Porażka tylko 60-53 na wyjeździe z Ros Casares to, jak już Greebo stwierdził, musi robić wrażenie. Oglądając wczoraj Eurosport muszę jednak powiedzieć więcej. Ten mecz można było nawet wygrać! Aż trudno uwierzyć, ale przegraliśmy w Walencji tylko jedną kwartę z czterech. Może przez to, że zapowiadało się na zaskakujący wynik, zaczęły nam się trząść ręce na obwodzie, bo jak wytłumaczyć naszą skuteczność za 3 czyli... 1/13. Walencja tego dnia dawała nam pozycje do rzutu, więc przy choć trochę lepszej skuteczności... ale nie ma co gdybać. Osobiście satysfakcję przyniósl mi widok zdenerwowanego trenera Fernandeza, który częściej musiał brać czas niż Maciejewski, a także widok mocno spoconych: Veseli, Douglas, Frohlich, czy Brunson. Ta ostatnia zagrała jeszcze ostrzej niż gra w WNBA. Natomiast Katie Douglas.. God damn it

że też akurat musiała wrócić na mecz z nami. Jeżeli chodzi o AZS, to jestem zachwycony grą Jo Leedham. 10 punktów, 9 zbiórek i 4 przechwyty młodej Brytyjki z takim rywalem, aktywność w grze, odwaga, szybkość, gdyby jeszcze wpadały jej trójki.. mogła zostać bohaterką meczu. Leuchanka - klasa światowa. Wiadomo było, że Walencja skupi się na niej, więc czasem miała "na sobie" trzy rywalki a i tak znajdywała drogę do kosza. 14 zbiórek i 12 punktów. Zdenerwowane rywalki nie miały dla niej litości w bezpardonowej walce. Po jednym z starć, bałem się, że Jelena nie wróci na parkiet. Co do innych dziewczyn, to nie obraziłbym się, gdyby w takim meczu Kruszyna pokazała to co piszą o niej na Fibaeurope, a piszą wiele pozytywów po poprzednich meczach. Jakoś może troszkę za dużo oczekiwałem też od młodych Polek - obu Agnieszek. Choćby malutkiego przebłysku. Komentator powiedział, że Aga Kaczmarczyk dużo z tego meczu wyniesie na przyszłość, ale ona już potrafiła rok temu zdobyć w Pradze 20 pkt, a przetarcie to miała 2 lata temu grając np. 32 minuty w Moskwie z bardzo silnym wtedy Dynamem. Teraz wymagania rosną, albo ja za dużo oczekuję jeżeli chodzi o atak. Podsumowując, to zawsze ktoś tam nie udźwignie ciężaru meczu z takim przeciwnikiem, ale cieszy to, że akademiczki zostawiły w Walencji serce i pokazały, że licza się w koszykarskiej europie mimo róźnych niesprzyjających kulisowych wieści z mediów. Teraz czas na Becky Hammon i Tinę Charles
