Przed meczami: Lotos Gdynia - Wisła Kraków
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Przed meczami: Lotos Gdynia - Wisła Kraków
W sobotę pierwsze starcie
Środa, 20 kwietnia 2005r.
Meczem z Wisłą Kraków rozpoczną w sobotę we własnej hali rozgrywkę o mistrzostwo Polski koszykarki Lotosu. Tytuł przypadnie drużynie, która wygra trzy mecze.
Będzie to już dziesiąty z rzędu finał MP z udziałem gdyńskiej drużyny. W siedmiu ostatnich zdobywały złote medale. Taką serią nie może poszczycić się żadna inna polska drużyna. Jeśli Lotos obroni złoto, będzie to dziewiąty sukces w historii rozgrywek. Najwięcej mistrzowskich tytułów posiadają: Wisła Kraków (17), AZS Warszawa (14) i ŁKS Łódź (9).
Do decydującej rozgrywki koszykarki Lotosu przygotowują się na obiektach GOSiR. Trener Krzysztof Koziorowicz nie pojechał w środę do Pabianic, aby podpatrywać rywalki w piątym decydującym o awansie meczu półfinałowym. Spotkanie, w którym Polfa przegrała z Wisłą 58:60 obserwował Mieczysław Krawczyk.
- Polfa przegrała na własne życzenie. Nie potrafiła utrzymać dwunastopunktowej przewagi w ostatniej kwarcie. O sukcesie Wisły zadecydowała lepsza kondycja i skuteczna gra Natalii Trafimowej - powiedział nam prezes gdyńskich koszykarek, który zadbał też o nagranie kasety z tego spotkania. Posłuży ona koszykarkom Lotosu jako materiał szkoleniowy dla lepszego rozpracowana sposobu gry przeciwnika.
- Było mi obojętne z kim zmierzymy się w finale. Mimo że Wisła jak i Polfa dysponują szerszym i bardziej doświadczonym składem od nas. To co stało się w Krakowie podczas finału Pucharu Polski (dyskwalifikacja Elaine Powell za uderzenie Jeleny Skerovic) na pewno pozostaje w pamięci zawodniczek obu drużyn. Nie powinno to jednak wpływać na naszą postawę w kolejnych spotkaniach. Moje zawodniczki wiedzą, że mają być kulturalne, a o resztę niech martwią się ich przeciwniczki - powiedział nam gdyński szkoleniowiec.
Jego zdaniem w finałowej rozgrywce duże znaczenie będzie miał atut własnego parkietu. Przypomnijmy, że w finale po każdym meczu następuje zmiana gospodarza. Dla koszykarek Lotosu, które preferują w tym sezonie grę szybkim atakiem, małe boisko przeciwnika stanowi pewne utrudnienie. Ciężar gry w drużynie Lotosu - dodajmy - spoczywać będzie tylko na siedmiu zawodniczkach. To może też utrudnić drogę do sukcesu
Wszystkie gdynianki są aktualnie gotowe do gry. Po sobotnim meczu półfinałowym z CCC Aquaparkiem Polkowice na kręgosłup narzekała Małgorzata Dydek.
- Przez dwa dni Gosia miała lżejsze treningi. Powiedziała mi, że bóle już ustąpiły i od dziś będzie ćwiczyć na pełnych obrotach. Liczę też, że po okresie bardzo mocnych treningów, świeżość odzyska Paulina Pawlak. - stwierdził gdyński szkoleniowiec.
Adam Suska - Dziennik Bałtycki
Środa, 20 kwietnia 2005r.
Meczem z Wisłą Kraków rozpoczną w sobotę we własnej hali rozgrywkę o mistrzostwo Polski koszykarki Lotosu. Tytuł przypadnie drużynie, która wygra trzy mecze.
Będzie to już dziesiąty z rzędu finał MP z udziałem gdyńskiej drużyny. W siedmiu ostatnich zdobywały złote medale. Taką serią nie może poszczycić się żadna inna polska drużyna. Jeśli Lotos obroni złoto, będzie to dziewiąty sukces w historii rozgrywek. Najwięcej mistrzowskich tytułów posiadają: Wisła Kraków (17), AZS Warszawa (14) i ŁKS Łódź (9).
Do decydującej rozgrywki koszykarki Lotosu przygotowują się na obiektach GOSiR. Trener Krzysztof Koziorowicz nie pojechał w środę do Pabianic, aby podpatrywać rywalki w piątym decydującym o awansie meczu półfinałowym. Spotkanie, w którym Polfa przegrała z Wisłą 58:60 obserwował Mieczysław Krawczyk.
