W drużynie było tyle narodowości i języków, ale był to zgrany i sympatyczny zespół - mówi kapitan koszykarek Wisły Patrycja Czepiec
Waldemar Kordyl: Jest Pani zadowolona ze srebrnego medalu?
Patrycja Czepiec: Jestem szczęśliwa, ale nie w stu procentach. Zawsze może być lepiej. Po kilku latach posuchy to olbrzymi sukces, szkoda, że nie doszło do piątego meczu z Lotosem w Gdyni. Wynik byłby sprawą otwartą i nie miałoby już znaczenia, kto gra u siebie.
Jako jedyna zdobyła Pani z Wisłą dwa srebrne medale: w 1999 roku i teraz. Czym różnią się obie drużyny?
- Zespół sprzed sześciu lat był złożony z Polek, oprócz Ingi Marazaite. Żenia Nikonowa była jak pół-Polka. Mieliśmy skromniejszy budżet, a pokonaliśmy wpierw Polfę, a w pierwszym meczu finałowym na wyjeździe Lotos. To było wspaniałe przeżycie. W obecnej drużynie było tyle narodowości i języków, ale był to zgrany i sympatyczny zespół. O wynik było łatwiej, bo były na to środki finansowe. Nie jest tak prosto ściągnąć zawodniczki z najwyższej półki i wszystko wygrywać.
Czy - mimo różnic kulturowo-językowych - atmosfera rzeczywiście była taka dobra?
- Lubiłyśmy się i dlatego spotykałyśmy się także poza boiskiem. Gdybyśmy nie mogły na siebie patrzeć, nikt by nas do tego nie zmusił. Ciągle ktoś do nas dochodził: Polki od sierpnia, ktoś we wrześniu, ktoś w październiku. Potem nowa Amerykanka i trener pracował z nami i z reprezentacją. Idylli nie było.
Zadebiutowałyście w Eurolidze.
- Wspaniała rzecz wystąpić w najsilniejszej lidze. Trafiłyśmy na początek do mocnej grupy z Brnem i Wilnem, a przecież był jeszcze zwycięzca Euroligi 2004 Valenciennes. To doświadczenie zaprocentuje w następnym sezonie.
Była Pani nie tylko kapitanem, ale i tłumaczem.
- Zdecydowanie miałam ułatwiony kontakt, bo znam angielski i nie było bariery językowej. Ale pozostałe zawodniczki też potrafiły się dogadać, a nawet jeśli dochodziło do lapsusów językowych, to dodatkowo budowało to atmosferę w drużynie.
Jak samą siebie Pani ocenia?
- Nie zaliczę indywidualnie sezonu do zbyt udanych. Pewnie moje konkurentki w zespole były lepsze ode mnie.
Długo zamierza Pani jeszcze grać w koszykówkę?
- Czekałam na to pytanie. Szkoda byłoby mi się rozstawać ze sportem i jeśli jest taka szansa, to chciałabym jeszcze trochę pograć. Nigdy jednak nie wiadomo, co się stanie, na razie omijają mnie kontuzje.
Życiowe plany?
- Wspólnie z mężem [koszykarzem Platinum Wisły Arturem Golańskim - przyp. red.] budujemy dom pod Krakowem i planujemy się tam przeprowadzić w najbliższym czasie.
rozmawiał: wak Gazeta Wyborcza
Patrycja Czepiec: Idylli nie było
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości