WŁÓKNIARZ BIAŁYSTOK
Moderatorzy: sawa_JGora, Platini, ludzik76, Moderatorzy
Koszykarki Włókniarza Białystok poniosły trzecią porażkę z rzędu. W niedzielę przegrały 55:64 we własnej hali z nie najsilniejszą ekipą Politechniki Warszawa
Przed tym spotkaniem trener białostoczanek Eugeniusz Hałaburda był optymistą. Wierzył, że w końcu jego zespół odniesie zwycięstwo. Jednak w konfrontacji z warszawiankami jego podopieczne rozegrały tylko jedną dobrą kwartę. W trzeciej partii wygrały 20:12, ale nawet to nie pozwoliło im odrobić strat z początku meczu. Wtedy to popełniały strasznie dużo niewymuszonych błędów.
- Zaliczyliśmy zbyt dużo strat, piłka nam w tym meczu po prostu przeszkadzała - mówi szkoleniowiec. - Zagraliśmy najgorsze spotkanie w sezonie. Zawiodły przede wszystkim rozgrywające.
WŁÓKNIARZ BIAŁYSTOK - AZS POLITECHNIKA WARSZAWA 55:64
Kwarty: 9:19, 13;14, 20:12, 13:19.
Włókniarz:
Bruczko 14, Krajewska 9, Wolska 4, Konończuk 3 (1), Zawadzka 2 oraz Drozdowska 7, Pogorzelska 6 (1), Zajkowska 4, Praczuk 4, Dębowska 2,
Przed tym spotkaniem trener białostoczanek Eugeniusz Hałaburda był optymistą. Wierzył, że w końcu jego zespół odniesie zwycięstwo. Jednak w konfrontacji z warszawiankami jego podopieczne rozegrały tylko jedną dobrą kwartę. W trzeciej partii wygrały 20:12, ale nawet to nie pozwoliło im odrobić strat z początku meczu. Wtedy to popełniały strasznie dużo niewymuszonych błędów.
- Zaliczyliśmy zbyt dużo strat, piłka nam w tym meczu po prostu przeszkadzała - mówi szkoleniowiec. - Zagraliśmy najgorsze spotkanie w sezonie. Zawiodły przede wszystkim rozgrywające.
WŁÓKNIARZ BIAŁYSTOK - AZS POLITECHNIKA WARSZAWA 55:64
Kwarty: 9:19, 13;14, 20:12, 13:19.
Włókniarz:
Bruczko 14, Krajewska 9, Wolska 4, Konończuk 3 (1), Zawadzka 2 oraz Drozdowska 7, Pogorzelska 6 (1), Zajkowska 4, Praczuk 4, Dębowska 2,
-
Gość
seven zle mnie zrozumiales...ja mowilem o doswiadczeniu w i lidze bo troszke sie to rozni od juniorek dla wszystkich tych dziewczyn ten sezon jest pierwszym sezonem w 1 lidz ebez w zgledu na to jak ona teraz wyglada...ale badz co badz jest kilka druzyn silniejszych i z duzym doswiadczenem...a zarowno ani paczka ani ula juz z ta druzyna nie graja...i w zasadzie dlugo tez nie zagraly...ja wierze w ta druzyne...pozdrawiam
-
Gość
Koszykarki Włókniarza Białystok zmierzą się w sobotę w Łomiankach z liderem I-ligowych rozgrywek, ekipą grającą pod szyldem Szkoły Mistrzostwa Sportowego. W pierwszej konfrontacji tych drużyn białostoczanki odebrały pamiętną lekcję koszykówki. Przegrały przed własną publicznością aż 40:107. A mogły ponieść jeszcze wyższą porażkę, wystarczy wspomnieć, że po pierwszej kwarcie był wynik 3:30. Rywalki były lepsze w każdym elemencie gry. Po tamtym meczu zawodniczki Włókniarza nie potrafiły się podnieść, przegrały też dwa następne spotkania. W dzisiejszym pojedynku postarają się pozostawić po sobie chociaż pozytywne wrażenie, ponieważ szanse na korzystny wynik są bardzo małe.
Przed spotkaniem koszykarek Włókniarza z ekipą Szkoły Mistrzostwa Sportowego z Łomianek można było przewidzieć, że białostoczanki poniosą porażkę. Zmierzyły się bowiem na boisku rywala z liderem rozgrywek, z którym przed własną publicznością przegrały 40:107. Niestety, najwidoczniej nie wyciągnęły żadnych wniosków z tamtego meczu i ponownie dostały lanie. Tym razem przegrały jeszcze wyżej, bo różnicą aż 71 punktów. Była to ich czwarta porażka z rzędu.
Ekipa Włókniarza Białystok, złożona naprędce praktycznie przed rozpoczęciem pierwszoligowego sezonu, nie radzi sobie w rozgrywkach najlepiej.
O ile zakwalifikowanie się koszykarek do grupy zespołów walczących o awans należy uznać za sukces, chociaż osiągnięty dopiero po przyznaniu walkowera za mecz z drużyną Pułaskiego Bemowo, to już występy w drugiej części sezonu to istne pasmo porażek. Mimo że początek zapowiadał się bardzo dobrze. Zawodniczki Gimbasketu zaskoczyły wszystkich i pokonały faworyzowany zespół Uniwersytetu Warszawskiego. Niestety, po tym zwycięstwie koszykarki chyba za bardzo uwierzyły w swoje możliwości. W kolejnych czterech spotkaniach schodziły z boiska pokonane. Przegrywały bardzo wysoko, a ich gra pozostawiała wiele do życzenia.
- Wszystko przez to, że od razu na początek dostaliśmy mocne ciosy - tłumaczy Eugeniusz Hałaburda, trener Gimbasketu. - Rozbiły nas dziewczęta ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego z Łomianek. Jak widać, nie możemy się po tym pozbierać. Mamy młody zespół i na pewno nasza gra nie wygląda tak, jak powinna. Na szczęście atmosfera w drużynie jest dobra i chcemy w końcu wygrać.
Aby to zrealizować, dobrą okazję białostoczanki będą miały dziś. Rozegrają bowiem ostatni mecz w sezonie przed własną publicznością. Podejmą ekipę Widzewa Łódź, z którą, niestety, na wyjeździe przegrały różnicą 55 punktów. Jednak wystąpiły wtedy w bardzo osłabionym składzie. Z powodu sesji na studiach zabrakło Katarzyny Bruczko i Moniki Drozdowskiej. Brak szczególnie tej pierwszej zawodniczki odbił się wtedy na grze zespołu.
- Brak tych koszykarek był na pewno odczuwalny, ale tak wysoka porażka nie powinna nam się przydarzyć - twierdzi szkoleniowiec. - Dziewczęta chyba jednak uznały, że w takim składzie nie mają szans na zwycięstwo i wyglądało to tak, jak wyglądało. Chociaż po pierwszej kwarcie nie przypuszczałem, że będzie tak źle. Potem coś pękło w naszej grze i było po meczu. Jednak teraz chcemy zakończyć występy przed własną publicznością sukcesem. Mam nadzieję, że będziemy mieli chociaż małą satysfakcję i pokonamy przeciwniczki.
Tym razem białostoczankom powinno być o tyle łatwiej, że wystąpią w optymalnym składzie, a do spotkania mogły się przygotować przez dwa tygodnie. Mecz Gimbasketu z ostatniej kolejki z ekipą Uniwersytetu Warszawskiego został bowiem przełożony i odbędzie się na zakończenie rozgrywek.
O ile zakwalifikowanie się koszykarek do grupy zespołów walczących o awans należy uznać za sukces, chociaż osiągnięty dopiero po przyznaniu walkowera za mecz z drużyną Pułaskiego Bemowo, to już występy w drugiej części sezonu to istne pasmo porażek. Mimo że początek zapowiadał się bardzo dobrze. Zawodniczki Gimbasketu zaskoczyły wszystkich i pokonały faworyzowany zespół Uniwersytetu Warszawskiego. Niestety, po tym zwycięstwie koszykarki chyba za bardzo uwierzyły w swoje możliwości. W kolejnych czterech spotkaniach schodziły z boiska pokonane. Przegrywały bardzo wysoko, a ich gra pozostawiała wiele do życzenia.
- Wszystko przez to, że od razu na początek dostaliśmy mocne ciosy - tłumaczy Eugeniusz Hałaburda, trener Gimbasketu. - Rozbiły nas dziewczęta ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego z Łomianek. Jak widać, nie możemy się po tym pozbierać. Mamy młody zespół i na pewno nasza gra nie wygląda tak, jak powinna. Na szczęście atmosfera w drużynie jest dobra i chcemy w końcu wygrać.
Aby to zrealizować, dobrą okazję białostoczanki będą miały dziś. Rozegrają bowiem ostatni mecz w sezonie przed własną publicznością. Podejmą ekipę Widzewa Łódź, z którą, niestety, na wyjeździe przegrały różnicą 55 punktów. Jednak wystąpiły wtedy w bardzo osłabionym składzie. Z powodu sesji na studiach zabrakło Katarzyny Bruczko i Moniki Drozdowskiej. Brak szczególnie tej pierwszej zawodniczki odbił się wtedy na grze zespołu.
- Brak tych koszykarek był na pewno odczuwalny, ale tak wysoka porażka nie powinna nam się przydarzyć - twierdzi szkoleniowiec. - Dziewczęta chyba jednak uznały, że w takim składzie nie mają szans na zwycięstwo i wyglądało to tak, jak wyglądało. Chociaż po pierwszej kwarcie nie przypuszczałem, że będzie tak źle. Potem coś pękło w naszej grze i było po meczu. Jednak teraz chcemy zakończyć występy przed własną publicznością sukcesem. Mam nadzieję, że będziemy mieli chociaż małą satysfakcję i pokonamy przeciwniczki.
Tym razem białostoczankom powinno być o tyle łatwiej, że wystąpią w optymalnym składzie, a do spotkania mogły się przygotować przez dwa tygodnie. Mecz Gimbasketu z ostatniej kolejki z ekipą Uniwersytetu Warszawskiego został bowiem przełożony i odbędzie się na zakończenie rozgrywek.
Białostoczanki w sobotę przegrały 65:78 z Widzewem Łódź. Było to ich ostatnie spotkanie we własnej hali w tym sezonie. Kolejne dwa mecze na koniec rozgrywek rozegrają na wyjeździe.
Z tego też powodu zawodniczkom bardzo zależało na zwycięstwie. - Nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie powojowali - mówił do swych podopiecznych przed rozpoczęciem pojedynku trener Eugeniusz Hałaburda.
Niestety, mobilizacja nie podziałała na koszykarki, które fatalnie rozpoczęły mecz. Nie trafiały z idealnych pozycji spod kosza, grały też strasznie chaotycznie. Zamiast spokojnie rozgrywać akcje, szybko decydowały się na rzuty zazwyczaj z trudnych pozycji.
- Główna przyczyna naszej porażki to ofensywa. Niestety, nie wszystkie zawodniczki zagrały na odpowiednim poziomie - ocenia szkoleniowiec. - Zawiodły te, na które przede wszystkim liczyłem: Krajewska i Zawadzka. Szkoda, bowiem obie uczestniczą w praktycznie wszystkich treningach, ciężko pracują, a tu im nie wyszło.
Tylko dzięki dobrej postawie Katarzyny Bruczko przeciwniczki nie mogły odskoczyć gospodyniom na większą liczbę punktów. Jednak za każdym razem, gdy koszykarki Gimbasketu zbliżały się do rywalek na cztery oczka, zawodniczki z Łodzi dzięki rzutom z dystansu powiększały prowadzenie.
- Przez trzy kwarty toczyliśmy wyrównaną walkę, niestety, nie wyszła nam końcówka - twierdzi Hałaburda. - Na pewno kolejne porażki powodują załamanie, przecież każdy chce wygrywać. Jednak najważniejsze jest to, że dziewczyny nie zniechęcają się do pracy.
Z tego też powodu zawodniczkom bardzo zależało na zwycięstwie. - Nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie powojowali - mówił do swych podopiecznych przed rozpoczęciem pojedynku trener Eugeniusz Hałaburda.
Niestety, mobilizacja nie podziałała na koszykarki, które fatalnie rozpoczęły mecz. Nie trafiały z idealnych pozycji spod kosza, grały też strasznie chaotycznie. Zamiast spokojnie rozgrywać akcje, szybko decydowały się na rzuty zazwyczaj z trudnych pozycji.
- Główna przyczyna naszej porażki to ofensywa. Niestety, nie wszystkie zawodniczki zagrały na odpowiednim poziomie - ocenia szkoleniowiec. - Zawiodły te, na które przede wszystkim liczyłem: Krajewska i Zawadzka. Szkoda, bowiem obie uczestniczą w praktycznie wszystkich treningach, ciężko pracują, a tu im nie wyszło.
Tylko dzięki dobrej postawie Katarzyny Bruczko przeciwniczki nie mogły odskoczyć gospodyniom na większą liczbę punktów. Jednak za każdym razem, gdy koszykarki Gimbasketu zbliżały się do rywalek na cztery oczka, zawodniczki z Łodzi dzięki rzutom z dystansu powiększały prowadzenie.
