fot. Kamil Gozdan / AG
Po sobotniej porażce, w niedzielę gdyńskie koszykarki pokonały Wisłę i batalia o złoty medal trwa
Już od początku pierwszego meczu widać było, że w Gdyni nie powtórzy się żaden ze scenariuszy krakowskich spotkań. Ani Wisła, ani Lotos nie potrafiły osiągnąć wysokiej przewagi i do ostatnich minut wynik był sprawą otwartą. Krakowianki grały jednak lepiej, od początku prowadziły, a Lotos musiał gonić. Dwa najlepsze polskie zespoły przeciwstawiły sobie całkiem odmienne style gry. Wisła rzucała z dystansu, dziewięciokrotnie trafiając za 3. Lotos też próbował tak grać, ale dobrze pilnowana Agnieszka Bibrzycka, podobnie jak inne koszykarki mistrzyń Polski, nie trafiała i gdynianki szybko musiały zmienić sposób gry. Grały więc pod kosz, ale dobra postawa środkowych Rankicy Sarenac i Eweliny Kobryn na wiele się nie zdała, bo
tym razem Gordana Kovacevic nie potrafiła zatrzymać Anny De Forge, przegrała z nią niemal wszystkie pojedynki! Amerykanka wystąpiła tym razem jako rozgrywająca, co zaskoczyło Lotos. Często zmieniała się pozycjami z równie skuteczną Jeleną Skerovic, a to wprowadzało jeszcze więcej zamieszania w gdyńskiej obronie. - Straciłyśmy zdecydowanie zbyt wiele punktów, jeśli dodamy do tego fakt, że ani razu nie trafiłyśmy za 3, to mamy powody porażki - mówiła po pierwszym spotkaniu rozgrywająca Lotosu Paulina Pawlak.
W decydujących minutach Kara Braxton, która przez cały mecz zachowywała się jak rozkapryszona gwiazdeczka (niemal nigdy nie wracała po niecelnych rzutach), zablokowała Sarenac, a później Kobryn. Chwilę po tym za 3 trafiła De Forge i było po meczu. - Wcześniej też kontrolowaliśmy wynik - przyznał w swoim stylu trener Wisły Elmedin Omanic.
Lotos Gdynia 66
Wisła Kraków 72
Kwarty: 21:22, 16:16, 12:12, 17:22.
Lotos: Sarenac 19, Johnson 13, Bibrzycka 12, Kobryn 10, Kovacevic 2 oraz Newton 8, Leciejewska 2, Pawlak 0.
Wisła: Skerovic 18 (4), De Forge 15 (3), Kress 11 (2), Trafimava 2, Johnson 2 oraz Braxton 13, Perovanovic 4, Radwan 4, Gburczyk 2, Skorek 0, Krawiec 0.
Niedzielne spotkanie zaczęło się podobnie jak poprzednie. Wisła miała przewagę i wykorzystywała wszystkie słabe strony Lotosu. Krakowianki prowadziły już nawet 10 punktami, ale wtedy w Lotos wstąpił nowy duch. Pomogła w tym kolejna kuriozalna decyzja arbitrów, którzy nie zauważyli ewidentnego faulu De Forge na Kobryn. Od tego momentu mistrzynie Polski zaczęły grać z takim zaangażowaniem, jakiego wszyscy od nich oczekują. Gdy w ostatniej sekundzie III kwarty 2 punkty zdobyła Kobryn, hala GOSiR eksplodowała radością. Przy ogłuszającym dopingu publiczności Lotos dowiózł zwycięstwo do końca, mimo szaleńczej pogoni wiślaczek. W rywalizacji do czterech wygranych jest 2:2. Kolejne mecze w środę w Krakowie i w sobotę w Gdyni.
Lotos Gdynia 70
Wisła Kraków 65
Kwarty: 14:19, 19:17, 17:12, 20:17
Lotos: Bibrzycka 16 (1), Kovacević 14 (1), Sarenac 12, Kobryn 12, Johnson 6 oraz Leciejewska 6, Newton 4 (1), Pawlak 0
Wisła: Skerovic 18 (3), De Forge 15 (1), Trafimowa 14 (2), Braxton 9 (1) Kress 7 (1) oraz Johnson 1, Perovanović 0, Gburczyk 0
Michał Sielski (Gazeta Wyborcza)










