Nawet w przypadku spadku z ekstraklasy, koszykarki AZS Poznań mają do niej wrócić z dziką kartą i w następnym sezonie walczyć już w fazie play-off. Klub przedstawił dziś zarys swojego planu funkcjonowania.
Nieraz już w poznańskich klubach bywało tak, że przedstawiane były piękne wizje dotyczące przyszłości, z których jednak nic nie wychodziło. Dotyczy to także koszykarek. W 2002 roku w Urzędzie Miasta przedstawiano drużynę Quay-POSiR Poznań - też rysowano jej piękną przyszłość, na konferencję przybyły m.in. Olga Pantelejewa, Beata Predehl czy Agnieszka Szott, a klub został zgłoszony do europejskich pucharów. Ostatecznie Szott w ogóle nie zagrała w Poznaniu, Pantelejewa, Predehl czy Elena Nawojkowa szybko rozwiązały swoje kontrakty, a zadłużony klub omal nie spadł z ekstraklasy. Z wielkich planów nic nie wyszło.
Teraz ma być inaczej, a większą wiarygodność planom AZS dodaje osoba Tomasza Długiewicza. To prezes notowanej na giełdzie grupy One-2-One, działającej w sektorze mediów i usług marketingowych oraz będącej liderem na rynku konkursów SMS-owych. Od tygodnia znajduje się w zarządzie sekcji koszykówki w AZS, a mówienie o koszykówce nie sprawia mu najmniejszych problemów. - Jesteśmy na początku drogi, która została wymuszona zmieniająca się rzeczywistością. Kryzys spowodował, że trzeba szukać innych dróg funkcjonowania klubu. Zmiany w zarządzie mają spowodować, że struktura klubu bardziej będzie przygotowana do nowych wyzwań. Chcemy poszukać właściwej drogi rozwoju żeńskiego basketu w Poznaniu - mówił Długiewicz.
W tym celu AZS odejdzie od rocznego planowania budżetu, rozmowy ze sponsorami będą prowadzone np. w perspektywie trzech lat. - Przyjęliśmy na wstępie trzyletnią strategię, byśmy nie musieli szukać nazwy klubu na dole tabeli. Albo czasem rozwijać tej tabeli, by AZS znaleźć. Czy wizja jest słuszna, przekonamy się za dwa, trzy, pięć lat. Pierwszym krokiem jest zawiązanie konsorcjum, na czele którego stoi AZS. Ma ono pomóc w komunikowaniu się z rynkiem, poszukiwaniu sponsorów. Umowa została podpisana na początku roku - mówił Długiewicz. Obok niego siedział Filip Morawski, prezes agencji Expansja Advertising. - Expansja ma nas nauczyć lepiej mówić do rynku językiem marketingowym. Tak, byśmy w zalewie różnych komunikatów potrafili się przebić. Ich doświadczenie pozwoli nam pokazać, że mamy jeden spójny i przejrzysty produkt - powiedział Długiewicz. Morawski nie chciał mówić o szczegółach planu. - Koncepcja jest już prawie gotowa, ale potrzebujemy jeszcze chwili, by ją przedstawić - zaznaczył.
Wiceprezes Długiewicz przyznał, że ważna w funkcjonowaniu klubu jest jego struktura szkolenia młodzieży. Zresztą jego córka gra w drużynie młodziczek młodszych Inei-AZS. - W tej strukturze już jest 500 dziewczynek, które mają zaszczepioną miłość do koszykówki. Na tych młodych ludzi czeka wiele niebezpieczeństw, których kilkanaście lat temu jeszcze nie było. Sport ma właściwości wychowawcze, oderwać od komputera, pomóc rodzicom - mówił i wspomniał, że sam ma troje dzieci. W AZS nikt już specjalnie nie liczy na dalsze dotowanie drużyny seniorek. - Mamy pełną świadomość sytuacji, w jakiej znalazło się miasto. Dla nas ważniejsze od wsparcia pierwszej drużyny jest wsparcie szkolenia młodzieży oraz pomoc w dotarciu do partnerów miasta - mówił. Pochwalił też władze Inei-AZS, prezesa Pawła Klepkę oraz dyrektora Łukasza Zarzyckiego, za to, że klub nie żył ponad stan. - Może to zabrzmi kuriozalnie, bo klub jest ostatni w tabeli, ale droga zarządu była słuszna. W tej chwili, gdy rozpoczynamy rozmowy ze sponsorami, nie musimy mówić, że mamy do spłacenia 500 tysięcy złotych długu. Wszystkie pieniądze, które pozyskamy, będą inwestowane w przyszłości.
Prezes Klepka zapewnił, że AZS będzie chciał przed następnym sezonem wykupić tzw. dziką kartę, by po spadku z FGE (a to jest bardzo prawdopodobne) móc dalej grać w elicie. A jeżeli nikt z ekstraklasy się nie wycofa, zaś obaj beniaminkowie będą spełniali wymogi licencyjne i dzikich kart nie będzie? - To możemy mieć problem, ale wówczas przez rok będziemy grali w pierwszej lidze. Z tym składem spokojnie wywalczylibyśmy awans - mówił Klepka. Dyrektor Zarzycki, który jest też wiceprzewodniczącym rady nadzorczej PLKK uspokoił. - Na 99 proc. zostanie wprowadzona liga kontraktowa. Jeśli będziemy mieli zagwarantowany ponad milion budżetu, to będziemy w niej grać, takie dostałem zapewnienie.
Wiceprezes Długiewicz mówił, że budżet AZS w przyszłym sezonie będzie wynosił ok. półtora miliona złotych. To powinno wystarczyć do spokojnej walki o miejsce w ósemce. Aby marzyć o półfinale, budżet musiałby być trochę wyższy. - Nic na siłę, naszym sukcesem jest to, że klub nie ma zadłużenia - przyznał Klepka. - Zakładamy, że jeśli nasz plan się powiedzie, to będą bardzo istotne wzmocnienia. Taki jest plan - dodał Długiewicz. AZS już kończy rozmowy z pierwszym poważnym sponsorem - takich ma być kilku. - Nie zakładamy, że uda się pozyskać jednego strategicznego sponsora - powiedział Długiewicz. Czy z klubem dalej będzie współpracowała Inea? - Rozmawiamy. Trudno sobie wyobrazić AZS bez Inei - powiedział Klepka. Swoje mecze odmienione akademiczki nadal będą rozgrywały na Morasku.
źródło: http://www.wielkopolskisport.pl/najwazn ... a-AZS.html
I jeszcze drugi:
Sekcja koszykarska AZS Poznań utworzyła konsorcjum, a w znalezieniu sponsorów mają jej pomóc fachowcy. Plan zakłada budżet w wysokości 1,5 mln zł w następnym sezonie i walkę o medale w kolejnych.
- Liczyliśmy, że już dziś będziemy mogli się pochwalić nowym sponsorem, ale pewne zdarzenia nam na to nie pozwoliły - mówił, już po konferencji prasowej, Paweł Klepka, prezes Inei AZS Poznań. W rolę największego sponsora, jak nieoficjalnie wiadomo, może się wcielić duża spółka skarbu państwa. Nowy sposób funkcjonowania klubu ma się jednak opierać na kilku sponsorach (pierwsi mają być ujawnieni w najbliższych tygodniach) i pracy dużo większej niż dotychczas grupy ludzi.
Prezes Paweł Klepka, "jednym z motorów zmian", nazywa swojego nowego zastępcę, Tomasza Długiewicza. - Pora wyjść poza myślenie jednoroczne. Przyjęliśmy trzyletnią strategię rozwoju klubu, która ma doprowadzić do tego, że nie będzie trzeba nas szukać na dole tabeli - mówi wiceprezes zarządu sekcji i szef grupy One-2-One. - Zorganizowaliśmy konsorcjum z AZS na czele, które razem z agencją Expansja [jej klientami są m.in. Allegro, MTP i Herbapol Poznań - przyp.red.] ma pomóc w pozyskiwaniu sponsorów. Doświadczenia biznesowe naszych partnerów mają nam pomóc mówić do rynku językiem marketingowym i przebić ze swoim komunikatem - dodaje Tomasz Długiewicz.
Jednym słowem, klub ma stać się w pełni profesjonalny. - My się szarpaliśmy, teraz oferta dla sponsorów będzie w pełni profesjonalna. Wszystko będzie poukładane - uśmiecha się Paweł Klepka. - Profesjonalny rozwój klubu wymaga, by tego wózka nie ciągnęły tylko dwie osoby. Teraz połączymy kompetencje większej liczby członków zarządu - opowiada Tomasz Długiewicz. A zarząd liczy dziewięć osób, z czego pięć nowych, związanych z biznesem.
Nowa będzie też sytuacja, w której klub nie dostanie miejskiej dotacji na funkcjonowanie pierwszej drużyny. - Wiemy, w jak trudnej finansowo sytuacji jest miasto - zapewnia wiceprezes Inei AZS Poznań. Wszyscy w klubie zapewniają, że ma on stać na "dwóch nogach": szkoleniu dziewcząt oraz zespole skutecznie walczącym w ekstraklasie.
W tym sezonie ta walka idzie na tyle mizernie, że - jak mówi prezes - strach otwierać gazety i czytać tabelę. Inea AZS Poznań to bowiem jedyny zespół w lidze bez zwycięstwa i jest na najlepszej drodze, by jako jeden z dwóch zespołów spaść z ekstraklasy. Czy to nie będzie przeszkodą w mocarstwowych planach nowego zarządu? Paweł Klepka: - Ten sezon jest trochę stracony sportowo, utrzymać się będzie trudno. Jeśli spadniemy, wykupimy "dziką kartę", która kosztuje 50 tys. zł. Gdyby nie było takiej możliwości, oczywiście, mielibyśmy problem. Trwają jednak prace nad utworzeniem ligi kontraktowej, w których uczestniczy nasz dyrektor Łukasz Zarzycki.
W pierwszym roku "nowego otwarcia" zespół ma się bić o grę w fazie play-off, oczywiście dzięki solidnym wzmocnieniom kadry. - Najważniejsze będą jednak finanse i marketing. Bez bazy, bez fundamentów, zespołowi może grać świetnie do świąt, a potem się może okazać, że nie ma za co płacić pensji - opowiada Tomasz Długiewicz. Po chwili podkreśla: - Inea AZS Poznań nie ma teraz długów. To bardzo ważny argument w rozmowach z nowymi sponsorami i nieczęsta sytuacja w klubach PLKK. Będziemy mogli przekonywać, że ich pieniądze pójdą na inwestycje w marketing sportowy, a nie będą tylko mecenatem.
W tej chwili klub spełnia minimalny budżet wymagany w ekstraklasie, czyli 750 tys. zł. - Plany na następny sezon mówią o nawet dwa razy większej sumie - mówi prezes Paweł Klepka.
Inea, czyli dotychczasowy sponsor tytularny, też będzie przekonywany przez klub do dalszej współpracy. Gdyby jednak pojawiła się firma, która za funkcjonowanie w nazwie klubu będzie w stanie wyłożyć większą kwotę, do takiej zmiany dojdzie.
źródło: http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36006, ... ubem_.html


