Co słychać w Wiśle?
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Re: Co słychać w Wiśle?
Anna Wielebnowska wraca do formy
Rok temu podczas spotkania z CCC zerwała więzadła krzyżowe w kolanie. Po urazie nie ma już prawie śladu, a forma wiślaczki powoli rośnie. Dziś w Polkowicach krakowianki rozpoczną rundę rewanżową.
Na Dolny Śląsk pojechały w glorii kolejnego triumfu w Eurolidze. W czwartek wygraną z MiZo Pecs ustanowiły rekord klubowy w zwycięstwach grupowych. Już 48 godzin później wybiegną na boisko w Polkowicach. Wielebnowska na Węgrzech rozegrała 17 minut, dwie więcej niż w pięciu pierwszych spotkaniach. Wreszcie zdobyła też punkty (cztery).
W Polkowicach (godz. 18.15, transmisja w TVP Sport) celem wiślaczek będzie rewanż za porażkę z pierwszej rundy. Krakowianki muszą zacząć odrabiać straty, by myśleć o lepszym miejscu przed play-off.
Rozmowa z Anną Wielebnowską
koszykarką Wisły Can-Pack
Szymon Modestowicz: Po takiej kontuzji powrót do gry musi cieszyć?
Anna Wielebnowska: Jestem szczęśliwa, że odzyskałam pełną sprawność i znów czerpię radość z koszykówki.
Początek sezonu wskazywał na powrót do formy. Później jakby coś Panią zatrzymało, to jakaś blokada psychiczna?
- Nie wydaje mi się. W Wiśle każdy zna swoje miejsce i trener decyduje, kto ile gra. Jeśli występuję mniej, to wcale nie świadczy, że prezentuję gorszy poziom. Chodzi raczej o rotację, na jaką decyduje się szkoleniowiec. To należy uszanować. Zespół, przynajmniej w Eurolidze, wygrywa, więc nie ma powodu do narzekania.
Czuje się Pani pewnie na boisku?
- Może nie w stu procentach, ale wszystko powoli wraca do normy. W niektórych sytuacjach nie decyduję się na minięcie czy zagranie. Fizycznie czuję się dobrze, a jeśli jest cień strachu, to ma minimalny wpływ na grę.
Wielu zawodników po ciężkich urazach decyduje się na grę w stabilizatorach.
- Przeszłam ośmiomiesięczną rehabilitację, przez ten czas wzmacniałam mięśnie. Teraz ten stabilizator nie tylko by nie pomógł, ale wręcz przeszkadzał.
Mimo wszystko brak ciągle tej energii, którą wprowadzała Pani na boisku?
- Staram się jak najwięcej wnieść do zespołu, szczególnie w obronie. W ataku nigdy nie byłam wirtuozem, choć zdarzały się mecze z większą liczbą punktów. Moja gra opiera się na defensywie, w której staram się pokazać całą ambicję. Czasami nie wychodzi, ale wiem, że oddaję całe serce. Czuję niesmak, gdy po tylu latach gry w Wiśle i reprezentacji Polski czytam komentarze o gorszej grze czy nieprzydatności Polek do zespołu.
Jednak to w Eurolidze, gdzie głównie grają zagraniczne zawodniczki, Wisła pozostaje niepokonana, a w PLKK przegrała już cztery razy.
- Wierzę, że będziemy grać coraz lepiej. Trener poznaje powoli polską ligę i mam nadzieję że teraz wszystko już będzie szło w lepszym kierunku. Wszystkie porażki były bolesne, bo każda mogła skończyć się zwycięstwem. Jesteśmy silnym zespołem i zwyciężymy także w lidze. Dziś staniemy przed szansą na rewanż z Polkowicami. Będzie ciężko, bo jedziemy tam bezpośrednio po meczu w Pecsu, ale wierzę, że damy radę.
http://www.gazeta.pl
Rok temu podczas spotkania z CCC zerwała więzadła krzyżowe w kolanie. Po urazie nie ma już prawie śladu, a forma wiślaczki powoli rośnie. Dziś w Polkowicach krakowianki rozpoczną rundę rewanżową.
Na Dolny Śląsk pojechały w glorii kolejnego triumfu w Eurolidze. W czwartek wygraną z MiZo Pecs ustanowiły rekord klubowy w zwycięstwach grupowych. Już 48 godzin później wybiegną na boisko w Polkowicach. Wielebnowska na Węgrzech rozegrała 17 minut, dwie więcej niż w pięciu pierwszych spotkaniach. Wreszcie zdobyła też punkty (cztery).
W Polkowicach (godz. 18.15, transmisja w TVP Sport) celem wiślaczek będzie rewanż za porażkę z pierwszej rundy. Krakowianki muszą zacząć odrabiać straty, by myśleć o lepszym miejscu przed play-off.
Rozmowa z Anną Wielebnowską
koszykarką Wisły Can-Pack
Szymon Modestowicz: Po takiej kontuzji powrót do gry musi cieszyć?
Anna Wielebnowska: Jestem szczęśliwa, że odzyskałam pełną sprawność i znów czerpię radość z koszykówki.
Początek sezonu wskazywał na powrót do formy. Później jakby coś Panią zatrzymało, to jakaś blokada psychiczna?
- Nie wydaje mi się. W Wiśle każdy zna swoje miejsce i trener decyduje, kto ile gra. Jeśli występuję mniej, to wcale nie świadczy, że prezentuję gorszy poziom. Chodzi raczej o rotację, na jaką decyduje się szkoleniowiec. To należy uszanować. Zespół, przynajmniej w Eurolidze, wygrywa, więc nie ma powodu do narzekania.
Czuje się Pani pewnie na boisku?
- Może nie w stu procentach, ale wszystko powoli wraca do normy. W niektórych sytuacjach nie decyduję się na minięcie czy zagranie. Fizycznie czuję się dobrze, a jeśli jest cień strachu, to ma minimalny wpływ na grę.
Wielu zawodników po ciężkich urazach decyduje się na grę w stabilizatorach.
- Przeszłam ośmiomiesięczną rehabilitację, przez ten czas wzmacniałam mięśnie. Teraz ten stabilizator nie tylko by nie pomógł, ale wręcz przeszkadzał.
Mimo wszystko brak ciągle tej energii, którą wprowadzała Pani na boisku?
- Staram się jak najwięcej wnieść do zespołu, szczególnie w obronie. W ataku nigdy nie byłam wirtuozem, choć zdarzały się mecze z większą liczbą punktów. Moja gra opiera się na defensywie, w której staram się pokazać całą ambicję. Czasami nie wychodzi, ale wiem, że oddaję całe serce. Czuję niesmak, gdy po tylu latach gry w Wiśle i reprezentacji Polski czytam komentarze o gorszej grze czy nieprzydatności Polek do zespołu.
Jednak to w Eurolidze, gdzie głównie grają zagraniczne zawodniczki, Wisła pozostaje niepokonana, a w PLKK przegrała już cztery razy.
- Wierzę, że będziemy grać coraz lepiej. Trener poznaje powoli polską ligę i mam nadzieję że teraz wszystko już będzie szło w lepszym kierunku. Wszystkie porażki były bolesne, bo każda mogła skończyć się zwycięstwem. Jesteśmy silnym zespołem i zwyciężymy także w lidze. Dziś staniemy przed szansą na rewanż z Polkowicami. Będzie ciężko, bo jedziemy tam bezpośrednio po meczu w Pecsu, ale wierzę, że damy radę.
http://www.gazeta.pl
Debiutantka Roku!!!
"Rozpędź się a ściana sama Cię znajdzie" - Tomasz M.
Ave Becky!!!
"Rozpędź się a ściana sama Cię znajdzie" - Tomasz M.
Ave Becky!!!
Re: Co słychać w Wiśle?
betti pisze:Anna Wielebnowska wraca do formy
Rok temu podczas spotkania z CCC zerwała więzadła krzyżowe w kolanie. Po urazie nie ma już prawie śladu, a forma wiślaczki powoli rośnie. Dziś w Polkowicach krakowianki rozpoczną rundę rewanżową.
Na Dolny Śląsk pojechały w glorii kolejnego triumfu w Eurolidze. W czwartek wygraną z MiZo Pecs ustanowiły rekord klubowy w zwycięstwach grupowych. Już 48 godzin później wybiegną na boisko w Polkowicach. Wielebnowska na Węgrzech rozegrała 17 minut, dwie więcej niż w pięciu pierwszych spotkaniach. Wreszcie zdobyła też punkty (cztery).
W Polkowicach (godz. 18.15, transmisja w TVP Sport) celem wiślaczek będzie rewanż za porażkę z pierwszej rundy. Krakowianki muszą zacząć odrabiać straty, by myśleć o lepszym miejscu przed play-off.
Szymon Modestowicz: Po takiej kontuzji powrót do gry musi cieszyć?
Anna Wielebnowska: Jestem szczęśliwa, że odzyskałam pełną sprawność i znów czerpię radość z koszykówki.
Początek sezonu wskazywał na powrót do formy. Później jakby coś Panią zatrzymało, to jakaś blokada psychiczna?
- Nie wydaje mi się. W Wiśle każdy zna swoje miejsce i trener decyduje, kto ile gra. Jeśli występuję mniej, to wcale nie świadczy, że prezentuję gorszy poziom. Chodzi raczej o rotację, na jaką decyduje się szkoleniowiec. To należy uszanować. Zespół, przynajmniej w Eurolidze, wygrywa, więc nie ma powodu do narzekania.
Czuje się Pani pewnie na boisku?
- Może nie w stu procentach, ale wszystko powoli wraca do normy. W niektórych sytuacjach nie decyduję się na minięcie czy zagranie. Fizycznie czuję się dobrze, a jeśli jest cień strachu, to ma minimalny wpływ na grę.
Wielu zawodników po ciężkich urazach decyduje się na grę w stabilizatorach.
- Przeszłam ośmiomiesięczną rehabilitację, przez ten czas wzmacniałam mięśnie. Teraz ten stabilizator nie tylko by nie pomógł, ale wręcz przeszkadzał.
Mimo wszystko brak ciągle tej energii, którą wprowadzała Pani na boisku?
- Staram się jak najwięcej wnieść do zespołu, szczególnie w obronie. W ataku nigdy nie byłam wirtuozem, choć zdarzały się mecze z większą liczbą punktów. Moja gra opiera się na defensywie, w której staram się pokazać całą ambicję. Czasami nie wychodzi, ale wiem, że oddaję całe serce. Czuję niesmak, gdy po tylu latach gry w Wiśle i reprezentacji Polski czytam komentarze o gorszej grze czy nieprzydatności Polek do zespołu.
Jednak to w Eurolidze, gdzie głównie grają zagraniczne zawodniczki, Wisła pozostaje niepokonana, a w PLKK przegrała już cztery razy.
- Wierzę, że będziemy grać coraz lepiej. Trener poznaje powoli polską ligę i mam nadzieję że teraz wszystko już będzie szło w lepszym kierunku. Wszystkie porażki były bolesne, bo każda mogła skończyć się zwycięstwem. Jesteśmy silnym zespołem i zwyciężymy także w lidze. Dziś staniemy przed szansą na rewanż z Polkowicami. Będzie ciężko, bo jedziemy tam bezpośrednio po meczu w Pecsu, ale wierzę, że damy radę.
http://www.gazeta.pl
No w polkowicach, nie wyszło,zresztą jak wszystkim innym zawodniczkom niestety:(
Re: Co słychać w Wiśle?
W ramach "poprawy humoru" filmik z oficjalnej strony Martą z nią w roli głównej..kompilacja jej akcji z 3 meczy : Salamanka, Lotos i przede wszystkich Schio. Całość trwa aż 8 minut i ogląda się to znakomicie.
Niby Marta, a zupełnie jak Rudi (oprócz wykończenia)
http://www.youtube.com/watch?v=HIBfk70E ... r_embedded
Niby Marta, a zupełnie jak Rudi (oprócz wykończenia)
http://www.youtube.com/watch?v=HIBfk70E ... r_embedded
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
Re: Co słychać w Wiśle?
Ałgaja pisze:W ramach "poprawy humoru" filmik z oficjalnej strony Martą
dla mnie w ramach poprawy humoru tag "cracovia" w opisie tego filmiku
(...wiem, wiem spokojnie... to nazwa miasta po lacinie i hiszpansku)
Re: Co słychać w Wiśle?
Filmik naprawdę robi wrażenie. To, że Marta jest jak żywe srebro, wiadomo nie od dziś. Jednak akcje z tych meczów - obejrzane na spokojnie - są po prostu niesamowite. Najbardziej w pamięci utkwiła mi ta pokazana pod koniec filmu (jako obronna) - blok na rywalce ze Schio i potem przebiegnięcie prawie całego boiska z piłką, zakończone lay-upem.
Kilka słów o wyniku męskiej kadry na Eurobaskecie:
https://nowe-refleksje.blogspot.com/202 ... y.html?m=0
https://nowe-refleksje.blogspot.com/202 ... y.html?m=0
Re: Co słychać w Wiśle?
feri pisze:Ałgaja pisze:W ramach "poprawy humoru" filmik z oficjalnej strony Martą
dla mnie w ramach poprawy humoru tag "cracovia" w opisie tego filmiku![]()
(...wiem, wiem spokojnie... to nazwa miasta po lacinie i hiszpansku)
Witam, juz sie wypowiadalam w watku poswieconym meczowi Wisly z Polkowicami. Nie wiem dlaczego ale osoby o nickach friel i feri zawsze musza wypowiadac sie w tematach, ktore delikatnie rzecz ujmujac ich nie dotycza (jak mecz Wisly z Polkowicami czy Co slychac w Wisle). Gdyby jeszcze te komentarze odnosily sie do meritum to moglabym zrozumiec, ale takie jak ten powyzszy to po prostu zasmiecanie forum, i nie wiem... chec zaczepienia kogos badz ciaglego zwracania na siebie uwagi (nie osmielam sie tego zachowania diagnozowac). Ale mam pytanie czy w zgodzie z regulaminem mozna cos z tym zrobic? Pozdrawiam.
ann: można, co niniejszym czynię:)
Re: Co słychać w Wiśle?
Panie i Panowie, jako że rozpoczyna się sezon ogórkowy proponuje abyśmy pomogli naszym koszykarkom głosując na nie jako kandydatki do występu w Meczu Gwiazd Euroligii.
Głosować można na stronie FIBY co 24h! Także pamiętajcie i w miarę możliwości klikajcie dzień w dzień
http://www.fibaeurope.com/cid_KNce8j...fq1yxqV83.html
Po wewnętrznych ustaleniach postanowiliśmy pomóc szczególnie jednej zawodniczce Białej Gwiazdy, gdyż w naszym odczuciu najbardziej sobie na to zasłużyła - dlatego gorąca prośba od SKWK oraz wszystkich osób zajmujących się dopingiem na koszu, JEDEN GŁOSIK DZIENNIE LĄDUJE NA KONCIE EWELINY KOBRYN!!!!
GŁOSOWAĆ DZIEŃ W DZIEŃ !!! - JEDEN GŁOS DLA EWELINY!!! - AVE WISŁA!!!
za forum.wislakrakow.com
Re: Co słychać w Wiśle?
Przed nami Świeta..i Nowy Rok.. idealny czas na podsumowania.. nie byłbym sobą gdybym nie skorzystał z takiej okazji i nie naskrobał paru zdań o tym co widizałem przez ostatnie 3 miesiące w wykonaniu naszych pań..