- Polfa przegrała na własne życzenie. Nie potrafiła utrzymać dwunastopunktowej przewagi w ostatniej kwarcie. O sukcesie Wisły zadecydowała lepsza kondycja i skuteczna gra Natalii Trafimowej - powiedział nam prezes gdyńskich koszykarek, który zadbał też o nagranie kasety z tego spotkania. Posłuży ona koszykarkom Lotosu jako materiał szkoleniowy dla lepszego rozpracowana sposobu gry przeciwnika.
- Było mi obojętne z kim zmierzymy się w finale. Mimo że Wisła jak i Polfa dysponują szerszym i bardziej doświadczonym składem od nas. To co stało się w Krakowie podczas finału Pucharu Polski (dyskwalifikacja Elaine Powell za uderzenie Jeleny Skerovic) na pewno pozostaje w pamięci zawodniczek obu drużyn. Nie powinno to jednak wpływać na naszą postawę w kolejnych spotkaniach. Moje zawodniczki wiedzą, że mają być kulturalne, a o resztę niech martwią się ich przeciwniczki - powiedział nam gdyński szkoleniowiec.
Jego zdaniem w finałowej rozgrywce duże znaczenie będzie miał atut własnego parkietu. Przypomnijmy, że w finale po każdym meczu następuje zmiana gospodarza. Dla koszykarek Lotosu, które preferują w tym sezonie grę szybkim atakiem, małe boisko przeciwnika stanowi pewne utrudnienie. Ciężar gry w drużynie Lotosu - dodajmy - spoczywać będzie tylko na siedmiu zawodniczkach. To może też utrudnić drogę do sukcesu
Wszystkie gdynianki są aktualnie gotowe do gry. Po sobotnim meczu półfinałowym z CCC Aquaparkiem Polkowice na kręgosłup narzekała Małgorzata Dydek.
- Przez dwa dni Gosia miała lżejsze treningi. Powiedziała mi, że bóle już ustąpiły i od dziś będzie ćwiczyć na pełnych obrotach. Liczę też, że po okresie bardzo mocnych treningów, świeżość odzyska Paulina Pawlak. - stwierdził gdyński szkoleniowiec.
Adam Suska - Dziennik Bałtycki
z czego ostatni w 1962 roku...AZS Warszawa (14)
Jako uzupełnienie artykułu - oto "mistrzowska droga" z ostatnich 11 lat zespołu, który ma szansę w tym sezonie po raz 9 zostać "majstrem".
2004
Lotos VBW Clima Gdynia
Stary Browar AZS Poznań
Polfa Pabianice
2003
Lotos VBW Clima Gdynia
PZU Polfa Pabianice
ŁKS Łódź
2002
Lotos VBW Clima Gdynia
Polfa Pabianice
Toya Ślęza Wrocław
2001
Polpharma VBW Clima Gdynia
Polfa Pabianice
Toya Ślęza Wrocław
2000
Polpharma VBW Clima Gdynia
Polfa Pabianice
Wisła Kraków
1999
Fota Porta Gdynia
Wisła Kraków
Polfa Pabianice
1998
Fota Porta Gdynia
ŁKS Łódź
Wisła Kraków
1997
ŁKS Łódź
Fota Dajan Gdynia
MTK Star Foods Pabianince
1996
Warta Gdynia
ŁKS Łódź
Olimpia Poznań
1995
ŁKS Łódź
Olimpia Poznań
Warta Gdynia
1994
Olimpia Poznań
Włókniarz Pabianice
ŁKS Łódź
4- Warta Gdynia
W latach wcześniejszych koszykówki kobiet w wydaniu ekstraklasowym w Gdyni nie było, a sekcja o której jest materiał przed przenosinami z powodów materialnych do tego "międzywojennego" miasta reprezentowała Spójnię Gdańsk. Poprzedniczka dzisiajszego Lotosu mimo wielu medali nigdy jednak nie stanęła na najwyższym stopniu podium MP. Oto jej sukcesy:
1989
Włókniarz Pabianice
Spójnia Gdańsk
Olimpia Poznań
1986
ŁKS Łódź
Ślęza Wrocław
Spójnia Gdańsk
1981
Wisła Kraków
Spójnia Gdańsk
ŁKS Łódź
1980
Wisła Kraków
Spójnia Gdańsk
ŁKS Łódź
1979
Wisła Kraków
Spójnia Gdańsk
ŁKS Łódź
1978
AZS Poznań
Spójnia Gdańsk
ŁKS Łódź
1974
ŁKS Łódź
Wisła Kraków
Spójnia Gdańsk
1970
Wisła Kraków
Spójnia Gdańsk
AZS Warszawa
1969
Wisła Kraków
Spójnia Gdańsk
ŁKS Łódź
1968
Wisła Kraków
ŁKS Łódź
Spójnia Gdańsk
Dodam jeszcze jako uzupełnienie materiału, że w 1935 roku rozgrywki centralne wygrał ŁKS Łódź, z tem, że właśnie w tym roku nie miały one rangi Mistrzostw Polski. Zatem ŁKS ligę wygrał jeszcze raz, ale tytułu nie ma - zatem w statystynach pod pozycją (jedyną) 1935 figuruje zapis "nie rozgrywano"...
- Marco
- Junior
- Posty: 2575
- Rejestracja: 22 października 2004, 17:01
- Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
- Kontaktowanie:
simon pisze:1999
Fota Porta Gdynia
Wisła Kraków
Polfa Pabianice
Ten sezon sie dokladnie pamieta. Hala pelna nawet duzo duzo ponad stan.
POza tym w tymze sezonie pilkarze Wisły zodbywaja zloto, koszykarki srebro a siatkarki braz. Piekny sezon!!! Byc moze ten bedzie troskzu podobny tyle ze bez sukcesu siatkarek ale i tak WISŁA jako caly klub odnosi piekne sukcesy.


WislaLive.pl
No, ja pamiętam takie sezony w których piłarze walczyli o puchary, koszykarki miały złoto, siatkarki miały złoto hokeiści byłi w środku ekstraklasy a koszykarze na jej granicy... - a wszystko to był ŁKS.
Ostatnio zaś w 1998 mieliśmy Mistrza Polski w piłce nożnej i V-ce Mistrza w koszykówce kobiet (ale za to półfinał pucharu im.L.Ronchetti). Przy czym Mistrz był nieprzerwanie, bo koszykarki broniły tytułu z 1997 roku. W eurolidze niestety zagrała Gdynia (PZKosz + Hucior) i kosz wpadł w tarapaty. Piłkarze zaś w eliminacjach do LM wylosowali MU i też było po p(P)takach - dosłownie
.
Ostatnio zaś w 1998 mieliśmy Mistrza Polski w piłce nożnej i V-ce Mistrza w koszykówce kobiet (ale za to półfinał pucharu im.L.Ronchetti). Przy czym Mistrz był nieprzerwanie, bo koszykarki broniły tytułu z 1997 roku. W eurolidze niestety zagrała Gdynia (PZKosz + Hucior) i kosz wpadł w tarapaty. Piłkarze zaś w eliminacjach do LM wylosowali MU i też było po p(P)takach - dosłownie
Przeciwnikiem gdyńskiego zespołu, który od siedmiu lat zdobywa mistrzostwo Polski, będzie Wisła Kraków. Gwiazdą krakowskiej drużyny jest złota medalistka Igrzysk Olimpijskich w Atenach, rozgrywająca reprezentacji USA Shannon Johnson
Koszykarki Wisły są najbardziej utytułowaną drużyną w Polsce. Siedemnastokrotnie zdobyły mistrzostwo naszego kraju. Tylko że historia ostatnich lat, która pisze się teraz na oczach większości gdyńskich kibiców, jest całkiem inna. Lotos (wcześniej pod innymi nazwami) od siedmiu lat jest mistrzem Polski, a w finałach gra nieprzerwanie od dziesięciu. To wszystko jednak nie będzie miało znaczenia podczas sobotniego meczu. Już dawno Lotos nie miał tak trudnego przeciwnika w polskiej lidze.
W pierwszej fazie sezonu Wisła grała słabo, ale już w półfinale pokazała, na co ją stać. Wprawdzie wygrała dopiero w pięciu meczach, lecz w ostatnim spotkaniu w Pabianicach w wielkim stylu pokonała Polfę. Przed ostatnią kwartą krakowianki przegrywały 11 punktami, wcześniej nawet 19, ale dzięki znakomitej grze w ostatnich dziesięciu minutach wygrały 60:58. Mecz odbył się w środę, więc podopieczne Wojciecha Downara-Zapolskiego w sobotę mogą być jeszcze zmęczone. - To może nie mieć żadnego znaczenia, bo my gramy lepiej, gdy jesteśmy w "ciągu meczów" - przyznaje środkowa Lotosu Małgorzata Dydek. - Gdy mamy zbyt długą przerwę to spisujemy się słabiej, dlatego pięć spotkań półfinałowych może Wiśle tylko pomóc - dodaje.
Mistrzostwo Polski zdobędzie drużyna, która wygra trzy spotkania. Pierwszy, trzeci i ewentualnie piąty mecz odbędą się w Gdyni.
Mecz Lotosu z Wisłą rozpocznie się w sobotę o godz. 15 w hali GOSiR przy ulicy Olimpijskiej 5 w Gdyni. Bilety: 5, 7 i 10 zł
Michał Sielski Gazeta Wyborcza
Koszykarki Wisły są najbardziej utytułowaną drużyną w Polsce. Siedemnastokrotnie zdobyły mistrzostwo naszego kraju. Tylko że historia ostatnich lat, która pisze się teraz na oczach większości gdyńskich kibiców, jest całkiem inna. Lotos (wcześniej pod innymi nazwami) od siedmiu lat jest mistrzem Polski, a w finałach gra nieprzerwanie od dziesięciu. To wszystko jednak nie będzie miało znaczenia podczas sobotniego meczu. Już dawno Lotos nie miał tak trudnego przeciwnika w polskiej lidze.
W pierwszej fazie sezonu Wisła grała słabo, ale już w półfinale pokazała, na co ją stać. Wprawdzie wygrała dopiero w pięciu meczach, lecz w ostatnim spotkaniu w Pabianicach w wielkim stylu pokonała Polfę. Przed ostatnią kwartą krakowianki przegrywały 11 punktami, wcześniej nawet 19, ale dzięki znakomitej grze w ostatnich dziesięciu minutach wygrały 60:58. Mecz odbył się w środę, więc podopieczne Wojciecha Downara-Zapolskiego w sobotę mogą być jeszcze zmęczone. - To może nie mieć żadnego znaczenia, bo my gramy lepiej, gdy jesteśmy w "ciągu meczów" - przyznaje środkowa Lotosu Małgorzata Dydek. - Gdy mamy zbyt długą przerwę to spisujemy się słabiej, dlatego pięć spotkań półfinałowych może Wiśle tylko pomóc - dodaje.
Mistrzostwo Polski zdobędzie drużyna, która wygra trzy spotkania. Pierwszy, trzeci i ewentualnie piąty mecz odbędą się w Gdyni.
Mecz Lotosu z Wisłą rozpocznie się w sobotę o godz. 15 w hali GOSiR przy ulicy Olimpijskiej 5 w Gdyni. Bilety: 5, 7 i 10 zł
Michał Sielski Gazeta Wyborcza
Po przegranych dwóch meczach w Pabianicach niewielu kibiców koszykarek Wisły spodziewało się, że naszej drużynie uda się wygrać kolejne trzy mecze (w tym decydujący na wyjeździe) i awansować do wielkiego finału. A jednak. Wiślaczki zdały na piątkę egzamin ze sportowego charakteru i zagrają o mistrzostwo Polski.
Wprawdzie skład drużyny (bardzo międzynarodowy) i klubowy budżet (bardzo przyzwoity) przemawiały za tym jeszcze na początku sezonu, ale krakowianki na własne życzenie zafundowały sobie gorszy układ spotkań w play-offie, bo przegrały ostatni mecz rundy zasadniczej z niżej notowanymi Cukierkami Brzeg. Nie ma tego złego... Sukces w półfinale rozgrywek cieszy tym bardziej, że zahartowaną w bojach drużynę czeka teraz ciężka walka o złoty medal z niepokonanym w Polsce od siedmiu lat Lotosem Gdynia.
Można rzec - wiślaczki wykonały tym samym plan minimum, nakreślony przed rozpoczęciem sezonu przez działaczy i sponsora sekcji.
Przypomnijmy, w inauguracyjnych występach w Eurolidze wiślaczki też ugrały to, co im nakazano - wyszły z grupy eliminacyjnej. Porażka w dalszej fazie rozgrywek z faworyzowanym Dynamem Moskwa ujmy im nie przyniosła. Wisła dotarła też do finału Pucharu Polski, w którym była minimalnie gorsza od gdynianek. Niemało tego się zebrało.
Wisła już jest wicemistrzem kraju, a zasługa w tym spora firmy Can-Pack, będącej od dwóch lat sponsorem strategicznym. Inna sprawa, że sponsor nie był zachwycony słabszymi wynikami (a zdarzyły się takie w trakcie rozgrywek) Wisły i niewielkim zainteresowaniem kibiców. Na meczach pojawiało się zazwyczaj 200 do 600 widzów, co nie wyglądało imponująco na mogącej pomieścić dwa tysiące ludzi hali.
Kto wie, czy awansem do finału koszykarki uratowały nie tylko swoje posady, ale przyszłość żeńskiej koszykówki w Krakowie? W kuluarowych rozmowach przed meczami z Polfą wspominano nawet o zmniejszeniu nakładów na zespół i nieprzedłużaniu kończącej się umowy na kolejny sezon. Teraz, po sukcesie, jest to chyba już nieaktualne.
Jakie indywidualne cenzurki wystawić koszykarkom? Trudno wskazać zawodniczkę, która nie miałaby wahań formy. Najwięcej zastrzeżeń jest pod adresem Shannon Johnson (na zdjęciu), która w pojedynkę może wygrać, ale też przegrać mecz. Inne Amerykanki też nie zachwyciły. Tangela Smith grała z kontuzją, a Iciss Tillis nie wkomponowała się do składu.
Zaskoczeniem in plus jest postawa w ostatnich meczach Jeleny Skerović. Serbka po ciężkiej kontuzji (w wyniku pobicia) wróciła do optymalnej formy i powoli przejmuje obowiązki kierującej grą drużyny. Solidnie pod koszem prezentuje się jej rodaczka Iva Perovanović. Lepszej gry spodziewano się po Białorusinkach - Marynie Kress i Natalii Trafimavej (wyłączając ostatni mecz w Pabianicach). Z Polek największy postęp zrobiła Dorota Gburczyk.
Jak będzie w finale rozpoczynającym się już w sobotę? Nie taki diabeł straszny. Wisła trzy razy przegrywała z Lotosem, ale w Krakowie była o krok od wygranej. Sześć lat temu wiślaczki uległy gdyniankom w finale 2:4, ale jeden mecz wygrały nawet na wyjeździe. Spotkania z Lotosem powinny wreszcie wypełnić halę przy Reymonta po brzegi.
A może krakowianki sprawią niespodziankę i po siedemnastu latach tytuł mistrza Polski powróci pod Wawel?
Waldemar Kordyl Gazeta Wyborcza
Wprawdzie skład drużyny (bardzo międzynarodowy) i klubowy budżet (bardzo przyzwoity) przemawiały za tym jeszcze na początku sezonu, ale krakowianki na własne życzenie zafundowały sobie gorszy układ spotkań w play-offie, bo przegrały ostatni mecz rundy zasadniczej z niżej notowanymi Cukierkami Brzeg. Nie ma tego złego... Sukces w półfinale rozgrywek cieszy tym bardziej, że zahartowaną w bojach drużynę czeka teraz ciężka walka o złoty medal z niepokonanym w Polsce od siedmiu lat Lotosem Gdynia.
Można rzec - wiślaczki wykonały tym samym plan minimum, nakreślony przed rozpoczęciem sezonu przez działaczy i sponsora sekcji.
Przypomnijmy, w inauguracyjnych występach w Eurolidze wiślaczki też ugrały to, co im nakazano - wyszły z grupy eliminacyjnej. Porażka w dalszej fazie rozgrywek z faworyzowanym Dynamem Moskwa ujmy im nie przyniosła. Wisła dotarła też do finału Pucharu Polski, w którym była minimalnie gorsza od gdynianek. Niemało tego się zebrało.
Wisła już jest wicemistrzem kraju, a zasługa w tym spora firmy Can-Pack, będącej od dwóch lat sponsorem strategicznym. Inna sprawa, że sponsor nie był zachwycony słabszymi wynikami (a zdarzyły się takie w trakcie rozgrywek) Wisły i niewielkim zainteresowaniem kibiców. Na meczach pojawiało się zazwyczaj 200 do 600 widzów, co nie wyglądało imponująco na mogącej pomieścić dwa tysiące ludzi hali.
Kto wie, czy awansem do finału koszykarki uratowały nie tylko swoje posady, ale przyszłość żeńskiej koszykówki w Krakowie? W kuluarowych rozmowach przed meczami z Polfą wspominano nawet o zmniejszeniu nakładów na zespół i nieprzedłużaniu kończącej się umowy na kolejny sezon. Teraz, po sukcesie, jest to chyba już nieaktualne.
Jakie indywidualne cenzurki wystawić koszykarkom? Trudno wskazać zawodniczkę, która nie miałaby wahań formy. Najwięcej zastrzeżeń jest pod adresem Shannon Johnson (na zdjęciu), która w pojedynkę może wygrać, ale też przegrać mecz. Inne Amerykanki też nie zachwyciły. Tangela Smith grała z kontuzją, a Iciss Tillis nie wkomponowała się do składu.
Zaskoczeniem in plus jest postawa w ostatnich meczach Jeleny Skerović. Serbka po ciężkiej kontuzji (w wyniku pobicia) wróciła do optymalnej formy i powoli przejmuje obowiązki kierującej grą drużyny. Solidnie pod koszem prezentuje się jej rodaczka Iva Perovanović. Lepszej gry spodziewano się po Białorusinkach - Marynie Kress i Natalii Trafimavej (wyłączając ostatni mecz w Pabianicach). Z Polek największy postęp zrobiła Dorota Gburczyk.
Jak będzie w finale rozpoczynającym się już w sobotę? Nie taki diabeł straszny. Wisła trzy razy przegrywała z Lotosem, ale w Krakowie była o krok od wygranej. Sześć lat temu wiślaczki uległy gdyniankom w finale 2:4, ale jeden mecz wygrały nawet na wyjeździe. Spotkania z Lotosem powinny wreszcie wypełnić halę przy Reymonta po brzegi.
A może krakowianki sprawią niespodziankę i po siedemnastu latach tytuł mistrza Polski powróci pod Wawel?
Waldemar Kordyl Gazeta Wyborcza
- Marco
- Junior
- Posty: 2575
- Rejestracja: 22 października 2004, 17:01
- Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
- Kontaktowanie:
Po sześciu latach przerwy koszykarki Wisły Can-Pack Kraków awansowały do finału rozgrywek o mistrzostwo Polski. W półfinale odprawiły Polfę PZU Pabianice. Jutro rozpoczną batalię o "złoto" z seryjnym mistrzem ostatnich lat - Lotosem Gdynia.
Więcej--->KIBICEWISŁY.PL
Nauki z Euroligi
Dorota Gburczyk: - Podobno Lotos chciał grać w finale z Polfą
Koszykarki Wisły Can-Pack awansowały do finału mistrzostw Polski. W piątym, decydującym spotkaniu półfinałowym pokonały w Pabianicach Polfę 60-58. Ostatni raz wiślaczki grały o ligowe złoto sześć lat temu.
Jedną z autorek awansu Wisły była Dorota Gburczyk.
- Proszę przypomnieć, ile lat gra Pani w krakowskiej drużynie?
- Piąty sezon. Nie uczestniczyłam więc w awansie do finału w 1999 roku. Teraz z moją drużyną osiągnęłam największy sukces w karierze. Cieszy mnie postęp zespołu, zajmowałyśmy poprzednio miejsca: 10., 8. i 5; teraz powalczymy w finale.
- Trudno było dostać się na ten szczebel, Polfa wygrała z Wami pierwsze dwa mecze, czy zespół nie popadł w stres?
- Pewne zdenerwowanie musiało się wkraść. Sytuacja nie wyglądała korzystnie, ale nie załamałyśmy się. Ważny był trzeci mecz w Krakowie. Drużyna mocno się zmobilizowała, pomagali nam dopingiem kibice. Zarazem wiedziałyśmy więcej o rywalkach, poznałyśmy mocne i słabsze strony Polfy, poprawiłyśmy obronę. Wygrane w Krakowie dały nam nadzieję na finał.
- Tylko statystyka dowodziła, że w meczu Polfy z Wisłą zwykle wygrywa gospodarz!
- Tak było, ale mecz w Pabianicach jednak był sprawą otwartą. Mimo iż do Polfy należał atut swojego boiska, nie to było decydujące. Ważne było zachowanie sił i zdrowia, bo to był piąty mecz obu drużyn w krótkim czasie, jak i opanowanie nerwów. Mecz na początku nie układał się po naszej myśli...
- Rywalki prowadziły aż 19 punktami!
- A przy wyrównanej klasie obu drużyn to przewaga ogromna. Walczyłyśmy do końca. Dzięki coraz lepszej obronie oraz naszemu doświadczeniu szala przechyliła się na stronę Wisły. Uważam, że procentowało nasze doświadczenie, zdobyte w meczach Euroligi. Wyzwoliłyśmy w sobie złość sportową, w drugiej części meczu grałyśmy agresywnie, nawet na pograniczu faulu. Wytrąciło to Polfę z równowagi, rywalki zaczęły się denerwować, gubić i straciły prowadzenie.
- Jesteście w finale, to spełnienie zadania, jakie przed Wami postawił klub i sponsor. Teraz Lotos, seryjny mistrz...
- Dotarły do nas słuchy, że Lotos wolał w finale spotkać się z Polfą niż z nami.
- Bo Wisła jest pewnie zespołem mniej przewidywalnym, stać ją na zaskakujące zwroty w grze...
- Tak, Polfa jest im bardziej znana, w dodatku bazuje na 5-6 koszykarkach. U nas gra cała ławka, każda rezerwowa może wejść na boisko i stać się pierwszoplanową postacią. Długością mocnej ławki przewyższamy Polfę. To jest nasz atut.
- Wisła Can-Pack stanowi zarazem konglomerat międzynarodowy. Czy tworzycie już zagraną paczkę, także poza parkietem?
- To przychodzi z czasem, bo zespół tworzą aż cztery narodowości. Najbardziej zżyłyśmy się na ostatnim obozie w Zakopanem, przed półfinałami z Polfą. Drużyna, aby osiągnąć cel, musi być razem. Parokrotnie wybrałyśmy się wspólnie do kina, albo oglądamy filmy we własnym gronie. Z Amerykankami Johnson i Tillis rozmawiamy po angielsku, z Serbkami Perovanovic i Skerovic mieszanką polsko-serbską, a Białorusinki Kress i Trafimawa mówią dobrze po polsku.
- Jest Pani córką znanej koszykarki Teresy Gburczyk-Strumiłło, która zdobywała mistrzostwo Polski. Córka pójdzie śladami mamy?
- Mama grała w ŁKS i Włókniarzu, kilka razy zdobywała mistrzostwo, ja dopiero czekam na taki dzień. Mama przychodzi na moje mecze, gdy gramy w Łodzi lub Pabianicach, natomiast tata, także koszykarz, jeździ po Polsce na wszystkie moje występy.
- Zostanie Pani w Krakowie?
- Tu przyjechałam grać i studiować. Ukończyłam w ubiegłym roku Akademię Ekonomiczną, specjalność funkcjonowanie i rozwój przedsiębiorstw. Po zakończeniu kariery sportowej chce pracować w tej dziedzinie. Na razie gram, ale w maju kończy się mi kontrakt w Wiśle. Czekają mnie rozmowy z klubem i sponsorem.
- Była Pani na mszy papieskiej na stadionie Cracovii, widziano Panią pod oknem kurii przy Franciszkańskiej...
- Ksiądz poprosił mnie o przeczytanie intencji podczas mszy. Ze sztandarem były tam moje koleżanki Patrycja Czepiec i Magda Radwan. Jak miałam 12 lat, z rodziną widziałam Jana Pawła II na audiencji w Rzymie. Teraz, gdy już nie można było jechać do papieża, chciałam w jakiś sposób być blisko niego, chodziłam pod okno papieskie, do Bazyliki Mariackiej..
Rozmawiał: JAN OTAŁĘGA
Źródło: Dziennik Polski
PS: Mecz w Krakowie o godzinie 19:00
Więcej--->KIBICEWISŁY.PL
Nauki z Euroligi
Dorota Gburczyk: - Podobno Lotos chciał grać w finale z Polfą
Koszykarki Wisły Can-Pack awansowały do finału mistrzostw Polski. W piątym, decydującym spotkaniu półfinałowym pokonały w Pabianicach Polfę 60-58. Ostatni raz wiślaczki grały o ligowe złoto sześć lat temu.
Jedną z autorek awansu Wisły była Dorota Gburczyk.
- Proszę przypomnieć, ile lat gra Pani w krakowskiej drużynie?
- Piąty sezon. Nie uczestniczyłam więc w awansie do finału w 1999 roku. Teraz z moją drużyną osiągnęłam największy sukces w karierze. Cieszy mnie postęp zespołu, zajmowałyśmy poprzednio miejsca: 10., 8. i 5; teraz powalczymy w finale.
- Trudno było dostać się na ten szczebel, Polfa wygrała z Wami pierwsze dwa mecze, czy zespół nie popadł w stres?
- Pewne zdenerwowanie musiało się wkraść. Sytuacja nie wyglądała korzystnie, ale nie załamałyśmy się. Ważny był trzeci mecz w Krakowie. Drużyna mocno się zmobilizowała, pomagali nam dopingiem kibice. Zarazem wiedziałyśmy więcej o rywalkach, poznałyśmy mocne i słabsze strony Polfy, poprawiłyśmy obronę. Wygrane w Krakowie dały nam nadzieję na finał.
- Tylko statystyka dowodziła, że w meczu Polfy z Wisłą zwykle wygrywa gospodarz!
- Tak było, ale mecz w Pabianicach jednak był sprawą otwartą. Mimo iż do Polfy należał atut swojego boiska, nie to było decydujące. Ważne było zachowanie sił i zdrowia, bo to był piąty mecz obu drużyn w krótkim czasie, jak i opanowanie nerwów. Mecz na początku nie układał się po naszej myśli...
- Rywalki prowadziły aż 19 punktami!
- A przy wyrównanej klasie obu drużyn to przewaga ogromna. Walczyłyśmy do końca. Dzięki coraz lepszej obronie oraz naszemu doświadczeniu szala przechyliła się na stronę Wisły. Uważam, że procentowało nasze doświadczenie, zdobyte w meczach Euroligi. Wyzwoliłyśmy w sobie złość sportową, w drugiej części meczu grałyśmy agresywnie, nawet na pograniczu faulu. Wytrąciło to Polfę z równowagi, rywalki zaczęły się denerwować, gubić i straciły prowadzenie.
- Jesteście w finale, to spełnienie zadania, jakie przed Wami postawił klub i sponsor. Teraz Lotos, seryjny mistrz...
- Dotarły do nas słuchy, że Lotos wolał w finale spotkać się z Polfą niż z nami.
- Bo Wisła jest pewnie zespołem mniej przewidywalnym, stać ją na zaskakujące zwroty w grze...
- Tak, Polfa jest im bardziej znana, w dodatku bazuje na 5-6 koszykarkach. U nas gra cała ławka, każda rezerwowa może wejść na boisko i stać się pierwszoplanową postacią. Długością mocnej ławki przewyższamy Polfę. To jest nasz atut.
- Wisła Can-Pack stanowi zarazem konglomerat międzynarodowy. Czy tworzycie już zagraną paczkę, także poza parkietem?
- To przychodzi z czasem, bo zespół tworzą aż cztery narodowości. Najbardziej zżyłyśmy się na ostatnim obozie w Zakopanem, przed półfinałami z Polfą. Drużyna, aby osiągnąć cel, musi być razem. Parokrotnie wybrałyśmy się wspólnie do kina, albo oglądamy filmy we własnym gronie. Z Amerykankami Johnson i Tillis rozmawiamy po angielsku, z Serbkami Perovanovic i Skerovic mieszanką polsko-serbską, a Białorusinki Kress i Trafimawa mówią dobrze po polsku.
- Jest Pani córką znanej koszykarki Teresy Gburczyk-Strumiłło, która zdobywała mistrzostwo Polski. Córka pójdzie śladami mamy?
- Mama grała w ŁKS i Włókniarzu, kilka razy zdobywała mistrzostwo, ja dopiero czekam na taki dzień. Mama przychodzi na moje mecze, gdy gramy w Łodzi lub Pabianicach, natomiast tata, także koszykarz, jeździ po Polsce na wszystkie moje występy.
- Zostanie Pani w Krakowie?
- Tu przyjechałam grać i studiować. Ukończyłam w ubiegłym roku Akademię Ekonomiczną, specjalność funkcjonowanie i rozwój przedsiębiorstw. Po zakończeniu kariery sportowej chce pracować w tej dziedzinie. Na razie gram, ale w maju kończy się mi kontrakt w Wiśle. Czekają mnie rozmowy z klubem i sponsorem.
- Była Pani na mszy papieskiej na stadionie Cracovii, widziano Panią pod oknem kurii przy Franciszkańskiej...
- Ksiądz poprosił mnie o przeczytanie intencji podczas mszy. Ze sztandarem były tam moje koleżanki Patrycja Czepiec i Magda Radwan. Jak miałam 12 lat, z rodziną widziałam Jana Pawła II na audiencji w Rzymie. Teraz, gdy już nie można było jechać do papieża, chciałam w jakiś sposób być blisko niego, chodziłam pod okno papieskie, do Bazyliki Mariackiej..
Rozmawiał: JAN OTAŁĘGA
Źródło: Dziennik Polski
PS: Mecz w Krakowie o godzinie 19:00


WislaLive.pl
-
Gość
-
hellraiser nzlg
Szymon pisze:Dokładnie Simon. Misie z plkk wymysliły sobie system 1-1-1-1-1. No ale cóż, przecież drużyny mają za dużo kasy i mogą sobie pojeździć po kraju. Dodatkowo bodajże dwa mecze w środe
. Eccchhh.... gdzie tu sens i logika???
Wole taki system bo jest bardziej ciekawi.Tak się robi 2-0 i jest praktycznie po walce.A tak 1-0 1-1 i tak dalej.
A co do kasy NA BIEDNYCH NIE PADŁO.
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości



