Tego o nich nie wiecie - Marzena Głaszcz
Marzena Głaszcz, koszykarka PZU Polfy Pabianice. Gra na bardzo odpowiedzialnej pozycji rozgrywającej. Urodziła się 4 marca 1970 roku w Zgierzu, jednak sportową karierę rozpoczynała w łódzkim Widzewie. Stamtąd przeniosła się do Pabianic i występuje tam nieprzerwanie już od kilkunastu lat. Ma na koncie 2 tytuły mistrzyni kraju, 5 srebrnych i 2 brązowe medale. Jest byłą reprezentantką Polski.
- Jak pani ocenia dotychczasową postawę Polfy? Wydaje się, że na razie wszystko jest w porządku. Wygrywacie pewnie, udało wam się pokonać silną Wisłę Kraków...
Marzena Głaszcz: - Rzeczywiście, chyba nie sposób narzekać. W tym sezonie idzie nam dobrze. Moim zdaniem najważniejsze jest to, że czujemy się bardzo silne psychicznie. Trener Tadeusz Aleksandrowicz jest prawdziwym fachowcem i z pewnością wie, co robi. Myślę, że nasi kibice będą zadowoleni.
- Czy naprawdę wierzy pani w zdobycie mistrzowskiego tytułu? W poprzednich sezonach również deklarowałyście podjęcie walki z Lotosem. Jak to się skończyło, dobrze przecież pamiętamy...
- Zasadnicza różnica polega na tym, że teraz poziom jest znacznie bardziej wyrównany. Gdynianki nadal dysponują największym budżetem w ekstraklasie, ale nie powinny czuć się zbyt pewnie. Podobnie jak Wisła, są bardzo mocno zaabsorbowane występami w Eurolidze. Mamy więc wymarzoną okazję, żeby pokrzyżować im szyki.
- Jak pani wspomina występy w reprezentacji Polski? Czy pozostał jakiś niedosyt?
- Gra w reprezentacji chyba dla każdego jest zaszczytem. Ja po prostu w pewnym momencie postawiłam na rodzinę i trudno ode mnie wymagać, bym stwierdziła, że tego żałuję. Zdecydowanie najmilej wspominam wyjazd z kadrą do Australii. Chyba nigdy tego nie zapomnę.
- Jaki jest dziś poziom polskiej żeńskiej koszykówki?
- Nie jest najgorzej, chociaż po zdobyciu przez nas mistrzostwa Europy nie odnosimy spektakularnych sukcesów. Ciężko mają zwłaszcza młode zawodniczki. Przy tylu koszykarkach z zagranicy, trudno im jest pokazać się na parkiecie. Trzeba być bardzo silnym i mieć wielką siłę przebicia. Niestety, nie wszystkim to się udaje.
- Koszykarski ideał?
- Chyba największe wrażenie zrobiła na mnie brazylijska rozgrywająca Paula da Silva. Widać było, że znakomicie czuje się na parkiecie.
- Jak pani się czuje, patrząc na upadek koszykówki w bliskim pani Widzewie?
- Jest mi po prostu smutno. Nie chodzi jedynie o to, że to w tym klubie mnie zauważono. Ale w Widzewie wychowało się kilka zawodniczek, o których stało się głośno w całym kraju. Szkoda, że aż tak wiele klubów znika ze sportowej mapy Polski.
- Jak się pani czuje w Pabianicach?
- Zadomowiłam się już tutaj i raczej nigdzie się nie wybieram. Zwróciłam nawet uwagę, że wielu fanów traktuje mnie jak rodowitą pabianiczankę, choć przecież stąd nie pochodzę. Nie ukrywam, że sprawia mi to sporą satysfakcję i chciałabym im za to bardzo podziękować.
- Komu pani najwięcej zawdzięcza?
- Jest kilka takich osób, ale bez wątpienia najwięcej trenerowi Henrykowi Langierowiczowi. To on we mnie kiedyś uwierzył, sprowadził do Pabianic i za to zawsze będę mu niezwykle wdzięczna.
- Czy córka pójdzie kiedyś w ślady mamy?
- Ola ma osiem lat i interesuje ją cały świat. Odziedziczyła po tacie zdolności muzyczne (występuje on w filharmonii). Ostatnio zaczęła ją bawić koszykówka. Kto wie, jak to się wszystko potoczy.
Rozmawiał: Bartosz Kukuć
źródło: Express Ilustrowany
Rozmowa z Marzeną Głaszcz
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
- Szymon
- Oldboy
- Posty: 6023
- Rejestracja: 07 czerwca 2004, 09:11
- Lokalizacja: PABIANICE, POLSKA
- Kontaktowanie:
Rozmowa z Marzeną Głaszcz
BYŁ, BĘDZIE I JEST ZAWSZE WŁÓKNIARZ MRKS


Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości
