Miejscowi kibice- bardzo pozytywny, głosny doping, prawie non-stop
Nasza ekipa -mieszanka kibicowsko-rodzinna. Wypadliśmy tak sobie- niektórzy nie umieli śpiewać , inni nie spieali , bo chyba im nie wypadało...więc do dopingu pozostały chyba 3-5 osób / w tym jedna tracąca kontakt z rzeczywistością-szczyt tej utraty nastąpił, gdy zatrzymaliśmy się na posiłek....
O następny powrót z drużyną będzie raczej cinżko...ja już się nie odważę trenerowi w oczy spojrzec...
Poza strsem spowodowanym zbyt wielką wesołoscią i nadgorliwym obchodzeniem urodzin, wyprawa była całkiem udana...
Dla mnie rozpoczeła się we czwartek o 21ej kiedy to wyszedłem z domu...Trasa podobna do tej jaką pokonali El oraz Kanidzia. Też musiałem nawąchac się smrodów w poczekalni w Koluszkach, z tym ,że nie zapłaciłem mandatu- jak przystało na statecznego człoeieka...Do Jeleniej dotarłem o 9tej rano , czyli po 12 godzinach / wyprawa jak za dawnych dobrych czasów...
Na peronie jakiś kierowca busa zgarnął mnie do Karpacza , gdzie miałem zarezerwowany pokój....w Domu Parafialnym Swiatyni Wang / "bo koszykówka jest od tego ,żeby bawić się na całego
Pozostałe atrakcje zastały już opisane....
Ps. Kolega K. Jeszcze jedna taka akcja , a z powodu stresów wpedzisz mnie do grobu...


