Wojteg, szczerze mówiąc zaskoczyła mnie Twoja analiza. Nie spodziewałem się tego po Tobie, ale w 99% zgadzam się z Twoim zdaniem.
Ten 1% to sprawa Trześniewskiego. Według mnie jeśli, powtarzam JEŚLI, przez ostatnie lata treningi nie były należycie prowadzone, to może się to teraz odbijać na dyspozycji drużyny.
A co dalej będzie??? Zobaczymy już w sobote.
AZS Gorzów - Polfa Pabianice 61:58
Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba
Szymon pisze:(...) Według mnie jeśli, powtarzam JEŚLI, przez ostatnie lata treningi nie były należycie prowadzone, to może się to teraz odbijać na dyspozycji drużyny.
.
Może być też tak, że zawodniczki przyzwyczajane wiele lat do jakiegoś modelu treningów mają problem z przestawieniem się na treningi stawiające na siłę, które zdaje się preferować obecny trener. Potem wychodzi to w meczach - brak świeżości i problemy ze skutecznością. Stąd też może problemy z kontuzjami... może organizmy tak reagują na inny rodzaj obciążeń? Oczywiście jednak nie wszystkie, przecież nie wszystkie grały wiele "pod" trenerem T.
Ania i Alex... Na zawsze w naszych sercach!!! [']
- Szymon
- Oldboy
- Posty: 6023
- Rejestracja: 07 czerwca 2004, 09:11
- Lokalizacja: PABIANICE, POLSKA
- Kontaktowanie:
Seba pisze:Może być też tak, że zawodniczki przyzwyczajane wiele lat do jakiegoś modelu treningów mają problem z przestawieniem się na treningi stawiające na siłę, które zdaje się preferować obecny trener. Potem wychodzi to w meczach - brak świeżości i problemy ze skutecznością. Stąd też może problemy z kontuzjami... może organizmy tak reagują na inny rodzaj obciążeń? Oczywiście jednak nie wszystkie, przecież nie wszystkie grały wiele "pod" trenerem T. ;)
Tylko patrząc na kontuzjowane zawodniczki, to Sylwia i Guśka grały u Mirka dużo, Jarzynka troche mniej, ale grała
A ogólnie to cholera wie czemu się tak dzieje??? Może to po prostu zwykły zbieg nieszczęśliwych okoliczności?? A może to Aleksandrowicz przesadził z treningami??? Nie wiem już sam co o tym mysleć
BYŁ, BĘDZIE I JEST ZAWSZE WŁÓKNIARZ MRKS


Udany rewanż
Sobotni mecz ekstraklasy pomiędzy AZS PWSZ TelecomMedia Gorzów Wlkp. i PZU Polfą Pabianice pokazał, że gorzowianki szybko się uczą.
Przypomnijmy, że październikowe spotkanie w Pabianicach przegrały aż 57:83, a po niespełna trzech miesiącach wzięły rewanż, zwyciężając rywalki 61:58! Skąd taki zwrot?
Zgubna myśl...
- Gratuluję zwycięstwa młodej i ambitnej drużynie z Gorzowa nad naszą renomowaną firmą – rzekł trener PZU Polfy Tadeusz Aleksandrowicz. – Dziś piłki nam nie wpadały do kosza, nawet z czystych pozycji, bo nie radziliśmy sobie ze strefą rywalek. A gdy moje zawodniczki prowadziły już różnicą 13 punktów, do ich świadomości dotarła zgubna myśl, że teraz można już sobie pograć jak w TKKF, bez pełnego zaangażowania. Czuły, że nie mam dziś dla nich zmienniczek, które sporo wnosiły do gry. Dlatego chyba przegraliśmy walkę pod tablicami, bo rywalki miały 42 zbiórki, a my tylko 31. Przy naszej przewadze wzrostu nie powinno się to zdarzyć. Zadecydowały większe zaangażowanie w grze, może też energia i entuzjazm gorzowianek. Nasz zespół ma zwykle skuteczność rzutów za dwa punkty na poziomie 54-56 procent, a dziś było tylko 42. To pokazuje, że nie byliśmy w najwyższej formie.
Popularnego w Gorzowie ,,Aleksa’’ publiczność powitała bardzo ciepło i życzliwie. Po meczu był jednak zdruzgotany.
Końcówki specjalnością AZS
- Zagraliśmy dziś fantastyczny mecz! – rzekł uszczęśliwiony trener gorzowianek Dariusz Maciejewski. – Postanowiliśmy zastosować w nim strefę, zagrać agresywniej niż zwykle, bo chcąc nawiązać walkę z takim zespołem, trzeba liczyć także na łut szczęścia i gorszy dzień rywalek. Wiedząc, że trener Aleksandrowicz będzie miał praktycznie siedem zawodniczek do grania, założyliśmy z Januszem Wierzbickim, że z każdą upływającą minutą rywalkom może brakować świeżości. Wtedy słabsza będzie skuteczność ich rzutów z dystansu, a nawet z pozycji podkoszowych. I tak się stało. Graliśmy dość równo, z wyjątkiem fragmentu pierwszej kwarty, gdy Agnieszka Szott opuściła po trzecim przewinieniu parkiet. Gdy wróciła, było już inaczej, bo mieliśmy w zanadrzu kilka wariantów gry, z Dagmarą Mroczek rzucającą za trzy punkty i z Agnieszką operującą tyłem do kosza. I to nam dziś fantastycznie wychodziło, a końcówki meczów stały się już naszą specjalnością!
(dob) Gazeta Lubuska
Sobotni mecz ekstraklasy pomiędzy AZS PWSZ TelecomMedia Gorzów Wlkp. i PZU Polfą Pabianice pokazał, że gorzowianki szybko się uczą.
Przypomnijmy, że październikowe spotkanie w Pabianicach przegrały aż 57:83, a po niespełna trzech miesiącach wzięły rewanż, zwyciężając rywalki 61:58! Skąd taki zwrot?
Zgubna myśl...
- Gratuluję zwycięstwa młodej i ambitnej drużynie z Gorzowa nad naszą renomowaną firmą – rzekł trener PZU Polfy Tadeusz Aleksandrowicz. – Dziś piłki nam nie wpadały do kosza, nawet z czystych pozycji, bo nie radziliśmy sobie ze strefą rywalek. A gdy moje zawodniczki prowadziły już różnicą 13 punktów, do ich świadomości dotarła zgubna myśl, że teraz można już sobie pograć jak w TKKF, bez pełnego zaangażowania. Czuły, że nie mam dziś dla nich zmienniczek, które sporo wnosiły do gry. Dlatego chyba przegraliśmy walkę pod tablicami, bo rywalki miały 42 zbiórki, a my tylko 31. Przy naszej przewadze wzrostu nie powinno się to zdarzyć. Zadecydowały większe zaangażowanie w grze, może też energia i entuzjazm gorzowianek. Nasz zespół ma zwykle skuteczność rzutów za dwa punkty na poziomie 54-56 procent, a dziś było tylko 42. To pokazuje, że nie byliśmy w najwyższej formie.
Popularnego w Gorzowie ,,Aleksa’’ publiczność powitała bardzo ciepło i życzliwie. Po meczu był jednak zdruzgotany.
Końcówki specjalnością AZS
- Zagraliśmy dziś fantastyczny mecz! – rzekł uszczęśliwiony trener gorzowianek Dariusz Maciejewski. – Postanowiliśmy zastosować w nim strefę, zagrać agresywniej niż zwykle, bo chcąc nawiązać walkę z takim zespołem, trzeba liczyć także na łut szczęścia i gorszy dzień rywalek. Wiedząc, że trener Aleksandrowicz będzie miał praktycznie siedem zawodniczek do grania, założyliśmy z Januszem Wierzbickim, że z każdą upływającą minutą rywalkom może brakować świeżości. Wtedy słabsza będzie skuteczność ich rzutów z dystansu, a nawet z pozycji podkoszowych. I tak się stało. Graliśmy dość równo, z wyjątkiem fragmentu pierwszej kwarty, gdy Agnieszka Szott opuściła po trzecim przewinieniu parkiet. Gdy wróciła, było już inaczej, bo mieliśmy w zanadrzu kilka wariantów gry, z Dagmarą Mroczek rzucającą za trzy punkty i z Agnieszką operującą tyłem do kosza. I to nam dziś fantastycznie wychodziło, a końcówki meczów stały się już naszą specjalnością!
(dob) Gazeta Lubuska
- Mikey
- Senior
- Posty: 3547
- Rejestracja: 07 czerwca 2004, 10:41
- Lokalizacja: Z Lans Ekipy
- Kontaktowanie:
Mam nadzieję ze pozwolicie zabtrac głos w dyskusji pomimo że nie moja to działka (no może nie do końca
). Gdybym miał oceniac wasz zespół po meczu w Gorzowie to tak jak wspomniał Wojteg-Obydwie Julki są duzym nieporozumieniem. Korzeniewska boi się wziąść jakąkolwiek odpowiedzialność i rzecywiście zupełnie nie widze u niej zadnych postępów, "nasza" Julka natomiast straciła w Pabianicach wszelkie atuty, jeżeli możemy o takich mówić w jej przypadku, ale śmiem twierdzić ze jakieś tam zalety pozwalające na zaliczenie jej do niezłyuch zawodniczek ligowych miała. Tymczasem teraz jest kompletnym cieniem samej siebie sprzed transferu-jest zagubiona, nieskuteczna i takiej druzynie jak wasza jest raczej niepotrzebna. Bardzo rozczarowała mnie Szpila która nie wiem czemu uparła się w Gorzowie na rzuty za 3 pkt a bilans był taki jaki widzimy, zresztą z takimi warunkami fizycznymi, reprezentantce Polski nie powinny zdarzać się takie wystepy. A co do Leo i Gabi rzeczywiście tragedia. Gabi jeszce kilka razy w obronie rozdała fajne czapy, ale w ataku jedna i druga zagrały kompromitujaco. Być moze faktem jest że nie były obsługiwane przez rozgrywajace rewelacyjnie, ale tez kilka razy zmarnowały bardzo dobre asysty. Nie chcę atakowac Leo ale przepraszam sparwiała w Gorzowie wrażenie lekko znudzonej... moze to moje złudzenie, ale...
A co do Panti to tez nie sztuka brac na siebie cały ciężar gry podczas gdy nic jej nie wychodzi i efekt jest żaden. Pudłowała, czarowała tyle ze co z tego? co do za pociecha ze ktoś jest odważny skoro żadnego pożytku to nie przynosi.

- Szymon
- Oldboy
- Posty: 6023
- Rejestracja: 07 czerwca 2004, 09:11
- Lokalizacja: PABIANICE, POLSKA
- Kontaktowanie:
Ciekawe podsumowanie kolego! Jeśli chodzi o Krystofovą to jestem w stanie sobie to wyobrazić. We wcześniejszych meczach, kilka razy też odnosiłem wrażenie że "się nudzi". O Pantelejewej się już wcześniej wypowiadałem, o Julkach szkoda mówić, Lamparska faktycznie w tym sezonie zawodzi, Toma również. Szczęście że mamy w drużynie Elżbiete!!!
A na koniec taka moja refleksja. Nie ma się co dziwić, że czasem widać brak zaangażowania, znudzenie. Większość zawodniczek nie jest z klubem związana emocjonalnie. Liczy się dla nich tylko kasa! Sądzę, że gdyby było w drużynie więcej wychowanek, to obraz byłby inny. Myślę, że właśnie w takich meczach ("na styku" ) "gryzłyby" parkiet, że bardziej by im zależało aby drużyna z ich rodzinnego miasta odniosła zwyciąstwo.
Może nie mam racji, ale jak przypomnę sobie dawne czasy i waleczność ówczesnych zawodniczek, to coraz bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu.
A na koniec taka moja refleksja. Nie ma się co dziwić, że czasem widać brak zaangażowania, znudzenie. Większość zawodniczek nie jest z klubem związana emocjonalnie. Liczy się dla nich tylko kasa! Sądzę, że gdyby było w drużynie więcej wychowanek, to obraz byłby inny. Myślę, że właśnie w takich meczach ("na styku" ) "gryzłyby" parkiet, że bardziej by im zależało aby drużyna z ich rodzinnego miasta odniosła zwyciąstwo.
Może nie mam racji, ale jak przypomnę sobie dawne czasy i waleczność ówczesnych zawodniczek, to coraz bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu.
BYŁ, BĘDZIE I JEST ZAWSZE WŁÓKNIARZ MRKS


Mikey pisze:Mam nadzieję ze pozwolicie zabtrac głos w dyskusji pomimo że nie moja to działka (no może nie do końca).
No wiesz Mikey. Ty ostatnio stajesz się jak najbardziej kompetentny do wyrażania swojego zdania na temat naszej drużyny
Co do sprawy przygotowania drużyny w poprzednich sezonach i obecnym to nie twierdze, że wtedy wszystko było OK i nie usprawiedliwiam poprzedniej ekipy trenerskiej. Ale moim zdaniem nie należy także całej winy zwalać na poprzedników. Na początku było dobrze, a teraz się coś popsuło. Oczywiście może to być spowodowane zmęczeniem, przetrenowaniem itp itd.
Pytanie brzmi, co zrobić aby dość szybko sobie z tym poradzić
-
Andrzej z Gorzowa
Witam. Zgadzam się z Szymonem, że drużyna budowana o własne wychowanki "gryzie parkiet" w takich meczach jak ostatni. Przykładem jest właśnie nasza drużyna. W kadrze mamy tylko trzy zawodniczki spoza Gorzowa. Nawet przedsezonowe wzmocnienia, czyli Aga Szott i Marta Żyłczyńska rozpoczynały karierę w Gorzowie. To samo się tyczy Alicji Suwary która przez wiele sezonów grała w Stilonie Gorzów. Napewno to był jeden z elementów który zadecydował o naszym zwycięstwie.
Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 91 gości


