Co słychać w Wiśle?

Wszystko na temat Tauron Basket Ligi Kobiet

Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba

Awatar użytkownika
Ałgaja
Administrator
Posty: 4350
Rejestracja: 17 sierpnia 2006, 09:24
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Ałgaja » 20 listopada 2014, 22:33

Wieść niemal oficjalna głosi, że z Galatasaray gramy w Kraków Arenie.
http://skwk.pl/skwk/2-wydarzenia/6035-w ... renie.html
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."

Awatar użytkownika
Greebo
Weteran kkforum
Posty: 12147
Rejestracja: 27 maja 2005, 20:19
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Greebo » 25 listopada 2014, 19:50

Jest i oficjalnie:

http://wislacanpack.pl/wisla-can-pack-k ... ow-arenie/

Rewelacyjnie brzmi tekst o tym ze ilość biletów ograniczona ;)
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...

Awatar użytkownika
przemoe
Senior
Posty: 4354
Rejestracja: 22 listopada 2007, 20:18
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: przemoe » 26 listopada 2014, 07:57

Greebo pisze:Jest i oficjalnie:

http://wislacanpack.pl/wisla-can-pack-k ... ow-arenie/

Rewelacyjnie brzmi tekst o tym ze ilość biletów ograniczona ;)


Standard, pewnie na hali mają takie kurtyny jak u nas i ma to sens. Jak nie ma widoków na 10k widzów czy ile tam wchodzi, to się zmniejsza trybuny do powiedzmy 3-4k (zależy jak mają podzielone sektory) i nie ma wrażenia, że hala jest pusta. U nas to się dobrze sprawdza, nie marudźcie ;)
Pozdrawiam,
Pszemek.
----------------
Obrazek

http://toiowonasportowo.blox.pl

Awatar użytkownika
Greebo
Weteran kkforum
Posty: 12147
Rejestracja: 27 maja 2005, 20:19
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Greebo » 26 listopada 2014, 09:57

Nie w tym rzecz. Z tego co podawano to bedziemy mięć dyspozycji ponad 13 tys miejsc (ponad 5 tys idzie dla "młyna"), wiec biorac pod uwage standardową frekwencje ostatnio - nawet na eurolidze - to mowienie o ograniczeniach brzmi zabawnie :)

Czy bedzie komplet tego nie jestem pewien, ale mysle ze 5 cyforwa liczba osob na tym meczu jest jak najabrdziej realna. Na dłuzsza mete taka frekwencja byłaby nie do utrzymania, ale zwazywszy na to ze ma byc do wydarzenie okazjonalne, juz po sezonie piłkarskim i z rywalem ktorego nazwa jest powszechnie kojarzona to może sie udać. Zreszta najwyzsza pora by ta hala usłyszała "normalny" doping a nie siatkarską biesiadę dla debili ktorym frajde sprawia naśladowanie ruchów sedziego czy namawianie stolika sedziowskiego do powstania i przywitania sie.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...

danpe_
Żak
Posty: 388
Rejestracja: 21 października 2012, 13:46

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: danpe_ » 26 listopada 2014, 12:53

Przed wyjazdem na mecz Wiślaczek do Torunia doradzono mi zakup lornetki :mrgreen:
Tak patrzę na mapkę tej zazwyczaj siatkarsko-cyrkowej "Areny" i zastanawiam się, czy to aby faktycznie nie jest dobra inwestycja, tak porównując, do miejscówy, jaką mam na Reymonta.
W sumie fajna okazja, aby namówić kilka osób na koszykówkę w wykonaniu Wisły.

Liquidor
Młodzik
Posty: 958
Rejestracja: 04 maja 2005, 01:59
Lokalizacja: Wisła Kraków
Kontaktowanie:

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Liquidor » 27 listopada 2014, 16:16

1 dzień sprzedaży na Arenę i 5K poszło - całkiem nieźle
TO MY KINOLE PAPIESKIEGO MIASTA

Liquidor
Młodzik
Posty: 958
Rejestracja: 04 maja 2005, 01:59
Lokalizacja: Wisła Kraków
Kontaktowanie:

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Liquidor » 01 grudnia 2014, 21:57

9 k poszło, to sprawia że już na pewno będzie to drugi mecz w Europie pod względem frekwencji na koszykówce kobiet :)

Ale i tak licze na komplet
TO MY KINOLE PAPIESKIEGO MIASTA

Awatar użytkownika
Greebo
Weteran kkforum
Posty: 12147
Rejestracja: 27 maja 2005, 20:19
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Greebo » 02 grudnia 2014, 13:07

Długie. Kto nie chce niech nie czyta, kto przeczyta niech wszelkie literówki etc wybaczy:)

Do napisania tej już trochę dłuższej analizy skłoniły mnie 2 sprawy: tygodniowa przerwa która terminarz zafundował naszym zawodniczkom oraz koniec kolejnego miesiąca rozgrywek. I o ile w październiku za wiele się ciekawego nie działo – graliśmy z rywalami dużo słabszymi i w praktyce miesiąc ten był dla nas takim dodatkowym okresem przygotowawczym o tyle już w listopadzie gra już zaczęła się na poważnie. 4 mecze euroligowe, do tego ligowe wyjazdy do Gorzowa i teraz Torunia były już bardzo mocnym sprawdzianem dla naszych zawodniczek, mogącym pokazać w jakim miejscu jesteśmy i na co nas w tym sezonie stać.

I ocena tego okresu dla mnie wypada wyjątkowo pozytywnie. Napisałbym wręcz, że rozpoczęliśmy sezon perfekcyjnie gdyby nie te feralne 40 sek w Pradze. Ale nawet mając je na uwadze odważę się stwierdzić że - patrząc przez pryzmat zarówno ligi jak i euroligii – jest to nasze najlepsze wejście w sezon w czasach can-packu. Do tej pory było z reguły tak, że nawet jak w jednych rozgrywkach spisywaliśmy się bez zarzutu, to wpadki przytrafiały się w tych drugich i na odwrót. Tym razem takiej udało się uniknąć, bo trudno za takową uznawać tego nieszczęsnego meczu w stolicy Czech. Można po nim mieć ogromny niedosyt, można mieć pretensje za makabrycznie zawaloną końcówkę spotkania, ale jednak trudno mówić że nasza postawa w całym tamtym meczu była niedozwalająca, a porażka jest niemiłą niespodzianką – zwłaszcza jak się spojrzy na to co Palau z koleżankami zrobiły tydzień później w Stambule. Za silny dla nas okazał się też zespół z Jekaterynburga, ale z tą porażką należało się liczyć, a zarówno końcowego wyniku spotkania, jaki jego przebiegu wstydzić się przecież nie musimy. W pozostałych 11 starciach to już nasze panie okazywały się lepsze. Jeśli ktoś bardzo chce to może powybrzydzać na to, że zbyt długo męczyliśmy się z drużyna Siedlec, czy też na to, że w Gorzowie koncentracji starczyło tylko na 3 kwarty, ale to już byłoby jak dla mnie szukanie dziury w całym. Nie ma drużyny na świecie która w każdym spotkaniu byłaby w stanie grać na 100%. Słabsze momenty muszą się zdarzać, zwłaszcza jak się gra co 3 dni, a jeśli pojawiają się one w meczach które nie maja dla nas kluczowego znaczenia, a koniec końców i tak kończą się wygraną to jest to do mnie do przełknięcia. Dużo ważniejsze dla mnie jest to jak zaprezentowaliśmy się w 3 najważniejszych jak dotąd spotkaniach: w Koszycach, u siebie z Kurskiem i tym wczorajszym w Toruniu. A w nich nie dość, że nasze zawodniczki okazywały się lepsze, to czyniły to w sposób bardzo pewny, a cieszyć też mogą rozmiary tych zwycięstw (odpowiednio +13, +15, +15). Tak wywalczone zaliczki – podobnie zresztą jak najmniejsze z możliwych rozmiary porażki w Pradze – dają nadzieję, że po meczach rewanżowych z tym drużynami nasz bilans dwumeczu będzie na plusie, a to może się okazać bardzo istotne, zwłaszcza w końcowej tabeli grupy Eurolidze. Reasumując; gdyby ktoś przed sezonem przedstawił mi wyniki spotkań – zatajając jednak ich przebieg -jakie uzyskamy w tych pierwszych dwóch miesiącach to wziąłbym je w ciemno. Zwłaszcza gdybym znał wyniki innych spotkań w naszej grupie w pucharze.

