spokojnie tytułem może być "
pierwszy taki wyjazd w karierze. dlaczego? już tłumaczę:
1) wyjeżdżamy punktualnie, tak jak sobie założyliśmy, czyli 5:15 z dworca PKS w Polkowicach w kierunku Krakowa. Po drodze (we Wrocławiu), do naszej dwójki dołącza kolejny fan Orzełka i w sile trzech ciał śmigami do Krakowa celem dopingowania naszych Pań w meczach o "brązy". Po drodze w Opolu zawieramy zakład w Totomixie (Kurs na Orzełka to aż 3,45) na pierwszy mecz, w którym naszym zdaniem zwycięży Orzełek. każdy do puli dorzuca 5zł i w sumie do wygrania mamy ponad 45PLN.
2) na miejsce docieramy ok. 15min przed czasem (12:30) i wstepnie rozglądamy się za ofertami PKP i PKS w ramach powrotu do P-ce. Po krótkim rozpoznaniu wyruszamy w około 15 minutową trasę do miejsca zakwaterowania. potem krótkie odwiedzimy Rynku i wymarsz na Reymonta, gdzie pierwszym celem naszej podróży jest "Restauracja u Wiślaków". Fantastyczne, klimatyczne miejsce. Poza krzesłami, nie przystosowanymi do wszystkich kategorii wagowych

- jest jak najbardziej w porządku

Po paru chwilach przy piwku dołączają do nas Bartolino, Betti i J.(którym bardzo serdecznie dziękujemy za gościnę

) i śmigamy na mecz. Bez problemów uzyskujemy wejściówki darmowe od szefostwa klubu i meldujemy się na trybunie za ławką naszych dziewczyn. Przez pierwszą połowę na hali panuje piknik, od czasu do czasu my coś krzykniemy i ogólnie (nieskromnie mówiąc) panujemy na trybunach we trójkę

. na trzecią kwartę mobilizuje się grupa około 15-20 Wiślaków, ale średnia wieku nie przekracza 15 lat (wg nas) i nasze trzy gardła dają radę całej Wiślackiej Braci. (co potwierdzają m.in. słowa jednego z miejscowych skierowane do nas, żeby nie śpiewać tak głośno bo wstyd robimy). Pod koniec meczu nasz "młyn" poszerza się o dziewczyny rezerwowe, które nakręcają przyśpiewki i klaszczą razem z nami

. Przy opuszczaniu hali małe zamieszanie z jednym z nie do końca trzeźwych pajaców, który koniecznie chciał nasz jedyny szalik, jednak barw udaje się nie stracić. konferencja, podziękowania Darii za przyjazd i rozejście się w miasto.
2) Nocleg mija spokojnie, choć stosunkowo wcześnie musimy opuścić nasz hotel, bowiem jego doba kończy się już o godzinie 10:00. Udajemy się więc na skromne śniadanko do "Telepizzy", po czym za cel obieramy sobie rynek i tam rodzi się nowa zgoda Orzełka. otóż panie i panowie - od 22.o4 Orzeł ma zgodę z Gołębiami

. Zapewniamy im katering, wspólnie spędzamy szmat czasu i zaprzyjaźniamy się z wzajemnością (tylko jednemu z nas ta przyjaźń nie odpowiadała

). Po paru godzinach wysiedzianych wsród naszych nowych przyjaciół wędrujemy na R22. po drodze ostatnie zakupy w żabce i ponownie meldujemy się na "zupce" w Restauracji u Wiślaków. po jakimś czasie dołączają do na Bartolino z Betti (J. towarzyszy nam od śniadania

) i po paru chwilach ponownie stawiamy się na trybunach hali, by dopingować laski w meczu nr 4. Tym razem po stronie Wisły ustawia się dość spory młyn (ok 30? osób) i nasz "doping" jedynie urywkowo przez pierwszą połowę meczu, choć wzmozcniony jednym gardłem więcej w porównaniu do pierwszego meczu w Krakowie. siły już jednak nie te co dzień wcześniej i drugą połowę obserwujemy na siedząco. po meczu już bez żadnych spięć i po konferencji prezes Korsak bez problemów zgadza się na podróż naszej trójki w klubowym autokarze, za co jeszcze raz serdecznie dziękujemy. w ostatniej chwili znajduje się auto z miejscami wolnymi, gdzie koniec końców lądujemy i po 3,5h podróży, o 1:30 w nocy z środy na czwartek, meldujemy się w swoich domach.
Jeszcze raz ogromne dzięki dla Krakusów za goscinę, zapraszamy do Polkowic
jesli coś pominąłem- proszę kolegów o uzupełnienie mojej relacji. mysle ze i fotki niebawem uda się wrzucić
tak więc pierwszy raz w karierze wyjazdowej mieliśmy wyjazd:
-do Krakowa
-punktualny
-3osobowy
-z noclegiem, na dwa mecze
-problemowy z barwami
- itd
pozdrawiam