A więc: Wisła Kraków czyli Doktor Jekyll i Pan Hyde koszykarskich parkietów
Na początek nasz dorobek na chwilę obecna:
Euroliga: 1 miejsce w grupie, 8 wygranych – 0 porażek
PLKK: 4 miejsce w lidze: 9 wygranych – 5 porażek
Superpuchar: wygrana z rezerwami Lotosu.
Łącznie 23 spotkania, 18 wygranych i 5 porażek.
Już w tym zestawieniu widać to, co jest głównym tematem rozmów na temat Wisły w ostatnim czasie: czemu w lidze tak źle, skoro w eurolidze tak dobrze. No własnie czemu?
Najczęściej używany argument to obowiązek gry w PLKK 2 zawodniczkami z polskim paszportem. I coś w tym niewątpliwe jest. Przepis ten niewątpliwie utrudnia budowanie składu, a także rotacje na parkiecie a co za tym idzie wyrównuje szanse poszczególnych drużyn. (tak samo jak przepis o tym że w PLKK może grac nawet 6 pan spoza w europy) Ale to tylko część prawdy. Bo przecież nasze Polki nie są gorsze od tych z Gdyni, Polkowic czy Gorzowa.. umiejętności trenera? może.. choć w euorldize nasze Polki dają przyzwoite zmiany a Ewka i tam jest gwiazda.. brak ogrania? a jak to się mierzy? ile minut potrzeba zawodniczce by poczuła grę? Pewnie wszystko po trochu..
Druga sprawa to problemy z koncentracja i motywacją naszego zespołu w spotkaniach ligowych. W pierwszej kwarcie meczu w Polkowicach Marta dostała podanie przez pół boiska i kończąc akcje wejściem pod kosz była faulowana jedna z rywalek. Piłka po jej rzucie w tej akcji odbiła sie od obręczy ostatecznie nie wpadając do kosza, co skwitowałem stwierdzeniem „w eurolidze by wpadło”. Oczywiście powiedziałem to półżartem-półserio ale było chyba w tym sporo racji, zwłaszcza ze na dokładkę Marta spudłowała oba rzuty osobiste. Tego typu drobnych zdarzeń można by wymienić jeszcze sporo, a generalizując można powiedzieć że w lidze gramy zdecydowanie wolniej, mniej agresywnie i bardziej niechlujnie niż w pucharze, przez co rywalki są w stanie wyrywać piłki przy zbiórkach, nadążają z powrotem do obrony, mają czyste pozycje rzutowe itd..
Takie podejście oczywiście ciężko usprawiedliwiać czy tym bardziej pochwalać ale patrząc „po ludzku” można dość łatwo zrozumieć zawodniczki( a przynajmniej te z podstawowej piątki). Euroliga to jednak zdecydowanie większy prestiż i wyższa skala trudności niż rozgrywki na krajowym podwórku. Chcąc w niej coś osiągnąć trzeba już w fazie grupowej grac każdy mecz na 100% zwłaszcza jak chce się być rozstawionym w fazach PO a to ma znaczenie kolosalne. W lidze jest łatwiej, przewaga własnego parkietu nie jest az takim atutem, zwłaszcza ze w półfinałach PO gra sie do 3 a w finale do 4 zwycięstw. Czy wpadniemy na Lotos, czy na Gorzów czy na Polkowice to nasze szanse i tak będą spore podczas gdy ewentualne spotkanie z zespołami Rosyjskimi czy Walencja oznacza w praktyce koniec marzeń o awansie wyżej.
Dodatkowo należy pamiętać o naszym początku w obu rozgrywkach. W lidze już na wstępie zostaliśmy w blokach przegrywając u siebie z CCC oraz w Brzegu z Odrą a kolejne porażki już tylko w niewielkim stopniu nas pogrążały. W eurolidze natomiast zaczęliśmy z wysokiego „c” ogrywając już w pierwszej kolejce 2 zespół poprzednich rozgrywek Salamankę, i to na jej parkiecie. Dzięki tej wygranej dziewczyny zwietrzyły zapewne szanse na to że mogą coś ugrać w europie i w następnych meczach robiły wszystko by nie zaprzepaścić tej szansy i jak do tej pory wychodzi im to znakomicie.
Jeśli już mowa o problemie „Polek” oraz o ligowym braku koncentracji to warto zauważyć że te nasze słabości wychodzą na jaw głównie wtedy gdy rywal broni strefą, bo dopóki nasze zawodniczki musza się zmagać z rywalkami 1 na 1, to ich indywidualne umiejętności wystarczają na toczenie walki na styku, bądź tez na odskakiwanie rywalowi. Tak było w obu meczach z Polkowicami (w pierwszym +8 dla nas po pierwszej kwarcie i CCC staje strefa, w rewanżu ta obrona pojawia się gdy doprowadzamy do remisu w połowie 3 kwarty), z Gorzowem (cos 60 pkt rzuconych przez 3 kwarty) i w Brzegu (tam rywalki od początku mordowały nas zona) I trudno się dziwić takiemu stanowi rzeczy. Przy rozbijaniu strefy (a także przy graniu strefa) mniej się liczą indywidualne umiejętności zawodniczek a bardziej zespołowość, zgranie i koncentracja wszystkich pań będących na parkiecie. bo wystarczy by jedna z nich grała wolniej lub niedokładnie by akcję trzeba było budować od nowa. Tu niestety znów pojawia się problem Polek (bo w euroldize ze strefą tez radzimy sobie dużo lepiej, z reguły 2-3 akcje wystarczają by wybić rywalkom z głowy pomysł grania w ten sposób), które rażą brakiem zdecydowania. rekordy w tym względzie bije Doris, ale spore strzeżenia tym względzie można mięć do Niuni czy Agi Pałki. Ona dopiero jak chwycą piłkę to zaczynają się rozglądać jaka jest sytuacja na parkiecie i zanim podejmą jakaś decyzje to rywalki doskakują do nich i uniemożliwiają rzut czy podanie na czysta pozycje.
Czas na indywidualne cenzurki (ale tylko opisowe), przy czym pozwolę sobie skonfrontować występy naszych koszykarek z moimi oczekiwaniami przed sezonem , z tym zastrzeżeniem że wówczas zakładałem grę w Pucharze FIBA. Najpierw „staranieri” (kolejność znacząca
)
Marta Fernandez
Cóż na Marcie na pewno się nie zawiodłem. Gra nawet lepiej niż oczekiwałem, mogę wręcz zaryzykować twierdzenie że w obecnym sezonie może śmiało kandydować do miana najlepszej Europejki na pozycjach 2/3. Hiszpanie mogą żałować że z przyczyn pozasportowych nie dostaje powołań do kadry bo z nią w składzie może mieliby coś więcej niż brąz na ME. Na dodatek nie można jej też zarzucić że w lidze gra z mniejszą motywacją (może dlatego że w przeciwieństwie do Burse czy Cohen ma cos do udowodnienia rywalkom) Brawo Marta, oby tak dalej, oby więcej „Rudi-show”
Janell Burse.
Miało być niemal double-double w pucharze FIBA jest ponad double-double w eurolidze
W PLKK słabiej, po części dlatego że gra mniej przez przepis o 2 Polkach a po części dlatego że trochę sobie odpuszcza walkę na ligowych parkietach, zwłaszcza jak rywalki (Matovic, podkoszowe Gorzowa) grają nazwijmy to na pograniczu faulu. Liczę że w PO to się zmieni i rzucanie o ziemie czy odpychanie jej byle dalej od kosza przez rywalki wywoła u niej jedynie sportową złość.
Liron Cohen
Podobnie jak w wypadku Burse gra o klasę lepiej (aktywniej) w eurolidze niż w PLKK choć wydaje mi się ze i tam ma jeszcze rezerwy. Na razie odnoszę wrażenie że gra tak by przede wszystkim kierować zespołem nie próbując przejmować na siebie ciężaru zdobywania punktów. Jakbym miał ja za te pierwsze 2 miesiące przyrównać do Jeleny, to określiłbym ją taka średnią Skerą: gra lepiej niż tamta w ostatnim sezonie, ale nie wzbiła się jeszcze na taką grę jak Czarnogórzanka w swym najlepszym okresie.
Iziane Castro Marques
Póki co uzbierała 12,5ppg na 50% za 2 i 33% za 3
Pewnie doszłaby do tych 15 ppg gdyby nie fakt ze jednak opcją nr 1 na obwodzie jest u nas w tym sezonie Marta. Ale ogólnie ja jestem zadowolony z jej gry. już na dzień dobry wchodząc z ławki wygrała nam niezwykle istotny mecz z Pecsem, potem było różnie, raz gorzej (wyjazd z Lille), raz lepiej (decydujące punkty z Gospciem, mecz z Lille) ale mnie nie zawodzi. Zaskoczyła mnie pozytywnie grą w obronie (w odróżnieniu od Liron), bo spodziewałem się że to jest pięta Achillesów. Na jej duży plus poczytuje także fakt że nie jest zmanierowana, nie gwiazdorzy, bez jakiegokolwiek sprzeciwu wykonuje polecenia trenera, nie dąsa się zaczynając mecz na ławce itd. Natomiast trochę brakuje mi jeszcze „błysku” i przebojowości, choć w 2 ostatnich meczach odniosłem wrażenie że i w tym względzie się coś ruszyło.
Katerina Zohnova
Jedyna zawodniczka zagraniczna która gra „normalnie” tzn ma lepsze statystki w lidze niż w euolidzie. Zgodni z oczekiwaniami w euorlidze ma spore problemy z wyrobieniem sobie czystej pozycji rzutowej, ale w kilku spotkaniach miała swój udział w końcowych zwycięstwach (zwłaszcza w Salamance i w Pecsu – jedna jedyna trójka ale jak ważna!) Nie da się ukryć że umiejętnościami ustępuje wcześniej omawianym paniom (a na dodatek jest bardzo niska jak na „trójke, ale może zaimponować profesjonalizmem i pracowitością. Poczyniła naprawdę ogromny postęp w grze defensywnej: na początku sezonu broniła tragicznie, chyba nie widziałem słabszej zawodniczki w tej materii. Każda akcja 1 na 1 którejś z rywalek kończyła się punktami, faulem Katki lub tym i tym. Obecnie jest z tym dużo lepiej, jest w stanie nadążać za rywalkami bez faulu, a broniła sporo m.in. przeciwko Shields i Coleman. Drugi plus za zachowanie, podobnie jak w przypadku Marques. Bez względu czy gra przez 5 czy przez 25 minut robi wszystko by pokazać się z jak najlepszej strony. W dalszej części sezonu cudów po niej nie oczekuje, ale liczę że wchodząc z ławki dorzuci średnio na te 5-7 pkt w eurolidze i w meczach z czołówką ligi.
Maja Vucurovic
Ostatni nabytek Wisły,.. młoda, zdolna, utalentowana.. cierpi na przepisach które nakazują by w meczowej 12-stce w PLLK były tzw „młode Polki” a równocześnie zabraniają zagranicznym zawodniczkom gry na zapleczu tych rozgrywek.. cierpi też na klubowym przepisie mówiącym że w kadrze meczowej musi być Doris.. efekt jest taki że jak poajwia sie na parkiecie to chce robić wszystko i grac sama.. Czy coś z niej wyrośnie? Trudno mi wyrokować.. sam potencjał to mało.. musi dołożyć do tego sporo pracy. Mogę wymienić dziesiątki mniej lub bardziej zdolnych młodych zawodników w różnych dyscyplinach sportu którzy nie osiągnęli nic, i równie dużo takich którzy zdolności nie mieli za wiele a dzięki pracy osiągnęli w sporcie sporo. Życzę Mai by sodówka jej nie odbiła, bo jej kariera zależy głównie od niej samej.
No i czas na Polki
Ewelina Kobryn
Pod względem sportowym Ewka nie zawodzi. Miała kapitalny początek sezonu, potem było troszkę słabiej ale ogólnie zanotowała kolejny progres w swojej grze, zwłaszcza w grze an tablicach. Mnie jednak osobiście zaczyna nieco martwić jej zachowanie. Coraz częściej zdarza się że po nieudanych akcjach coś tam gestykuluje, ma pretensje do sędziów czy koleżanek.. a dramatem są już jej wypowiedzi do mediów. Mam nadzieję że jednak skupi sie głownie na dalszym poprawianiu swojej gry, bo inaczej może zacząć szybko spadać z piedestału..
Agnieszka Majewska
Z tego co szpiedzy donoszą to rzeczywiście Aga pracuje aż miło i widać to też od razu na boisku. Z 5 minut zrobiło się już ponad 10 i to naprawdę ambitnej walki z rywalkami które z reguły są dużo silniejsze fizycznie. Sezon zaczynała na ławce, w listopadzie zdecydowanie się rozkręciła by znów troszkę wyhamować w grudniu.. Ale jak znów ruszyła to zawodniczki z Brzegu zapewne zapamiętają ją na długi czas. Oby takich meczy jak ten wczorajszy było w jej wykonaniu jak najwięcej. Oczekiwania podobne jak w przypadku Katki, tylko z tą różnicą że głownie liczę na jej grę obronną.
Anna Wielebnowska
No.. Niunia to Niunia.. najbardziej kontrowersyjna dla mnie zawodniczka w Wiśle. Okres przygotowawczy i początek sezonu przyzwoity a nawet można rzec że dobry, aż do spotkania w Rybniku. Tam po jednym ze starć się „słabo poczuła” i już nie wróciła na parkiet. Od tego momentu coś sie zacięło, grała coraz mniej i coraz słabiej, za to miała coraz więcej uwag zwłaszcza do trenera (którego przed sezonem nie mogła się nachwalić) oraz do części kibiców którzy paskudnie ośmielają się ja krytykować.. coż.. pamiętam dokonania Niuni i te dla kraju i te dla Wisły.. (a nawet znam te dla Namur).. ale za to Niunia powinna pamiętać że za zasługi to należy się co najwyżej miejsce na pomniku po zakończeniu sezonu a nie miejsce na parkiecie w drużynie mającej spore aspiracje. To ostatnie trzeba sobie wywalczyć, wykorzystując każdy trening i każdą minutę na parkiecie. I mam nadzieję że Niunia udowodni i mnie i innym kibicom a przede wszystkim trenerowi że zasługuje na grę. Ostatnie mecze zwiastują zresztą poprawę w tej kwestii. Nie można jej odmówić walki na parkiecie, szkoda tylko że bardzo niepewnie czuje się w ataku, ale liczę że przełamie w końcu swoja niemoc rzutową i będzie wnosiła do gry przynajmniej tyle samo co Aga Majewska i Katka.
Magdalena Skorek
No niestety w tym wypadku zdecydowanie nie trafiłem z prognozą. Wszystko jest na odwrót.. Madzia nie nosi głowy za wysoko, a niestety zbyt nisko (na parkiecie). W obronie stara się jak może ale w ataku jest całkowicie zablokowana (podobna sytuacja do Niuni, tylko mniej fochów ) Możliwe ze jednak gra w Wiśle to zbyt wysokie progi dla niej, choć dobrze by było by jednak odnalazła swoje miejsce w tym zespole... w Eurolidze nas nie zbawi ale jej gra w lidze może mieć dla nas spore znaczenie.
Dorota Gburczyk.
Ze względu na wydarzenia dnia wczorajszego daruje sobie złośliwości, i napisze tylko że życzę Doris powrotu do zdrowia a także do koszykówki, ale nie w koszulce z Biała Gwiazdą na piersi, ze względu na brak wystarczających umiejętności.
Niestety póki co (tzn do czasu kontuzji) Aga niczym nie zachwyciła. Oby lepiej było w dalszej części sezonu. teraz za nie ma co jej oceniać...
Jose Louis Hernandez –
Miał by kluczową postacią.. a jak jest?.
pkt 1 – zaliczone –wystarczy poczytać wypowiedzi zawodniczek
pkt 2 – tu chyba najciężej o ocenę, bo sytuacja wygada jak z wynikami: w euroldize ma m wrążenie że jesteśmy zespołem, a w lidze nie zawsze. Tak wiec tutaj odsyłam go do poprawki
pkt 3 – tez podobna sytuacja jak w pkt 2. Nie ma problemu z zawodniczkami zagranicznymi, natomiast póki co nie może trafić do niektórych Polek (głównie Niunia i Madzia)
pkt 4. zaliczone. Nie zawsze wszystko wychodzi, ale ogólnie nie jest źle, choć tradycyjnie już lepiej w euroldize niż w PLKK. Na pewno przerwy w połowie spotkań nie są okresami straconymi. Po nich w zdecydowanej większości gramy lepiej niż przed nimi (miła odmiana..)
pkt 5. Zaliczone. Rotacja zaczyna się w połowie kwarty pierwszej a nie w połowie 4 (mówię o lidze) Nie lcząc Polskich juniorek wszystkie zawodniczki dostają swoje szanse (a że nei wszystkie tyle ile by chciały to już inna sprawa)
pkt 6.Zdecydowanie zaliczone. Przekonał się o tym choćby Pecs w ostatnich 2 akcjach.
A co oprócz tego? Plus za systematyczną poprawę gry defensywnej. Na początku sezonu obrona była bardzo słaba teraz stopniowo się poprawia (choć jeszcze sporo roboty [przed nami). Plus tez za reakcje w trakcie meczu, po raz pierwszy od 3 sezonów nie musimy się irytować na trybunach i wołać by trener wziął czas czy zmienił którąś zawodniczkę. Minusy? Głowny to oczywiście wyniki w PLKK, a dokładniej to że nie udało mu się w tych przegranych spotkaniach na tyle zmobilizować dziewczyn by wygrały przynajmniej ze 3 z nich. Sam też chyba jest nieco zaskoczony naszą ligą, a dokładniej mówiąc różnicą w poziomie gry poszczególnych drużyn, przez co nieco go usypiają łatwo wygrane mecze z dołem tabeli oraz łatwo uzyskane przewagi w meczach z czołówka. Trzeci i ostatni minus za to o czym już wspominałem – problemy z dotarciem do Niuni i Madzi Skorek.
I na koniec weryfikacja moich oczekiwań sezonowych:
Pkt a) no cóż.. może zawodniczki mnie nie zrozumiały ale pisałem o 4 porażkach w całym sezonie zasadniczym, a nie pierwszej jego rundzie
. Nie da się ukryć że sezon zasadniczy jest dla nas przegrany wynikowo, przy sprzyjającym układzie możemy co najwyżej powalczyć o 3-cie miejsce a to niewielka różnica. Wolałbym więc żeby zamiast tego poświęcić druga rundę na „ożywienie” Polek oraz na ćwiczenie zagrywek taktycznych (Np w meczach w Gorzowie czy Gdyni – tam rywalki będą musiały grać na maska a my niekoniecznie). Szans na rehabilitację za dotychczasowe porażki szukać będziemy w PO., bo ten główny cel minimalny– finał – pozostaje bez zmian a ze jest to cel realny przekonałem się wczoraj. Przez kontuzję Doris mecz z Brzegiem był takim odbiciem całej rundy.. pierwsze 15 minut to Wisła ligowa, coś tam próbująca ale grająca niezwykle ospale. Następne 5 minut to w ogole brak gry Wisły, bo zawodniczki były w szoku po tym co widziały na parkeicie (ten fragment przegrywamy 2-17!). trzecia kwarta zaczyna sie od powiększenia przewagi rpzez Brzeg do 11 pkt i wtedy pojawia się Wisła euroligowa. Graliśmy po raz pierwszy w lidze (może poza 3-4 minutami w końcówce 3 kwarty z Gorzowem) tak jak w pucharach , szybko, zdecydowanie z agrecja.. . Odra wcale nie odpuściła meczu, starała się robić co mogła (strefa, presing itd) ale na parkiecie przestała istnieć.. 15 minut wygraliśmy różnica 33 pkt! Liczę na to że w PO tak będziemy grać przez całe spotkania.
Pkt b). Klapa totalna. Pucharu FIBA w tym roku nie wygramy
.. euroligi zresztą pewnie też nie ale może jakiś F4? Byłaby to piękna sprawa dla zespołu który do stawki dołączył za 5 dwunasta. Oczywiście do tego jeszcze cholernie daleka droga ..może się okazać że zakończymy RS z bilansem 10-0 (osobiście mi na tym nie zależy, 9-1 wystarczy mi w zupełności) a potem odpadniemy w pierwszej rundzie PO., ale to czarny scenariusz w sytuacji gdy pewnym jest że wystarczy nam obronić własną halę by po raz pierwszy znaleźć się w 8-ce tych rozgrywek..
Pkt c). ten najmniej ważny pucharek mamy już w gablotce.. o ten drugi pewnie też powalczymy
Pkt d) to się okaże po sezonie..
A więc: Wisła Kraków czyli Doktor Jekyll i Pan Hyde koszykarskich parkietów
Na początek nasz dorobek na chwilę obecna:
Euroliga: 1 miejsce w grupie, 8 wygranych – 0 porażek
PLKK: 4 miejsce w lidze: 9 wygranych – 5 porażek
Superpuchar: wygrana z rezerwami Lotosu.
Łącznie 23 spotkania, 18 wygranych i 5 porażek.
Już w tym zestawieniu widać to, co jest głównym tematem rozmów na temat Wisły w ostatnim czasie: czemu w lidze tak źle, skoro w eurolidze tak dobrze. No własnie czemu?
Najczęściej używany argument to obowiązek gry w PLKK 2 zawodniczkami z polskim paszportem. I coś w tym niewątpliwe jest. Przepis ten niewątpliwie utrudnia budowanie składu, a także rotacje na parkiecie a co za tym idzie wyrównuje szanse poszczególnych drużyn. (tak samo jak przepis o tym że w PLKK może grac nawet 6 pan spoza w europy) Ale to tylko część prawdy. Bo przecież nasze Polki nie są gorsze od tych z Gdyni, Polkowic czy Gorzowa.. umiejętności trenera? może.. choć w euorldize nasze Polki dają przyzwoite zmiany a Ewka i tam jest gwiazda.. brak ogrania? a jak to się mierzy? ile minut potrzeba zawodniczce by poczuła grę? Pewnie wszystko po trochu..
Druga sprawa to problemy z koncentracja i motywacją naszego zespołu w spotkaniach ligowych. W pierwszej kwarcie meczu w Polkowicach Marta dostała podanie przez pół boiska i kończąc akcje wejściem pod kosz była faulowana jedna z rywalek. Piłka po jej rzucie w tej akcji odbiła sie od obręczy ostatecznie nie wpadając do kosza, co skwitowałem stwierdzeniem „w eurolidze by wpadło”. Oczywiście powiedziałem to półżartem-półserio ale było chyba w tym sporo racji, zwłaszcza ze na dokładkę Marta spudłowała oba rzuty osobiste. Tego typu drobnych zdarzeń można by wymienić jeszcze sporo, a generalizując można powiedzieć że w lidze gramy zdecydowanie wolniej, mniej agresywnie i bardziej niechlujnie niż w pucharze, przez co rywalki są w stanie wyrywać piłki przy zbiórkach, nadążają z powrotem do obrony, mają czyste pozycje rzutowe itd..
Takie podejście oczywiście ciężko usprawiedliwiać czy tym bardziej pochwalać ale patrząc „po ludzku” można dość łatwo zrozumieć zawodniczki( a przynajmniej te z podstawowej piątki). Euroliga to jednak zdecydowanie większy prestiż i wyższa skala trudności niż rozgrywki na krajowym podwórku. Chcąc w niej coś osiągnąć trzeba już w fazie grupowej grac każdy mecz na 100% zwłaszcza jak chce się być rozstawionym w fazach PO a to ma znaczenie kolosalne. W lidze jest łatwiej, przewaga własnego parkietu nie jest az takim atutem, zwłaszcza ze w półfinałach PO gra sie do 3 a w finale do 4 zwycięstw. Czy wpadniemy na Lotos, czy na Gorzów czy na Polkowice to nasze szanse i tak będą spore podczas gdy ewentualne spotkanie z zespołami Rosyjskimi czy Walencja oznacza w praktyce koniec marzeń o awansie wyżej.
Dodatkowo należy pamiętać o naszym początku w obu rozgrywkach. W lidze już na wstępie zostaliśmy w blokach przegrywając u siebie z CCC oraz w Brzegu z Odrą a kolejne porażki już tylko w niewielkim stopniu nas pogrążały. W eurolidze natomiast zaczęliśmy z wysokiego „c” ogrywając już w pierwszej kolejce 2 zespół poprzednich rozgrywek Salamankę, i to na jej parkiecie. Dzięki tej wygranej dziewczyny zwietrzyły zapewne szanse na to że mogą coś ugrać w europie i w następnych meczach robiły wszystko by nie zaprzepaścić tej szansy i jak do tej pory wychodzi im to znakomicie.
Jeśli już mowa o problemie „Polek” oraz o ligowym braku koncentracji to warto zauważyć że te nasze słabości wychodzą na jaw głównie wtedy gdy rywal broni strefą, bo dopóki nasze zawodniczki musza się zmagać z rywalkami 1 na 1, to ich indywidualne umiejętności wystarczają na toczenie walki na styku, bądź tez na odskakiwanie rywalowi. Tak było w obu meczach z Polkowicami (w pierwszym +8 dla nas po pierwszej kwarcie i CCC staje strefa, w rewanżu ta obrona pojawia się gdy doprowadzamy do remisu w połowie 3 kwarty), z Gorzowem (cos 60 pkt rzuconych przez 3 kwarty) i w Brzegu (tam rywalki od początku mordowały nas zona) I trudno się dziwić takiemu stanowi rzeczy. Przy rozbijaniu strefy (a także przy graniu strefa) mniej się liczą indywidualne umiejętności zawodniczek a bardziej zespołowość, zgranie i koncentracja wszystkich pań będących na parkiecie. bo wystarczy by jedna z nich grała wolniej lub niedokładnie by akcję trzeba było budować od nowa. Tu niestety znów pojawia się problem Polek (bo w euroldize ze strefą tez radzimy sobie dużo lepiej, z reguły 2-3 akcje wystarczają by wybić rywalkom z głowy pomysł grania w ten sposób), które rażą brakiem zdecydowania. rekordy w tym względzie bije Doris, ale spore strzeżenia tym względzie można mięć do Niuni czy Agi Pałki. Ona dopiero jak chwycą piłkę to zaczynają się rozglądać jaka jest sytuacja na parkiecie i zanim podejmą jakaś decyzje to rywalki doskakują do nich i uniemożliwiają rzut czy podanie na czysta pozycje.
Czas na indywidualne cenzurki (ale tylko opisowe), przy czym pozwolę sobie skonfrontować występy naszych koszykarek z moimi oczekiwaniami przed sezonem , z tym zastrzeżeniem że wówczas zakładałem grę w Pucharze FIBA. Najpierw „staranieri” (kolejność znacząca
Marta Fernandez
Jedyna zagraniczna zawodniczka, która została w Wiśle z ubiegłego sezonu. Jedyna, która na to pozostanie zasłużyła.. Marta jest dziwną koszykarką.. nie dość że dysponuje bardzo przeciętnym jak na 2-ke rzutem, to ma przedziwny (według Wiślackich standardów) charakter. Nie imprezuje, nie wykłóca się o swoje, stara się wykonywać polecenia trenera, a gdy tych nie ma podejmuje samodzielne próby treningu.. Sądzę, że odetchnęła głęboko na wieść o nowym trenerze. Może wreszcie stanie się opcją w ataku, może wreszcie doczeka się zasłon podczas prób penetracji.. to naprawdę przydatna sprawa przy jej stylu gry.. a jak tak się stanie to może mieć naprawdę fajny sezon, zwłaszcza ze mogła sobie wypocząć a i maska nie powinna jej ciążyć.
Cóż na Marcie na pewno się nie zawiodłem. Gra nawet lepiej niż oczekiwałem, mogę wręcz zaryzykować twierdzenie że w obecnym sezonie może śmiało kandydować do miana najlepszej Europejki na pozycjach 2/3. Hiszpanie mogą żałować że z przyczyn pozasportowych nie dostaje powołań do kadry bo z nią w składzie może mieliby coś więcej niż brąz na ME. Na dodatek nie można jej też zarzucić że w lidze gra z mniejszą motywacją (może dlatego że w przeciwieństwie do Burse czy Cohen ma cos do udowodnienia rywalkom) Brawo Marta, oby tak dalej, oby więcej „Rudi-show”
Janell Burse.
Solidność. To pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl, gdy widzę tą zawodniczkę. Nie jest to koszykarka tej klasy co Holdsclaw czy Dupree. Nie wygra w pojedynkę meczu z CSKA jak Snow, nie będzie przesuwać rywalek biustem jak Kara. Powinna jednak zapewnić w niemal każdym meczu osiągnięcia bliskie double-double a to może być dla nas niezwykle istotne, zwłaszcza biorąc pod uwagę że przyjdzie nam grać w tym słabszym z pucharów którym rywale nie będą tak mocni jak w euorlidze, natomiast niezbędna jest równa forma w kolejnych etapach rozgrywek.
Miało być niemal double-double w pucharze FIBA jest ponad double-double w eurolidze
Liron Cohen
Zawodniczce z Izraela przyjdzie się zmierzyć z legendą Skery, przy czym będzie miała o tyle ułatwione zadanie że Skera w ostatnim sezonie bardzo obniżyła loty (choć spodziewam się że po zmianie drużyny znów odżyje). Czy Liron podola temu zadaniu? Mam nadzieję że tak. 2 lata temu była wybrana najlepszą rozgrywającą ligi hiszpańskiej, rok temu bardzo dobrze spisywała się w drużynie z Koszyc, zarówno w lidze jak i w eurolidze a w ME potwierdziła że należy do ścisłej czołówki europejskich rozgrywających. Jeśli nie wynikną jakieś nieprzewidywalne okoliczności to powinna być bardzo silnym punktem naszego zespołu.
Podobnie jak w wypadku Burse gra o klasę lepiej (aktywniej) w eurolidze niż w PLKK choć wydaje mi się ze i tam ma jeszcze rezerwy. Na razie odnoszę wrażenie że gra tak by przede wszystkim kierować zespołem nie próbując przejmować na siebie ciężaru zdobywania punktów. Jakbym miał ja za te pierwsze 2 miesiące przyrównać do Jeleny, to określiłbym ją taka średnią Skerą: gra lepiej niż tamta w ostatnim sezonie, ale nie wzbiła się jeszcze na taką grę jak Czarnogórzanka w swym najlepszym okresie.
Iziane Castro Marques
Mnie zadowoli 15ppg na 50% za 2 i 35% za 3
A ogólnie to kolejny fajny i przemyślany transfer. Serce może by chciało kogoś ze ścisłego topu, ale rozum mówi ze jednak nie jesteśmy Jekaterinburgiem i ze trzeba mierzyć siły na zamiary. A wtedy trudno nie być zadowolonym z tego transferu. Marquez wydaje się w tym momencie byc brakującym ogniwem w naszym skaldzie.. nieszablonowa zawodniczka, potrafiąca w pojedynkę wygrać mecz powinna idealnie uzupełnić nasz bardzo solidny, ale nieco pozbawiony iskry zespól. Oczywiście nieraz może nas na trybunach przyprawić o ból głowy seria niecelnych rzutów , ale tu rola trenera by ja posadzić wtedy na ławce i dać ochłonąć, bo pole manewru jest spore.
A jeśli chodzi o Marquez to wolę by miała nieco inna i chyba trudniejszą role niż śrubowanie statystyk. Grając w takim Lille czy Gospicu pewnie mogłaby mieć średnią kolo18-20 pkt na mecz, tyle tylko, że zespoły te wcale nie musiałby odnosić sukcesów.. Dlatego chciałbym by podstawą naszej gry była zespołowość z w miarę równomiernym rozkładaniem się punktów wśród czołowych zawodniczek a Iziane niech potwierdza swoje umiejętności strzeleckie w newralgicznych momentach. Wcześniej czy później zapewne trafimy na zespół (zespoły) które będą w stanie zneutralizować nasze warianty gry. I wtedy byłby czas na jej indywidualne umiejętności. Niech łamie schematy, przeprowadza indywidualne akcje, wymusza faule. Ot, taki wolny elektron
Póki co uzbierała 12,5ppg na 50% za 2 i 33% za 3
Katerina Zohnova
Katka Zohnova – miss basket J. Rok temu bardzo brakowało nam zawodniczki o jej predyspozycjach. Nasza indolencja rzutowa zza luku była zatrważająca. I pewnie dlatego wpadła w oko naszym działaczom. Nie ukrywam, że gdybyśmy mieli grać w eurolidze to miałbym spore obiekcje, co do tego transferu, Nie sądzę by Katka sobie pograła przeciwko nie mniej sprawnym a z reguły wyższym rywalkom na pozycji nr 3. W pucharze FIBA (no i w lidze) powinno być jednak dużo łatwiej i liczę, że Katka będzie grała na poziomie do jakiego przyzwyczaiła nas w poprzednim sezonie.
Jedyna zawodniczka zagraniczna która gra „normalnie” tzn ma lepsze statystki w lidze niż w euolidzie. Zgodni z oczekiwaniami w euorlidze ma spore problemy z wyrobieniem sobie czystej pozycji rzutowej, ale w kilku spotkaniach miała swój udział w końcowych zwycięstwach (zwłaszcza w Salamance i w Pecsu – jedna jedyna trójka ale jak ważna!) Nie da się ukryć że umiejętnościami ustępuje wcześniej omawianym paniom (a na dodatek jest bardzo niska jak na „trójke, ale może zaimponować profesjonalizmem i pracowitością. Poczyniła naprawdę ogromny postęp w grze defensywnej: na początku sezonu broniła tragicznie, chyba nie widziałem słabszej zawodniczki w tej materii. Każda akcja 1 na 1 którejś z rywalek kończyła się punktami, faulem Katki lub tym i tym. Obecnie jest z tym dużo lepiej, jest w stanie nadążać za rywalkami bez faulu, a broniła sporo m.in. przeciwko Shields i Coleman. Drugi plus za zachowanie, podobnie jak w przypadku Marques. Bez względu czy gra przez 5 czy przez 25 minut robi wszystko by pokazać się z jak najlepszej strony. W dalszej części sezonu cudów po niej nie oczekuje, ale liczę że wchodząc z ławki dorzuci średnio na te 5-7 pkt w eurolidze i w meczach z czołówką ligi.
Maja Vucurovic
Ostatni nabytek Wisły,.. młoda, zdolna, utalentowana.. cierpi na przepisach które nakazują by w meczowej 12-stce w PLLK były tzw „młode Polki” a równocześnie zabraniają zagranicznym zawodniczkom gry na zapleczu tych rozgrywek.. cierpi też na klubowym przepisie mówiącym że w kadrze meczowej musi być Doris.. efekt jest taki że jak poajwia sie na parkiecie to chce robić wszystko i grac sama.. Czy coś z niej wyrośnie? Trudno mi wyrokować.. sam potencjał to mało.. musi dołożyć do tego sporo pracy. Mogę wymienić dziesiątki mniej lub bardziej zdolnych młodych zawodników w różnych dyscyplinach sportu którzy nie osiągnęli nic, i równie dużo takich którzy zdolności nie mieli za wiele a dzięki pracy osiągnęli w sporcie sporo. Życzę Mai by sodówka jej nie odbiła, bo jej kariera zależy głównie od niej samej.
No i czas na Polki
Ewelina Kobryn
Ewelina Kobryn: dla mnie bez dwóch zdań najlepsza Polka po Bibie i jednocześnie czołowa zawodniczka podkoszowa w europie (choć nie ścisły top) O jej pozostanie w Wiśle najbardziej drżeliśmy w Krakowie po decyzji FIBA o nie przyznaniu nam dzikiej karty w eurolidze, ale chyba Ewka pozostanie jednak na kolejny sezon w Krakowie. I całe szczęście bo jest ona naszym może i największym atutem walce na krajowych parkietach a i w FIBA powinna sobie poszaleć
Pod względem sportowym Ewka nie zawodzi. Miała kapitalny początek sezonu, potem było troszkę słabiej ale ogólnie zanotowała kolejny progres w swojej grze, zwłaszcza w grze an tablicach. Mnie jednak osobiście zaczyna nieco martwić jej zachowanie. Coraz częściej zdarza się że po nieudanych akcjach coś tam gestykuluje, ma pretensje do sędziów czy koleżanek.. a dramatem są już jej wypowiedzi do mediów. Mam nadzieję że jednak skupi sie głownie na dalszym poprawianiu swojej gry, bo inaczej może zacząć szybko spadać z piedestału..
Agnieszka Majewska
Agnieszka (już nie) Pałka.. oby zdecydowała się jednak poważniej podchodzić do treningu.. bo po 5 minutach przebywania na parkiecie wręcz nie wypada prosić o zmianę.. a jak potrenuje to pewnie nie jednemu zespołowi zajdą za skóre jej trojki jak również i ogromny zasięg rąk..
Z tego co szpiedzy donoszą to rzeczywiście Aga pracuje aż miło i widać to też od razu na boisku. Z 5 minut zrobiło się już ponad 10 i to naprawdę ambitnej walki z rywalkami które z reguły są dużo silniejsze fizycznie. Sezon zaczynała na ławce, w listopadzie zdecydowanie się rozkręciła by znów troszkę wyhamować w grudniu.. Ale jak znów ruszyła to zawodniczki z Brzegu zapewne zapamiętają ją na długi czas. Oby takich meczy jak ten wczorajszy było w jej wykonaniu jak najwięcej. Oczekiwania podobne jak w przypadku Katki, tylko z tą różnicą że głownie liczę na jej grę obronną.
Anna Wielebnowska
Niunia to Niunia. Ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami.. wpisała się już na trwałe w Wislacki pejzaż. Ze względu na stan zdrowia powinna być mocno oszczędzana, nie ma sensu eksploatować jej w meczach z MUKS-em czy Bydgoszczą. Natomiast w meczach pucharowych oraz w spotkaniach z czołówką ligową jej doświadczanie i bardzo duże jak na Polkę umiejętności mogą się okazać kluczowymi dla losów spotkania
No.. Niunia to Niunia.. najbardziej kontrowersyjna dla mnie zawodniczka w Wiśle. Okres przygotowawczy i początek sezonu przyzwoity a nawet można rzec że dobry, aż do spotkania w Rybniku. Tam po jednym ze starć się „słabo poczuła” i już nie wróciła na parkiet. Od tego momentu coś sie zacięło, grała coraz mniej i coraz słabiej, za to miała coraz więcej uwag zwłaszcza do trenera (którego przed sezonem nie mogła się nachwalić) oraz do części kibiców którzy paskudnie ośmielają się ja krytykować.. coż.. pamiętam dokonania Niuni i te dla kraju i te dla Wisły.. (a nawet znam te dla Namur).. ale za to Niunia powinna pamiętać że za zasługi to należy się co najwyżej miejsce na pomniku po zakończeniu sezonu a nie miejsce na parkiecie w drużynie mającej spore aspiracje. To ostatnie trzeba sobie wywalczyć, wykorzystując każdy trening i każdą minutę na parkiecie. I mam nadzieję że Niunia udowodni i mnie i innym kibicom a przede wszystkim trenerowi że zasługuje na grę. Ostatnie mecze zwiastują zresztą poprawę w tej kwestii. Nie można jej odmówić walki na parkiecie, szkoda tylko że bardzo niepewnie czuje się w ataku, ale liczę że przełamie w końcu swoja niemoc rzutową i będzie wnosiła do gry przynajmniej tyle samo co Aga Majewska i Katka.
Magdalena Skorek
Chyba jedna z bardziej niedocenianych (także przeze mnie) zawodniczek w lidze. W poprzednim sezonie jej statystyki w niczym nie ustępowały osiągnięciom tak wychwalanej Moni Krawiec. Wrażenie na mani zrobiła przede wszystkim wysoka skuteczność rzutów, także tych dystansowych. Czy to wystarczy by była realnym wzmocnieniem Wisly? Zobaczymy, dużo będzie zależało od tego czy przestanie nosić głowę w chmurach.. bo jednak ma ciut zbyt wysokie mniemanie na swój temat.. w każdym razie dobrze rzucająca Polka na pozycjach 2/3 może być dla nas bardzo przydatna.
No niestety w tym wypadku zdecydowanie nie trafiłem z prognozą. Wszystko jest na odwrót.. Madzia nie nosi głowy za wysoko, a niestety zbyt nisko (na parkiecie). W obronie stara się jak może ale w ataku jest całkowicie zablokowana (podobna sytuacja do Niuni, tylko mniej fochów ) Możliwe ze jednak gra w Wiśle to zbyt wysokie progi dla niej, choć dobrze by było by jednak odnalazła swoje miejsce w tym zespole... w Eurolidze nas nie zbawi ale jej gra w lidze może mieć dla nas spore znaczenie.
Dorota Gburczyk.
Kolejna zawodniczka, która na trwałe wpisała się w Wiślackie otoczenie. Tyle ze w jej przypadku ciężko zrozumieć czemu się tak stało ;/ Dobra, nie będę pastwił się nad Panią Kapitan. Niech chodzi na konferencje, niech robi za tłumacza, czasem może jakąś trójkę rzucić. Ale w ważnych meczach na parkiecie niech się pojawia tylko w ostateczności;/
Ze względu na wydarzenia dnia wczorajszego daruje sobie złośliwości, i napisze tylko że życzę Doris powrotu do zdrowia a także do koszykówki, ale nie w koszulce z Biała Gwiazdą na piersi, ze względu na brak wystarczających umiejętności.
Agnieszka Kułaga –największe zaskoczenie transferowe, i największy znak zapytania przed zbliżającym się sezonem. Za wiele napisać o niej nie mogę, bo statystyki z ligi akademickiej są dla mnie bardzo mylne a 2 minutowy filmik na youtube też ciężko uznać za wiarygodny punkt odniesienia. Optymizmem napawają jej wypowiedzi, bardzo przemyślane i stonowane. Jeśli rzeczywiście do koszykówki podchodzi tak poważnie jak to deklaruje w wywiadach to może się okazać strzałem w dziesiątkę zwłaszcza gdy uwzględni się poziom jaki prezentują inne krajowe jedynki. Jeśli będzie grac tak jak Krężel po powrocie ze stanów to już będzie bardzo dobrze, jak dorówna Mielochowi – będzie rewelacyjnie, a gdyby kiedyś okazała się drugą Krysią Larą.. ech.. rozmarzyłem się J
Niestety póki co (tzn do czasu kontuzji) Aga niczym nie zachwyciła. Oby lepiej było w dalszej części sezonu. teraz za nie ma co jej oceniać...
Jose Louis Hernandez –
(oby!) kluczowa postać w tej wyliczance. To z nim wiąże największe nadzieję na ten sezon .. co nie znaczy ze oczekuje cudów. Mam po prostu nadzieję że na ławce Wisly wreszcie zasiądzie trener z prawdziwego zdarzenia, taki który:
1 potrafi prowadzić trening na poziomie wyższym niż wf w szkole podstawowej
2 potrafi stworzyć z zawodniczek dobrze rozumiejący się zespół
3 potrafi wykorzystać potencjał większości zawodniczek
4 potrafi rozpracowywać rywali a w trakcie meczu na bieżąco analizować i korygować grę drużyny
5 potrafi rotować składem i nie zajeżdżać najlepszych zawodniczek w meczach z dołem tabeli (przy czym rotacje nie ma być celem samym w sobie, tylko środkiem do uzyskania zadowalających wyników na koniec rozgrywek)
6 potrafi wytrenować choćby ze 2 zagrywki..
Miał by kluczową postacią.. a jak jest?.
pkt 1 – zaliczone –wystarczy poczytać wypowiedzi zawodniczek
pkt 2 – tu chyba najciężej o ocenę, bo sytuacja wygada jak z wynikami: w euroldize ma m wrążenie że jesteśmy zespołem, a w lidze nie zawsze. Tak wiec tutaj odsyłam go do poprawki
pkt 3 – tez podobna sytuacja jak w pkt 2. Nie ma problemu z zawodniczkami zagranicznymi, natomiast póki co nie może trafić do niektórych Polek (głównie Niunia i Madzia)
pkt 4. zaliczone. Nie zawsze wszystko wychodzi, ale ogólnie nie jest źle, choć tradycyjnie już lepiej w euroldize niż w PLKK. Na pewno przerwy w połowie spotkań nie są okresami straconymi. Po nich w zdecydowanej większości gramy lepiej niż przed nimi (miła odmiana..)
pkt 5. Zaliczone. Rotacja zaczyna się w połowie kwarty pierwszej a nie w połowie 4 (mówię o lidze) Nie lcząc Polskich juniorek wszystkie zawodniczki dostają swoje szanse (a że nei wszystkie tyle ile by chciały to już inna sprawa)
pkt 6.Zdecydowanie zaliczone. Przekonał się o tym choćby Pecs w ostatnich 2 akcjach.
A co oprócz tego? Plus za systematyczną poprawę gry defensywnej. Na początku sezonu obrona była bardzo słaba teraz stopniowo się poprawia (choć jeszcze sporo roboty [przed nami). Plus tez za reakcje w trakcie meczu, po raz pierwszy od 3 sezonów nie musimy się irytować na trybunach i wołać by trener wziął czas czy zmienił którąś zawodniczkę. Minusy? Głowny to oczywiście wyniki w PLKK, a dokładniej to że nie udało mu się w tych przegranych spotkaniach na tyle zmobilizować dziewczyn by wygrały przynajmniej ze 3 z nich. Sam też chyba jest nieco zaskoczony naszą ligą, a dokładniej mówiąc różnicą w poziomie gry poszczególnych drużyn, przez co nieco go usypiają łatwo wygrane mecze z dołem tabeli oraz łatwo uzyskane przewagi w meczach z czołówka. Trzeci i ostatni minus za to o czym już wspominałem – problemy z dotarciem do Niuni i Madzi Skorek.
I na koniec weryfikacja moich oczekiwań sezonowych:
a)W lidze celem minimum powinien być awans do finału a w nim podjęcie walki z Lotosem (bo spodziewam się ze Gdynianki będą silniejsze niż rok temu, a co za tym idzie trudniejsze do pokonania). Nie powinna się powtórzyć sytuacja z ubiegłego sezonu, gdy RS zakończyliśmy dopiero na 4 pozycji: tym razem skład mamy zbudowany sensownie, a i na ławce wreszcie zasiądzie fachowiec. To powinno spokojnie wystarczyć na ogranie wszystkich pozostałych ligowych rywali, choć oczywiście pojedyncze porażki mogą się zdarzyć (zwłaszcza w Gorzowie i Polkowicach). Liczę że w sezonie zasadniczym przegramy max 4 spotkania.
b) Puchar FIBA – tu liczę na walkę o wygranie tego pucharku pocieszenia. Byłaby to fajna sprawa zarówno dla kibiców (zwłaszcza ze cały istniałaby szansa świętowania na własnym parkiecie) jak i dla sponsora.. I jak dla mnie jest jak najbardziej realny skład. Puchar FIBA wydaje sie w tym roku wyjątkowo słaby, dużo zespołów ma spore problemy finansowe, do rozgrywek nie przystąpiły bardzo mocne zazwyczaj kluby włoskie. Przeglądając aktualne składy zespołów ciężko mi znaleźć drużynę o potencjale wyższym niz nasz. Oczywiście potencjał zespołu to jedna sprawa, drugą jest udowodnienie swojej siły na parkiecie. największym problemem w tym pucharze jest konieczność utrzymania równej formy przez 5 kolejnych rund PO, bo w stawce drużyn jest przynajmniej kilka zespołów które będą nam mogły sprawić duże problemy. Na ten moment najgroźniejszych konkurentów widzę w Kursku (Snow, Robbins, chyba także Valuztye) i w greckim Athinaikos który najwyraźniej bardzo mocno chce zaznaczyć swa obecność w europie, bo po ściągnięciu Wiggins teraz dołączył do składu G.Petronyte (lekki szok..) Więcej o rywalach napisze gdy składy drużyn bedą juz lepiej znane (np gdy Saragossa uzbiera choć 5 koszykarek.. bo może się okazać ze będziemy miec grupe 2-zespołową ;/)
c) Puchar Polski, Superpuchar.. sprawa zdecydowanie niższej rangi. jak się uda któryś wygrać, to fajnie, ale znaczenie powinny mieć głownie szkoleniowe (zwłaszcza superpuchar)
d) oczekiwanie pozawynikowe.. liczę że uda sie stworzyć w Krakowie zalążek drużyny na 2-3 kolejne sezony. tak by wystarczyło wymienić 2-3 najsłabsze ogniwa a nie robić kolejnej rewolucji
Pkt a) no cóż.. może zawodniczki mnie nie zrozumiały ale pisałem o 4 porażkach w całym sezonie zasadniczym, a nie pierwszej jego rundzie
Pkt b). Klapa totalna. Pucharu FIBA w tym roku nie wygramy
Pkt c). ten najmniej ważny pucharek mamy już w gablotce.. o ten drugi pewnie też powalczymy
Pkt d) to się okaże po sezonie..
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
-
daniel_balinski
- Nowy na forum
- Posty: 52
- Rejestracja: 24 listopada 2009, 15:11
Re: Co słychać w Wiśle?
A tutaj trenerzy podsumowują "jesienną" część rozgrywek
- Pamiętacie początek sezonu?
- Byliśmy bardzo rozczarowani przegraną z CCC Polkowice, chociaż wiedzieliśmy, że rywalki miały większy komfort w przygotowaniach do sezonu i przystępowały do meczu z pełną kadrą. A to jest czynnik istotny przy obecnym poziomie ligi.
- Kibice wspierali was mocno mimo dwóch porażek na „dzień dobry”. Było to zapewne bardzo ważne?
- Oczywiście, bardzo nam to pomogło. Nigdy zresztą nie ukrywaliśmy podziwu dla atmosfery w hali przy ulicy Reymonta. W tym sezonie należy cieszyć się z frekwencji, szczególnie podczas zmagań w Eurolidze. To dodaje otuchy, kiedy ludzie identyfikują się tak z klubem.
- "Ubolewam nad faktem, że nasz trener nie wziął udziału w konkursie na selekcjonera reprezentacji Polski" – przyznała w jednej z rozmów Ewelina Kobryn. Miło słyszeć takie słowa po tak krótkim okresie pracy w klubie?
- Na pewno to sympatyczna opinia. W Krakowie możemy odczuć, że ludzie doceniają nasze zaangażowanie w pracę i sposoby jej wykonywania.
- "Nasze treningi nie są jedynie jednostkami do wypełnienia, ale mają dostarczać nam również radości" – to komentarz ze strony Kateriny Zohnovej… Jak ważna w waszej filozofii jest atmosfera?
- To jest fundamentalny czynnik, bez którego nie wyobrażamy sobie prowadzenia zespołu. Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu. Jeśli relacje pomiędzy zawodniczkami są właściwe, wówczas praca staje się przyjemnością, a w wysiłku na treningach widziany jest sens. Mamy tutaj mieszkankę narodowości i kultur. Nie łatwo jest znaleźć wspólną drogę dla wszystkich zawodniczek. Mamy jednak nadzieję, że nam udało się to osiągnąć.
- Co dla was jest największym osiągnięciem w dotychczasowej pracy z Wisłą Can-Pack?
- Bez wątpliwości nasza postawa w Eurolidze. Seria 8-0 budzi szacunek. Jesteśmy bardzo skupieni na tych rozgrywkach, co spowodowało problemy w lidze polskiej.
- Jak tłumaczycie sobie tę passę?
- Tak naprawdę nie mamy klarowanego wyjaśnienia. Na początku sezonu nie spodziewaliśmy się udziału w Eurolidze. To mogło odciążyć presję i pomóc nam w osiąganiu tak dobrych wyników. Mamy też świadomość, że nie trafiliśmy do najmocniejszej grupy. Oczywiście są w niej zespoły z górnej półki jak Halcon Avenida Salamanca. Nie można jednak zapomnieć o charakterze naszych zawodniczek, które w trudnych meczach wspięły się na wyżyny swoich umiejętności.
- Dla mnie wielkim pozytywem jest znalezienie roli dla Marty Fernandez, która w poprzednich sezonach stanowiła uzupełnienie. Jej postawa przerosła nasze oczekiwania...
- Objęcie przez nas drużyny mogło mieć wpływ na grę Marty. Na pewno łatwiej jest jej komunikować się ze sztabem szkoleniowym, poprzez co czuje się pewniej na boisku. Nie mamy cienia wątpliwości, że znajduje się obecnie w najlepszym momencie swojej kariery. Ale nie zapominamy o innych zawodniczkach, które pomagają jej w eksponowaniu walorów.
- W Nowym Roku czeka Wisłę Can-Pack twarda przeprawa na krajowych parkietach. Nie wiodło się jej najlepiej z czołówką (Lotos Gdynia, CCC Polkowice i KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski). Znaleźliście już sposób na przełamanie?
- Nieustannie powtarzamy niezrozumienie wahań formy w przeciągu trzech dni. Przeciwko wymienionym drużynom zagramy w play-off i krajowym pucharze. Spotkania te odbędą się w innych okolicznościach. Wtedy będą naszym głównym celem. Skupimy się na nich, a przygotowania będą zorientowane pod kątem określonego rywala.
- A co jeśli drogi polskich drużyn zejdą się w play-off Euroligi?
- Nie chcielibyśmy, aby dwa kluby z tego samego kraju spotkały się w europejskich pucharach. Jeśli mielibyśmy dokonać wyboru, wolelibyśmy grać przeciwko zagranicznemu rywalowi.
- Nie mamy jednej liderki. Każda z nas może się nią stać – zaznaczyła niedawno Marta Fernandez. Jaki jest wasz stosunek do tej kwestii?
- Skład Wisły Can-Pack został zbudowany inaczej niż w poprzednich sezonach. Nie mamy w tym momencie wielkich gwiazd. Nasza amerykańska zawodniczka Janell Burse jest raczej ukierunkowana pod pracę dla zespołu. Lubię taką sytuację, z jaką stykamy się obecnie, kiedy kilka zawodniczek może wziąć odpowiedzialność na swoje barki. Te, które grają mniej, mogą również czuć się ważne w grupie.
- Czas na przerwę świąteczno-noworoczną. To znakomita okazja do odpoczynku... i stracenia rytmu. Jak planujecie utrzymać zawodniczki w optymalnej formie?
- Mamy pewne obawy. W Hiszpanii przerwa jest zdecydowanie krótsza, ponieważ trwa około pięciu dni. Przez pierwszy tydzień podopieczne powinny się zrelaksować, natomiast na kolejny otrzymają indywidualny rozkład zajęć do realizacji.
- Co chcielibyście poprawić przed play-off Euroligi?
- Musimy popracować jeszcze nad obroną. Brakuje nam w niej agresji, a silny rywal będzie potrafił to wykorzystać.
- Życzenia na 2010 rok?
- Staramy się nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość. Wielkim wydarzeniem byłaby obecność w ćwierćfinale Euroligi. Oczywiście chcemy zagrać w Finałach Ford Germaz Ekstraklasy i finale Pucharu Polski. Zdobycie tytułu jest jednym z naszych celów.
całość: http://sportowetempo.pl/all/artykul/578 ... ien_z_woda
źródło: www.sportowetempo.pl
- Pamiętacie początek sezonu?
- Byliśmy bardzo rozczarowani przegraną z CCC Polkowice, chociaż wiedzieliśmy, że rywalki miały większy komfort w przygotowaniach do sezonu i przystępowały do meczu z pełną kadrą. A to jest czynnik istotny przy obecnym poziomie ligi.
- Kibice wspierali was mocno mimo dwóch porażek na „dzień dobry”. Było to zapewne bardzo ważne?
- Oczywiście, bardzo nam to pomogło. Nigdy zresztą nie ukrywaliśmy podziwu dla atmosfery w hali przy ulicy Reymonta. W tym sezonie należy cieszyć się z frekwencji, szczególnie podczas zmagań w Eurolidze. To dodaje otuchy, kiedy ludzie identyfikują się tak z klubem.
- "Ubolewam nad faktem, że nasz trener nie wziął udziału w konkursie na selekcjonera reprezentacji Polski" – przyznała w jednej z rozmów Ewelina Kobryn. Miło słyszeć takie słowa po tak krótkim okresie pracy w klubie?
- Na pewno to sympatyczna opinia. W Krakowie możemy odczuć, że ludzie doceniają nasze zaangażowanie w pracę i sposoby jej wykonywania.
- "Nasze treningi nie są jedynie jednostkami do wypełnienia, ale mają dostarczać nam również radości" – to komentarz ze strony Kateriny Zohnovej… Jak ważna w waszej filozofii jest atmosfera?
- To jest fundamentalny czynnik, bez którego nie wyobrażamy sobie prowadzenia zespołu. Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu. Jeśli relacje pomiędzy zawodniczkami są właściwe, wówczas praca staje się przyjemnością, a w wysiłku na treningach widziany jest sens. Mamy tutaj mieszkankę narodowości i kultur. Nie łatwo jest znaleźć wspólną drogę dla wszystkich zawodniczek. Mamy jednak nadzieję, że nam udało się to osiągnąć.
- Co dla was jest największym osiągnięciem w dotychczasowej pracy z Wisłą Can-Pack?
- Bez wątpliwości nasza postawa w Eurolidze. Seria 8-0 budzi szacunek. Jesteśmy bardzo skupieni na tych rozgrywkach, co spowodowało problemy w lidze polskiej.
- Jak tłumaczycie sobie tę passę?
- Tak naprawdę nie mamy klarowanego wyjaśnienia. Na początku sezonu nie spodziewaliśmy się udziału w Eurolidze. To mogło odciążyć presję i pomóc nam w osiąganiu tak dobrych wyników. Mamy też świadomość, że nie trafiliśmy do najmocniejszej grupy. Oczywiście są w niej zespoły z górnej półki jak Halcon Avenida Salamanca. Nie można jednak zapomnieć o charakterze naszych zawodniczek, które w trudnych meczach wspięły się na wyżyny swoich umiejętności.
- Dla mnie wielkim pozytywem jest znalezienie roli dla Marty Fernandez, która w poprzednich sezonach stanowiła uzupełnienie. Jej postawa przerosła nasze oczekiwania...
- Objęcie przez nas drużyny mogło mieć wpływ na grę Marty. Na pewno łatwiej jest jej komunikować się ze sztabem szkoleniowym, poprzez co czuje się pewniej na boisku. Nie mamy cienia wątpliwości, że znajduje się obecnie w najlepszym momencie swojej kariery. Ale nie zapominamy o innych zawodniczkach, które pomagają jej w eksponowaniu walorów.
- W Nowym Roku czeka Wisłę Can-Pack twarda przeprawa na krajowych parkietach. Nie wiodło się jej najlepiej z czołówką (Lotos Gdynia, CCC Polkowice i KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski). Znaleźliście już sposób na przełamanie?
- Nieustannie powtarzamy niezrozumienie wahań formy w przeciągu trzech dni. Przeciwko wymienionym drużynom zagramy w play-off i krajowym pucharze. Spotkania te odbędą się w innych okolicznościach. Wtedy będą naszym głównym celem. Skupimy się na nich, a przygotowania będą zorientowane pod kątem określonego rywala.
- A co jeśli drogi polskich drużyn zejdą się w play-off Euroligi?
- Nie chcielibyśmy, aby dwa kluby z tego samego kraju spotkały się w europejskich pucharach. Jeśli mielibyśmy dokonać wyboru, wolelibyśmy grać przeciwko zagranicznemu rywalowi.
- Nie mamy jednej liderki. Każda z nas może się nią stać – zaznaczyła niedawno Marta Fernandez. Jaki jest wasz stosunek do tej kwestii?
- Skład Wisły Can-Pack został zbudowany inaczej niż w poprzednich sezonach. Nie mamy w tym momencie wielkich gwiazd. Nasza amerykańska zawodniczka Janell Burse jest raczej ukierunkowana pod pracę dla zespołu. Lubię taką sytuację, z jaką stykamy się obecnie, kiedy kilka zawodniczek może wziąć odpowiedzialność na swoje barki. Te, które grają mniej, mogą również czuć się ważne w grupie.
- Czas na przerwę świąteczno-noworoczną. To znakomita okazja do odpoczynku... i stracenia rytmu. Jak planujecie utrzymać zawodniczki w optymalnej formie?
- Mamy pewne obawy. W Hiszpanii przerwa jest zdecydowanie krótsza, ponieważ trwa około pięciu dni. Przez pierwszy tydzień podopieczne powinny się zrelaksować, natomiast na kolejny otrzymają indywidualny rozkład zajęć do realizacji.
- Co chcielibyście poprawić przed play-off Euroligi?
- Musimy popracować jeszcze nad obroną. Brakuje nam w niej agresji, a silny rywal będzie potrafił to wykorzystać.
- Życzenia na 2010 rok?
- Staramy się nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość. Wielkim wydarzeniem byłaby obecność w ćwierćfinale Euroligi. Oczywiście chcemy zagrać w Finałach Ford Germaz Ekstraklasy i finale Pucharu Polski. Zdobycie tytułu jest jednym z naszych celów.
całość: http://sportowetempo.pl/all/artykul/578 ... ien_z_woda
źródło: www.sportowetempo.pl
-
daniel_balinski
- Nowy na forum
- Posty: 52
- Rejestracja: 24 listopada 2009, 15:11
Re: Co słychać w Wiśle?
Koszykarki Wisły świętują za oceanem, w Hiszpanii i w Polsce
Najdłuższą drogę do pokonania miała Iziane Castro Marquez. Brazylijska skrzydłowa pochodzi ze stolicy stanu Maranhao San Luis w północno-wschodniej części kraju.
Daleka podróż czekała też Janell Burse. Urodzona w Nowym Orleanie, stolicy Luizjany, Amerykanka dziś mieszka w Teksasie. - Święta spędzę z rodziną w Houston. Świetnie będzie razem pójść do kościoła i pobyć z nimi przez tę krótką chwilę - przyznaje środkowa Wisły.
Do Hiszpanii poleciała trójka członków krakowskiej ekipy. Marta Fernandez pochodzi z Barcelony. - Jestem bardzo rodzinna, kocham też spędzać czas w miejscu, gdzie wciąż mam wielu przyjaciół - cieszy się skrzydłowa.
- W tej pracy czasami jest się tak długo poza domem, że musimy czerpać radość z każdej chwili spędzonej z bliskimi. Zaleciłem zawodniczkom tygodniowy odpoczynek nie tylko od ćwiczeń, ale i od myślenia o koszykówce - dodaje Jose Hernandez, pochodzący z Salamanki trener wiślaczek. - W tych dniach postępujemy zgodnie z tradycją katolicką. Najważniejsza oczywiście jest Wigilia, następnego dnia staramy się trzymać w gronie rodzinnym. 31 grudnia jest świętem zarówno religijnym, jak i świeckim. Spotkamy się wtedy z przyjaciółmi na kolacji w domu lub restauracji. Mamy taką tradycję, że z każdym uderzeniem dzwonu o godz. 12 zjadamy winogrono. 6 stycznia w Dia de los Reyes Magos (dzień królów-mędrców) rozdajemy członkom rodziny prezenty. Niestety, wtedy nie będziemy już w Hiszpanii.
W zupełnie innym kierunku udała się Liron Cohen. Pochodząca z Izraela rozgrywająca poleciała do Jerozolimy. Cohen nie obchodzi teraz Bożego Narodzenia, w żydowskim kalendarzu Nowy Rok również wypada w innym czasie. Odpowiadające naszym obchodom zakończenia i początku roku jest święto Rosh-ha-Szana upamiętniające stworzenie świata. Koniec roku według kalendarza księżycowego w tym roku przypadał na 18-20 września.
Maja Vuczurović, kolejna zagraniczna koszykarka Wisły Can-Pack, jest wyznania prawosławnego. Serbka zdecydowała się zostać w Krakowie, do którego na ten czas przyjechali jej najbliżsi. - Wolałam zobaczyć święta w polskim wydaniu - tłumaczy Vuczurović. - Sama nie gotuję, więc na pewno zdecyduję się spróbować czegoś z waszej kuchni. Nasze święta zaczynają się 7 stycznia, a 10 już gramy w Bydgoszczy.
Nie tak daleką drogę do pokonania jak Burse czy Marquez miała Katerina Zohnova. Czeska skrzydłowa na święta pojechała do rodzinnego Trutnova. - Tradycyjna czeska rodzina spędza ten czas podobnie do polskiej. Mamy kilka ważnych tradycji, które są wciąż żywe, tak jak dodatkowy talerz dla niespodziewanego gościa, pieniążek oraz karpie łuski pod każdym z nakryć na szczęście w interesach. No i oczywiście nic nie może pozostać na stole po kolacji wigilijnej - wylicza Zohnova. - Mamy także zwyczaj wróżenia z ołowiu, który się topi i wlewa do zimnej wody, oraz rozciętego jabłka. Czasami wychodzą dziwne rzeczy, ale nikt się tym nie przejmuje (śmiech).
źródło: Gazeta Wyborcza - Kraków
cd świątecznych newsów:
Święta ze śniegiem? Nie dla mnie!
- Święta w waszej kulturze ze śniegiem wyglądają pięknie, ale nie są dla mnie! – mówi nam z uśmiechem Iziane Castro Marques. Brazylijska koszykarka Wisły Can-Pack Kraków opowiada o wrażeniach z pobytu w Polsce i zwyczajach świąteczno-noworocznych w swojej ojczyźnie.
Droga „podróżniczki” do Krakowa
Zanim popularna „Izi” związała się z Wisłą Can-Pack, broniła barw hiszpańskich, francuskich, rosyjskich i amerykańskich drużyn. – Moja rola jest mocno ograniczona przy wyborze klubu. Mam agenta, który dostarcza mi propozycje, a ja podejmuję najlepszą opcję – opowiada. Do Krakowa dotarła z pewnymi wyobrażeniami. - Chamique Holdsclaw przybliżyła mi nowy zespół. Wypowiadała się o nim bardzo pozytywnie, a szczególnie wspominała atmosferę i przyjaznych ludzi, jakich tutaj spotkała. Obok byłej MVP Ford Germaz Ekstraklasy w Atlanta Dream (klub Castro Marques w WNBA) występuje Jennifer Lacy, która w sezonie 2007/2008 została zakontraktowana przez CCC Polkowice.
Brazylijka zawitała podczas swojej wędrówki do gigantów europejskiego basketu – UMMC Jekaterynburga i Spartaka Moskwa, ale wcale za nimi nie tęskni: - Są one bogatsze, w wyniku czego różnica zauważalna jest w wysokości kontraktów. Ale w Krakowie nie mam powodów, żeby narzekać na cokolwiek.
Spotkanie z hiszpańskim trenerem
Innym etapem w karierze był Halcon Avenida Salamanca, w którym współpracowała z obecnym szkoleniowcem „Białej Gwiazdy” – Jose Ignacio Hernandezem. Zna go wyśmienicie i widzi jego rękę w osiąganych wynikach. - Ma w sobie wiele energii i jest inteligentny. Mnóstwo uwagi poświęca taktyce. Oczekuje zaangażowania w grę od początku do samego końca, a istotnym elementem jest twarda defensywa. Myślę, że zmienił w tej drużynie wszystko. Wszczepił w nią hiszpański sposób gry – analizuje przemiany w oparciu o filozofię Hernandeza.
Wiślaczki doznały aż pięciu porażek w rozgrywkach Ford Germaz Ekstraklasy, co jest sporym zaskoczeniem wobec ustanowionej rekordowej passy w Eurolidze. - W lidze polskiej nie znalazłyśmy jeszcze swojej drogi. Wynika to z zasad (konieczna obecność dwóch Polek na parkiecie), co doprowadziło do tego, że nie wyklarowała się nam jeszcze podstawowa piątka. Drugą sprawą jest kontaktowa gra, przy której sędziowie nie zwracają uwagi na wiele rzeczy. Nie łatwo jest zaadaptować do niej w takich warunkach po występach w europejskich pucharach – próbuje tłumaczyć niepowodzenia.
Krakowianki zapewniły sobie awans do play-off Euroligi na długo przed końcem fazy grupowej. Castro Marques optymistycznie spogląda na walkę o ćwierćfinał rozgrywek, co byłoby dla klubu historycznym wydarzeniem. A czy jest możliwość osiągnięcia czegoś więcej? - Nasz euroligowy bilans 8-0 jest zachwycający, ale będzie bardzo trudno. Mamy przed sobą jeszcze dwa mecze, które powinnyśmy wygrać. Możemy sobie wróżyć, co się stanie, jeśli przebrniemy przez pierwszą rundę play-off. Nie wiemy, przeciwko komu przyjdzie rywalizować. W Eurolidze są ekipy jak Spartak Moskwa o gwiazdorskiej obsadzie. Ale myślę, że jeśli nie spoczniemy na laurach i będziemy pędzić z wiatrem w „żaglach” po naszej serii, możemy osiągnąć wiele – twierdzi.
Nasza bohaterka bez zająknięcia wyjawia swoje sportowe życzenia na zbliżający się 2010 rok: - Chciałbym zagrać w polskich Finałach. Gdybyśmy dostały się do Final Four Euroligi, byłoby pięknie. Oczywiście myślę też o sezonie w WNBA. W minionych rozgrywkach znalazłyśmy się w play-off, zatem teraz spełnieniem byłby finał.
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej
Święta Bożego Narodzenia podobnie obchodzone są w Brazylii, bowiem zdecydowana większość mieszkańców to katolicy. Największą różnicą jest oczywiście pogoda. Średnia grudniowa temperatura w stolicy wynosi 27 stopni. – U nas jest teraz lato, zatem mamy zupełnie inną scenerię. Na swój sposób przystrojone są domy i ulice, choinki wyglądają troszeczkę inaczej – opowiada. - Odbywają się u nas również pasterki. Moja rodzina udaje się jednak na mszę o poranku, po czym spotykamy się w domach. Na stole nie może zabraknąć indyka. Mamy dania z ryżu, specjałem jest farofa, do tego sałatki i wiele owoców jak melony, arbuzy, jabłka. Wśród napojów znajdują się szampan i piwo (śmiech)...
Brazylijczycy życzą sobie podobnie jak Polacy przede wszystkim zdrowia, radości, powodzenia w nadchodzącym roku czy miłości. Po okresie świątecznym przychodzi czas na powitanie Nowego Roku. – Pochodzę z gorącego kraju i nie lubię chodzić opatulona ubraniami. Święta w waszej kulturze ze śniegiem wyglądają pięknie, ale nie są dla mnie! Wolę pójść na plażę i w stroju kąpielowym obserwować sylwestrowe fajerwerki – kończy, wzbudzając w nas niemałą zazdrość...
źródło: www.sportowetempo.pl
Najdłuższą drogę do pokonania miała Iziane Castro Marquez. Brazylijska skrzydłowa pochodzi ze stolicy stanu Maranhao San Luis w północno-wschodniej części kraju.
Daleka podróż czekała też Janell Burse. Urodzona w Nowym Orleanie, stolicy Luizjany, Amerykanka dziś mieszka w Teksasie. - Święta spędzę z rodziną w Houston. Świetnie będzie razem pójść do kościoła i pobyć z nimi przez tę krótką chwilę - przyznaje środkowa Wisły.
Do Hiszpanii poleciała trójka członków krakowskiej ekipy. Marta Fernandez pochodzi z Barcelony. - Jestem bardzo rodzinna, kocham też spędzać czas w miejscu, gdzie wciąż mam wielu przyjaciół - cieszy się skrzydłowa.
- W tej pracy czasami jest się tak długo poza domem, że musimy czerpać radość z każdej chwili spędzonej z bliskimi. Zaleciłem zawodniczkom tygodniowy odpoczynek nie tylko od ćwiczeń, ale i od myślenia o koszykówce - dodaje Jose Hernandez, pochodzący z Salamanki trener wiślaczek. - W tych dniach postępujemy zgodnie z tradycją katolicką. Najważniejsza oczywiście jest Wigilia, następnego dnia staramy się trzymać w gronie rodzinnym. 31 grudnia jest świętem zarówno religijnym, jak i świeckim. Spotkamy się wtedy z przyjaciółmi na kolacji w domu lub restauracji. Mamy taką tradycję, że z każdym uderzeniem dzwonu o godz. 12 zjadamy winogrono. 6 stycznia w Dia de los Reyes Magos (dzień królów-mędrców) rozdajemy członkom rodziny prezenty. Niestety, wtedy nie będziemy już w Hiszpanii.
W zupełnie innym kierunku udała się Liron Cohen. Pochodząca z Izraela rozgrywająca poleciała do Jerozolimy. Cohen nie obchodzi teraz Bożego Narodzenia, w żydowskim kalendarzu Nowy Rok również wypada w innym czasie. Odpowiadające naszym obchodom zakończenia i początku roku jest święto Rosh-ha-Szana upamiętniające stworzenie świata. Koniec roku według kalendarza księżycowego w tym roku przypadał na 18-20 września.
Maja Vuczurović, kolejna zagraniczna koszykarka Wisły Can-Pack, jest wyznania prawosławnego. Serbka zdecydowała się zostać w Krakowie, do którego na ten czas przyjechali jej najbliżsi. - Wolałam zobaczyć święta w polskim wydaniu - tłumaczy Vuczurović. - Sama nie gotuję, więc na pewno zdecyduję się spróbować czegoś z waszej kuchni. Nasze święta zaczynają się 7 stycznia, a 10 już gramy w Bydgoszczy.
Nie tak daleką drogę do pokonania jak Burse czy Marquez miała Katerina Zohnova. Czeska skrzydłowa na święta pojechała do rodzinnego Trutnova. - Tradycyjna czeska rodzina spędza ten czas podobnie do polskiej. Mamy kilka ważnych tradycji, które są wciąż żywe, tak jak dodatkowy talerz dla niespodziewanego gościa, pieniążek oraz karpie łuski pod każdym z nakryć na szczęście w interesach. No i oczywiście nic nie może pozostać na stole po kolacji wigilijnej - wylicza Zohnova. - Mamy także zwyczaj wróżenia z ołowiu, który się topi i wlewa do zimnej wody, oraz rozciętego jabłka. Czasami wychodzą dziwne rzeczy, ale nikt się tym nie przejmuje (śmiech).
źródło: Gazeta Wyborcza - Kraków
cd świątecznych newsów:
Święta ze śniegiem? Nie dla mnie!
- Święta w waszej kulturze ze śniegiem wyglądają pięknie, ale nie są dla mnie! – mówi nam z uśmiechem Iziane Castro Marques. Brazylijska koszykarka Wisły Can-Pack Kraków opowiada o wrażeniach z pobytu w Polsce i zwyczajach świąteczno-noworocznych w swojej ojczyźnie.
Droga „podróżniczki” do Krakowa
Zanim popularna „Izi” związała się z Wisłą Can-Pack, broniła barw hiszpańskich, francuskich, rosyjskich i amerykańskich drużyn. – Moja rola jest mocno ograniczona przy wyborze klubu. Mam agenta, który dostarcza mi propozycje, a ja podejmuję najlepszą opcję – opowiada. Do Krakowa dotarła z pewnymi wyobrażeniami. - Chamique Holdsclaw przybliżyła mi nowy zespół. Wypowiadała się o nim bardzo pozytywnie, a szczególnie wspominała atmosferę i przyjaznych ludzi, jakich tutaj spotkała. Obok byłej MVP Ford Germaz Ekstraklasy w Atlanta Dream (klub Castro Marques w WNBA) występuje Jennifer Lacy, która w sezonie 2007/2008 została zakontraktowana przez CCC Polkowice.
Brazylijka zawitała podczas swojej wędrówki do gigantów europejskiego basketu – UMMC Jekaterynburga i Spartaka Moskwa, ale wcale za nimi nie tęskni: - Są one bogatsze, w wyniku czego różnica zauważalna jest w wysokości kontraktów. Ale w Krakowie nie mam powodów, żeby narzekać na cokolwiek.
Spotkanie z hiszpańskim trenerem
Innym etapem w karierze był Halcon Avenida Salamanca, w którym współpracowała z obecnym szkoleniowcem „Białej Gwiazdy” – Jose Ignacio Hernandezem. Zna go wyśmienicie i widzi jego rękę w osiąganych wynikach. - Ma w sobie wiele energii i jest inteligentny. Mnóstwo uwagi poświęca taktyce. Oczekuje zaangażowania w grę od początku do samego końca, a istotnym elementem jest twarda defensywa. Myślę, że zmienił w tej drużynie wszystko. Wszczepił w nią hiszpański sposób gry – analizuje przemiany w oparciu o filozofię Hernandeza.
Wiślaczki doznały aż pięciu porażek w rozgrywkach Ford Germaz Ekstraklasy, co jest sporym zaskoczeniem wobec ustanowionej rekordowej passy w Eurolidze. - W lidze polskiej nie znalazłyśmy jeszcze swojej drogi. Wynika to z zasad (konieczna obecność dwóch Polek na parkiecie), co doprowadziło do tego, że nie wyklarowała się nam jeszcze podstawowa piątka. Drugą sprawą jest kontaktowa gra, przy której sędziowie nie zwracają uwagi na wiele rzeczy. Nie łatwo jest zaadaptować do niej w takich warunkach po występach w europejskich pucharach – próbuje tłumaczyć niepowodzenia.
Krakowianki zapewniły sobie awans do play-off Euroligi na długo przed końcem fazy grupowej. Castro Marques optymistycznie spogląda na walkę o ćwierćfinał rozgrywek, co byłoby dla klubu historycznym wydarzeniem. A czy jest możliwość osiągnięcia czegoś więcej? - Nasz euroligowy bilans 8-0 jest zachwycający, ale będzie bardzo trudno. Mamy przed sobą jeszcze dwa mecze, które powinnyśmy wygrać. Możemy sobie wróżyć, co się stanie, jeśli przebrniemy przez pierwszą rundę play-off. Nie wiemy, przeciwko komu przyjdzie rywalizować. W Eurolidze są ekipy jak Spartak Moskwa o gwiazdorskiej obsadzie. Ale myślę, że jeśli nie spoczniemy na laurach i będziemy pędzić z wiatrem w „żaglach” po naszej serii, możemy osiągnąć wiele – twierdzi.
Nasza bohaterka bez zająknięcia wyjawia swoje sportowe życzenia na zbliżający się 2010 rok: - Chciałbym zagrać w polskich Finałach. Gdybyśmy dostały się do Final Four Euroligi, byłoby pięknie. Oczywiście myślę też o sezonie w WNBA. W minionych rozgrywkach znalazłyśmy się w play-off, zatem teraz spełnieniem byłby finał.
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej
Święta Bożego Narodzenia podobnie obchodzone są w Brazylii, bowiem zdecydowana większość mieszkańców to katolicy. Największą różnicą jest oczywiście pogoda. Średnia grudniowa temperatura w stolicy wynosi 27 stopni. – U nas jest teraz lato, zatem mamy zupełnie inną scenerię. Na swój sposób przystrojone są domy i ulice, choinki wyglądają troszeczkę inaczej – opowiada. - Odbywają się u nas również pasterki. Moja rodzina udaje się jednak na mszę o poranku, po czym spotykamy się w domach. Na stole nie może zabraknąć indyka. Mamy dania z ryżu, specjałem jest farofa, do tego sałatki i wiele owoców jak melony, arbuzy, jabłka. Wśród napojów znajdują się szampan i piwo (śmiech)...
Brazylijczycy życzą sobie podobnie jak Polacy przede wszystkim zdrowia, radości, powodzenia w nadchodzącym roku czy miłości. Po okresie świątecznym przychodzi czas na powitanie Nowego Roku. – Pochodzę z gorącego kraju i nie lubię chodzić opatulona ubraniami. Święta w waszej kulturze ze śniegiem wyglądają pięknie, ale nie są dla mnie! Wolę pójść na plażę i w stroju kąpielowym obserwować sylwestrowe fajerwerki – kończy, wzbudzając w nas niemałą zazdrość...
źródło: www.sportowetempo.pl
Re: Co słychać w Wiśle?
Nowej hali w Krakowie szybko nie będzie - przynajmniej tej na Wiśle 
http://www.wislakrakow.com/www/showarti ... leid=22443
http://www.wislakrakow.com/www/showarti ... leid=22443
Re: Co słychać w Wiśle?
fragmenty art. z GW dot. Wisły
Panie rządzą w Małopolsce!
Wybraliśmy 10 najlepszych sportowców regionu. Zgodnie z promowanym parytetem jest pięć pań i pięciu panów.
(...)
10. Janell Burse (Wisła Can Pack) - dzięki amerykańskiej koszykarce wiślaczki dzielą i rządzą w swojej grupie Euroligi. Jest pierwsza w zbiórkach, druga w blokach, a piąta w liczbie zdobywanych punktów.
(...)
Drużyny:
(...)
3. Wisła Can-Pack w Eurolidze - w rozgrywkach europejskich nie ma sobie równych - w tym sezonie wygrała wszystkie osiem spotkań.
(...)
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Re: Co słychać w Wiśle?
Pogodzili ogień z wodą, czyli temperamentna Liron i wrażliwa Janell
Wprawdzie przed koszykarkami Wisły Can–Pack daleka jeszcze droga do powtórzenia osiągnięć swoich starszych koleżanek (finał Pucharu Europy w 1970 roku) czy sukcesów gdyńskiego Lotosu (wicemistrzostwo Euroligi w latach 2002 i 2004), jednakże nigdy dotąd – w klubowej rywalizacji pań – polski zespół nie zbierał tylu pochwał, co w obecnym sezonie „Biała Gwiazda". W fazie grupowej Euroligi krakowianki legitymują się bowiem fantastycznym bilansem 8 zwycięstw w ośmiu meczach! Co stawia je w jednym szeregu choćby z najlepszą europejską ekipą w ostatnich trzech latach, aktualnym mistrzem Euroligi – moskiewskim Spartakiem!
Latem doszło przy ul. Reymonta do małej rewolucji personalnej i jak na razie nieźle na tym w Wiśle wychodzą. A w grupie koszykarek o olbrzymim potencjale na pewno wyróżniają się reprezentantka Izraela Liron Cohen i Amerykanka Janell Burse. Już teraz – choć mamy dopiero półmetek sezonu – nie brakuje głosów, że transfery wzmiankowanego duetu mogą być jednymi z najlepszych w historii sekcji. Tej pisanej w nowej rzeczywistości ekonomicznej, czyli od 2003 roku, kiedy generalnym sponsorem drużyny została firma Can–Pack. W zmaganiach o względy Cohen, szefowie „Białej Gwiazdy" wygrali m.in. z gdyńskim Lotosem, co zawsze jest sporym osiągnięciem oraz z kierunkiem rosyjskim, bo i taki pojawił się wśród koszykarskich menedżerów. A trzeba wiedzieć, że zainteresowanie ze Wschodu jest w żeńskim baskecie czymś nadzwyczaj nobilitującym. Z kolei sygnały o chęci zatrudnienia Burse płynęły z Hiszpanii, Francji i z Czech – rynków atrakcyjnych i stabilnych. Naturalnie z wysokim poziomem sportowym czołowych zespołów. Skoro więc najlepszą ofertą okazała się ta spod Wawelu, musiały być też czysto zawodowe powody skutecznej walki o amerykańską środkową.
Moda na Wisłę
Cohen aspiruje przecież do miana czołowej rozgrywającej na Kontynencie, a przecież w tej dyscyplinie sportu kompetentny „reżyser" to prawdziwy skarb! Potrafiąc łączyć skuteczność poczynań z ich wyjątkową efektownością, chwilami wręcz z wysublimowaniem.
Burse z kolei jest najlepszą w Eurolidze w grze na tablicach! Królując tak w liczbie zdobywanych punktów jak i zbiórkach piłek. Zadziwia też konsekwencją na parkiecie i bogatym repertuarem podkoszowych akcji.
Nie dziwi więc, że mecze koszykarek „Białej Gwiazdy" znowu cieszą się olbrzymią popularnością i trzeba jedynie żałować, że Kraków długo jeszcze pozostanie zaściankiem, jeśli chodzi o sportową infrastrukturę – czytaj: o halę z prawdziwego zdarzenia... Oczywiście kibice „chodzą na Wisłę", ale też po to, żeby podziwiać kunszt poszczególnych zawodniczek. W zasadzie każda ma swoich sympatyków. Co zrozumiałe, grupki zwolenników Liron Cohen i Janell Burse należą do najliczniejszych. Zobaczmy więc, jakimi te koszykarki są poza parkietem. Jakie wartości mają dla nich największe znaczenie, co jest dla nich ważne, a co jakby mniej. Pamiętając, że to jakimi są kobietami ma niebagatelny wpływ na ich zawodowe, czyli sportowe postawy i dokonania.
Miejsce na ziemi
Jerozolima, Jerozolima, Jerozolima... Wydaje się, że o rodzinnym mieście 27–letnia Liron Cohen mogłaby mówić bez końca. Zgadza się też, żeby nazywać ją szczęściarą... – Bo trzeba mieć szczęście, a przecież nie każdemu jest to dane, żeby móc powiedzieć, że posiada się to małe, ale tylko swoje miejsce na ziemi. A tym jest dla mnie Jerozolima. I zawsze będzie, choć dziś nie powiem, że na pewno wrócę tam na stałe. Życie przecież tak pędzi. Atmosfera domu, w którym się wychowała. Dzieciństwo. Dorastanie. Wchodzenie w dorosłość. W miejscu pięknym, historycznie i religijnie wyjątkowym, ale też niekoniecznie łatwym do codziennego, zwykłego życia. A już na pewno nie sielankowym. – Udało mi się jednak wynieść stamtąd wartości, którymi staram się kierować. Choćby wiarę w ludzi i otwartość do nich. A także pielęgnowanie otrzymanych talentów. Gdy słyszy się te słowa, łatwo zrozumieć, dlaczego nawet dla nieznajomego Liron zawsze ma szczery, życzliwy uśmiech i choć chwilkę, żeby zamienić parę słów, dać autograf. Błyskawicznie też zintegrowała się z wiślackimi koleżankami. Mimo że przy ul. Reymonta mamy istną wieżę Babel – obok Polek i Liron Cohen rodem z Izraela, w zespole są także Amerykanka, Hiszpanka, Czeszka, Brazylijka i Serbka. Oraz hiszpański duet szkoleniowców. Klubowym „językiem urzędowym" stał się więc angielski, którym władają wszystkie zawodniczki oraz trener– asystent Jordi Aragones. Będący przy okazji tłumaczem „pierwszego" – Jose Ignacio Hernandeza, posługującego się tylko hiszpańskim narzeczem. Musimy jednak przyznać, że przesympatyczny Hernandez czyni postępy tak w języku angielskim jak i polskim. Czego jednak nie można powiedzieć o zagranicznych zawodniczkach – jakoś polskiego nie zgłębiają, poza zdawkowymi słowami i zwrotami... A wspomniane przez Liron Cohen pielęgnowanie talentów? Niekoniecznie tekst pisany musi oddać, że zawodniczka stara się nie zaniedbywać. Najlepiej wybrać się do hali Wisły na mecz – wtedy wszystko się błyskawicznie wyjaśni!
Cicha i wrażliwa
Przeciwieństwem wesołej, nie mogącej dłużej usiedzieć w jednym miejscu Cohen, jest jej koleżanka zza Wielkiej Wody – Amerykanka Janell Burse. Wyjątkowo stonowana i cicha trzydziestolatka, rodem z Nowego Orleanu. Do tego stopnia, że szef wiślackiej żeńskiej koszykówki, Piotr Dunin–Suligostowski uznał to za... błogosławieństwo. Szczególnie po doświadczeniach z rodaczką Burse – Karą Brown– Braxton: – Po prostu na Janell można polegać. Dla niej słowo jest rzeczą świętą. Może być przykładem podejścia do uprawianej profesji. Kara też była świetną koszykarką tylko, że my praktycznie codziennie nie mieliśmy pewności, co wymyśli, a mówiąc wprost, co jej akurat strzeli do głowy! W drużynie żartują więc, że czasami trzeba sprawdzać, czy Janell jest w szatni lub w autokarze, bo jej nie widać i nie słychać. Choć wzrostu jest słusznego – mierzy 196 cm. Ma za to nieprzebrane chyba pokłady życzliwości dla bliźnich oraz współczucia na ludzką krzywdę. Zawsze będąc chętną do bezinteresownej pomocy. Wiślackie koszykarki doświadczają tego na każdym kroku. Inni przekonali się o tym, kiedy los okrutnie ich doświadczył. Na przykład w sierpniu 2005 roku, gdy południowe wybrzeże Stanów Zjednoczonych zaatakował huragan Katrina. Uznawany za jeden z trzydziestu najbardziej morderczych cyklonów tropikalnych, jakie nawiedziły USA i szósty z cyklonów atlantyckich, pod względem siły wiatru. Największe zniszczenia Katrina spowodowała właśnie w Nowym Orleanie. Do tego stopnia poruszyło to Janell Burse, że na pomoc dla ofiar oraz w odbudowie po hekatombie przeznaczyła znaczną część swojego majątku! I być może nikt by o tym nie wiedział, gdyby nie media, które nie mogły nie wyeksponować postawy znanej sportsmenki, m.in. mistrzyni WNBA, czyli najsilniejszej kobiecej ligi na świecie. – Ale ja nie zrobiłam nic szczególnego. Mnie się powiodło w życiu, więc w ten sposób starałam się za to podziękować i ulżyć ludziom boleśnie doświadczonym przez siły przyrody. Taka jestem, tak zostałam wychowana. Piotr Dunin–Suligostowski zauważył: – I raczej więcej na ten temat od Janell się nie dowiemy. Ona wychodzi z założenia, że o człowieku mówią jego czyny. A przecież została tzw. twarzą akcji pomocy dla ofiar tego kataklizmu!
Magiczny Rynek Główny
Kiedy Liron Cohen zdecydowała się podpisać kontrakt z Wisłą Can– Pack, rozpoczęła błyskawiczne zgłębianie wiedzy o Polsce i Krakowie: – Owszem, nie była to dla mnie biała plama, ale dopiero po przyjeździe przekonałam się, jak dużo będę miała do nadrobienia. I czyni to z zadziwiającą konsekwencją mimo niezwykle napiętego harmonogramu, który najkrócej można przedstawić tak: codzienne treningi oraz mecze w układzie weekend – środa. Dość powiedzieć, że od połowy września do 19 grudnia (ostatnia konfrontacja przed przerwą świąteczno–noworoczną) koszykarki miały jedynie tydzień, w którym rozegrały tylko jedno spotkanie! – Nie jest to z mojej strony kurtuazja, ale w Krakowie czuję się prawie jak w domu. Prawie, gdyż Jerozolima na zawsze pozostanie pierwsza w moim sercu... Wspaniałe jest w Krakowie to, że niemal na każdym kroku można obcować w historią. Bogatą do tego stopnia, jakby była dana tylko wybrańcom. I może niektórych zaskoczę, ale najbliższy jest mi nie Kazimierz, choć wyjątkowy, nostalgiczny i piękny, ale Rynek Główny. Dla mnie miejsce po prostu magiczne.Dla wędrówek po Krakowie Liron potrafiła ograniczyć czytanie książek, czy relaksowanie się przy muzyce. W rytmach preferuje te rodzime, izraelskie (z różnych lat), ciągle jeszcze stosunkowo mało znane poza jej ojczyzną. Natomiast przy doborze lektur w dużym stopniu decyduje nastrój dnia. – Niczego jednak nie tracę. Czytać czy słuchać mogę przecież w trakcie naszych licznych podróży. Czas szybciej wtedy płynie.Cohen bardzo sobie też ceni, że w Krakowie jest stosunkowo liczna i życzliwa sobie społeczność żydowska. „Nową" przyjęto jak swoją. Jakby tylko na chwilę gdzieś wyjechała i wróciła do domu. A przecież była klasycznym przybyszem z zewnątrz. – Taka postawa na pewno pomogła mi w asymilacji ze środowiskiem i z miastem. Przyjemnie zaskoczyła mnie także atmosfera w Wiśle. Powiedzieć, że jest wręcz rodzinną nie będzie ani przesadą, ani nadużyciem. Dodajmy, że w Krakowie Liron jest sama, a zagadnięta na ten temat tajemniczo się uśmiecha, stwierdzając też, że ta sfera prywatności jest tylko dla niej.
