- Nowym trenerem koszykarek Wisły Can-Pack został Elmedin Omanic z Bośni i Hercegowiny. Szkoleniowiec z zagranicy to rzadkość w wiślackiej koszykówce. Częściej po obcego trenera sięgali w Wiśle piłkarze, ale koszykarze dotąd ani razu...
- U naszych koszykarek już był precedens, przed niespełna dziesięciu laty, niecały sezon trenował zespół Wisły Wiktor Szwed, Rosjanin, ojciec grającej u nas Żeni Nikonowej. Był to taki jedyny przypadek w wiślackiej koszykówce. Natomiast zespół piłkarzy "Białej Gwiazdy" rzeczywiście miał nieraz trenerów z zagranicy, głównie z Czech, Słowacji i Węgier, przed wojną pracował w Krakowie trener Schlosser, starsi kibice pamiętają z lat. 50 Kuchynkę, potem Finka, Teleky'ego. Młodsi - Pecsego, teraz jest Werner Liczka z Czech.
- Coraz więcej zagranicznych szkoleniowców w naszych ligach, w tym koszykówki. Moda to czy konieczność?
- Kontrakt z Omaniciem opiewa na dwa lata. Chcemy, aby doprowadził Wisłę Can-Pack do mistrzostwa Polski (ostatni raz wiślaczki były mistrzyniami kraju w 1988 r. - przyp. jot). Przyjęcia trenera z zagranicy nie nazwałbym modą. Inna jest natomiast sytuacja niż dawniej. Wejście Polski do Unii Europejskiej otwarło granice, nawet do krajów, które do Unii jeszcze nie należą. Poszukiwaliśmy szkoleniowca na terenie dawnej Jugosławii, bo od lat trenerzy z bałkańskiego zakątka Europy mają doskonałą opinię, popartą wynikami w grach zespołowych; drużyny hiszpańskie, włoskie, greckie, nawet rosyjskie chętnie sięgają po fachowców z tego obszaru. Mając oparcie w naszym sponsorze, firmie Can-Pack, postanowiliśmy sięgnąć do najlepszej skarbnicy trenerskiej. Wielu trenerów przewijało się przez wiślacką drużynę i trzeba powiedzieć, że nie dostrzegaliśmy znaczących postępów u naszych koszykarek, w grze indywidualnej jak i zespołowej. Wprawdzie wynik drużyny - wicemistrzostwo Polski - jest satysfakcjonujący, niemniej stać było na więcej. Na 100-lecie klubu koszykarki Wisły powinny skuteczniej walczyć o tytuł mistrzowski. Nie wiem, czy uda się wygrać w ekstraklasie, ale musimy do tego ambitnego celu dążyć. Dlatego poszukiwaliśmy trenera, który dokonałby zmian w procesie szkolenia. Sponsor zwrócił uwagę, że po przejściu Eweliny Kobryn z Wisły do Lotosu, ta zawodniczka poczyniła olbrzymi postęp. To też był sygnał u nas do zmian. Zauważyliśmy brak postępów w grze młodszych naszych zawodniczek, jak u Joanny Czarneckiej czy Moniki Krawiec. Jedynie Magdalena Radwan w końcówce sezonu, a na jego początku Dorota Gburczyk grały na zadowalającym poziomie. Czarnecką, która ma dwuletni kontrakt z Wisłą, wypożyczyliśmy na rok do AZS Gorzów i liczymy, że będzie tam grała w pierwszej piątce, a potem do nas powróci.
- Kto pozostanie w zespole?
- Białorusinki Kress i Trafimawa, Serbki Perovanovic i Skerovic, a także Czepiec, Skorek, Radwan, Krawiec, Kenig i Radwan. Nie wróci Kobryn, bo ma kontrakt w Gdyni na 3 lata. Szukamy wzmocnień na rynku zagranicznym, obserwujemy rozgrywki ligi WNBA. Potrzeba nam zwłaszcza rozgrywającej i centra, a poszukiwania mogą potrwać nawet do września.
- Co dalej z trenerem Wojciechem Downarem-Zapolskim?
- Dotychczasowy trener jeszcze pracuje, otrzymał wypowiedzenie, które trwa do końca sierpnia. Trener Omanic nie widzi potrzeby ustanawania drugiego trenera, chce natomiast fachowca do przygotowań ogólnorozwojowych, tu mamy Jerzego Włodarczyka i on chyba pozostanie. Być może Omanic będzie miał asystenta, ale według przepisów PZKosz musi to być Polak. Chętnie zatrudnimy kogoś młodego, po studiach.
- Trudno o długofalową pracę, jak na ławce trenerskiej Wisły od lat zmieniali się co chwilę trenerzy. Najdłużej trwał, bo ponad dwa lata Andrzej Nowakowski, inni krócej...
- Liczyliśmy na taką stabilność, zatrudniając rok temu trenera kadry kobiet Arkadiusza Konieckiego. Jednak jego koncepcja szkoleniowa nie znalazła zrozumienia w zespole i musieliśmy się rozstać.
- Przyjmując trenera z zagranicy ponosi się chyba ryzyko. Jest to młody trener, któremu przyjdzie działać w obcym dla niego otoczeniu!
- W sporcie każda decyzja jest obarczona ryzykiem, na to nie ma rady. Byli dwaj inni kandydaci, z Serbii i Czarnogóry, najstarszy to 57-letni Serb Lukic, pojawił się też jego rodak Bukvic. Cała trójka przedstawiała podobny poziom merytoryczny. Postawiliśmy jednak na młodego szkoleniowca, 37-letniego Omanicia, który pierwszy raz będzie pracował za granicą, ale wyróżnia się znajomością języka angielskiego. To ważne, zwłaszcza gdy przychodzi pracować w zespole z Amerykankami czy nawet z koszykarkami innych państw. W łamanej angielszczyźnie można poprowadzić trening, ale na odprawie czy meczu trzeba się rozumieć bez zarzutu. Tym Bośniak przebił swych rywali. Nadto jego filozofia koszykówki nam odpowiadała. Zmieni treningi, stawia na dobrą obronę, przygotowania fizyczne, słowem - na ciężką pracę. W Bośni prowadził drużynę mistrzyń kraju Żeljeznicar Sarajewo, także reprezentację kadetów, wychował naszego obecnie koszykarza Mujo Tuljkovicia.
- Znał już Wisłę?
- Widział tylko na kasetach, zna natomiast grające u nas obie Serbki.
- Dla klubu i sponsora taki transfer jest drogi?
- Nie droższy od polskich trenerów, mających wysoką renomę. Tańszy np. od zatrudnienia pana Konieckiego.
- Od sierpnia będzie nowy trener, zaczną się przygotowania do sezonu, ale czy tym razem Wisła Can-Pack zagra w Eurolidze?
- Zmniejszono w tym roku liczbę drużyn w tych rozgrywkach do 16. Do zakwalifikowanej czternastki klubów dołączy drużyna, która wygrała Puchar FIBA, a o ostatnie miejsce walczą - Rosja, która ma już w Eurolidze dwie drużyny, Francja, posiadająca też dwie, a także Polska, z której jest w Eurolidze tylko Lotos. Decyzja zapadnie 26 czerwca. Kto wygra tę rywalizację, nie wiem. Naszym mankamentem jest brak dużej hali. Dwa razy komisarze FIBA, którzy przebywali na meczach w Krakowie, napisali, że obiekt nie spełnia przepisów. To wpływa na ewentualną decyzję. Gdyby się nie udało, zagramy w Pucharze FIBA, jako wicemistrz kraju bez przeszkód.
Rozmawiał: JAN OTAŁĘGA Dziennik Polski
Ludwik Miętta-Mikołajewicz liczy na sukcesy swoich koszykarek