Dla reprezentantki Polski Agnieszki Bibrzyckiej sobotni mecz z Los Angeles Sparks (67:79), w którym była najskuteczniejszą zawodniczką zespołu Stars (16 pkt) był ostatnim występem w San Antonio i przedostatnim w amerykańskiej lidze koszykarek WNBA.
Bibrzycka, która debiutowała w tym sezonie w WNBA, zgodnie z warunkami kontraktu, wraca do Polski 2 września. Dołączy do reprezentacji, która we wrześniu zagra w kwalifikacjach do finałów ME 2005.
Liga WNBA, ze względu na igrzyska, przerywa rozgrywki od 2 do 31 sierpnia i dlatego Polka od poniedziałku będzie wypoczywać u znajomych w Wirginii. Po tygodniu wraca do San Antonio, gdzie będzie trenować i uczestniczyć w spotkaniach promujących ligę WNBA i zespół San Antonio.
Ostatnim meczem Bibrzyckiej w zespole San Antonio Silver Stars i lidze WNBA sezonu 2004 będzie spotkanie w Los Angeles, które rozegrane zostanie 1 września.
"Jest duża różnica między koszykówką w USA i w Europie. W Stanach naprawdę pracuje się ciężko i na treningach i w meczach - powiedziała Agnieszka Bibrzycka. - Mecze w WNBA pokazały mi jak dużo mam przed sobą pracy. Jak bardzo muszę popracować nad szybkością, siłą. Wiem też, że trzeba walczy o swoje, bo tu gra się bardzo indywidualnie - czasami stoisz gdzieś w rogu boiska i czekasz 10 minut na podanie piłki. Gra jest bardziej agresywna, a po każdym meczu miałam zawsze kilka siniaków, ale przyzwyczaiłam się już do tego" - dodała Polka.
Bibrzycka wystąpiła w 24 z 26 meczów Stars, w których zdobyła 159 pkt, przebywając na parkiecie w każdym spotkaniu średnio 19 i pół minuty. Polka, która na początku sezonu była rezerwową, po kontuzji Marie Ferdinand dostała swoją szansę i stała się podstawową koszykarką Stars.
"Na początku byłam trochę sfrustrowana, bo dużo siedziałam na ławce, ale po kontuzji Marie sytuacja diametralnie się zmieniła. Grałam więcej i jestem z tych występów zadowolona, tak samo jak z pobytu w WNBA. Na prawdę dużo się nauczyłam. Oczywiście słabe wyniki drużyny to osobny temat. Na szczęście nie do mnie należy komentowanie sytuacji, ale na pewno nie jest miło przegrywać mecz za meczem" - powiedziała najlepsza koszykarka Europy w 2003 roku.
Bibrzycka przekonała się, że WNBA to nie tylko ciężka praca na treningach i meczach, ale intensywny plan zajęć poza boiskiem, setki promocyjnych spotkań z kibicami.
"Spotykamy się z tysiącami ludzi, z kibicami, z dziećmi w szkołach, szpitalach. Tak było podczas sezonu, a następne spotkania czekają mnie w sierpniu po powrocie z Wirginii, mimo, że liga nie gra. Koszykówka w San Antonio jest bardzo popularna. Przegrywamy, ale mimo to na każde spotkanie przychodzi średnio po 8 tysięcy widzów. W sobotę, po spotkaniu z Los Angeles, które było moim pożegnaniem z San Antonio, dostałam dużo listów, maskotek. Proszono mnie, bym wróciła do Stars w następnym sezonie. Naprawdę się wzruszyłam" - dodała Agnieszka Bibrzycka.
W opinii Bibrzyckiej koszykarki USA nie sa pewniakami do zdobycia złotego medalu w Atenach.
"Amerykanki są rzeczywiście dobre, ale znam siłę europejskich drużyn i mam takie dziwne przeczucie, że plany ekipie USA pokrzyżują Rosjanki." - dodał reprezentantka Polski.
PAP; e-basket.pl
Do siniaków się już przyzwyczaiłam
Moderatorzy: ann, Ałgaja, bart_81
Wróć do „Rozgrywki w Europie/ME”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości
