Piątek, 6 maja 2005r.
Rozmowa z Edytą Koryzną, rozgrywającą CCC Polkowice
• Po porażce w czwartym meczu o brąz przed własną publicznością wiele osób spisało już CCC na straty. A jednak w Pabianicach udało się wywalczyć medal!
– Nie będę twierdziła, że jadąc do Pabianic byłyśmy pewne sukcesu. Wierzyłyśmy, że stać nas na zwycięstwo, a pewność przyszła po udanych akcjach na początku meczu. Grałyśmy swoją koszykówkę, zaskoczyłyśmy rywalki i otworzyła się wielka szansa na sukces. Szansa, której już nie można było zmarnować.
• Otoczka tego decydującego spotkania nie była najciekawsza – nie brakowało nawet krwi na parkiecie, a spotkanie kończyłyście w czwórkę, bo wszystkie inne zawodniczki miały już na koncie po 5 przewinień. Rzeczywiście było tak ostro?
– Nie chcę mówić o tym incydencie, nie chcę go komentować. Teraz wszyscy piszą i mówią tylko o tym zdarzeniu, a w piątym meczu najważniejsza była koszykówka. Były olbrzymie emocje, wielka walka, dramat Polfy. Przecież one w półfinale prowadziły z Wisłą 2-0 w serii, a potem wygrywały różnicą 17 punktów w piątym spotkaniu, a jednak przegrały! Teraz też wydawało się, że piąty mecz będzie formalnością i Polfa łatwo sięgnie po trzecie miejsce. Pokazaliśmy, że wolą walki i charakterem można wiele zdziałać, nawet gdy ma się słabszy skład.
• W walce o brąz w Pabianicach wygrałyście 2 z 3 spotkań. Chyba wyjątkowo pasuje Wam hala Polfy?
– Wydaje mi się, że chodzi o odpowiednie podejście, o psychikę. Jadąc do Pabianic na pierwsze mecze wiedziałyśmy, że coś musimy wygrać. U nas miał być szampan, impreza, zabawa i wielka feta, a skończyło się porażką. A piąty mecz to inna historia. Wtedy wszyscy stawiają na jedną kartę, bo przecież szóstego pojedynku już nie będzie.
• Co przesądziło o ostatecznym zwycięstwie CCC?
– Determinacja, charakter, wola walki. Nawet rezerwowe, które w ostatnim spotkaniu pewnie wykorzystywały osobiste. Weszły z ławki, nierozgrzane. Nawet w sezonie zasadniczym niektóre dziewczyny rzadko grały w trudnych momentach. A teraz stanęły na wysokości zadania.
• Jakie znaczenie dla Pani ma ten medal?
– Po meczu, gdy odbierałyśmy medale, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Czułam się tak, jakbym wygrała mistrzostwo Europy. Gdy jednak opadły emocje, byłam tak zmęczona, że nie miałam szans na żadne świętowanie. Nigdy nie rozegrałam takich trudnych pięciu meczów, na tak wysokim poziomie. Ten medal jest po prostu świetnym zwieńczeniem bardzo trudnego sezonu. Grałam nierówno, przyszedł nowy trener, były nowe metody treningowe, inny styl gry. Nie jest sztuką zbudowanie świetnej atmosfery, gdy wszystko wychodzi. U nas było różnie, były porażki, złe emocje, negatywne nastawienie. Tym bardziej się cieszę, że ostatecznie udało się pokonać Polfę. Bo to pokazuje, że ciężka praca popłaca.
• Czy w Polkowicach są odpowiednie warunki, by w przyszłych latach atakować takich faworytów naszej ekstraklasy, jak Lotos Gdynia czy ostatnio Wisła Kraków?
– Na pewno do tych zespołów trochę nam jeszcze brakuje. Drużyny nie buduje się jednak w rok czy dwa. Potrzebne są wzmocnienia, bo byliśmy jedynym zespołem w Polsce bez koszykarek z zagranicy. Deanna Nolan w Lotosie czy Shannon Johnson w Wiśle brały ciężar gry na siebie, gdy nie szło. Nam takich zawodniczek brakowało. Oby teraz – po wywalczeniu medalu – było łatwiej o wzmocnienia. Teraz jest wielkie święto, mam nadzieję, że przełoży się to na możliwości organizacyjne klubu.
• Mimo wszystko ma Pani za sobą udany sezon. Czeka Pani jeszcze na telefon od trenera reprezentacji czy temat kadry jest już zamknięty?
– Ja nie nie tęsknię za panem Konieckim (śmiech). Dziekuję mu za powołanie, ale nie skorzystam. Zrezygnowałam z reprezentacji, bo wiem, że pod względem zdrowotnym nie wyrabiam. Potrzebuję wakacji i odpoczynku – dlatego koncentruję się na grze w klubie. W kadrze przyszedł czas na innych.
• W przyszłym sezonie zobaczymy Panią również w roli liderki CCC?
– U nas nie ma liderów – jest silny zespół. A czy zostanę w CCC? Nie wiem. Na razie czekam na propozycję i zobaczymy, co z tego wyniknie. Mogę powiedzieć tylko tyle, że z gry w CCC jestem bardzo zadowolona.
Edyta Koryzna
* Wiek:
32 lata.
* Wzrost:
174 cm.
* Pozycja: rozgrywająca.
* Reprezentacja Polski:
była kadrowiczka, występy podczas Igrzysk Olimpijskich w Sydney (2000).
* Przebieg kariery: Włókniarz Białystok, Stilon Gorzów, ŁKS Łódź, Polfa Pabianice, CCC Polkowice.
* Sezon 2004/2005 w statystyce: 28 meczów, 828 minut gry (średnio w meczu 29,6 minuty) 371 pkt (13,25),
104 zbiórki (3,7), 64 asysty (2,3), 107/230 za 2 pkt (47%), 22/65 za 3 pkt (34%), 91/118 za 1 pkt (77%).
Michał Lizak - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska



