Co słychać w Wiśle?
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Re: Co słychać w Wiśle?
Kryska MS oglądnie w telewizji, co dla mnie zaskoczeniem nie jest w przeciwieństwie do tego ze razem z nia wyleciała z kadry Casas. Dla nas to dobra wiadomość zwłaszcza biorąc pod uwagę nadspodziewanie długi sezon w WNBA duetu z Chicago.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Wiśle?
Na stronie Wisły jest już całkowity skład zespołu. Jako ostania z numerem 4 zagra Joasia Grymek.
http://wislacanpack.pl/zespol
http://wislacanpack.pl/zespol
Re: Co słychać w Wiśle?
Grymek parkietu dziś w Rybniku nie powąchała, za to sporo pograły sobie nasze inne zawodniczki, a dokładniej mówiąc ta 5-tka z podstawowych która była do dyspozycji trenera a także Niunia która jako jedyna dawała im zmiany. 45 minut gry toczonej w niezłym tempie, a w końcówce spotkania iw dogrywce nawet z dość dużą agresją na pewno bylo dla nich solidna jednostką treningową.
Meczyk w sumie bardzo ciekawy i taki fajny do oglądania "z boku". Sporo ciekawych akcji w tako z obu storn, bardzo dobra skuteczność oraz mało "głupich strat" to na pewno plusy tego spotkania. Na drugim biegunie natomiast gra obronna obu zespołów - równie radosna co niefrasobliwa. Zawodniczki Ślęzy wygrały bo imo były dziś dużo świeższe od naszych pań, to ich łupem padało większość bezpańskich piłek, notowały tez sporo zbiórek ofensywnych i ogólnie były o te pol tempa szybsze. Trudno sie zresztą temu dziwić biorą pod uwagę odmienny etap przygotowań obu zespołów Ślęza grała juz pełnym skaldem szereg sparingów podczas gdy nasza drużyny dopiero pomału sie zlatuje.
Indywidualnie największa uwagę zwracałem na panią Player, bo co by nie mówić jej statsy z ligi Portugalskiej robiły ogromne wrażenie. Dzis udowodniła ze ma ogromną łatwość w zdobywaniu punktów, grała na bardzo wysokiej skuteczności a jedna jej trójka tuz sprzed nosa Kryski była w stylu niejakiej Diany T. W ofensywie bardzo przyzwoicie zaprezentowała się tez i druga wrocławska Amerykanka, choć jej sylwetka taka najbardziej sportowa nie jest. (Taka Lawson, tylko trochę bardziej
) W kazdym razie obie panie powinny dawać sporo punktów w fantasy, ale z drugiej strony warto tez będzie wystawiać do gry zawodniczki z które w danej kolejce będą ich bezpośrednimi rywalkami (podobnie można ocenić Petronyte u nas - w ataku rewelacyjna, szkoda ze te 2 rzuty w ostatnich sekundach wręcz wykręciły sie z obręczy, ale obronie mocno nieruchawa..) Dobry mecz zw Ślęzie zagrała tez Glocka - nie bała sie gra nawet dość trudnych akcji a na dodatek kończyły się one często powodzeniem.
Meczyk w sumie bardzo ciekawy i taki fajny do oglądania "z boku". Sporo ciekawych akcji w tako z obu storn, bardzo dobra skuteczność oraz mało "głupich strat" to na pewno plusy tego spotkania. Na drugim biegunie natomiast gra obronna obu zespołów - równie radosna co niefrasobliwa. Zawodniczki Ślęzy wygrały bo imo były dziś dużo świeższe od naszych pań, to ich łupem padało większość bezpańskich piłek, notowały tez sporo zbiórek ofensywnych i ogólnie były o te pol tempa szybsze. Trudno sie zresztą temu dziwić biorą pod uwagę odmienny etap przygotowań obu zespołów Ślęza grała juz pełnym skaldem szereg sparingów podczas gdy nasza drużyny dopiero pomału sie zlatuje.
Indywidualnie największa uwagę zwracałem na panią Player, bo co by nie mówić jej statsy z ligi Portugalskiej robiły ogromne wrażenie. Dzis udowodniła ze ma ogromną łatwość w zdobywaniu punktów, grała na bardzo wysokiej skuteczności a jedna jej trójka tuz sprzed nosa Kryski była w stylu niejakiej Diany T. W ofensywie bardzo przyzwoicie zaprezentowała się tez i druga wrocławska Amerykanka, choć jej sylwetka taka najbardziej sportowa nie jest. (Taka Lawson, tylko trochę bardziej
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
-
wislakosz.pl
- Młodzik
- Posty: 595
- Rejestracja: 28 lipca 2010, 12:18
- Lokalizacja: Kraków
Re: Co słychać w Wiśle?
W zamkniętym meczu kontrolnym rozegranym we Wrocławiu koszykarki Wisły Can - Pack pokonały miejscową Ślęze 66 - 49.
Ślęza Wrocław - Wisła Can-Pack Kraków 49-66 (12-15, 7-21, 17-16, 13-14)
Punkty dla Wisły: Gintare Petronyte 20, Agnieszka Skobel 14, Farhiya Abdi 11, Cristina Ouvina 11, Justyna Żurowska - Cegielska 6, Agnieszka Kaczmarczyk 4.
Ślęza Wrocław - Wisła Can-Pack Kraków 49-66 (12-15, 7-21, 17-16, 13-14)
Punkty dla Wisły: Gintare Petronyte 20, Agnieszka Skobel 14, Farhiya Abdi 11, Cristina Ouvina 11, Justyna Żurowska - Cegielska 6, Agnieszka Kaczmarczyk 4.
Re: Co słychać w Wiśle?
A co z Agą Szott??
Re: Co słychać w Wiśle?
Barti pisze:A co z Agą Szott??
Aga jeszcze przed turniejem w Rybniku nabawiła się kontuzji przeciążeniowej kolana i raczej towarzyszy jej ona do dnia dzisiejszego. Na kogoś kto w sobotę zainauguruje sezon na parkiecie nie wygląda.
justi pisze:Na stronie Wisły jest już całkowity skład zespołu. Jako ostania z numerem 4 zagra Joasia Grymek.
http://wislacanpack.pl/zespol
Długo w tym składzie nie pobyła...
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
Re: Co słychać w Wiśle?
Do usunięcia.
-
wislakosz.pl
- Młodzik
- Posty: 595
- Rejestracja: 28 lipca 2010, 12:18
- Lokalizacja: Kraków
Re: Co słychać w Wiśle?
We wtorkowe popołudnie w hali przy ulicy Reymonta 22 rozegrano zamknięty mecz kontrolny pomiędzy krakowską Wisłą Can-Pack a SBŠ Ostrava. Wiślaczki wysoko ograły czeską drużynę 106-44.
Wisła Can-Pack Kraków - SBŠ Ostrava 106-44 (27-12, 25-9, 25-7, 29-16)
Wisła Can-Pack: Alexandria Quigley 26, Gintare Petronyte 24, Farhiya Abdi 20, Justyna Żurowska-Cegielska 11, Courtney Vandersloot 8, Agnieszka Kaczmarczyk 8, Agnieszka Skobel 5, Cristina Ouvina 4.
SBŠ Ostrava: Chantel Hillard 20, Alena Novikova 9, Brittany Wilson 6, Dominque Allen 4, Zaneta Duskova 2, Zenka Kovacevic 2, Viola Valasova 1, Adela Moravkova 0, Simona Kovarova 0, Tereza Sedlackova 0.
Wisła Can-Pack Kraków - SBŠ Ostrava 106-44 (27-12, 25-9, 25-7, 29-16)
Wisła Can-Pack: Alexandria Quigley 26, Gintare Petronyte 24, Farhiya Abdi 20, Justyna Żurowska-Cegielska 11, Courtney Vandersloot 8, Agnieszka Kaczmarczyk 8, Agnieszka Skobel 5, Cristina Ouvina 4.
SBŠ Ostrava: Chantel Hillard 20, Alena Novikova 9, Brittany Wilson 6, Dominque Allen 4, Zaneta Duskova 2, Zenka Kovacevic 2, Viola Valasova 1, Adela Moravkova 0, Simona Kovarova 0, Tereza Sedlackova 0.
Re: Co słychać w Wiśle?
Ciekawy wywiad Justyny Krupy ze Svitkiem.
źródło: dziennikpolski24.pl
Zaczniemy bez Szott
Rozmowa ze STEFANEM SVITKIEM, trenerem koszykarek Wisły Can-Pack Kraków.
– Wreszcie ma Pan prawie wszystkie zawodniczki na treningach. Brakuje tylko Jantel Lavender, którą zatrzymały obowiązki wobec reprezentacji narodowej USA.
–Tak, Jantel była w szerokiej kadrze na mistrzostwa świata. Została wykreślona z tej kadry w ostatnim momencie, ale możemy na to spojrzeć z innej strony. Stany Zjednoczone to ojczyzna koszykówki. Pomyślmy, jak wiele świetnych zawodniczek tam gra, jak wiele z nich nie ma nawet szans załapać się do szerokiej kadry USA. Tymczasem Jantel przeszła niemal wszystkie fazy selekcji, była w trzynastoosobowej kadrze, dopiero na ostatnim etapie została wyłączona z tego grona. Musi to potraktować jako zastrzyk motywacji. Nie można na to patrzeć w ten sposób, że „nie załapała się do kadry”. Owszem, była w tej kadrze niemal do ostatniego momentu i to jest wielkie wyróżnienie i sukces. Podobnie możemy określić przypadek Cristiny Ouviny.
– W przypadku Hiszpanki udało się chyba przekuć frustrację w sportową złość?
– W pierwszym momencie każdy sportowiec w takiej sytuacji czuje się sfrustrowany, ale niemożność zagrania na mistrzostwach to jeszcze nie koniec świata.
– Do Ouviny dołączyła teraz amerykańska rozgrywająca Courtney Vandersloot. Ma Pan dwie świetne „jedynki” w drużynie – jak zamierza Pan je pogodzić na boisku?
– Zawsze lepiej mieć kłopot bogactwa. Mam dwie młode, świetne zawodniczki i na pewno będą w stanie współpracować. Tak, by każda z nich miała swoje minuty na boisku. Mogą się też zdarzyć takie mecze, w których będziemy potrzebowali ich na parkiecie jednocześnie.
– Która z nich wobec tego bardziej nadaje się na pozycję rzucającego obrońcy? Ouvinę na tej pozycji ustawiał ostatnio selekcjoner kadry.
– Żadna. Nie mogę pojąć tamtej decyzji hiszpańskiego szkoleniowca, choć to też nie moja rola i nie moja praca. Ale nie mogę tego zrozumieć, bo Cristina nie jest rzucającym obrońcą. Może próbował znaleźć jej nowe miejsce na boisku, bo ma mnóstwo świetnych rozgrywających? Zarówno Cristina, jak i Courtney to typowe „jedynki” i ja na tej pozycji je widzę. Tylko w wyjątkowych przypadkach może się zdarzyć, że ustawię którąś z nich w innej roli.
– Są tacy, którzy uważają, że Cristina świetnie nadaje się do wykańczania szybkiego ataku.
– Cóż, jestem otwarty na nowe propozycje taktyczne (śmiech). A tak poważnie, to jest możliwość, by i takie rozwiązanie stosować.
– Agnieszka Szott wciąż nie doszła do pełni sił po urazie kolana. Nie zagrała nawet w meczu pokazowym z Drużyną Pokoleń na prezentacji zespołu. Kiedy może być gotowa do gry?
– Agnieszka nawet jeszcze nie trenuje z nami na pełnych obrotach, więc cóż mogę więcej powiedzieć? O to, kiedy dokładnie będzie mogła grać, trzeba pytać lekarza. Jedno wiem na pewno: nie zagra w inauguracyjnym meczu ligowym z Basketem Gdynia w najbliższą sobotę.
– A jaka jest Pana opinia o nastoletnich polskich zawodniczkach, które dołączyły do szerokiej kadry Wisły Can-Pack?
– Te młode zawodniczki będą pracować przede wszystkim ze swoimi drużynami młodzieżowymi, rezerwami. To nie są zawodniczki od razu do gry w pierwszej drużynie. 14-letnia Puter? Bądźmy poważni.
– Trener Elmedin Omanić nieraz wpuszczał na boisko w ekstraklasie nastolatki, w wieku chociażby Angeliki Ostasiewicz.
– Jak mogę powiedzieć cokolwiek o szansach na grę Angeliki, jeśli cały czas jest kontuzjowana? Jak zacznie trenować na pełnych obrotach, pokaże się, to może zagrać. Natomiast co do Joanny Grymek, to tu trzeba pytać działaczy. Nie wiem, czy od strony formalnej ta zawodniczka może obecnie dla nas grać.
źródło: dziennikpolski24.pl
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
Re: Co słychać w Wiśle?
Abdi jak dotąd zagrała w lidze w sumie niecały jeden mecz, bo tylko 32 min, a mimo to zdobyła 40 pkt (93% za 2!! 60% za 3) 13 zb i 4as. Sumaryczny eval 53.. nieprawdopodobne statsy nawet biarac pod uwage na to z kim gralismy 
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
- Marco
- Junior
- Posty: 2575
- Rejestracja: 22 października 2004, 17:01
- Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
- Kontaktowanie:
Re: Co słychać w Wiśle?
Piotr Dunin-Suligostowski: Nie szukamy za wszelką cenę nowej Polki
Jak informowaliśmy w relacji z sobotniego meczu koszykarek Wisły Can-Pack Kraków z MKK Siedlce, Agnieszka Szott-Hejmej przeszła zabieg artroskopii kolana. Tę i kilka innych kwestii dotyczących aktualnej sytuacji kadrowej zespołu Mistrzyń Polski wyjaśnił specjalnie dla naszego serwisu generalny menedżer Piotr Dunin-Suligostowski.
- Agnieszka miała zabieg kilka dni po meczu z Widzewem. Jej przerwa w treningach potrwa do stycznia 2015 roku. Występ tej zawodniczki w Łodzi stanowił niejako ostatnią próbę odpowiedzi na pytanie, czy w chwili obecnej będzie w stanie pozytywnie znieść obciążenia meczowe i treningowe. Okazało się jednak, iż dalsze leczenie urazu w dotychczasowy sposób spowodowałoby, że Agnieszka jeszcze pewien czas nie byłaby w pełni zdolna do gry. Co więcej - istniało ryzyko pogłębienia się dolegliwości, które skutkowałoby wykonaniem artroskopii w późniejszym terminie i dłuższą przerwą. W takich okolicznościach korzystniejsze było przeprowadzenie zabiegu już teraz, aby zawodniczka możliwie jak najszybciej wróciła do drużyny – stwierdził P. Dunin-Suligostowski.
Więcej na http://wislalive.pl/news/dunin_suligost ... olki-2636/
Jak informowaliśmy w relacji z sobotniego meczu koszykarek Wisły Can-Pack Kraków z MKK Siedlce, Agnieszka Szott-Hejmej przeszła zabieg artroskopii kolana. Tę i kilka innych kwestii dotyczących aktualnej sytuacji kadrowej zespołu Mistrzyń Polski wyjaśnił specjalnie dla naszego serwisu generalny menedżer Piotr Dunin-Suligostowski.
- Agnieszka miała zabieg kilka dni po meczu z Widzewem. Jej przerwa w treningach potrwa do stycznia 2015 roku. Występ tej zawodniczki w Łodzi stanowił niejako ostatnią próbę odpowiedzi na pytanie, czy w chwili obecnej będzie w stanie pozytywnie znieść obciążenia meczowe i treningowe. Okazało się jednak, iż dalsze leczenie urazu w dotychczasowy sposób spowodowałoby, że Agnieszka jeszcze pewien czas nie byłaby w pełni zdolna do gry. Co więcej - istniało ryzyko pogłębienia się dolegliwości, które skutkowałoby wykonaniem artroskopii w późniejszym terminie i dłuższą przerwą. W takich okolicznościach korzystniejsze było przeprowadzenie zabiegu już teraz, aby zawodniczka możliwie jak najszybciej wróciła do drużyny – stwierdził P. Dunin-Suligostowski.
Więcej na http://wislalive.pl/news/dunin_suligost ... olki-2636/


WislaLive.pl
Re: Co słychać w Wiśle?
Ciekawy wywiad Justyny Krupy ze Svitkiem:
Potrzebują wzmocnień
Rozmowa ze STEFANEM SVITKIEM, trenerem koszykarek Wisły Can-Pack Kraków.
Do startu Euroligi został nieco ponad tydzień. Czy Pański zespół jest gotowy na walkę w europejskiej elicie?
– Cóż, w meczach ekstraklasy nie możemy dać odpowiedniej ilości minut wszystkim tym zawodniczkom, które będą nam potrzebne w meczach pucharowych. Nie mamy np. szansy potrzymać na parkiecie jednocześnie Gintare Petronyte i Jantel Lavender. Z prostej przyczyny – nie można grać w ekstraklasie jednocześnie pięcioma zagranicznymi zawodniczkami, jak w Eurolidze. To jest właśnie powód dla którego nie jest mi łatwo odpowiedzieć na to pytanie.
Nowe zawodniczki nie mogą przez to nabrać boiskowej pewności siebie. W efekcie, tak jak w pierwszej połowie meczu z Ślęzą Wrocław, boją się rzucać i wybierają najbardziej oczywiste rozwiązanie – kierują wszystkie podania do Jantel Lavender.
– Zgadzam się. Musimy się jeszcze lepiej poznać i dograć. „Gigi” Petronyte najpewniej w Eurolidze dostanie większą ilość minut, niż w ekstraklasie. Farhiya Abdi też w polskiej lidze nie ma odpowiedniej możliwości, by się wykazać. Tymczasem Abdi zaczęła bardzo dobrze ten sezon, w niedzielę też nie grała źle. Ale już np. w meczu z MKK Siedlce trochę „miotała się”, była nieskuteczna. To zrozumiałe, bo jest tu nowa. Po prostu potrzebuje jak najczęściej grać. Ale jak ma wywalczyć sobie więcej minut, gdy z powodu tej reguły o dwóch Polkach na parkiecie np. Agnieszka Skobel musi grać praktycznie przez cały mecz?
Ta zasada została na powrót wprowadzona w polskiej ekstraklasie po protestach rodzimych zawodniczek. Czy Pana zdaniem to jest odpowiednia metoda promowania polskich koszykarek?
– Cóż, jest, jak jest. Musimy z tym żyć. Wiedzieliśmy o tym przepisie doskonale, było tak też w zeszłym sezonie. Mówię o tym tylko w kontekście tego, czy jesteśmy gotowi na Euroligę. Mam nadzieję, że tak. Ale – przyznaję – trudno mi to osądzać, bo nie miałem nawet możliwości zobaczyć moich zawodniczek w warunkach meczowych w tych euroligowych schematach i konfiguracjach. Czyli nie wiem, jakbyśmy wypadli grając np. pięcioma zagranicznymi koszykarkami.
Problemem jest też to, że w lidze dwie Polki muszą spędzać na parkiecie ponad pół godziny, bo kontuzjowana jest Agnieszka Szott. Czy szukacie jakiejś doświadczonej Polki, która dołączyłaby do zespołu?
– Zobaczymy. Nie jest łatwo znaleźć dobrą zawodniczkę, która w tym momencie mogłaby trafić do Wisły. Ale zrobimy, co w naszej mocy, by poprawić nieco tę sytuację. Nie szukamy oczywiście żadnej gwiazdy, raczej niezłej koszykarki, która byłaby wartościowym elementem tej drużyny.
źródło http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/ ... ,id,t.html
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."
Re: Co słychać w Wiśle?
W ramach ciekawostek:
Tak jak wczoraj napisałem z Koszycami mamy na razie bilans idealny - 7 wygranych w 7 podejściach i jest to nasz najlepszy bilans z którymkolwiek rywali w okresie gry w Eurolidze. Bardzo dobrze układała sie nam tez rywalizacja z MiZO Pecs, ale tam ponieśliśmy 1 porażkę w 9 spotkaniach. Natomiast kolejnymi zespołami które do tej pory nie znalazły na nas recepty, mimo większej liczby spotkań są Gospic oraz nasi grupowi rywale Montpellier i Praga. Wszystkie te zespoły ogrywaliśmy jak dotąd 4-krotnie w tyluż podejściach. Pięknie by było by ta passa trwała jak najdłużej..
Odwrotnie ma się sytuacja z Jekami. Z tym zespołem tez graliśmy 4 krotnie ale tutaj to rywalki zawsze okazywały się lepsze, i to z reguły w sposób niepodlegający dyskusji (27, 26 i 34 punktami). Mocniej z nimi powalczyliśmy tylko raz, w naszym ostatnim starciu w trakcie F8 w Stambule (59-67). Taki sam zły bilans spotkań mamy także z Fenerbahce Stambuł, Valenciennes, Dynamem Moskwa i Walencja, ale i tak przebija to nasz dorobek z drużyna z Wilna: 0-6.
Najczęściej naszym rywalem w eurolidze były drużyny z Brna (6 wygranych, 5 porażek) i z Bourges (3-8) a następnie duet węgierski: Sopron (6-3) i Pecs (8-1), natomiast nie graliśmy jak dotąd ani z Galatasaray ani – co oczywiste – z Dynamem Kursk
Tak jak wczoraj napisałem z Koszycami mamy na razie bilans idealny - 7 wygranych w 7 podejściach i jest to nasz najlepszy bilans z którymkolwiek rywali w okresie gry w Eurolidze. Bardzo dobrze układała sie nam tez rywalizacja z MiZO Pecs, ale tam ponieśliśmy 1 porażkę w 9 spotkaniach. Natomiast kolejnymi zespołami które do tej pory nie znalazły na nas recepty, mimo większej liczby spotkań są Gospic oraz nasi grupowi rywale Montpellier i Praga. Wszystkie te zespoły ogrywaliśmy jak dotąd 4-krotnie w tyluż podejściach. Pięknie by było by ta passa trwała jak najdłużej..
Odwrotnie ma się sytuacja z Jekami. Z tym zespołem tez graliśmy 4 krotnie ale tutaj to rywalki zawsze okazywały się lepsze, i to z reguły w sposób niepodlegający dyskusji (27, 26 i 34 punktami). Mocniej z nimi powalczyliśmy tylko raz, w naszym ostatnim starciu w trakcie F8 w Stambule (59-67). Taki sam zły bilans spotkań mamy także z Fenerbahce Stambuł, Valenciennes, Dynamem Moskwa i Walencja, ale i tak przebija to nasz dorobek z drużyna z Wilna: 0-6.
Najczęściej naszym rywalem w eurolidze były drużyny z Brna (6 wygranych, 5 porażek) i z Bourges (3-8) a następnie duet węgierski: Sopron (6-3) i Pecs (8-1), natomiast nie graliśmy jak dotąd ani z Galatasaray ani – co oczywiste – z Dynamem Kursk
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Wiśle?
Dłuższego podsumowania dzisiejszego meczu nie będzie. Raz ze oglądałem tylko fragmenty bo mi transmisje "cięło", dwa że po takim meczu najzwyczajniej w świecie nie chcą mi się o nim pisać.Ale skrobnę coś innego, ot tak bardziej dla kibiców Wisły Kraków a nie dla kibiców tylko tej sekcji.
Porażka boli, jak to zawsze jest z frajerskimi porażkami, i będzie bolec jeszcze długo. Praktycznie do końca sezonu będziemy pewnie mieć gdzieś w głowie.. gdyby nie te osobiste.. Oby tylko tej wygranej nie zabrakło w ostatecznym rozrachunku do wyjścia z grupy..
W kazdym razie pretensji ani do zawodniczek, ani tym bardziej do trenera nie mam, moze dlatego że zdaje sobie sprawę ze po czym takim bardzo łatwo i chętnie sie szuka "winnych" a to niczemu nie służy. Zawodniczki włożyły w ten mecz kupę wysiłku, jestem przekonany ze odczują tą porażkę równie mocno co kibice. A pomimo tego że można każdej z nich wytknąć mniejsza lub większa liczbę win w tym spotkaniu to nie można tez zapominać ze nie przegraliśmy z byle kim i ze nie zagraliśmy - za wyjątkiem tych ostatnich 2 minut - złych zawodów. Zabrakło muzę koncentracji, może sił, może zimnej krwi, może odrobinę umiejętności..
A może po prostu, jak to nieraz w sporcie bywa - los zabrał nam to co kiedyś dał, lub tez wziął na zapas by oddać w przyszłości. W koszykówce kobiet tego typu porażek przeżyłem mało, częściej to my odwracaliśmy w jakiś niespotykany sposób losy spotkań czy rywalizacji.. ale w innych sekcjach już tak milo nie było. Dla przypomnienia moje top 3 najgorszych porażek i dla zrównoważenia i poprawy nastroju top 5 najbardziej pamiętnych sukcesów.
Porażki. Miejsce 3.
Siatkówka kobiet, sezon 1992/93. Bydgoszcz. 5-ty, decydujący mecz finałowy pomiędzy faworyzowaną drużyna Bydgoszczy a Wisłą Kraków.
Tego meczu nie oglądałem, ale relacja niego zapadła mi w pamięci juz zapewne na zawsze. Miejscowe zawodniczki (nie pamiętam jaka wówczas nazwę nosiły.. Pałac? Gryf? Jakąś pochodzącą od sponsora?) były zdecydowanymi faworytkami nie tylko tej rywalizacji ale i całych rozgrywek. W całym sezonie u siebie wygrały wszystkie spotkanie, z tego co pamiętam - choć głowy uciąć sobie nie dam - wszystkie po 3:0. Za niespodziankę uważano już fakt, ze wygrywając dwa mecze we własnej hali doprowadziliśmy w finałowej rywalizacji do decydującego meczu w którym jednak nikt szans nam wielkich nie dawał. A w nim? 1 set dla nas. Drugi? Także. W 3-cim trwa zażarta walka ale w końcówce jest już 13-11 na nasza korzyść. Do pełnie szczęścia brakuje jedynie 2 punktów (tak, dwóch, wówczas grano do 15 punktów w kazdym secie, za ot z "przejściami') i wtedy zaczyna sie dramat. Najpierw kontuzja jednej z naszych gwiazd, a chwile potem sędzia daje punkt rywalkom dopatrując sie muśnięcia piłki w bloku bo autowym ataku.. Bydgoszcz odwraca losy tego seta, a potem meczu...
Miejsce nr 2.
Piłka nożna, sezon 2005/06. Ateny. Rewanżowy mecz w 3 rundzie el. LM, pomiędzy Panathinaikosem Ateny a Wisła Kraków.
W Krakowie było 3-1 dla nas, mimo że "polak" Olisadebe ukuł nas już na początku spotkania. W rewanżu długo graliśmy długo dość niezłe zawody, broniąc sie mądrze i wyprowadzając groźne kontry. Zwłaszcza marek Zieńczuk miał ze 3 razy piłkę na swojej lepszej , lewej nodze.. Do przerwy bez bramek a potem było juz gorzej. Panathinaikos w ciągu 3 minut strzela dwie bramki i w tym momencie to on jest w kolejnej rundzie. A my gramy piach, ale na niecały kwadrans przed końcem bombę odpala Sobol i znów nasze na gorze. i co ważne: od tego momentu to my dostajemy skrzydeł a rywal jest zagubiony. Wydaje sie że upragniona LM wreszcie będzie nasza, a gdy w 87 minucie to siatki rywala trafia jeszcze Penksa euforia sięga zenitu, nasi zawodnicy cieszą sie na murawie.. Awans juz przecież pewny, rywal nie strzeli w końcu 3 bramek w ciągu doliczonego czasu gry! Ale co to.. sędzia bramki nie uznaje? Dopatruje sie faulu? A na dodatek nie widzi ze bramkarz rywali wprowadza piłkę do gry nie z ziemi a z rąk? A po tym wykopie kontra, rykoszet, bramka, czerwień Sobola, dogrywka i papa ligo mistrzów..
Miejsce nr 1
Piłka nożna, sezon 2009/10. Niby Kraków, ale ta gorsza błoń strona. Przed ostatnia kolejka sezonu ligowego. Derby
Hit. Chyba nie do przebicia ever. Niby zwycięstwo jeszcze niczego nam nie gwarantowało, niby strata punktów jeszcze nie oznaczała straty mistrzostwa, ale w praktyce właśnie tak było. Ten mecz musieliśmy wygrać. Szlo jak to zwykle w wyjazdowych derbach. Jak po grudzie. Ale wreszcie wpadło, do siatki trafił Boguski. 10 minut do końca. No i jak zwykle - nerwówka. Ale czas mija, minuta po minucie, sekunda po sekundzie. Sedzia juz patrzy na zegarek. Ale jeszcze faul i wolny dla pasiastych rywali. Wrzutka w pole karne, ale fatalna, w miejsce gdzie nie ma nikogo w biało -czerwonej koszulce.. Ale jest Jop. Mariusz Jop. Rzuca sie do piłki, trafia ja głową tak na wysokości metra od ziemi, a ta jak zaczarowana zamiast wylecieć z pola karnego obiera kierunek przeciwny. Leci powoli ale dostojnie, i lobem przepięknym wpada w okienko naszej bramki. 94 minut meczu.. sędzia nawet nie wznawia gry.. Bramka absurdalna do granic możliwości. W derbach. W ostatniej akcji. Zabierająca nam w praktyce tytuł MP... co nam sie gorszego może w meczu przydarzyć?
Wiktorie.
Miejsce nr 5
koszykówka kobiet, sezon 1996/97. Kraków, hala przy R22. 3 mecz ćwierćfinałowy pomiędzy Wisła Kraków a AZS Toruń.
Do PO przystępowaliśmy z 5 pozycji a więc bez przewagi własnego parkietu, ale w tej rywalizacji nie miało to znaczenia. Oba mecze wyjazdowe wygraliśmy, i to dość pewnie, wiec we własnej hali wystarczyło postawić kropkę nad "i". Ale chyba te łatwe zwycięstwa w Toruniu podziałała demobilizująco i rywal był blisko od wygranej, przynajmniej w tym pierwszy meczu. Na kilka sekund przed końcem miał 4 punkty przewagi i choć piłka była w naszych rekach to przecież losy meczu wydały sie rozstrzygnięte. Tym bardziej ze piłka do kosz wpaść nie chciała. Ale udało się zebrać. I dobić. Ale to tylko dwa punkty.. o dwa z a mało a na zegarze może sekunda.. może dwie. Cześć ludzi już chyba zbierała sie do domu z myślą ze jutro tez jest dzień. ale z pomocą przyszła któraś z rywalek. Tak sie zagotowała ze wyprowadzając piłka zza lini końcowej trafiła w.. tablice. Piłka dla nas, podanie do wbiegającej pod kosz Żeni Nikonowej, rzut, punkty i to z faulem.. Osobistego co prawda nie wykorzystała, ale dogrywka juz naszym łupem padła. I półfinał też.
Miejsce nr 4
Piłka nożna, sezon 2011/12. Kraków. 6 kolejka grupowa ligi europy. Wisła - Twente.
Wygraliśmy ten mecz 2-1, w sumie nic ciekawego. Ale wieczór był dla nas magiczny, przy czym to co najważniejsze i najpiękniejsze rozgrywało sie w tym samym czasie w zupełnie innym miejscu. W Londynie. Tam zespół Fulham podejmował grające o nic Odense i do awansu potrzebował jakiejkolwiek wygranej. I długo wydawało sie ze tak będzie. Najpierw jedna bramka, potem druga... Odense dość szybko strzeliło bramkę kontaktową, ale chyba mało kto wierzył ze może wyrównać.. Nasz mecz się skończył ciut wcześniej, zawodnicy podziękowali sobie za grę ale ciągle zostali na palcu, tak chyba bardziej dla zasady nadsłuchując wieści z Anglii. I ta upragniona wiadomość nadeszła. Odense pokazało sportową postawę, wyrównując w samej końcówce. Dla nich ten punkt nic nie znaczył, nasz stadion wprowadziła w stan euforii..
Miejsce nr 3
Koszykówka kobiet, sezon 2006/07. Kraków. 5 mecz finału Wisła - Lotos.
Ten mecz chyba wszyscy kibice Wisły na tym forum - a także Lotosu - pamiętają. Po 4 wcześniejszych meczach było 3-1 i to gdynianki były na fali. W meczu nr 4 w Gdyni wręcz nas zdeklasowały, nasze zawodniczki po meczu wyglądały tak jakby już przestały wierzyć, choć o pobudzenie ich ambicji postarała się jeszcze w Gdynii grupka miejscowych kibiców ustawiając się w kordonik i ironicznie bijąc brawo schodzącym Skerze i ADF. Dzień później o poprawę morale postarali sie i nasi fani, licznie przychodząc na trening i zachęcając zawodniczki by jednak nie składały broni. i nie zrobiły tego. Mecz nr 5 nie byl pięknym widowiskiem, na parkiecie trwała prawdziwa walka, ale w końcówce wydało się że to jednak Gdynia zatryumfuje gdy na 5(?) sek przed końcem wyszła po raz kolejny w tym meczu na 1 punktowe prowadzenie a miała jeszcze możliwość przerwania jednak akcji faulem. Ale nie przerwała. Canty przebiegła przez cały parkiet i oddała rzut w akrobatycznej pozycji. I trafiła. Po tym meczu było co prawda ciągle 3-2 dla Lotosu, a na dodatek mecz nr 6 odbywał się w Gdyni, ale to juz nie miało znaczenia. Nasze zawodniczki znów uwierzyły w siebie, wygrały w Gdyni wygrały potem w Krakowie. Korona została w Krakowie.
Miejsce nr 2
Koszykówka kobiet, sezon 2007/09. Gdynia. 7 mecz finału Lotos - Wisła.
Hehe.. jest sens tu to przypominać? Chyba nie, ale tak dla zasady.. Jesli ktos po wspomnianym powyżej meczu myślał że już bardzie dramatycznych finałów być nie może, już rok później zmienić zdanie. Faworytem był Lotos, ogrywając nas przez cały sezon regularnie. Zaczynając od superpucharu, przez 2 mecze w sezonie zasadniczym, a kończąc na PP. Finał tez zaczął od wygranej, ale od meczu nr 2 gra zaczęła się na poważnie. My wygrywaliśmy w Gdyni, Lotos w Krakowie, (goście wygrali w sumie 5 z 7 spotkań tej serii) aż doszło do tego pamiętnego meczu nr 7. Od początku inicjatywa należała do Mique i spółki. Grały ładnie, grały efektownie, i choć nasze pani zaczęły pomału je gonić to wydawało sie ze na doprowadzenie do dogrywki chyba zabraknie czasu. Gdy do końca meczu brakowało znów jakiś 5 sekund było praktycznie po meczu bo jak nadrobić 4 punkty w tak krótkim okresie? Gdynianki właściwie nie musiały nic robić, mogły sie rozsunąć i pozwolić ADF na swobodna akcje. Przecież nawet gdyby przebiegła parkiet i trafiła ta trojkę to już czasu by nam zabrakło na kolejna akcje..
A jednak Waligórska sie nie powstrzymała i zupełnie bez sensu sfaulowała nasza gwiazdę. Co było potem wszyscy wiemy. Pierwszy osobisty - celny. Drugi - specjalnie spudłowany. Krotka walka w powietrzu o piłkę, wygrana przez ADF, bieg do lini końcowej, odbicie sie zza linia rzutów 3-punktowych, obrót w powietrzu, rzut na ślepo nad rekami rywalek. I co się stało panie Łabędź? Dogrywka
A ta trójka była jedyna celną w tym meczu w wykonaniu ADF.
Miejsce nr 1
Piłka nożna, sezon 2000/01. Kraków, rewanżowy mecz Pucharu UEFA. Wisła - Saragossa.
Zastanawiałem sie chwile ktore spotkanie umieścić na najwyższym stopniu podium. Czy to koszykarskie, na pewno o większa stawkę, i chyba z bardziej niesamowitym zakończeniem, czy właśnie to, piłkarskie, w sumie średnio istotne (w następnej rundzie odpadliśmy z FC Porto). Zdecydowałem sie na to drugie bo to piłka ściągnęła mnie na Reymonta. Gdyby nie ona, nie zainteresowałbym sie tez i innymi sekcjami, wiec pewnie i ten mecz w Gdyni nie miałby dla mnie znaczenia. A wśród meczów piłkarskich ten jest absolutnym nr 1. przystępowaliśmy do niego po klęsce na wyjeździe 1-4. Na dodatek na początku pierwszej polowy rywal wyszedł na prowadzenie mimo ze w akcji bramkowej ... nie dotknął piłki na naszej połowie! Ktorys z rywali kopnął piłkę jeszcze z własnej połowy a Marcin Baszczynski chac zgrać piłkę główka do bramkarza nie zauważył ze Sarnat trzymający się zazwyczaj kurczowo linii bramkowej tym razem akurat wyszedł na przedpole. Kuriozalny samobój. Do przerwy było 0-1 a nasza gra nie dawał złudzeń ze może być lepiej. W przerwie trener Lenczyk dokonał kompletu 3 zmian.. do tej pory nie wiem czy jeszcze liczył na odmianę losów meczu czy juz raczej chciał dać odpocząć podstawowym zawodnikom.. raczej to drugie. Jeden z tych wprowadzonych do gry, potykający sie zazwyczaj o własne nogi Ikeanacho doprowadził do remisu, choć do tej pory nie jestem w stanie stwierdzić czy po jego strzale (wrzutce?) piłka minęła linie bramkowa. Ale rywale nawet nie specjalnie protestowali, może dlatego ze i tak nie czuli zagrożenia. A 4 minuty później kontrę wykończył Franek, a po kolejnych 6 z dystansu huknął Kaziu Moskal. I nadzieja zaczęła znów wracać do serc. Wreszcie zrobił sie prawdziwy mecz, wreszcie zaczęła sie prawdziwa walka zakończona - jak to zazwyczaj bywa w bajkach - happy endem. Wrzutka z wolnego, strzał Sosina trafia w poprzeczkę, dobitka Nicińskiego także, az wreszcie Franek dobija piłkę do pustej bramki. Dogrywka rozstrzygnięcia nie przyniosła, tryumfowaliśmy dopiero w karnych.
Po tym meczu Lenczyk stwierdził ze w tym fachu raz sie jest rzeźnikiem a raz baranem. Oczywiście miał na myśli zawód trenera, ale przecież nie inaczej jest z kibicowaniem. Ten cytat można przecież podpiąć pod każde ze spotkań które opisałem, a także pod wiele innych w tym to dzisiejsze. Dzisiaj ewidentnie jesteśmy "baranami" ale bez obaw, jeszcze nieraz wystąpimy także i w roli rzeźnika. Kto wie, może już za tydzień
Porażka boli, jak to zawsze jest z frajerskimi porażkami, i będzie bolec jeszcze długo. Praktycznie do końca sezonu będziemy pewnie mieć gdzieś w głowie.. gdyby nie te osobiste.. Oby tylko tej wygranej nie zabrakło w ostatecznym rozrachunku do wyjścia z grupy..
W kazdym razie pretensji ani do zawodniczek, ani tym bardziej do trenera nie mam, moze dlatego że zdaje sobie sprawę ze po czym takim bardzo łatwo i chętnie sie szuka "winnych" a to niczemu nie służy. Zawodniczki włożyły w ten mecz kupę wysiłku, jestem przekonany ze odczują tą porażkę równie mocno co kibice. A pomimo tego że można każdej z nich wytknąć mniejsza lub większa liczbę win w tym spotkaniu to nie można tez zapominać ze nie przegraliśmy z byle kim i ze nie zagraliśmy - za wyjątkiem tych ostatnich 2 minut - złych zawodów. Zabrakło muzę koncentracji, może sił, może zimnej krwi, może odrobinę umiejętności..
A może po prostu, jak to nieraz w sporcie bywa - los zabrał nam to co kiedyś dał, lub tez wziął na zapas by oddać w przyszłości. W koszykówce kobiet tego typu porażek przeżyłem mało, częściej to my odwracaliśmy w jakiś niespotykany sposób losy spotkań czy rywalizacji.. ale w innych sekcjach już tak milo nie było. Dla przypomnienia moje top 3 najgorszych porażek i dla zrównoważenia i poprawy nastroju top 5 najbardziej pamiętnych sukcesów.
Porażki. Miejsce 3.
Siatkówka kobiet, sezon 1992/93. Bydgoszcz. 5-ty, decydujący mecz finałowy pomiędzy faworyzowaną drużyna Bydgoszczy a Wisłą Kraków.
Tego meczu nie oglądałem, ale relacja niego zapadła mi w pamięci juz zapewne na zawsze. Miejscowe zawodniczki (nie pamiętam jaka wówczas nazwę nosiły.. Pałac? Gryf? Jakąś pochodzącą od sponsora?) były zdecydowanymi faworytkami nie tylko tej rywalizacji ale i całych rozgrywek. W całym sezonie u siebie wygrały wszystkie spotkanie, z tego co pamiętam - choć głowy uciąć sobie nie dam - wszystkie po 3:0. Za niespodziankę uważano już fakt, ze wygrywając dwa mecze we własnej hali doprowadziliśmy w finałowej rywalizacji do decydującego meczu w którym jednak nikt szans nam wielkich nie dawał. A w nim? 1 set dla nas. Drugi? Także. W 3-cim trwa zażarta walka ale w końcówce jest już 13-11 na nasza korzyść. Do pełnie szczęścia brakuje jedynie 2 punktów (tak, dwóch, wówczas grano do 15 punktów w kazdym secie, za ot z "przejściami') i wtedy zaczyna sie dramat. Najpierw kontuzja jednej z naszych gwiazd, a chwile potem sędzia daje punkt rywalkom dopatrując sie muśnięcia piłki w bloku bo autowym ataku.. Bydgoszcz odwraca losy tego seta, a potem meczu...
Miejsce nr 2.
Piłka nożna, sezon 2005/06. Ateny. Rewanżowy mecz w 3 rundzie el. LM, pomiędzy Panathinaikosem Ateny a Wisła Kraków.
W Krakowie było 3-1 dla nas, mimo że "polak" Olisadebe ukuł nas już na początku spotkania. W rewanżu długo graliśmy długo dość niezłe zawody, broniąc sie mądrze i wyprowadzając groźne kontry. Zwłaszcza marek Zieńczuk miał ze 3 razy piłkę na swojej lepszej , lewej nodze.. Do przerwy bez bramek a potem było juz gorzej. Panathinaikos w ciągu 3 minut strzela dwie bramki i w tym momencie to on jest w kolejnej rundzie. A my gramy piach, ale na niecały kwadrans przed końcem bombę odpala Sobol i znów nasze na gorze. i co ważne: od tego momentu to my dostajemy skrzydeł a rywal jest zagubiony. Wydaje sie że upragniona LM wreszcie będzie nasza, a gdy w 87 minucie to siatki rywala trafia jeszcze Penksa euforia sięga zenitu, nasi zawodnicy cieszą sie na murawie.. Awans juz przecież pewny, rywal nie strzeli w końcu 3 bramek w ciągu doliczonego czasu gry! Ale co to.. sędzia bramki nie uznaje? Dopatruje sie faulu? A na dodatek nie widzi ze bramkarz rywali wprowadza piłkę do gry nie z ziemi a z rąk? A po tym wykopie kontra, rykoszet, bramka, czerwień Sobola, dogrywka i papa ligo mistrzów..
Miejsce nr 1
Piłka nożna, sezon 2009/10. Niby Kraków, ale ta gorsza błoń strona. Przed ostatnia kolejka sezonu ligowego. Derby
Hit. Chyba nie do przebicia ever. Niby zwycięstwo jeszcze niczego nam nie gwarantowało, niby strata punktów jeszcze nie oznaczała straty mistrzostwa, ale w praktyce właśnie tak było. Ten mecz musieliśmy wygrać. Szlo jak to zwykle w wyjazdowych derbach. Jak po grudzie. Ale wreszcie wpadło, do siatki trafił Boguski. 10 minut do końca. No i jak zwykle - nerwówka. Ale czas mija, minuta po minucie, sekunda po sekundzie. Sedzia juz patrzy na zegarek. Ale jeszcze faul i wolny dla pasiastych rywali. Wrzutka w pole karne, ale fatalna, w miejsce gdzie nie ma nikogo w biało -czerwonej koszulce.. Ale jest Jop. Mariusz Jop. Rzuca sie do piłki, trafia ja głową tak na wysokości metra od ziemi, a ta jak zaczarowana zamiast wylecieć z pola karnego obiera kierunek przeciwny. Leci powoli ale dostojnie, i lobem przepięknym wpada w okienko naszej bramki. 94 minut meczu.. sędzia nawet nie wznawia gry.. Bramka absurdalna do granic możliwości. W derbach. W ostatniej akcji. Zabierająca nam w praktyce tytuł MP... co nam sie gorszego może w meczu przydarzyć?
Wiktorie.
Miejsce nr 5
koszykówka kobiet, sezon 1996/97. Kraków, hala przy R22. 3 mecz ćwierćfinałowy pomiędzy Wisła Kraków a AZS Toruń.
Do PO przystępowaliśmy z 5 pozycji a więc bez przewagi własnego parkietu, ale w tej rywalizacji nie miało to znaczenia. Oba mecze wyjazdowe wygraliśmy, i to dość pewnie, wiec we własnej hali wystarczyło postawić kropkę nad "i". Ale chyba te łatwe zwycięstwa w Toruniu podziałała demobilizująco i rywal był blisko od wygranej, przynajmniej w tym pierwszy meczu. Na kilka sekund przed końcem miał 4 punkty przewagi i choć piłka była w naszych rekach to przecież losy meczu wydały sie rozstrzygnięte. Tym bardziej ze piłka do kosz wpaść nie chciała. Ale udało się zebrać. I dobić. Ale to tylko dwa punkty.. o dwa z a mało a na zegarze może sekunda.. może dwie. Cześć ludzi już chyba zbierała sie do domu z myślą ze jutro tez jest dzień. ale z pomocą przyszła któraś z rywalek. Tak sie zagotowała ze wyprowadzając piłka zza lini końcowej trafiła w.. tablice. Piłka dla nas, podanie do wbiegającej pod kosz Żeni Nikonowej, rzut, punkty i to z faulem.. Osobistego co prawda nie wykorzystała, ale dogrywka juz naszym łupem padła. I półfinał też.
Miejsce nr 4
Piłka nożna, sezon 2011/12. Kraków. 6 kolejka grupowa ligi europy. Wisła - Twente.
Wygraliśmy ten mecz 2-1, w sumie nic ciekawego. Ale wieczór był dla nas magiczny, przy czym to co najważniejsze i najpiękniejsze rozgrywało sie w tym samym czasie w zupełnie innym miejscu. W Londynie. Tam zespół Fulham podejmował grające o nic Odense i do awansu potrzebował jakiejkolwiek wygranej. I długo wydawało sie ze tak będzie. Najpierw jedna bramka, potem druga... Odense dość szybko strzeliło bramkę kontaktową, ale chyba mało kto wierzył ze może wyrównać.. Nasz mecz się skończył ciut wcześniej, zawodnicy podziękowali sobie za grę ale ciągle zostali na palcu, tak chyba bardziej dla zasady nadsłuchując wieści z Anglii. I ta upragniona wiadomość nadeszła. Odense pokazało sportową postawę, wyrównując w samej końcówce. Dla nich ten punkt nic nie znaczył, nasz stadion wprowadziła w stan euforii..
Miejsce nr 3
Koszykówka kobiet, sezon 2006/07. Kraków. 5 mecz finału Wisła - Lotos.
Ten mecz chyba wszyscy kibice Wisły na tym forum - a także Lotosu - pamiętają. Po 4 wcześniejszych meczach było 3-1 i to gdynianki były na fali. W meczu nr 4 w Gdyni wręcz nas zdeklasowały, nasze zawodniczki po meczu wyglądały tak jakby już przestały wierzyć, choć o pobudzenie ich ambicji postarała się jeszcze w Gdynii grupka miejscowych kibiców ustawiając się w kordonik i ironicznie bijąc brawo schodzącym Skerze i ADF. Dzień później o poprawę morale postarali sie i nasi fani, licznie przychodząc na trening i zachęcając zawodniczki by jednak nie składały broni. i nie zrobiły tego. Mecz nr 5 nie byl pięknym widowiskiem, na parkiecie trwała prawdziwa walka, ale w końcówce wydało się że to jednak Gdynia zatryumfuje gdy na 5(?) sek przed końcem wyszła po raz kolejny w tym meczu na 1 punktowe prowadzenie a miała jeszcze możliwość przerwania jednak akcji faulem. Ale nie przerwała. Canty przebiegła przez cały parkiet i oddała rzut w akrobatycznej pozycji. I trafiła. Po tym meczu było co prawda ciągle 3-2 dla Lotosu, a na dodatek mecz nr 6 odbywał się w Gdyni, ale to juz nie miało znaczenia. Nasze zawodniczki znów uwierzyły w siebie, wygrały w Gdyni wygrały potem w Krakowie. Korona została w Krakowie.
Miejsce nr 2
Koszykówka kobiet, sezon 2007/09. Gdynia. 7 mecz finału Lotos - Wisła.
Hehe.. jest sens tu to przypominać? Chyba nie, ale tak dla zasady.. Jesli ktos po wspomnianym powyżej meczu myślał że już bardzie dramatycznych finałów być nie może, już rok później zmienić zdanie. Faworytem był Lotos, ogrywając nas przez cały sezon regularnie. Zaczynając od superpucharu, przez 2 mecze w sezonie zasadniczym, a kończąc na PP. Finał tez zaczął od wygranej, ale od meczu nr 2 gra zaczęła się na poważnie. My wygrywaliśmy w Gdyni, Lotos w Krakowie, (goście wygrali w sumie 5 z 7 spotkań tej serii) aż doszło do tego pamiętnego meczu nr 7. Od początku inicjatywa należała do Mique i spółki. Grały ładnie, grały efektownie, i choć nasze pani zaczęły pomału je gonić to wydawało sie ze na doprowadzenie do dogrywki chyba zabraknie czasu. Gdy do końca meczu brakowało znów jakiś 5 sekund było praktycznie po meczu bo jak nadrobić 4 punkty w tak krótkim okresie? Gdynianki właściwie nie musiały nic robić, mogły sie rozsunąć i pozwolić ADF na swobodna akcje. Przecież nawet gdyby przebiegła parkiet i trafiła ta trojkę to już czasu by nam zabrakło na kolejna akcje..
A jednak Waligórska sie nie powstrzymała i zupełnie bez sensu sfaulowała nasza gwiazdę. Co było potem wszyscy wiemy. Pierwszy osobisty - celny. Drugi - specjalnie spudłowany. Krotka walka w powietrzu o piłkę, wygrana przez ADF, bieg do lini końcowej, odbicie sie zza linia rzutów 3-punktowych, obrót w powietrzu, rzut na ślepo nad rekami rywalek. I co się stało panie Łabędź? Dogrywka
A ta trójka była jedyna celną w tym meczu w wykonaniu ADF.
Miejsce nr 1
Piłka nożna, sezon 2000/01. Kraków, rewanżowy mecz Pucharu UEFA. Wisła - Saragossa.
Zastanawiałem sie chwile ktore spotkanie umieścić na najwyższym stopniu podium. Czy to koszykarskie, na pewno o większa stawkę, i chyba z bardziej niesamowitym zakończeniem, czy właśnie to, piłkarskie, w sumie średnio istotne (w następnej rundzie odpadliśmy z FC Porto). Zdecydowałem sie na to drugie bo to piłka ściągnęła mnie na Reymonta. Gdyby nie ona, nie zainteresowałbym sie tez i innymi sekcjami, wiec pewnie i ten mecz w Gdyni nie miałby dla mnie znaczenia. A wśród meczów piłkarskich ten jest absolutnym nr 1. przystępowaliśmy do niego po klęsce na wyjeździe 1-4. Na dodatek na początku pierwszej polowy rywal wyszedł na prowadzenie mimo ze w akcji bramkowej ... nie dotknął piłki na naszej połowie! Ktorys z rywali kopnął piłkę jeszcze z własnej połowy a Marcin Baszczynski chac zgrać piłkę główka do bramkarza nie zauważył ze Sarnat trzymający się zazwyczaj kurczowo linii bramkowej tym razem akurat wyszedł na przedpole. Kuriozalny samobój. Do przerwy było 0-1 a nasza gra nie dawał złudzeń ze może być lepiej. W przerwie trener Lenczyk dokonał kompletu 3 zmian.. do tej pory nie wiem czy jeszcze liczył na odmianę losów meczu czy juz raczej chciał dać odpocząć podstawowym zawodnikom.. raczej to drugie. Jeden z tych wprowadzonych do gry, potykający sie zazwyczaj o własne nogi Ikeanacho doprowadził do remisu, choć do tej pory nie jestem w stanie stwierdzić czy po jego strzale (wrzutce?) piłka minęła linie bramkowa. Ale rywale nawet nie specjalnie protestowali, może dlatego ze i tak nie czuli zagrożenia. A 4 minuty później kontrę wykończył Franek, a po kolejnych 6 z dystansu huknął Kaziu Moskal. I nadzieja zaczęła znów wracać do serc. Wreszcie zrobił sie prawdziwy mecz, wreszcie zaczęła sie prawdziwa walka zakończona - jak to zazwyczaj bywa w bajkach - happy endem. Wrzutka z wolnego, strzał Sosina trafia w poprzeczkę, dobitka Nicińskiego także, az wreszcie Franek dobija piłkę do pustej bramki. Dogrywka rozstrzygnięcia nie przyniosła, tryumfowaliśmy dopiero w karnych.
Po tym meczu Lenczyk stwierdził ze w tym fachu raz sie jest rzeźnikiem a raz baranem. Oczywiście miał na myśli zawód trenera, ale przecież nie inaczej jest z kibicowaniem. Ten cytat można przecież podpiąć pod każde ze spotkań które opisałem, a także pod wiele innych w tym to dzisiejsze. Dzisiaj ewidentnie jesteśmy "baranami" ale bez obaw, jeszcze nieraz wystąpimy także i w roli rzeźnika. Kto wie, może już za tydzień
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...
Re: Co słychać w Wiśle?
Greebo pisze:
Miejsce nr 1
Piłka nożna, sezon 2009/10. Niby Kraków, ale ta gorsza błoń strona. Przed ostatnia kolejka sezonu ligowego. Derby
Jedna mała poprawka ten mecz nie był po drugiej stronie Błoń tylko w Nowej Hucie.
Co do zestawiania to bardzo ciekawe.
Ja pamiętam jeszcze mecz koszykarek Wisły ze Ślęzą kiedy to przegrywały na minutę do końca 8 punktami, ale ten mecz wygrały. Był to jednak zwykły ligowy mecz. Wczoraj niestety było odwrotnie.
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 106 gości