Podobają mi się wyniki, do gustu tez dość przypada i sama gra. Za czasów Hernandeza byliśmy zespołem nastawionym głównie na defensywę, na dodatek zdecydowanie lepiej radzącym sobie wówczas gdy rywal grał ułożoną koszykówkę, a mającym problemem gdy na parkiecie dochodziło do chaosu i szarpaniny. Dlatego też z reguły bardzo dobrze wypadaliśmy w meczach z silnymi rywalami euroligowym, zwłaszcza w kluczowych momentach rywalizacji ale już spotkania z drużynami słabszymi były niejednokrotnie mordęgą. Rok temu, po przyjściu Svitka sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Graliśmy z jednej strony szybko i efektownie, ale z kolei brakowało w tym wszystkim takiej umiejętności do „zabijania” gry rywala. Mówiąc inaczej staraliśmy się grać swoje bez względu na to jak prezentuje się rywal. Z reguły wchodziliśmy w mecz na bardzo wysokich obrotach, ale jeśli rywal potrafił się jej przeciwstawić i wybić nas z rytmu to już nie mieliśmy opcji alternatywnych, rozpoczynała się nerwowość, pojawiały się błędy. Efektem takiej gry były efektowne i wysokie wygrane z większością słabszych rywali, ale już duże problemy gdy skala trudności rosła. W tym sezonie póki co jest to moim zdaniem wszystko dużo bardziej wyważone. Nie gramy oczywiście tak cynicznie jak za Józka, ale też nie aż tak „radośnie” jak rok temu. Nie wiem czy to kwestia trochę innego podejścia Svitka, czy też efekt jednak silniejszego składu, ale ja mam takie poczucie dużo większej siły i pewności siebie obecnej drużyny, które przekłada się i na postawę na parkiecie. Oczywiście w tym ocenie ktoś może rzucić po raz kolejny pytanie „a Praga?”. No tak, ona perfekcyjnie przeczy temu co napisałem, ale jednak dla mnie końcówka tego meczu była tak absurdalna, że mam nadzieję (wiem czyją jest matką) że nie była to reguła a jedynie wyjątek od niej.

Podstawową kwestią która bardzo pasuje mi w naszej grze jest to, ze jest to ta ambitniejsza wersja koszykówki, i to zarówno w obronie jak i w ataku. W defensywie nie „bijemy po łapach”, nie gramy strefa przez 40 minut, nie stosuje jakiś sztuczek o po prostu staramy się solidnie bronić każdy swego. Nie jest to jeszcze obrona perfekcyjna, zdarzają się błędy w kryciu, zdarzają się momenty gdy rywalki mają zbyt dużo wolnego miejsca i czasu ale ogólnie jest nieźle, co potwierdzają i statystki, zwłaszcza te euroligowe. Do tej pory pozawalamy sobie rzucić średnio zaledwie 62,5 pkt w meczu (5 miejsce, ale lider ma jedyni 1,5 pkt straconego na mecz mniej). A przecież graliśmy już z Kurskiem i Jekami, a więc zespołami o największym ofensywnym potencjale w Europie. Co więcej – bronimy bardzo czysto, do tej pory nasza średnia ilość fauli wynosi 14,5 i jest najmniejsza w stałej stawce, podczas gdy niekwestionowany lider w tej klasyfikacji (pytanie za 100 pkt – kto? notuje ich średnio 23,9. Podobnie jest i w ataku, tu też prezentujemy bardzo ułożoną koszykówkę. Nie ma seryjnie odpalanych trójek, nie ma notorycznie granych penetracji „na ślepo pod kosz”, a nasze rozgrywające nie uważają akcji za straconą jeśli przez większość jej czasu piłka nie jest w ich rękach. Zamiast tego staramy się grać naprawdę zespołowo, szukając cierpliwie najlepszych okazji do zdobycia punktów. Może się podobać to jak próbujemy wykorzystywać najlepsze strony naszych poszczególnych zawodniczek. Efektem tego jest przyzwoita liczba asyst, i to nie zogniskowanych u jednej zawodniczki, a przede wszystkim mała liczba strat. W porównaniu z poprzednim sezonem to właśnie w tym elemencie przesunęliśmy się najbardziej stronę czołówki. I w mojej opinii utrzymanie takiego stanu rzeczy będzie jednym z podstawowych warunków naszych dalszych dobrych wyników.

Nie jest wiec źle, nie jesteśmy skrzyżowaniem Pecsu (obrona) z Sibenikim/Gospicem (atak) co nie znaczy, że nie może być lepiej i że nie ma nad czym pracować. Jak już nie raz pisałem, zgadzam się że Svitkiem co do ogólnego założenia, że należy starać się w pierwszej kolejności szukać łatwych pozycji do rzutu (czyli albo spod kosza albo półdystans) ale nie uważam by ten pierwszy i podstawowy tryb gry musiał być równocześnie jedynym. W większości przypadków zda on egzamin, bo jest rzeczywiście nieźle wytrenowany co w połączeniu z umiejętnościami naszych zawodniczek powoduje ze mało który rywal pewnie będzie w stanie go zneutralizować. Ale jak pokazał mecz z UMMC są tacy którym się to uda – i wtedy powinniśmy mieć też inne opcje w ataku – czy to przeniesienie gry na obwód czy też próbę gry na większej improwizacji. Jeśli chodzi o rzuty z dystansu to drugi rok z rzędu ustanawiamy jakieś rekordy jeśli chodzi o ilość oddanych prób – na rzut zza łuku nasze zawodniczki zdecydowały się do tej pory ledwie 28 razy, gdy następna drużyna UMMC ma tych prób na koncie 40 i to mimo 1 spotkania mniej! Jest to o tyle zaskakujące ze w porównaniu z poprzednim sezonem tym razem całkiem dobrze wygląda nasza skuteczność w tym elemencie (niecałe 36%, 3 miejsce w stawce) i nie jest to raczej kwestia przypadku. Nasze nowe nabytki – Sloot i Abdi spisują się tu całkiem nieźle, przedsezonowe sparingi pokazały że i Kryśka się w tej kwestii rozwija, a jeszcze jest przecież Allie. Zbyt mało by wygrywać mecze, ale imo wystarczająco dużo by rywale nie mogli nas odpuszczać, bo nawet jeśli same trójki nam meczu nie wygrają to rozciągniecie gry może dać więcej miejsca i naszym podkoszowym. Nasza główną bronią trójki co prawda się nie staną, nie powinniśmy w żaden sposób wyścigowa się z liderem tej klasyfikacji (znów można wygrać 100pkt ) bo to przegięcie w drugą stronę, ale jednak – powtórzę to co niedawno napisałem – dobrze by było byśmy w zanadrzu mieli i taką opcję w repertuarze zagrań.

Druga rzecz to improwizacja, przy czym od razu dodam – improwizacja kontrolowana. A dokładniej rzecz biorąc – kontrolowana przez trenera. Bo nie chodzi mi o to by zawodniczka w piątej minucie meczu stała na 7 metrze, miała przed sobą rywalkę, brak zasłony, 20 sek do końca akcji i tak ni z tego ni z owego odpalała trójkę. Trzeba też uczulić zawodniczki by uważały z tego typu indywidualnymi próbami gdy powinno nam zależeć na spowalnianiu gry bo to może drogo kosztować (patrz Abdi i Lavender w Pradze) . Ale jeśli jest taka końcówka jak z Jekami.. to czemu nie zaryzykować? To czemu nie powiedzieć Abdi by próbowała, nawet na siłę? Nie wpadało wcześniej x razy? Trudno, może teraz się uda, co mamy do stracenia? Można nawet zrobić więcej – obniżyć mocno skład tak by Abdi grała na 4-ce. Czyli zagrać tak jak nie raz grają z nami w lidze, kurduplami pod koszem. Te ligowe mecze pokazują że zwłaszcza w pierwszym momencie takiej gry rywala mamy tym problem. Może i inni by mieli? Oczywiście, to już jest metoda taka trochę rozpaczliwa, ale skoro normalna gra okazuje się niewystarczająca.

Trochę podobnie ma się sytuacja jeśli chodzi o grę strefą w obronie. To też powinna być opcja tylko rezerwowa, ale nie znaczy to, że nie należy jej nigdy stosować. Faktem jest, że jeśli rywal ma dobrze wyszkolone zawodniczki, zgrane ze sobą i dobrze skoncentrowane to będzie w stanie rozbić nawet najlepsza strefę i wyrobić sobie pozycje do rzutu. Ale jeśli strefa będzie solidna to sobie wyrobi może 1 pozycje po 20 sek, a jeśli słaba to może mieć i 5 czystych okazji w 10 sekund. Nasza strefa – bo od czasu do czasu nią gramy – należy do tych słabszych co w praktyce oznacza, że liczymy tylko na słabość rywala. Brakuje w niej zarówno ruchliwości (to będzie ciężko nadrobić, nie mamy jakiś specjalnie mobilnych zawodniczek na obwodzie) jak i zgrania to już jest jak najbardziej do poprawy. Obecnie momentami zawodniczki nie wiedzą do końca jak się mają przesuwać i jak reagować na przesunięcia rywala.

Wystarczy tej krytyki. Oczywiście jeszcze i parę innych rzeczy jest do poprawy (np. zastawianie na bronionej tablicy) ale nie od razu Kraków zbudowano. Jedno co mnie trochę intryguje/niepokoi to to jak będziemy się zachowywać, gdy w ostatniej minucie mecz będzie na styku. Na razie zarówno w Pradze jaki w Gorzowie dało się zauważyć zbyt dużą nerwowość.. ale póki co to za małą próbka by wyciągać jakieś daleko idące wnioski.

A teraz już personalnie, w takiej konwencji jak to zrobiłem przed sezonem:

Made In USA

Jantel Lavender

Patrząc na statystki jakie ma w eurolidze nie trudno zauważyć że w porównaniu z poprzednim sezonem dość znacznie spadła średnia zdobywanych przez nią punktów. Rok temu było to nieco ponad 20, a teraz „zaledwie” 14. Co więcej – gra obecnie na gorszej niż wówczas skuteczności. Powodów takiego stanu rzeczy jest co najmniej kilka. Po pierwsze swoje robi siła naszej grupy. Kursk, Praga i Jeki to jednak rywale z wyższej polki niż „przeciętny” nasz przeciwnik rok temu. Wszystkie te zespoły maja kim bronić pod koszem. Dodatkowo Jantel była niewątpliwie obok Alli ich głównym „celem”. Zwłaszcza Prażanki skupiły się gównie na wyeliminowaniu jej z gry, a w meczu z Jekami dodatkowym problemem okazała się choroba. Nie sądze by nawet zdrowa była w stanie rzucić koło 20 pkt, ale już te 12-14 raczej tak. A to by się przełożyło jak na ten moment na 1 – 1,5 pkt. średnio więcej. To że jej słabsze zdobycze punktowe w eurolidze wynikają głównie z podniesionej skali trudności, a nie z jakiejś większej obniżki formy czy mniejszego zaangażowania widać ewidentnie po rozgrywkach ligowych w których regularnie udowadnia swoja pozycje, a także po innych euroligowych statystykach. Ma obecnie średnio nieco więcej zbiorek, asysty, a mniej strat niż to miało miejsce rok temu.

W dalszej części sezonu nie spodziewam się wielkich zmian w jej grze. W lidze niewątpliwie będzie naszym głównym atutem w walce o mistrzostwo, spędzającym sen z powiek trenerom rywali. Ale w Europie będzie dużo ciężej. Liczę co prawda, że jednak będzie rzucać ciut więcej, a przede wszystkim na nieco lepszej skuteczności, ale na rewolucje bym nie liczył. Ważne by jej koleżanki – zwłaszcza te podkoszowe - potrafiły wykorzystać to, że dzięki niej maja trochę więcej swobody.

Allie Quigley

Musze przyznać ze jestem pod coraz większym wrażeniem jej gry. Tak jak udany poprzedni sezon w naszych barwach pomógł jej ponoć w dobrej grze w WNBA (sama tak stwierdziła w jakimś wywiadzie), tak teraz to co osiągnęła w lecie za oceanem przekłada się na jej postawę u nas. Nabrała przede wszystkim zdecydowane większej pewności w grze, nie boi się starć nawet z topowymi rywalkami. I mimo tego, że na nią tez wywierany jest chyba większy nacisk ze strony rywali niż to miało miejsce w sezonie 2013/14 to w przeciwieństwie do Jantel jej udało się nawet poprawić swoje osiągnięcia – w eurolidze w sposób niewielki, ale w lidze już w bardzo zdecydowany. Zostawianie jej wolnej na półdystansie oznacza w praktyce wyrok. Cieniem na jej grze kładą się tylko te nieszczęsne osobiste w końcówce meczu w Pradze. Trafiła tylko 1 z 4.. a normalne proporcje są dokładnie odwrotne.

W jej przypadku mam sporą obawę czy uda jej się obecną dyspozycję utrzymać przez cały sezon. Gra na równym poziomie już od dłuższego czasu, a u nas jest bardzo mocno eksploatowana, co zważywszy na jej drobną jak na koszykarkę budowę może wcześniej czy później odbić się i na grze. Dobrze by było by przynajmniej w ligowych meczach ze środkiem i dołem tabeli mogła grać jeszcze mniej niż dotychczas, bo w eurolidze bez jej dobrej dyspozycji możemy mieć olbrzymie problemy.

Courtney Vandersloot

Jeśli ktoś oczekiwał, że przyjdzie do nas gwiazda z USA i będzie wykręcać takie statystki jak np. Zoll w Gorzowie to pewnie musi być mocno rozczarowany tym co Sloot u nas prezentuje. Ale że ja się do tych osób nie zaliczam to i o zawodzie z mojej strony być nie może. Inne są wymagania do rozgrywających w zespołach opartych na 2-3 gwiazdach – tam rzeczywiście muszą robić „wszystko”, inne w zespołach o szerokim zbilansowanym składzie tak jak to jest u nas. I nasza druga wicemistrzyni WNBA idealnie wpisuje się w ten układ. Widać, że jej nie zależy na tym by być na świeczniku, by popisywać się jakimiś spektakularnymi akcjami itp. Stara się grać tak aby z jej postawy był jak największy pożytek dla zespołu co świetnie też widać w statystykach. Punktów ilość skromna, ale nie dlatego że nie umie tego robić – co pokazuje jej skuteczność – ale dlatego że nie taka jest jej rola. A jeśli o mnie chodzi to muszę przyznać ze ogromną przyjemność sprawia mi oglądanie jej gry, a zwłaszcza tych wszystkich niuansów pokazujących jej koszykarską inteligencję jak np. przejmowanie „bezpańskich” piłek w taki sposób by od razu zgubić rywalkę. A jej współpraca z Alli jest już wręcz perfekcyjna, jak Skery i ADF z najlepszego ich okresu.
Mimo tych pochwał które napisałem, uważam że z naszych amerykanek to ona ma największy zapas. Liczę zwłaszcza na to, że jak pojawią się mecze w których o końcowym wyniku decydować będą ostanie akcje to ona wówczas weźmie ciężar gry na siebie. Nie wątpię że obrona rywalek skupiać się wówczas będzie w pierwszej kolejności na Lavender i Quigley, może także na Abdi, czyli na zawodniczkach które są naszymi podstawowymi opcjami w ataku a Sloot powinna mieć nieco więcej swobody. I wtedy oczekuje, że zagra jak Zoll czy McBride: uwolni się od kryjącej rywalki i w zależności od reakcji pozostałych przeciwniczek albo skończy akcje rzutem albo odegra piłkę do „uwolnionej” od krycia koleżanki.

Made in EU

Gintare Petronyte

Przed sezonem była jedna z dwóch zawodniczek o której postawę obawiałem się najbardziej. Spodziewałem się że w lidze może dostawać mało minut, a to może się przełożyć na jej słabsza dyspozycje przeradzającą się nawet we frustracje. I początek sezonu moje obawy pogłębiał. Po bardzo dobrym okresie przygotowawczym, w którym miała dużo okazji do gry przyszło brutalne zderzenie z ligowymi realiami czytaj regulaminami). W pierwszym meczu z Gdynią brylowała na parkiecie, ale od 2 kolejki gdy do zespołu dołączyła Lavender jej rola została zmarginalizowana. Grała równie mało co słabo, widać było, że ma problemy by płynnie wejść do gry z ławki. Na szczęście już w euroligowym debiucie w Koszycach zagrała bardzo dobre spotkanie, które z cała pewnością umocniło jej pozycje w zespole. Od tego momentu można być zadowolonym z jej dyspozycji, przy czym znamienne jest ze lepiej wygląda w eurolidze, gdzie gra przeciwko silniejszym fizycznie zawodniczkom niż w rozgrywkach krajowych, w których ma problem z dużo niższymi, ale sprawniejszymi rywalkami. Wtedy uwidaczniają się jej problemy ze zwrotnością i ruchliwością, które zresztą było też mocno widać w tym jedynym jej nieudanym występie w eurolidze – z Kurskiem – gdy Nneka była dla niej nieuchwytna.

W wypadku występów Litwinki automatycznie nasuwa się chęć porównania jej z Zane Tamane, która zastąpiła w naszym zespole na pozycji rezerwowego centra. I jak na ta chwile ta konfrontacja wychodzi mi mniej więcej na remis. W eurolidze jej dotychczasowe statystyki są niemal identyczne z tymi jakie po 4 meczach w tych rozgrywkach miała Łotyszka, ale na jej korzyść przemawia jednak to ze obecni rywale to jednak wyższa polka niż rok temu. Z drugiej strony w lidze wydaje się ze więcej do gry wnosiła Zane, przynajmniej początkowej fazie sezonu. Potem spuściła z tonu, oby z Gigi nie było podobnie, bo póki co z jej ogólnej postawy można być zadowolonym.



Farhiya Abdi

Ona także jest „ofiarą” przepisów obowiązujących w basket lidze. Gra w niej średnio dwa razy krócej niż w najbardziej prestiżowych rozgrywkach na kontynencie, ale na szczęście nie wydaje się by miało to na nią jakiś negatywny wpływ czym też rozwiewa moje przedsezonowe obawy. Natomiast już zgodnie oczekiwaniami jest nasza najbardziej chimeryczna i nieobliczalną zawodniczką. Może zagrać na naprawdę wysokim europejskim poziomie – i wówczas powstrzymać ją jest bardzo ciężko, a może też zatrzymać sama siebie. I już po tych kilku spotkaniach w eurolidze widać jak duże znaczenie dla zespołu ma to która twarz w danym meczu pokaże. W Koszycach i z Kurskiem była jedną z głównych architektek naszych sukcesów, a z kolei z Jekami, a zwłaszcza w Pradze jej gra niestety mocno przyczyniła się do porażek. Ale już abstrahując do jej chimeryczności to trzeba przyznać, że potencjał ta dziewczynka ma niesamowity. I już nie chodzi mi nawet o jej warunki fizyczne, ale o umiejętności czysto koszykarskie. Panowanie nad piłkę, łatwość gry 1 na 1, technika wykańczania rzutów to wszystko robi ogromne wrażenie i to nawet wówczas gdy się nie myśli o jej wieku. A jak już skonfrontuje się jej umiejętności z tym co potrafią nasze krajowe zawodniczki to już trudno o optymizm jeśli chodzi o przyszłość polskiego kosza.

Polską koszykówka pomartwię się innym razem, póki co bardziej interesuje mnie przyszłość Abdi w Wiśle i to w tej najbliższej perspektywie, bo dotychczasowe mecze upewniły mnie w przekonaniu, że jeśli myślimy o czymś więcej niż zrobienie jakiegoś planu minimum to w pierwszej kolejności powinniśmy wzrok kierować ku czarnoskórej Szwedce. Ona jest tym wolnym elektronem, który może przesadzić na naszą korzyść kluczowe spotkania czy to w walce o wyjście z grupy, czy może nawet później już w rywalizacji o F4. Jej styl gry powoduje, że bardzo ciężko ja zneutralizować bo ciężko przewidzieć co zagra, tym bardziej że respektu dla rywali żadnego nie czuje. Z drugiej strony Svitek powinien na nią bardzo uważać wówczas gdy nadmierne ryzyko nie jest wskazane, bo wówczas ta jej nieszablonowość może się obrócić przeciw nam.

Cristina Ouvina

Po ubiegłym sezonie w którym była rozgrywająca nr 1 znów wróciła do roli zmienniczki. Ale o ile bycie drugą opcją po Pauli raczej powodem do dumy nie jest, o tyle już wspomaganie Sloot ujmy na honorze nie czyni. Tym bardziej, że Kryska dostaje sporo minut do gry, przy czym w przeciwieństwie do Petronyte czy Abdi w jej wypadku nie ma dysproporcji pomiędzy czasem gry w lidze a w eurolidze. I tu i tu dostaje 18 minut i podobnie jak inne nasze zawodniczki dość dobrze spełnia swoją rolę. Jej statystki oczywiście nie powalają, ale tego nie robiły nigdy więc trudno było się spodziewać by to się nagle zmieniło, tym bardziej że jednak rola rezerwowej jest bardziej niewdzięczna, ale tak jak w wypadku Sloot ma to znacznie drugorzędne. Najważniejsze jest to, że jak wchodzi na parkiet to nasza gra nie traci na jakości, a momentami nawet dostaje dodatkowego kopa – tak jak np. w meczu z UMMC w którym Kryśka była jedna z naszych najlepszych zawodniczek. Więc dalej trzymam się tego co pisałem przed sezonem – posiadanie takiego duetu rozgrywających to ogromny komfort dla naszego trenera.

Kryska jest trochę w cieniu Sloot i tak już zapewne będzie do końca sezonu więc i w jej przypadku nagłej rewolucji w grze oczekiwać nie należy. Będzie się pojawiać na placu z zadaniem utrzymania tempa gry i wywarcia dodatkowej presji na rozgrywającej rywala. I z tego zadania myślę, że jest w stanie wywiązać się więcej niż dobrze, tym bardziej że nie będzie musiał obawiać się ewentualnych problemów z faulami. Bardzo ciekaw jestem jak wypadnie już w sobotę w konfrontacji z McBride. Pamiętam ze dwa lata temu rywalka trochę ją przeszkoliła potrafiąc łatwo wymusić faule i dopiero Erin w PO znalazła na nią receptę. Zobaczymy czy Kryśka wyciągnęła z tej lekcji wnioski.

Made in AZS PWSZ

Justyna Żurowska

MVP poprzednich rozgrywek ligowych niestety po raz kolejny przekonuje się, że zabawa w eurolidze to inna skala trudności. Jak zwykle nie można zarzucić jej braku ambicji czy waleczności, ale jednak warunki fizyczne robią swoje. W starciach z Nneka, Parker czy nawet Ewka już na starcie jest w gorszej pozycji. Trudno powiedzieć by jakoś specjalnie zawodziła, jej wejścia w obu spotkaniach w naszej hali były naprawdę udane, ale jednak przydałoby się by w którymś meczu zagrała jednak coś więcej, ot choćby by przekroczyła tą magiczna barierę 10 pkt, tak jak to miało miejsce w Toruniu. W tym meczu w najlepszy sposób udowodniła ile z kolei znaczy w lidze polskiej, gdzie może rywalizować z zawodniczkami o podobnych lub nawet gorszych parametrach.

Takich meczy jak z Toruniem życzę jej jak najwięcej, i spodziewam się zresztą że to moje życzenie zrealizuje, ale niestety znów tylko na krajowym podwórku. A jeśli ma się gdzieś przełamać i w pucharze to największa szansa na to już za tydzień, w starciu z Montpellier. Bo potem przyjedzie do nas Galatasaray a z nim Sancho Lyttle… może i najsprawniejsza i najlepiej broniąca 4-ka na świecie..

Agnieszka Skobel

W lidze niezastąpiona i to także w sensie dosłownym. Przez kontuzje Agi Szott jest nasza jedyną „naturalna” polską opcją na pozycje 2-3 dzięki czemu w lidze z parkietu schodzi niemal tylko wówczas gry ma problemy z faulami. I mimo wszystko nie jest to dla niej sytuacja komfortowa. Nie da się ukryć ze jej największym atutem jest agresywna obrona, a ciężko o taka gdy się gra ze świadomością tego, iż nie powinno się faulować. O faule nie musi się obawiać w eurolidze, ale tam nie tyle gra co pojawia się na parkiecie. Ja dotąd w ciągu 22 minut zaliczyła 2 zbiorki, 1 stratę i 3 faule. I podkreślam raz jeszcze – nie są to wartości średnie.

A w styczniu do gry wróci jeszcze Aga Szott… Co to zmieni w sytuacji Skobla? Moim zdaniem niewiele. W eurolidze wielkiej różnicy być nie może natomiast w lidze będzie grać mniej, ale za to liczę na to ze bardziej efektywnie. Bo już nie będzie musiała tak się pilnować i uważać by przypadkiem sędziowie czegoś nie odgwizdali. Wiec nie będzie już dla nas może niezastąpiona, ale jednak ciągle niezbędna.

Agnieszka Kaczmarczyk

O ile Aga Skobel w eurolidze gra epizodycznie, o tyle jej wyższa imienniczka w tych rozgrywkach w naszych barwach jeszcze nie miała okazji zadebiutować.. wiec ocenę jej gry można ograniczyć jedynie do tego co pokazuje w lidze. I gdybym to podsumowanie pisał tydzień temu to raczej niczego pozytywnego bym nie napisał. Bo jak dotąd mocno mnie zawodziła i nie chodzi o jej umiejętności, bo jakieś tam punkty zdobywała, i jakieś piłki z tablicy zbierała, ale o zaangażowanie w grę. Jeśli na parkiecie pojawia się zawodniczka, która jest tą 9 czy 10 w rotacji, a zwłaszcza taka która ma za sobą staż u Darka, to pierwszą rzeczą na która liczę jest to ze się będzie bić o każda piłkę. A ona zachowywała się jak gwiazda :O Wiem że w Gorzowie też miano do niej pretensje o takie podejście, ale liczyłem ze tu nie mając pewnego miejsca na parkiecie będzie próbowała jednak trochę bardziej zawalczyć. Dlatego też gdy musiała tak szybko pojawić się na parkiecie w Toruniu byłem pełen obaw, a tymczasem po raz pierwszy w tym sezonie zaskoczył mnie In + grając swój najlepszy mecz w sezonie. A fakt że jej eval jest tylko minimalnie gorszy od tego który uzbierał podstawowy kwartet Polek u Edo uważam za jeden z zabawniejszych akcentów tego spotkania.

Tak wiec póki co wstrzymam się z jakaś mocniejsza krytyką.. licząc na więcej takich spotka jak to ostatnie.

Agnieszka Szott

Cóż.. czekamy na powrót. Brak tej 4 polki w ligowej rotacji jest dla nas bardzo mocno odczuwalny, tym bardziej ze zwłaszcza Justyna lubi jednak dość szybko meldować się na ławce z 2 faulami. W eurolidze brak Agi nie jest aż tak bardzo odczuwalny, choć nie jestem pewien czy to właśnie brak wysokiej alternatywy dla Abdi w końcówce meczu w Pradze nie przyczynił się do naszej porażki.


Trener.

Pisałem to już ze 2 razy więc znów się powtórzę.. mam wrażenie, że Svitek jednak parę spraw w przerwie przedsezonowej przemyślał. Nie ogranicza się już tylko do nakręcania zawodniczek do ambitniejszej gry, ale też bardziej stara się im pomagać. Nie stał się rzecz jasna aniołkiem, i najspokojniejszym człowiekiem na świecie, ale jednak jego wybuchów jest znacznie mniej. I jak dla mnie jest to zmiana korzystna. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to podobnie jak w wypadku większości zawodniczek byłby to ten mecz w Pradze.. ale ileż można do tego spotkania wracać. Natomiast z całą pewności należą mu się pochwały za kilak rzeczy. Po pierwsze widać, że okres przygotowawczy do sezonu (włącznie z tym pierwszym rozgrzewkowym miesiącem rozgrywek ligowych) nie został przespany. Zespół jest dobrze przygotowany do rozgrywek, praktycznie wszystkie nasze panie są w formie. Po drugie – podoba mi się to jak wykorzystujemy nasze atuty, zwłaszcza w grze ofensywnej. Każda z naszych zawodniczek robi na parkiecie to, do czego się najlepiej nadaje i póki co przynosi to efekty. Oby tak dalej.


Tak więc jak nie trudno zauważyć póki co jestem zadowolony z tego co przychodzi mi oglądać w wykonaniu zawodniczek z Biała Gwiazdą. Gramy koszykówkę zarówno dość skuteczną jak i przyjemną dla oka. Widać że zespół został dobrze zbudowany, może i najlepiej w historii. Każda z zawodniczek ma w nim swoje miejsce, każda jest przydatna. Nie wiem jak to wygląda w szatni, ale patrząc na postawę na parkiecie można odnieść wrażenie, że rzeczywiście stanowimy zespół, a nie zlepek indywidualności. Zawodniczki nie grają egoistycznie, ewidentnie widać, że nie sprawie im problemu odegranie piłki do koleżanki na lepszej pozycji. To dobrze rokuje na przyszłość, mimo że skala trudności w kolejnych spotkaniach wcale mniejsza nie będzie.

W lidze oczywiście dalej jesteśmy, tutaj nic się nie zmienia. Jakieś pojedyncze porażki pewnie się zdarzą, ale w końcowym rozrachunku będzie bardzo ciężko nas zdetronizować. Ale w eurolidze czeka nas jeszcze niezwykle ciężka batalia o wyjście z grupy o kolejnej rundzie już nawet nie mówiąc. Bo mimo tego dość radosnego obrazka który nakreśliłem powyżej nie zapominam o jednej jak dla mnie niezwykle istotnej sprawie: na początku sezonu nasz zespół miał sporą przewagę and większością drużyn, bo Svitek jako jeden z nielicznych trenerów miał naprawdę spory komfort w przygotowaniach. Praktycznie już na miesiąc przed startem euroligii dysponował kompletna kadra, dodatkowo oszczędzały nas jak dotąd kontuzje tych kluczowych w eurolidze zawodniczek. O takim czymś mogli tylko marzyć w Pradze (Robinson, Matovic), Kursku (Augustus) czy Galatasaray (Yilmaz, Lyttle). Wiec te zespoły maja większy dużo większy zapas niż my, i z czasem z całą pewnością znacznie poprawią swoją grę.


Ale nawet ta świadomość nie zmienia faktu, że obecnie nasze szanse na sukces w tych rozgrywkach rysują się dużo lepiej niż przed ich startem. A optymizmem napawają i dotychczasowe wyniki waszej grupie jak i nasza postawa. Rok temu pisałem ze mam wrażenie że w moim odczuciu nasz zespól będzie silny na słabszych, ale za słaby na tych silnych czy nawet porównywalnych. Teraz to widzę nieco inaczej. Dalej powinniśmy być za silni dla słabszych, dalej będziemy za słabi dla tych ewidentnie silniejszych z tym, że ilość tych drużyn jakby zmalała (kto wie, może nawet do 1 wyjątku?) a tymi porównywalnymi czy nawet trochę mocniejszymi mamy teraz większe szanse nie tylko powalczyć ale i wygrywać. Rok temu ze swoja prognozą trafiłem dość precyzyjnie.. obym się nie pomylił i tym razem 
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...

Liquidor
Młodzik
Posty: 958
Rejestracja: 04 maja 2005, 01:59
Lokalizacja: Wisła Kraków
Kontaktowanie:

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Liquidor » 02 grudnia 2014, 22:00

11k na Arene poszło, także będzie rekord :)
TO MY KINOLE PAPIESKIEGO MIASTA

Awatar użytkownika
Marco
Junior
Posty: 2575
Rejestracja: 22 października 2004, 17:01
Lokalizacja: Królewskie Miasto Kraków
Kontaktowanie:

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Marco » 04 grudnia 2014, 10:52

Niedługo po zakończeniu meczu koszykarek Wisły Can-Pack Kraków z UMMC Jekaterynburg, wywiadu specjalnie dla naszego serwisu udzieliła Ewelina Kobryn. Występującej w drużynie z Uralu środkowej nie trzeba przedstawiać chyba komukolwiek, kto interesuje się żeńskim basketem. Tym bardziej warto przeczytać, co popularna Ewka ma do powiedzenia na temat swojej gry i aktualnych wydarzeń koszykarskich.

Zapewne w obecnym sezonie nie ma innego celu dla Twojego klubowego teamu, jak wygrać wszystkie rozgrywki...

Zgadza się - władze klubu postawiły przed nami takie same cele, jak co roku. Zespół został zbudowany z myślą o wygraniu ekstraklasy rosyjskiej i walce o końcowe zwycięstwo w Eurolidze Kobiet.

Czy presja wyniku, która niewątpliwie towarzyszy Waszym występom, działa mobilizująco na Ciebie i koleżanki?

Próbujemy o tym nie myśleć. W naszej drużynie występuje wiele doświadczonych koszykarek. W odróżnieniu od młodych talentów, duże oczekiwania nie powinny paraliżować ich poczynań.

Całość na WislaLive.pl
Obrazek
Obrazek
WislaLive.pl

Awatar użytkownika
Greebo
Weteran kkforum
Posty: 12147
Rejestracja: 27 maja 2005, 20:19
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Greebo » 19 lutego 2015, 14:04

Sezon euroligowy się dla nas skończył, a więc wypada go krótko podsumować, a równocześnie ocenić występ poszczególnych zawodniczek i ich przydatność w perspektywie kolejnych rozgrywek.

Po raz pierwszy w historii naszych występów euroligowych nie wyszliśmy z grupy. To fakt dość bolesny, ale też mało zaskakujący. O tym, że tym razem może nam być ciężko uzyskać promocje z grupy było wiadomo już w momencie, w którym FIBA podała regulamin tegorocznych rozgrywek. Do tej pory zawsze awans oznaczał znalezienie się w czołowej 16 (lub ewentualnej 15-tce) drużyn naszego kontynentu, tym razem taki zaszczyt osiągało się już samym zgłoszeniem do rozgrywek, a walka toczyła się o to, o co w pierwszych rundach PO w latach wcześniejszych, czyli o 8-ke.

Taki system rozgrywek już na wstępie podnosił wysoko poprzeczkę, tym bardziej, że ze względu na słabsze występy w 2 ostatnich sezonach tym razem byliśmy losowani dopiero z 6 koszyka, mogliśmy więc wylosować grupę ciężka albo bardzo ciężka. Wylosowaliśmy bardzo ciężką (z nami w koszyku była Salamanka, można gdybać co by było gdyby losowanie było odwrotne..). Tuż po losowaniu naszą sytuację w niej oceniłem tak (miała wtedy grać jeszcze Alba Julia):

Jeki i Kursk IMO absolutnie poza zasięgiem, silniejsze też Praga i pewnie też Galatasaray. Reszta do ogrania ale nie "spacerkiem". Awans do PO będzie dużym sukcesem


Cóż, rzut oka na końcowa tabelę pokazuje, że się nie pomyliłem, i że mimo pojedynczych niespodzianek ostatecznie ułożyła się ona tak jak można tego było oczekiwać. Rosyjskie kluby daleko z przodu, potem Praga, a za nią z takim samym bilansem Galatasaray i my.. Możny by więc rzec, że zrobiliśmy swoje… tylko czemu w takim razie pojawia się uczucie niedosytu czy też rozczarowania? Ano pewnie dlatego, że w trakcie sezonu wytworzyła się realna sytuacja na to by jednak sprawić niespodziankę i wyprzedzić co najmniej jeden wyżej notowany zespół. Zarówno borykające się z problemami finansowymi Galatasaray jaki grająca dużo poniżej oczekiwań Praga były do ugryzienia. Z drugiej strony lepiej niż można było oczekiwać zaprezentowało się Montpellier, ale jednak siła tej drużyny nie była wystarczająca by się przebić choćby i przed nas.

Wypada więc zastanowić się czego brakło byśmy to my znaleźli się to jedno czy dwa miejsca nad kreską, a nie jedno pod. Bo bez odpowiedzi na nie ciężko będzie odpowiedzieć na kluczowe pytanie – co zrobić by za rok było lepiej. To oczywiście głównie zadanie naszych działaczy, ale ja nie byłbym sobą gdybym nie miał swoich przemyśleń na ten temat. Patrząc ogólnie ten sezon w naszym wykonaniu wyglądał następująco – świetny początek, frajerska porażka w Pradze, kryzys w grudniu i sinusoida w rundzie rewanżowej. Dla ostatecznego rozrachunku kluczowymi okazały się dwa spotkania: to w Pradze i to w Kraków Arenie.

O meczu w stolicy Czech to mi się pisać specjalnie, nie chce. Tamta porażka była poniesiona w tak kuriozalny sposób, że uważam że nie ma sensu nawet jej uwzględniać w jakiś analizach. Co innego gdyby w końcówce Prażanki wymusiły na nas jakieś straty, albo gdyby seryjnie zaczęły im wpadać trojki.. Co innego mecz z Galatasaray w Krakowie. Przegraliśmy go nawet nie tyle wysoko co jednak bardzo łatwo, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu – i nie jestem w tym odosobniony – że główną przyczyna takiego stanu rzeczy było to że z własnego wyboru zrezygnowaliśmy wówczas z atutu własnej hali. Fajnie się oglądało te kilkanaście tysięcy osób na meczu naszych koszykarek, ale ze względów sportowych był to samobój. Nie jest dla mnie przypadkiem to, że w roli gospodarza rozegraliśmy 5 dobrych lub bardzo dobrych spotkań, a to jedno fatalne wypadło akurat na mecz w Kraków Arenie. Nie dość, że presja towarzysząca temu spotkaniu ewidentnie zjadła nasze zawodniczki, to i same rozmiary hali były sprzymierzeńcem rywalek. W naszym kurniku gra się ciężko, choćby dlatego, że linie boczne są bardzo blisko trybun co nie raz utrudnia rywalkom choćby na przykład oddawanie rzutów 3 punktowych z bocznych rejonów parkietu.

Te dwa mecze były kluczowe, ale ze względu na swoją specyfikę trudno tylko na ich podstawie wyciągać jakieś głębsze wnioski. No może poza takim, że jeśli już mamy grac w Kraków Arenie to albo niech to będą wszystkie spotkania euroligowe, albo takie mecze w których nasze szanse na wygraną i tak są minimalne (czytaj : z Jekami) Natomiast patrząc już na cały nasz występ tym co rzuca się w oczy jest to, że praktycznie nie graliśmy meczów „na styku”, jak to bywało za czasów Hernandeza. Wówczas w większości spotkań wynik był niemal do końca sprawą otwartą, a o zwycięstwie (częściej) lub porażce decydowały pojedyncze kosze. Tym razem takich meczów nie było praktycznie wcale. Tylko w dwóch spotkaniach jeszcze w ostanie minucie ważyły się losy wygranej, przy czym raz – w Pradze praktycznie wyłącznie z naszej winy. W pozostałych meczach wszystko było już przesadzone sporo wcześniej – albo pewnie wygrywaliśmy, albo jeszcze wyraźniej przegrywali. I te wyniki bardzo dobrze współgrają zresztą z jakością naszej gry. W tym sezonie praktycznie nie było w naszym wykonaniu takich spotkań nijakich. Albo graliśmy dobrze lub bardzo dobrze (wszystkie wygrane mecze + imo przegrane spotkania w Pradze i u nas z Jekami) albo fatalnie (pozostałe 5 porażek) I co znamienne i warte odnotowania – w tych dobrych spotkaniach na wysokim poziomie grała niemal cała drużyna, a w tych fatalnych praktycznie wszystkie panie zawodziły. I druga kwestia –w tym sezonie była duża dysproporcja miedzy tym, co prezentowaliśmy u siebie, a tym co graliśmy w obcych halach. I oba te fakty niestety dość mocno uderzają w Svitka.

Taki przebieg spotkań pokazuje, że drużyna nie potrafiła się przełamać w sytuacjach gdy gra nie układała się po jej myśli, a to świadczy o tym, że o ile Svitek był w stanie dość dobrze rozpracować rywala przed meczem, o tyle już w jego trakcie nic zmienić w naszej grze – brakowało więc alternatyw dla naszych podstawowych opcji. Bardzo charakterystyczne są w tym wypadku dwie „grupy” spotkań – do pierwszej zaliczam nasze wyjazdy do Kurska i Jeków, do drugiej wszystkie cztery spotkania z Galatasaray i Montpellier.

Mecz w pierwszej z grup to były takie wojny błyskawiczne. Nie wiem czemu, ale poszliśmy w nich na wymianę ciosów z zespołami o zdecydowanie największym potencjale ofensywnym w Europie. Taktyka samobójcza, która musiała się skończyć tak, a nie inaczej. W Kursku rzut siedział nam trochę lepiej więc i wynik dłużej był w miarę przyzwoity, w Jekach doszło już do rzezi. Oczywiście, szanse na wygrane w tych spotkaniach i tak były iluzoryczne, ale jednak można było się zaprezentować dużo lepiej co udowodniły Koszyce, Montpellier czy zwłaszcza Galatasaray. Turczynki pokazały, że mimo dużo słabszego składu można i w Rosji powalczyć, o ile tylko potrafi się grać mądrze w ataku i twardo w obronie. Ciekaw też jestem jak w rywalizacji z Kurskiem spisze się Bourges – specjalista nr 1 od uprzykrzania życia rywalom w świecie damskiej koszykówki.

Ale pal licho te dwa mecze, ważniejsze były te z Galatasaray i Montpellier. W nich mieliśmy z kolei do czynienia – utrzymując terminologię wojskową – z wojną na wyniszczenie i przetrzymanie wroga. W tych meczach nie było radosnych popisów snajperskich, tylko mordercza walka nawet nie tyle o każdy punkt, co o każda czysta pozycje rzutową. W takich spotkaniach scenariusze z reguła są dwa – albo oba zespoły grają na styku do końca – jak w meczu u nas z Montpellier – albo w którymś momencie jednej z drużyn udaje się „złamać” rywala który przestaje wierzyć w wygraną. I niestety my w ten sposób przegraliśmy 3 spotkania. Zarówno we Francji, jak i w obu meczach z Galatasaray w pewnym momencie rywal był w stanie nam odskoczyć na kilka punktów, a my w tym momencie stawaliśmy się całkowicie bezradni. Zamiast starać się wzmocnić obronę i pomalutku wracać do gry, pojawiały się nerwy, chaos, i nieprzemyślane szybkie akcje co było tylko wodą na młyn dla rywali.


Co zrobić by takie sytuacje nie powtarzały się regularnie w przyszłości? Możliwości są dwie, i wzajemnie bynajmniej się nie wykluczają – zmienić trenera lub też skorygować skład. Zacznę od Svitka. Tak jak pisałem wczoraj, wydaje się, że jego czas w Wiśle dobiega końca. Oczywiście nie należy zwalniać go teraz, ale też nawet wygrana w efektownym stylu ligi nie powinna być argumentem przesadzającym o jego pozostaniu. Jeśli coś ma go bronić to nie rozgrywki krajowe, ale to że mimo braku awansu do PO w tym sezonie euroligowym zaprezentowaliśmy się lepiej niż rok temu, czyli mówiąc inaczej poczyniliśmy jakiś postęp, (choć możliwe, że dlatego iż mamy lepszy zespół). Rozegraliśmy więcej spotkań na wysokim poziomie, nasza gra momentami była efektowna, no i udało się tez tym razem dobrać do skóry rywalom silniejszym od nas. To niewątpliwie plusy. Svitkowi nie można zarzucić braku zaangażowania, problemów z motywowaniem drużyn czy też złego rozpracowywania rywala przed meczem, ale imo to jednak nie powinno tym razem wystarczyć do parafowania z nim nowej umowy. Kluczowymi argumentami przeciwko temu by postał są dwa. Pierwszym jest to o czym wspominałem powyżej – słabe prowadzenie drużyny w trakcie spotkań. Jak nam idzie to jest fajnie, ale jak zostajemy zastopowani to nie jest w stanie pomóc drużynie. Co więcej kilak razy wręcz był w stanie jej zaszkodzić, jak choćby i we wczorajszym meczu nie wiadomo po co zmieniając obronę na strefową mimo, że krycie każdy swego funkcjonowało więcej niż przywoźcie. I nie było to niestety po raz pierwszy – podobna sytuacja miała miejsce choćby i w Kursku.

Druga sprawa to nasza bardzo nieprzekonująca gra w obronie. Owszem, w lidze, gdy gramy ze słabszymi od nas rywalami funkcjonuje ona bez większego zarzutu. Ale już w eurolidze pojawiają się na niej olbrzymie rysy. Porównując z innymi zespołami – a zwłaszcza tymi najbardziej do nas zbliżonymi potencjałem – czyli Montpellier i Galatasaray bardzo słabo wypada nasza organizacja gry w tej formacji. Zawodniczki dość często mają problemy zarówno z podwajaniem rywala jak i z przesuwaniem się, gdy dochodzi do zamiany krycia. Również dalekie od ideału jest bronie stref do których może zagrać rywalka posiadająca piłkę (to zresztą rzucało się w oczy już podczas finałów z Polkowicami rok temu). A już dramatem jest strefa. Za Hernandeza można było jej wiele zarzucić ale i tak była o klasę lepsza niż obecnie. Bo skoro niejednokrotnie już na początku akcji rywala dochodzi do sytuacji, w której jedna nasza obwodowa biega w te i we w te miedzy dwoma rywalkami..

Skoro nie Svitek to kto? Cóż, to nie jest łatwe pytanie. Ocenianie pracy trenerów jest dużo trudniejsze niż ocenianie możliwości zawodniczek. Żeby dać jakaś wiarygodne opinie wypada przyglądać się pracy konkretnego szkoleniowca w dłuższym okresie czasowym, i to najlepiej podczas pracy z różnymi – choćby tylko pod względem personalnym – zespołami, a do tego zasięgnąć opinii jego podopiecznych itd. Bardzo często się zdarza ze pojedynczy udany sezon może zbudować mylną wizje konkretnego trenera, a kolejne lata weryfikują jego warsztat boleśnie. Wiem natomiast, że nie powinien to być absolutnie ŻADEN trener pracujący w tym sezonie w PLKK , i że chciałbym by znów pojawił się u nas trener stawiający w pierwszej kolejności na solidną obronę i inteligentna grę w ataku. Jak już kiedyś pisałem ani żaden trener, ani żadna zawodniczka nie jest zagwarantuje sukcesu. Ale rolą działaczy jest to by, wybierać te opcje które szanse na sukces maksymalnie zwiększają. A IMO zespół będący średniakiem w stawce – jak to ma miejsce w naszym wypadku w Eurolidze – ma większe szanse na sukces, gdy gra dobrze w obronie, a przeciętnie w ataku niż na odwrót.

Taka charakterystyka potencjalnego trenera narzuca na myśl od razu Winnickiego. Faktem jest, że to o czym pisałem powyżej, czyli organizacja gry w obronie była w „jego” Polkowicach rzeczywiście niemal perfekcyjna, nie odbiegająca od tego co prezentuje np. Bourges a lepsza nawet od naszej „Hernandezowej” Wisły. Tyle że z kolei u niego następowało skrzywienie w drugą stronę – w ataku ten zespół grał gorzej niż wynikałoby to z umiejętności zawodniczek, a już to makabryczne 0 punktów w jednej z kwart w Gorzowie było poniżej wszelkiej krytyki. Póki co podobnie gra zresztą i Fenerbahce pod jego wodza, więcej spotkań wygrywa obroną, a nie atakiem a ogólnie wątpię czy nad Bosforem sś zadowoleni z tego jak się ten zespół prezentuje . 7 porażek (3 w euro, 4 w lidze), do tego kilka kolejnych wymęczonych zwycięstw (choćby ze Schio czy Salamanką we własnej hali), to nie jest o czym działacze ze Stambułu marzyli. Inna sprawa ze póki co jeszcze żadnego trofeum nie przegrał, a wygrał już dwa – puchar i superpuchar Turcji.

Innym nazwiskiem które tym momencie przychodzi mi na myśl jest trener Montpellier, Valery Demory z tym zastrzeżeniem, że jego prace oceniam głownie przez pryzmat meczów z nami, a to jednak może być mocno mylące. W każdym razie liczę, że działacze do ewentualnej zmiany trenera podejdą bardzo skrupulatnie, a nie odbędzie się ona tylko dla zasady że trzeba coś zmienić i tyle. To zresztą tyczy się – i to w jeszcze większym stopniu – także i większości naszych zawodniczki dlatego zanim zacznę je omawiać personalnie chciałbym bardzo wyraźnie zaznaczyć jedną rzecz:

W mojej opinii tegoroczny zespół został zbudowany bodajże najsensowniej w naszej euroligowej historii, uwzględniając rzecz jasna wszelkie formalne ograniczenia. Jest najlepiej zbilansowany, ma najmniej słabych punktów, a do tego jest ciągle rozwojowy. Większość naszych podstawowych zawodniczek wchodzi właśnie w najlepszy koszykarsko okres (Levander rocznik 88, Petronyte, Vandersloot, Skobel, Kaczmarczyk 89, Ouvina 90, Abdi, Ziętara 92), praktycznie wszystkie mogą się ciągle rozwijać, a tym samym można liczyć że i cały jeszcze ma rezerwy. A to daje nadzieje ,że nawet z dokładnie tym samym składem i tym samym trenerem w kolejnym sezonie moglibyśmy wypaść lepiej niż obecnie, zwłaszcza jeśli podczas losowania ciut więcej szczęścia było po naszej stronie. Liczę więc, że w składzie dojdzie co najwyżej do dobrze przemyślanych korekt, a nie do rewolucji. Bo mam wrażenie ze tym razem dużo łatwiej „spieprzyć” to co mamy niż poprawić.

Żeby nie popadać w skrajność – to co napisałem powyżej nie oznacza ze należy starać się za wszelką cenę zatrzymać obecny skład personalny i z założenia odrzucić inne opcje. To byłby debilizm, tym bardziej że może zmienić się kilka czynników które spowodują nową sytuacji naszego zespołu na rynku transferowym i tak:

a) Na ten moment nie jest przesadzone, że w ogóle w przyszłym sezonie eurolidze zagramy, nikt nam przecież z urzędu miejsca tam nie zagwarantował. A to niewątpliwie pociągnęłoby za sobą redukcje budżetu.

b) Może się okazać że np. mecz w Kraków Arenie, przegrany sportowo okażę się w dłuższej perspektywie bardzo pożyteczny bo władze Can-Packu uznają, że taka promocja bardzo im odpowiada, i że rewelacyjnie byłoby gdyby udało się w tej hali zorganizować F4, oczywiście z naszym udziałem. A to rzecz jasna wymagałoby zwiększenia nakładów, a co za tym idzie zmian personalnych

c) Z drugiej strony nie można wykluczyć że np. któraś z obecnych zawodniczek dostanie lepsza ofertę lub też np. zażyczy sobie podwyżki itd. Wtedy też nie ma co na siłę o nie walczyć, budżet z gumy nie jest.

d) Może – a wręcz prawdopodobnie dojdzie – do zmian w samej eurolidze. Z tego co wiem to w Europie mało komu uśmiechają się tak częste wyjazdy do Turcji i Rosji, wiec pewnie kluby będą dążyć do zmian, które spowodują zmniejszenie kosztów związanych z podróżami a co za tym idzie zwiększenie budżetu na transfery . Ja najchętniej widziałbym euroliga grająca w systemie 2 rund grupowych – najpierw 4 grupy 4 zespołowe (6 kolejek), po 3 zespoły wychodzą dalej łącząc się w dwie grupy 6 zespołowe z zaliczeniem wyników bezpośrednich spotkań (więc w drugiej fazie też 6 kolejek), z których po 4 zespoły przechodzą do PO. Dodatkowo 4 zespoły które odpadłyby w 1 fazie powinny dołączyć do pucharu FIBA

e) Po cichu liczę że BLK odejdzie od przepisu o dwóch Polkach. Już nawet zredukowanie tej liczby do 1 zawodniczki znacznie zwiększyłoby nam pole manewru, bo istniałby sens zakontraktowania i 7 staranierich.

f) Nie wiadomo jak się będzie kształtować sytuacja finansowa innych klubów, jak choćby Galaty (ten sezon dograją, ale co dalej?) czy zespołów rosyjskich dla których pewnie sporym problemem jest spadek wartości rubla. A to może „uwolnić” kilka bardzo ciekawych zawodniczek.

To oczywiście tylko przykłady, mające pokazać ze działacze powinni cały czas trzymać rękę na pulsie, i w przeciwieństwie do Svitka mieć rozwiązania awaryjne na rożne okazje. A w pierwszej kolejności powinni pomyśleć o tym co zrobić by wzmocnić nasza ławkę, bo jej brak to drugi obok trenera powód takiej, a nie innej gry naszej drużyny. Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem gdy napiszę, że nasza gra w tegorocznej eurolidze opierała się na 5 -, no może 5,5, zawodniczkach reszta była tłem. Cała ta zagraniczna armia ogólnie rzecz biorąc zrobiła swoje. Żadna z pań co prawda Europy nie podbiła (w perspektywie okienka transferowego to i lepiej, nie powinny narzekać na nadmiar ofert), ale też żadna nie zawiodła. Numerem jeden była Lavender, ale pozostały kwartet dokładał swoje (wszystkie mają średnią punktową w przedziale 11.8 – 9.8) I tak jak grały na mniej więcej równym poziomie, tak też ich przydatność w perspektywie kolejnych rozgrywek oceniam na bardzo zbliżoną, tym bardziej że tak się składa, iż ta teoretycznie najlepsza, czyli Jantel jest też teoretycznie najłatwiejsza do zastąpienia, bo na jej pozycji jest największa konkurencja. Ale po kolei

1) Jantel Lavender – w dalszym ciągu nasza najlepsza i najrówniejsza zawodniczka. Nie grała aż tak dobrze jak rok temu, ale jednak trzeba brać poprawkę na to ze i rywale byli silniejsi. Jej końcowe statsy w dalszym ciągu utrzymują ją w ścisłej euroligowej czołówce – 3 w punktach, 5 w zbiorkach, 2 w double-double. I już to każę ostrożnie podchodzić do pomysłu zastąpienia jej inna zawodniczkę. A trzeba brać pod uwagę tez to, ze Lavender nie odpuszcza sobie tez gry w lidze, jak to miało miejsce w wypadku np. Charles. A jeśli już ktoś w zamian to kto? Nneka? Dupree? Parker? Fowles? Griner? Charles? Cambage? Wszystkie one są niewątpliwie lepsze od Jantel, ale również zapewne dużo droższe. Oczywiście jeśli by nadarzyła się okazja na ściągniecie w promocyjnej cenie takiej Nneki czy Fowles to należy brać, ale to raczej mało prawdopodobne

2) Gintare Petronyte – jak dla mnie największe pozytywne zaskoczenie tego sezonu. Obawiałem się czy nie będzie miała zbyt wysokiego mniemania o sobie, a w konsekwencji czy odnajdzie się na parkiecie, a tymczasem wszystko wygląda więcej niż dobrze. Gigi cały sezon jak dotąd gra na równym, wysokim poziomie, z małymi wyjątkami radzi sobie zarówno w eurolidze jak i w rozgrywkach krajowych, z całą pewnością okazując się zawodniczką bardziej przydatną niż Tamane czy Horti w poprzednich latach. Niemal 10 pkt i 7zbiorek na mecz, a do tego bardzo solidna gra w obronie – tak trzymać. A jeśli komuś nie pasuje.. to niech da pieniądze na Grude , Lyttle czy ewentualnie Milovanovic, wtedy z Litwinką pożegnam się bez żalu.

3) Farhiya Abdi – kolejne miłe zaskoczenie, głównie dlatego że zdecydowanie częściej grała na wysokim poziomie, niż w sposób irytujący. A o tym jaką istotną role pełni w naszej drużynie świadczą jej statystyki. W eurolidze zdobywała co prawda średnio nieco poniżej 11 pkt, ale w meczach które wygraliśmy ten wynik rósł aż do niemal 16pkt a przegranych spadał do niecałych 8. Dużo gorzej jej osiągi wyglądają w lidze, ale to efekt tego że musi o minuty walczyć z Quigley, a jednak amerykanka – choćby tylko ze względu na styl gry – jest nam w tych rozgrywkach bardziej potrzebna. Kto lepszy? Alba, Petrovic.. może Dubljevic.. inne co najwyżej porównywalne.

4) Allie Quigley – oj nie miała łatwego życia w tym sezonie, nie miała. Taktyka większości zespołów polegała na zaciśnięciu strefy podkoszowej oraz na kryciu właśnie tej naszej strzelby. I często im się to udawało stąd jej mało porywające statystyki – ok. 11 pkt na przeciętnej skuteczności. Tyle tylko że jak się spojrzy na zestawienie punktowe zawodniczek to i tak ciężko znaleźć zawodniczkę – Europejkę na pozycji nr 2 lepsza od niej.. Bo tak naprawdę na kogo możemy ją wymienić? Leedham? Murphy? Marginean?

5) Courtney Vandersloot – trochę podobna sytuacje jak u Alli. Tak do końca nie jestem zadowolony z jej występów, bo uważam że stać ja na więcej, zwłaszcza jeśli chodzi o branie na siebie ciężaru gry w trudnych momentach, ale ogólnie ciężko mi znaleźć lepsza opcje, która byłaby dla nas realna. Whalen? Diggins? To jednak raczej nie na nasze finanse, a pozatym też nie do końca byłbym do nich przekonany. A już niech Bóg nas chroni przed chorymi pomysłami w stylu Zoll czy McBride..

6) Cristina Ouvina – to ta „połówka”. Kryska jest zawodniczką która najwięcej straciła na letnich roszadach, bo z zawodniczki podstawowej stała się zmienniczką. W lidze nią ma to większego znaczenia, gra w porównywalnym wymiarze czasowym co Sloot i jej statystki są nawet lepsze niż rok temu, ale już w pucharach regres jest zauważalny. Ale nie znaczy to, że uważam ze zawodzi , bo imo swoja podstawową rolę wypełnia – jej wejścia na parkiet nie powodują spadku jakości gry naszej drużyny. Natomiast z nią jest jeden problem – nie jest to zawodniczką która może dać punktowy impuls drużynie i odmienić w ten sposób losy meczu, a kogoś takiego na obwodzie nam brakuje i istnieje mała szansa byśmy go znaleźli w kraju. Wiec jeśli nie zmienią się przepisy to trzeba się będzie zastanowić czy nie spróbować ściągnąć w jej miejsce jakiejś zawodniczki bardziej na pozycje 1-2 (Dabovic? Eldebrink?) o ile by było na któraś z nich stać. Inna opcją choć już mocno ryzykowną jest Owczarzak na 1 i jakaś Europejka na 2-3..

7,8, 9, 10, 11.. Czyli Polki, zbiorowo. 46 pkt. W sumie. I to właściwie zamyka kwestie ich przydatności. Znalezienie krajowych zawodniczek to nasz nieustający problem. I teraz będzie nie inaczej. Numerem jeden jest oczywiście Ewka – jedyna Polka która może być dla nas atutem pod oboma koszami, może tym razem zdecyduje się już na powrót do domu. Klasę europejską prezentuje wciąż tez Biba, ale ona już tyle razy dawała nam kosza, że trudno uwierzyć, iż tym razem może być inaczej.

A kto poza nią (lub też obok niej?) podstawowym kryterium wyboru powinno być to na ile dana zawodniczka może być przydatna w obronie. Bo skoro nie możemy liczyć na jakiś istotny dorobek punktowy to trzeba iść śladem Galatasaray. Tam też Turczynki – poza Yilmaz – w ataku nie istnieją, ale już w obronie grają na tyle dobrze, że nie są balastem. Dlatego też z obecnego składu zostawiłbym Ziętarę i Skobel (w tej kolejności) natomiast na pewno pożegnał Żurowską – która poza tym że nie stanowi dla rywala żadnej przeszkody, jest też obok Agi Szott najstarsza nasza zawodniczką, jak również zapewne najdroższa Polką. A w tym sezonie zawiodła na całej linii, bo jednak ona dostawała sporo szans na pokazanie się. Przyszłości w Wiśle nie widzę też dla Agi Szott – przy czym tutaj głównym powodem jest jej wiek i stan zdrowia. Natomiast Kaczmarczyk, jako 4 pod kosz (w wypadku przyjścia Ewki) byłaby imo ok., o ile tylko nie życzy sobie fortuny.

A kto ewentualnie w zamian? Pod kosz jakiś powrót Lecia lub Pałka, na rozegranie (ale to już na dużym ryzyku) Owczarzak, no i ewentualnie Pawlak ale na SF a nie na PF. W jej wypadku mam duże wątpliwości czy u nas by się sprawdziła – inaczej się gra mając pewne miejsce na placu, a inaczej gdy trzeba wyjść na 2-3 minuty i w tym czasie nic nie zawalić, a na dodatek jakoś się pokazać, ale jednak już jej centymetry są w cenie. A ogólnie to szkoda że ta zawodniczka tyle lat „kisiła” się w Widzewie..

Podsumowując, sezon euroligowy z cała pewnością pozostaje niedosyt, ale bynajmniej nie był on najgorszym w naszej historii jak to miałem okazje usłyszeć rano w radiu.. Nie wykorzystaliśmy wszystkich naszych szans, ale też i nigdy nie graliśmy w tak silnej grupie. Tym niemniej uważam ze mamy mocny szkielet drużyny na przyszłe rozgrywki, oby udało się go sensownie uzupełnić.

I jeszcze moje składy marzeń:
a) Dostajemy w prezencie dużo pieniążków od jakiegoś dobrego wujka, a dodatkowo liga zmniejsza ilość Polek na palcu do 1 (A co, marzenia to piękna rzecz

Lavender ,Kobryn
Lyttle, Leciejewska
Petrovic, Abdi
Quigley, Ziętara, Skobel
Vandersloot, Ouvina
b) Dostajemy w prezencie dużo pieniążków od jakiegoś dobrego wujka, a zasady w lidze bez zmian

Lavender, Kobryn
Lyttle, Leciejewska
Petrovic, Pawlak
Quigley, Dabovic, Ziętara
Vandersloot, Owczarzak

c) I taki skład mam nadzieje w miarę realny finansowo:

Lavender ,Petronyte
Kobryn, Kaczmarczyk
Abdi, Pawlak
Quigley, Eldebrink, Ziętara
Vandersloot, Owczarzak
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...

Awatar użytkownika
Ałgaja
Administrator
Posty: 4350
Rejestracja: 17 sierpnia 2006, 09:24
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Ałgaja » 20 lutego 2015, 09:29

Greebo pisze:Podsumowując, sezon euroligowy z cała pewnością pozostaje niedosyt, ale bynajmniej nie był on najgorszym w naszej historii jak to miałem okazje usłyszeć rano w radiu..


widać wielu dziennikarzom w ostatnich dniach gorzej... cytat z artykułu Justyny Krupy z Dziennika Polskiego:
Wisła trafiła do grupy, z której - jak się wydawało się - powinna awansować. Wygrała jednak tylko pięć spośród dwunastu spotkań i ten bilans na pewno nie jest zadowalający. To najgorszy występ w pucharach krakowianek, które występowały w Eurolidze nieprzerwanie od 11 lat.


Serio??? Gorszy niż sezon 2005/2006 gdy w eurolidze odnieśliśmy 2 wygrane (z Koszycami) i przegraliśmy 10 spotkań? No pewnie gorszy, bo wtedy te 2 wygrane dawały wyjście z grupy, a teraz 5 nie dało.

Niby komu się wydawało, że Wisła powinna awansować? Jasne, że była szansa, jasne że sezon dawał nadzieję, ale jednak przed startem rozgrywek sytuacja była mniej więcej taka; dlaczego w Wiśle jest Abdi a nie Dublijevic czy Petrovic? Bo Wisły na te dwie ostatnie nie stać.

Nigdy nie graliśmy w tak silnej grupie, nigdy też wyjść z grupy nie było tak trudno i warto byłoby o tym pamiętać pisząc o tym euroligowym sezonie.

Jeśli sponsor czy też działacze przyjmą retorykę krakowskich dziennikarzy w związku z tym sezonem w eurolidze, to (jeśli Can-Pack zostanie) po sezonie czeka nas polowanie na czarownice a tych czarownic jest 6 (a Polki pewnie biedne nie dostawały minut)...
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."

Awatar użytkownika
Greebo
Weteran kkforum
Posty: 12147
Rejestracja: 27 maja 2005, 20:19
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Greebo » 20 lutego 2015, 09:39

:lol: :lol: :lol:

Coz, spodziewałem sie ze pojawią sie takie kretynskie wpisy, ale ze akurat w dp? Żenada.

Rozumowanie tej pani jest takie, że pewnie wolałaby zarabiac 3 tys złotych niż np 2 tys funtów. W koncy 3>2 :)

PS. Zastępujmy słowo dziennikarz raczej zwrotem: osoby zarabiające na pisaniu o sporcie.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...

Awatar użytkownika
Ałgaja
Administrator
Posty: 4350
Rejestracja: 17 sierpnia 2006, 09:24
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Ałgaja » 20 lutego 2015, 12:00

No jasne, tylko że pani Justyna Krupa do tej pory na ogół prezentowała dość wysokim poziom i dziennikarstwa i znajomości tematu.
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."

Awatar użytkownika
Pawlak
Amator
Posty: 120
Rejestracja: 09 kwietnia 2014, 18:11
Lokalizacja: Kraków

Re: Co słychać w Wiśle?

Postautor: Pawlak » 20 lutego 2015, 13:18

Skoro rozmawiacie o dziennikarstwie.To zobaczcie co dzisiaj w dzienniku napisali:

"Wisła trafiła do grupy, z której - jak się wydawało się - powinna awansować."


http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/ ... ,id,t.html


Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 76 gości