- Przez trzy kwarty toczyliśmy wyrównaną walkę, niestety, nie wyszła nam końcówka - twierdzi Hałaburda. - Na pewno kolejne porażki powodują załamanie, przecież każdy chce wygrywać. Jednak najważniejsze jest to, że dziewczyny nie zniechęcają się do pracy.
Przed szasną na przełamanie serii pięciu porażek staną dziś zawodniczki Włókniarza Białystok. Podlaskie koszykarki zmierzą się na wyjeździe z Politechniką Warszawa.
Akademiczki ze stolicy wygrały w Białymstoku 64:55, ale nie pokazały niczego wielkiego.
- Przegraliśmy ten mecz na własne życzenie, pudłując w najprostszych pozycjach. Może gra w obcej hali pozwoli odblokować się i zaprezentować przyzwoitą skuteczność – mówi trener białostoczanek Eugeniusz Hałaburda.
Problemem włókniarek mogą być kontuzje. Na urazy narzekają Dorota Pogorzelska i Anna Praczuk.
– W Białymstoku zostaną też kadetki, które powalczą ze Zniczem Pruszków o rozstawienie w turnieju strefowym. Ławka będzie zatem bardzo krótka – dodaje opiekun Włókniarza.
Akademiczki ze stolicy wygrały w Białymstoku 64:55, ale nie pokazały niczego wielkiego.
- Przegraliśmy ten mecz na własne życzenie, pudłując w najprostszych pozycjach. Może gra w obcej hali pozwoli odblokować się i zaprezentować przyzwoitą skuteczność – mówi trener białostoczanek Eugeniusz Hałaburda.
Problemem włókniarek mogą być kontuzje. Na urazy narzekają Dorota Pogorzelska i Anna Praczuk.
– W Białymstoku zostaną też kadetki, które powalczą ze Zniczem Pruszków o rozstawienie w turnieju strefowym. Ławka będzie zatem bardzo krótka – dodaje opiekun Włókniarza.
Koszykarki Włókniarza Białystok, mimo że wystąpiły w osłabionym składzie, były blisko pokonania w sobotę w Warszawie miejscowej Politechniki. Niestety, przegrały 55:61, i to już szósta z rzędu porażka w I lidze.
Gdyby w białostockim zespole nie zabrakło czołowej zawodniczki zespołu Katarzyny Bruczko, wynik mógł być inny. Oprócz Bruczko nie wystąpiła też Dorota Pogorzelska.
- Kasia się rozchorowała, natomiast Dorota ma nogę w gipsie - wyjaśnia Dariusz Sawicki, który wraz z Eugeniuszem Hałaburdą prowadzi Gimbasket. - Mimo porażki cieszę się, że dziewczyny podjęły walkę i zaprezentowały się naprawdę dobrze.
W ekipie białostoczanek na szczególne wyróżnienie zasługuje postawa Katarzyny Krajewskiej i Sylwii Zawadzkiej, które zdobyły po 17 punktów. A właśnie do tych zawodniczek trener Hałaburda miał najwięcej pretensji po poprzedniej porażce z Widzewem Łódź.
- Jeszcze do przerwy był remis i wynik był sprawą otwartą - mówi Sawicki. - Niestety, potem popełniliśmy kilka błędów i rywalki odskoczyły. Zdołaliśmy się zbliżyć jeszcze na pięć punktów, ale strat nie potrafiliśmy odrobić.
Gdyby w białostockim zespole nie zabrakło czołowej zawodniczki zespołu Katarzyny Bruczko, wynik mógł być inny. Oprócz Bruczko nie wystąpiła też Dorota Pogorzelska.
- Kasia się rozchorowała, natomiast Dorota ma nogę w gipsie - wyjaśnia Dariusz Sawicki, który wraz z Eugeniuszem Hałaburdą prowadzi Gimbasket. - Mimo porażki cieszę się, że dziewczyny podjęły walkę i zaprezentowały się naprawdę dobrze.
W ekipie białostoczanek na szczególne wyróżnienie zasługuje postawa Katarzyny Krajewskiej i Sylwii Zawadzkiej, które zdobyły po 17 punktów. A właśnie do tych zawodniczek trener Hałaburda miał najwięcej pretensji po poprzedniej porażce z Widzewem Łódź.
- Jeszcze do przerwy był remis i wynik był sprawą otwartą - mówi Sawicki. - Niestety, potem popełniliśmy kilka błędów i rywalki odskoczyły. Zdołaliśmy się zbliżyć jeszcze na pięć punktów, ale strat nie potrafiliśmy odrobić.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości