościami
Wybucha petarda. Po chwili kilkunastu kiboli Zagłębia biegnie w stronę ochrony i rzuca cegłą brukową, wyrwaną z terenu budowy wciąż nieukończonego stadionu. Jeden z nich w szarym kapturze przewraca reklamę "Warki", inny przynosi drewniany stojak budowlany i atakuje nim ochroniarzy. Do takiej bitwy doszło w piątek na stadionie w Lubinie. Choć wielu bandytów ma zasłonięte twarze, niektórych można bez problemu zidentyfikować.
Wcześniej kibole Zagłębia stoczyli bitwę z ochroniarzami, którzy chcieli zdjąć transparent "konieciti.pl". Prawdopodobnie dostali go od warszawiaków, którzy przyjechali na mecz, i których klub wpuścił na stadion, łamiąc przepisy PZPN. Licząc osoby na trybunach, dzięki zdjęciom opublikowanym na kibolskich stronach internetowych, przyjezdnych było około 700. Zagłębie przyznaje się do wpuszczenia tylko nieco ponad 300.
Delegat PZPN Waldemar Podsiadło zadymy nie widział. W raporcie pisze, że kibole gospodarzy "(...) zaatakowali pracowników służb porządkowych wylewając na nich kubki z gorącą kawą". - Nie widziałem bitwy pod sektorem, dowiedziałem się o niej od kierownika ds. bezpieczeństwa i policji. Szczegółów, o których pan mówi, od nich nie usłyszałem - tłumaczy Podsiadło.
Kibole z Lubina - jak w każdym meczu sezonu - obrażali dyrektora swojego klubu Dariusza Machińskiego, odpalili ok. 20 rac, zabronionych przez ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych, UEFA i PZPN.
- Scenariusz oprawa została zgłoszona przed meczem, nie miałem do niej żadnych zastrzeżeń. Potem okazało się, że wniesiono race - mówi Podsiadło.
- Była Barbórka. Nasi kibice to głównie górnicy. Dla nich było ważne, aby dzień uczcić. Oni uważali, że race są OK - powiedział Jerzy Koziński, prezes Zagłębia, którego właścicielem jest skarb państwa.
Wczoraj działacze Zagłębia spotkali się z policją i ochroniarzami. - Nie ustaliliśmy żadnych konkretnych działań, ale wiemy co się zdarzyło. Policja zatrzymała cztery osoby i czekamy, aż dostarczy nam materiały. Zaplanowaliśmy kolejne spotkanie, na środę. Oczywiście, że jeżeli zidentyfikujemy osoby, które brały udział w zadymach, ukarzemy je zakazami stadionowymi - mówi prezes Zagłębia Jerzy Koziński i dodaje: - Tak naprawdę to pierwszy poważny incydent na stadionie. A właściwie skąd ma pan ten film?
- Z oficjalnej strony Legii - odpowiadamy.
- A czy to problem Legii? To nasz problem - stwierdził prezes Koziński.
Prezes ma słabą pamięć. W tym sezonie jego klub nie wydał ani jednego zakazu, choć piątkowa bójka nie była pierwszą na stadionie Zagłębia. 18 października na meczu z Jagiellonią kibole z Lubina stoczyli wielką bitwę z ochroniarzami, rzucali baniakami z wodą i wiadrami z musztardą, które ukradli ze stadionowych bufetów. - Pojawiły się pewne niedogodności na tym spotkaniu, ale nikt nie doznał obrażeń. Komisja Ligi też nas nie ukarała - stwierdził Koziński.
Stadion w Lubinie oddano do użytku w marcu.
- Wszystko się zmieni wraz z powstaniem nowych stadionów - mówił niedawno Andrzej Placzyński, szef firmy Sportfive, zajmującej się marketingiem PZPN.
Czy zdarzenia z dwóch meczów w Lubinie nie dowodzą, że bez współdziałania klubu sam nowy stadion z monitoringiem, z ustawą i przepisami nie wyeliminuje kibolstwa? - pytamy prezesa Kozińskiego.
- Nie patrzmy jednostronnie - odpowiedział prezes. - Był pan u nas na stadionie? Poczuł pan atmosferę? Nie wysuwajmy pochopnych wniosków. My nie zostawimy tego tak. Ale muszą być zachowane procedury. Decyzje zostaną podjęte na pewno.
Źródło: Gazeta Wyborcza
I rozpaczliwa odezwa szefa działu sportowego GóWna. Do samego premiera
Ufff, chyba artykuły żenującej gazetki nie przyniosły zamierzonego skutku, więc sam szef wziął sprawy w swoje ręce. Czyżby ktoś w redakcji zaczął się bać
Niech kibol się boi
Andrzej Olejniczak
2009-12-08, ostatnia aktualizacja 2009-12-08 01:46
Panie Premierze, jak długo odpowiedzialni za przestrzeganie prawa będą tolerowali tych, którzy to prawo mają za nic? - pisze Andrzej Olejniczak, szef działu sportowego "Gazety Wyborczej"
Na stronie internetowej Konieciti.pl, którą założyli kibole Legii, pojawiły się zdjęcia dziennikarzy działu sportowego "Gazety": Roberta Błońskiego, Radosława Leniarskiego, Rafała Steca i Michała Szadkowskiego. I podpis: "W podzięce za ich znakomitą i rzetelną robotę chcemy ich uhonorować publikacją ich mądrych i prawych oblicz, by każdy, kto ich spotka na swej drodze, mógł im osobiście serdecznie pogratulować".
Prawnicy nie mają wątpliwości - to ukryta groźba. I naruszenie prawa prasowego, które zapewnia nam prawo do krytyki. Nie mówiąc już o bezprawnym wykorzystaniu zdjęć.
Kibole straszą nas, bo jesteśmy jedyną gazetą, która dostrzega notoryczne łamanie prawa na piłkarskich stadionach. Tylko w listopadzie i grudniu pisaliśmy m.in. o kibolach Wisły, którzy w Kielcach śpiewali: "Rachu ciachu, Małpa w piachu" o zamordowanym przez ich kumpli kibicu Korony. Ci z Kielc rzucali w odwecie petardami i bili się z ochroną oraz policją. O bitwie na pierwszoligowym meczu Górnika Zabrze z Widzewem Łódź - tam rannych zostało kilkadziesiąt osób, czterech ochroniarzy miało połamane ręce i nogi.
Znów o kibolach Wisły, którzy na derbach z Cracovią śpiewali o rywalach: "Było ich sześciu, potem dwunastu i założyli klub pederastów. Klub się rozwijał, klub się rozrastał, a każdy Żydek to pederasta". Pod koniec meczu spalili flagi, szaliki i ryknęli: "Zawsze nad wami, p... Żydami".
Pisaliśmy o ochroniarzu, który został ciężko pobity pod gmachem sądu w Warszawie tylko dlatego, że miał odwagę złożyć zeznania po zatrzymaniu kibola Legii. I o wiceprezesie toruńskiej Elany, któremu prokuratura zarzuca wykorzystanie kiboli - nagrodzonych przez PZPN Pucharem Fair Play! - do zastraszania świadków zeznających w sądzie przeciwko jego bratu, który bestialsko pobił 15-latka. Chłopiec trafił do szpitala w ciężkim stanie, wymagał natychmiastowej trepanacji czaszki. Został pobity, bo miał na sobie bluzę Apatora - klubu żużlowego zwalczanego przez kiboli Elany.
O kibolach, którzy po śmierci Jana Wejcherta zaśpiewali "jeszcze jeden", życząc śmierci drugiemu właścicielowi Legii Mariuszowi Walterowi. Kilka dni później "Staruch", który zaintonował "Jeszcze jeden...", był kibolskim zapiewajłą na meczu reprezentacji Polski z Rumunią. Na szyi miał identyfikator z nagłówkiem PZPN.
Futbolowi bandyci nas nie zastraszą. Jeśli na stadionach wciąż będzie łamane prawo i lekceważone regulaminy, będziemy o tym pisać.
Boimy się, a nawet przeraża nas co innego - powszechna znieczulica na problem kibolstwa w Polsce. Na notoryczne łamanie prawa i własnych regulaminów przymyka oko PZPN, który z organizacją kibolską świetnie się dogaduje i rozdaje jej bilety na mecze. Szefowie klubów (także tych, których właścicielem lub sponsorem jest skarb państwa) udają, że problemu nie ma, albo wręcz hołubią kiboli i jeszcze tym się chwalą. Wyjątkiem jest Legia.
Z kibolami układa się też policja, np. przestraszona perspektywą zadym wpuściła ich na stadion w Bełchatowie, łamiąc ustawę o bezpieczeństwie na imprezach masowych. Gdy próbowaliśmy wyjaśnić, czemu złamano prawo, zdziwiony policjant pytał, czy zabranianie kibolom wstępu na mecz nie jest aby łamaniem konstytucji.
Swego obrońcę mają kibole w Rzeczniku Praw Obywatelskich, a sojuszników w parlamencie. Polskim i europejskim. Pochylali się nad ich niedolą Czarnecki i Poncyljusz z PiS, zwolennikiem dialogu z nimi jest Raś z PO. Od tygodnia prosimy wiceministra spraw wewnętrznych Adama Rapackiego o wywiad w sprawie kiboli. Jeszcze w zeszłym roku generał mówił "Kibole, bójcie się" i obiecywał, że piłka nożna będzie dla prawdziwych kibiców. Dzwonimy kilka razy dziennie do jego rzeczniczki. Najpierw twierdziła, że szef zna sprawę, teraz już nie odbiera telefonu.
Rzecznika rządu Grasia wielokrotnie pytaliśmy, czy Donald Tusk - miłośnik futbolu - widzi w stadionowych bandytach poważny problem społeczny. Rzecznik nie odpowiedział, więc pytamy jeszcze raz: Panie Premierze, jak długo odpowiedzialni za przestrzeganie prawa będą tolerowali tych, którzy to prawo mają za nic? Czy tysiące obywateli tego kraju - prawdziwych kibiców, którzy chcą pójść na mecz - muszą wysłuchiwać ryku kiboli, że rywal to chuj, Żyd i pedał, a policja zawsze i wszędzie j... będzie?
Źródło: Gazeta Wyborcza