Generalnie jest OK
Janell Burse również czuje się w Krakowie bardzo dobrze. I owszem, także stara się poznawać bogactwa naszego miasta. Trudno jednak – na ten temat – „wydobyć z niej" dużo więcej od zdawkowego OK! Ale potwierdzeniem właściwego wyboru miejsca do pracy i życia może być jej ciepły uśmiech. Biorąc pod uwagę powściągliwość Janell oraz nie uzewnętrznianie przez nią nastrojów i uczuć, to i tak sporo... Nadzwyczaj preferuje natomiast ognisko domowe i także tu w Krakowie stara się jak najwięcej przebywać w mieszkaniu wynajętym jej przez klub. Co nie znaczy, że stroni od kontaktów choćby z koleżankami z drużyny. Na wszystko musi być jednak właściwy czas. W tym także na spotkanie na swojej drodze tej „drugiej połowy jabłka"... Do Krakowa Janell przyjechała jako „singielka". Taka życiowa postawa wynika m.in. z zasad wpojonych Janell w rodzinnym domu w Nowym Orleanie. Gdzie szczególnie ceniono takie wartości jak wrażliwość na potrzeby innych, sumienną pracę i postępowanie pozwalające zasłużyć na miano porządnego człowieka. A elementem scalającym są rodzina i tradycja. Mogliśmy się o tym przekonać, kiedy Burse – w przeddzień wylotu do Stanów na Boże Narodzenie – mówiła o zbliżających się świętach w Houston (tam teraz mieszkają najbliżsi koszykarki): – Nie będzie żadnych ekstrawagancji. Najpierw wspólne wyjście do kościoła, potem rodzinny obiad, wreszcie prezenty. Ale drobne, czyli raczej upominki przypominające, że jesteśmy razem i pamiętamy o sobie.
na podstawie: Wojciech Batko - Gazeta Krakowska
http://www.wislacanpack.pl
Wprawdzie przed koszykarkami Wisły Can–Pack daleka jeszcze droga do powtórzenia osiągnięć swoich starszych koleżanek (finał Pucharu Europy w 1970 roku) czy sukcesów gdyńskiego Lotosu (wicemistrzostwo Euroligi w latach 2002 i 2004), jednakże nigdy dotąd – w klubowej rywalizacji pań – polski zespół nie zbierał tylu pochwał, co w obecnym sezonie „Biała Gwiazda". W fazie grupowej Euroligi krakowianki legitymują się bowiem fantastycznym bilansem 8 zwycięstw w ośmiu meczach! Co stawia je w jednym szeregu choćby z najlepszą europejską ekipą w ostatnich trzech latach, aktualnym mistrzem Euroligi – moskiewskim Spartakiem!
Latem doszło przy ul. Reymonta do małej rewolucji personalnej i jak na razie nieźle na tym w Wiśle wychodzą. A w grupie koszykarek o olbrzymim potencjale na pewno wyróżniają się reprezentantka Izraela Liron Cohen i Amerykanka Janell Burse. Już teraz – choć mamy dopiero półmetek sezonu – nie brakuje głosów, że transfery wzmiankowanego duetu mogą być jednymi z najlepszych w historii sekcji. Tej pisanej w nowej rzeczywistości ekonomicznej, czyli od 2003 roku, kiedy generalnym sponsorem drużyny została firma Can–Pack. W zmaganiach o względy Cohen, szefowie „Białej Gwiazdy" wygrali m.in. z gdyńskim Lotosem, co zawsze jest sporym osiągnięciem oraz z kierunkiem rosyjskim, bo i taki pojawił się wśród koszykarskich menedżerów. A trzeba wiedzieć, że zainteresowanie ze Wschodu jest w żeńskim baskecie czymś nadzwyczaj nobilitującym. Z kolei sygnały o chęci zatrudnienia Burse płynęły z Hiszpanii, Francji i z Czech – rynków atrakcyjnych i stabilnych. Naturalnie z wysokim poziomem sportowym czołowych zespołów. Skoro więc najlepszą ofertą okazała się ta spod Wawelu, musiały być też czysto zawodowe powody skutecznej walki o amerykańską środkową.
Moda na Wisłę
Cohen aspiruje przecież do miana czołowej rozgrywającej na Kontynencie, a przecież w tej dyscyplinie sportu kompetentny „reżyser" to prawdziwy skarb! Potrafiąc łączyć skuteczność poczynań z ich wyjątkową efektownością, chwilami wręcz z wysublimowaniem.
Burse z kolei jest najlepszą w Eurolidze w grze na tablicach! Królując tak w liczbie zdobywanych punktów jak i zbiórkach piłek. Zadziwia też konsekwencją na parkiecie i bogatym repertuarem podkoszowych akcji.
Nie dziwi więc, że mecze koszykarek „Białej Gwiazdy" znowu cieszą się olbrzymią popularnością i trzeba jedynie żałować, że Kraków długo jeszcze pozostanie zaściankiem, jeśli chodzi o sportową infrastrukturę – czytaj: o halę z prawdziwego zdarzenia... Oczywiście kibice „chodzą na Wisłę", ale też po to, żeby podziwiać kunszt poszczególnych zawodniczek. W zasadzie każda ma swoich sympatyków. Co zrozumiałe, grupki zwolenników Liron Cohen i Janell Burse należą do najliczniejszych. Zobaczmy więc, jakimi te koszykarki są poza parkietem. Jakie wartości mają dla nich największe znaczenie, co jest dla nich ważne, a co jakby mniej. Pamiętając, że to jakimi są kobietami ma niebagatelny wpływ na ich zawodowe, czyli sportowe postawy i dokonania.
Miejsce na ziemi
Jerozolima, Jerozolima, Jerozolima... Wydaje się, że o rodzinnym mieście 27–letnia Liron Cohen mogłaby mówić bez końca. Zgadza się też, żeby nazywać ją szczęściarą... – Bo trzeba mieć szczęście, a przecież nie każdemu jest to dane, żeby móc powiedzieć, że posiada się to małe, ale tylko swoje miejsce na ziemi. A tym jest dla mnie Jerozolima. I zawsze będzie, choć dziś nie powiem, że na pewno wrócę tam na stałe. Życie przecież tak pędzi. Atmosfera domu, w którym się wychowała. Dzieciństwo. Dorastanie. Wchodzenie w dorosłość. W miejscu pięknym, historycznie i religijnie wyjątkowym, ale też niekoniecznie łatwym do codziennego, zwykłego życia. A już na pewno nie sielankowym. – Udało mi się jednak wynieść stamtąd wartości, którymi staram się kierować. Choćby wiarę w ludzi i otwartość do nich. A także pielęgnowanie otrzymanych talentów. Gdy słyszy się te słowa, łatwo zrozumieć, dlaczego nawet dla nieznajomego Liron zawsze ma szczery, życzliwy uśmiech i choć chwilkę, żeby zamienić parę słów, dać autograf. Błyskawicznie też zintegrowała się z wiślackimi koleżankami. Mimo że przy ul. Reymonta mamy istną wieżę Babel – obok Polek i Liron Cohen rodem z Izraela, w zespole są także Amerykanka, Hiszpanka, Czeszka, Brazylijka i Serbka. Oraz hiszpański duet szkoleniowców. Klubowym „językiem urzędowym" stał się więc angielski, którym władają wszystkie zawodniczki oraz trener– asystent Jordi Aragones. Będący przy okazji tłumaczem „pierwszego" – Jose Ignacio Hernandeza, posługującego się tylko hiszpańskim narzeczem. Musimy jednak przyznać, że przesympatyczny Hernandez czyni postępy tak w języku angielskim jak i polskim. Czego jednak nie można powiedzieć o zagranicznych zawodniczkach – jakoś polskiego nie zgłębiają, poza zdawkowymi słowami i zwrotami... A wspomniane przez Liron Cohen pielęgnowanie talentów? Niekoniecznie tekst pisany musi oddać, że zawodniczka stara się nie zaniedbywać. Najlepiej wybrać się do hali Wisły na mecz – wtedy wszystko się błyskawicznie wyjaśni!
Cicha i wrażliwa
Przeciwieństwem wesołej, nie mogącej dłużej usiedzieć w jednym miejscu Cohen, jest jej koleżanka zza Wielkiej Wody – Amerykanka Janell Burse. Wyjątkowo stonowana i cicha trzydziestolatka, rodem z Nowego Orleanu. Do tego stopnia, że szef wiślackiej żeńskiej koszykówki, Piotr Dunin–Suligostowski uznał to za... błogosławieństwo. Szczególnie po doświadczeniach z rodaczką Burse – Karą Brown– Braxton: – Po prostu na Janell można polegać. Dla niej słowo jest rzeczą świętą. Może być przykładem podejścia do uprawianej profesji. Kara też była świetną koszykarką tylko, że my praktycznie codziennie nie mieliśmy pewności, co wymyśli, a mówiąc wprost, co jej akurat strzeli do głowy! W drużynie żartują więc, że czasami trzeba sprawdzać, czy Janell jest w szatni lub w autokarze, bo jej nie widać i nie słychać. Choć wzrostu jest słusznego – mierzy 196 cm. Ma za to nieprzebrane chyba pokłady życzliwości dla bliźnich oraz współczucia na ludzką krzywdę. Zawsze będąc chętną do bezinteresownej pomocy. Wiślackie koszykarki doświadczają tego na każdym kroku. Inni przekonali się o tym, kiedy los okrutnie ich doświadczył. Na przykład w sierpniu 2005 roku, gdy południowe wybrzeże Stanów Zjednoczonych zaatakował huragan Katrina. Uznawany za jeden z trzydziestu najbardziej morderczych cyklonów tropikalnych, jakie nawiedziły USA i szósty z cyklonów atlantyckich, pod względem siły wiatru. Największe zniszczenia Katrina spowodowała właśnie w Nowym Orleanie. Do tego stopnia poruszyło to Janell Burse, że na pomoc dla ofiar oraz w odbudowie po hekatombie przeznaczyła znaczną część swojego majątku! I być może nikt by o tym nie wiedział, gdyby nie media, które nie mogły nie wyeksponować postawy znanej sportsmenki, m.in. mistrzyni WNBA, czyli najsilniejszej kobiecej ligi na świecie. – Ale ja nie zrobiłam nic szczególnego. Mnie się powiodło w życiu, więc w ten sposób starałam się za to podziękować i ulżyć ludziom boleśnie doświadczonym przez siły przyrody. Taka jestem, tak zostałam wychowana. Piotr Dunin–Suligostowski zauważył: – I raczej więcej na ten temat od Janell się nie dowiemy. Ona wychodzi z założenia, że o człowieku mówią jego czyny. A przecież została tzw. twarzą akcji pomocy dla ofiar tego kataklizmu!
Magiczny Rynek Główny
Kiedy Liron Cohen zdecydowała się podpisać kontrakt z Wisłą Can– Pack, rozpoczęła błyskawiczne zgłębianie wiedzy o Polsce i Krakowie: – Owszem, nie była to dla mnie biała plama, ale dopiero po przyjeździe przekonałam się, jak dużo będę miała do nadrobienia. I czyni to z zadziwiającą konsekwencją mimo niezwykle napiętego harmonogramu, który najkrócej można przedstawić tak: codzienne treningi oraz mecze w układzie weekend – środa. Dość powiedzieć, że od połowy września do 19 grudnia (ostatnia konfrontacja przed przerwą świąteczno–noworoczną) koszykarki miały jedynie tydzień, w którym rozegrały tylko jedno spotkanie! – Nie jest to z mojej strony kurtuazja, ale w Krakowie czuję się prawie jak w domu. Prawie, gdyż Jerozolima na zawsze pozostanie pierwsza w moim sercu... Wspaniałe jest w Krakowie to, że niemal na każdym kroku można obcować w historią. Bogatą do tego stopnia, jakby była dana tylko wybrańcom. I może niektórych zaskoczę, ale najbliższy jest mi nie Kazimierz, choć wyjątkowy, nostalgiczny i piękny, ale Rynek Główny. Dla mnie miejsce po prostu magiczne.Dla wędrówek po Krakowie Liron potrafiła ograniczyć czytanie książek, czy relaksowanie się przy muzyce. W rytmach preferuje te rodzime, izraelskie (z różnych lat), ciągle jeszcze stosunkowo mało znane poza jej ojczyzną. Natomiast przy doborze lektur w dużym stopniu decyduje nastrój dnia. – Niczego jednak nie tracę. Czytać czy słuchać mogę przecież w trakcie naszych licznych podróży. Czas szybciej wtedy płynie.Cohen bardzo sobie też ceni, że w Krakowie jest stosunkowo liczna i życzliwa sobie społeczność żydowska. „Nową" przyjęto jak swoją. Jakby tylko na chwilę gdzieś wyjechała i wróciła do domu. A przecież była klasycznym przybyszem z zewnątrz. – Taka postawa na pewno pomogła mi w asymilacji ze środowiskiem i z miastem. Przyjemnie zaskoczyła mnie także atmosfera w Wiśle. Powiedzieć, że jest wręcz rodzinną nie będzie ani przesadą, ani nadużyciem. Dodajmy, że w Krakowie Liron jest sama, a zagadnięta na ten temat tajemniczo się uśmiecha, stwierdzając też, że ta sfera prywatności jest tylko dla niej.
Generalnie jest OK
Janell Burse również czuje się w Krakowie bardzo dobrze. I owszem, także stara się poznawać bogactwa naszego miasta. Trudno jednak – na ten temat – „wydobyć z niej" dużo więcej od zdawkowego OK! Ale potwierdzeniem właściwego wyboru miejsca do pracy i życia może być jej ciepły uśmiech. Biorąc pod uwagę powściągliwość Janell oraz nie uzewnętrznianie przez nią nastrojów i uczuć, to i tak sporo... Nadzwyczaj preferuje natomiast ognisko domowe i także tu w Krakowie stara się jak najwięcej przebywać w mieszkaniu wynajętym jej przez klub. Co nie znaczy, że stroni od kontaktów choćby z koleżankami z drużyny. Na wszystko musi być jednak właściwy czas. W tym także na spotkanie na swojej drodze tej „drugiej połowy jabłka"... Do Krakowa Janell przyjechała jako „singielka". Taka życiowa postawa wynika m.in. z zasad wpojonych Janell w rodzinnym domu w Nowym Orleanie. Gdzie szczególnie ceniono takie wartości jak wrażliwość na potrzeby innych, sumienną pracę i postępowanie pozwalające zasłużyć na miano porządnego człowieka. A elementem scalającym są rodzina i tradycja. Mogliśmy się o tym przekonać, kiedy Burse – w przeddzień wylotu do Stanów na Boże Narodzenie – mówiła o zbliżających się świętach w Houston (tam teraz mieszkają najbliżsi koszykarki): – Nie będzie żadnych ekstrawagancji. Najpierw wspólne wyjście do kościoła, potem rodzinny obiad, wreszcie prezenty. Ale drobne, czyli raczej upominki przypominające, że jesteśmy razem i pamiętamy o sobie.
na podstawie: Wojciech Batko - Gazeta Krakowska
http://www.wislacanpack.pl
Jeśli ktoś w Krakowie zapyta się za 20 lat: kim była DeForge? Odpowiedź będzie tylko jedna: wielką zawodniczką!
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
https://www.youtube.com/watch?v=N7ABk7vDous
Re: Co słychać w Wiśle?
Całkiem przyjemny artykuł, pokazujący czołowe zawodniczki Wisły od innej strony. Chociaż czy to najlepsze transfery w dziejach Can Packu, to już kwestia bardziej dyskusyjna. A co powiedziec o ADF, Skerze, Chamique (oczywiście AD 2007 a nie AD 2008...) czy Marcie? 
Kilka słów o wyniku męskiej kadry na Eurobaskecie:
https://nowe-refleksje.blogspot.com/202 ... y.html?m=0
https://nowe-refleksje.blogspot.com/202 ... y.html?m=0
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 139 gości

