Aleksandra Karpińska: Będę grającą mamą
Rozmowa z Aleksandrą Karpińską, koszykarką KSSSE AZS PWSZ Gorzów, która jest w trzecim miesiącu ciąży.
- Jak się pani czuje?
- Dziękuję, już dobrze. Wcześniej męczyły mnie poranne nudności. To było coś strasznego. Czułam się potwornie, ale teraz nic mi już nie dolega.
- Oswoiła się już pani z myślą, że będzie mamą?
- Tak. To jest dla mnie niesamowite przeżycie. Czuję się podekscytowana. Już nie mogę się doczekać, aż poczuję pierwsze ruchy dziecka. Maluch powinien zacząć kopać w szóstym, siódmy miesiącu ciąży więc już niedługo.
- Jak zareagowała rodzina i znajomi na wieść, że jest pani w ciąży?
- Babcie są wniebowzięte, rodzice byli lekko zszokowani, ale teraz też już się cieszą. Odebrałam mnóstwo esemesów z życzeniami. Wciąż ludzie mi gratulują.
promocja
- Trudno było przekazać tę nowinę dziewczynom z drużyny?
- Nie. Dziewczyny zareagowały bardzo spontanicznie. Cieszyły się razem ze mną, bo to, że się spodziewam dziecka, jest radosne same w sobie. Trudniej było mi porozmawiać z trenerem i sponsorami. Ich reakcja nie była tak sympatyczna. To zrozumiałe, bo tracą zawodnika.
- Zamierza pani wrócić do koszykówki?
- Oczywiście. Poród mam zaplanowany na czerwiec. W sierpniu chciałabym rozpocząć pierwsze treningi. Zamierzam nadal grać w gorzowskiej drużynie.
- Gdy rozpocznie pani treningi, dzidziuś będzie miał dopiero dwa miesiące. Rodzinę ma pani w Poznaniu. Kto będzie pomagał w opiece nad maleństwem?
- Mój narzeczony. Także teść deklaruje, że nam pomoże. Nie będziemy mogli jednak nadużywać jego dobroci, więc chyba zatrudnimy opiekunkę.
- Możemy zapytać kto jest ojcem dziecka?
- Tak. To Maciej Drzewiński, gracz waterpoolo.
- Będzie przy porodzie?
- Chce być, ale nie wiem, czy wytrzyma. To się jeszcze okaże.
- Nie boi się pani, że trudno będzie odzyskać dawną formę po tak długiej przerwie w grze?
- Bardzo się boję. Na pewno trudno będzie przyzwyczaić organizm do dawnego trybu treningów i meczów. Trzeba to będzie zrobić bardzo rozsądnie. Liczę, że pomogą mi w tym trenerzy i osoby pracujące z drużyną. Wszyscy będziemy musieli się tego nauczyć, bo to dla nas nowa sytuacja. Zobaczymy, kiedy przyjdzie forma. Nie wiem jeszcze, ile przytyję. Na razie schudłam trzy kilo, zanikły mi wszystkie mięśnie i urosły piersi.
- A to akurat jest pozytywne
- Tak (śmiech). Pocieszam się tym, że nie ja jedna zaszłam w ciążę uprawiając zawodowo koszykówkę. W naszej lidze mamą jest choćby Justyna Jeziorna z Polkowic. Po porodzie wróciła do gry, świetnie sobie radzi, a macierzyństwo jej nie przeszkadza.
- Koleżanki z drużyny odnoszą teraz sukces za sukcesem. Pani obserwuje to wszystko z ławki. Nie żal, że nie ma pani na boisku?
- Oczywiście, że żal. Mogłam grać w drużynie do końca roku. Fakt, mdłości przeszkadzały mi w grze i w treningach. Wyszło tak jak wyszło. Nie mogę pomóc koleżankom, ale jestem z nimi całym sercem i duszą. Jestem z nich dumna, że tak świetnie sobie radzą.
- Trudniej jest walczyć o piłkę na parkiecie czy patrzeć z boku?
- Obserwować to wszystko z ławki jest bardzo ciężko. Czasami myślę sobie, że gdybym tam była, to inaczej rozegrałabym piłkę. Ale cóż, nie mam wpływu na to, co się dzieje na boisku. Mogę tylko radzić dziewczynom i je wspierać. Mam nadzieję, że moja obecność im choć trochę pomaga. Nie jeżdżę z drużyną na mecze wyjazdowe, ale przychodzę na każde spotkanie rozgrywane w Gorzowie.
- Jeśli urodzi pani dziewczynkę, będzie grała w koszykówkę?
- Jasne, a jeśli będzie chłopiec, zostanie graczem waterpolo. Na pewno będzie to usportowione dziecko. Płeć poznamy z Maciejem na przełomie stycznia i lutego.
- Dziękuję
Tatiana Mikułko
www.gazetalubuska.pl