- Z MAłGOSIË PRZESZLIBYśMY zeszłoroczne półfinały bez porażki i zapewnilibyśmy sobie udział w finałach w Turcji - mówi trener kadry Arkadiusz Koniecki i trudno mu nie przyznać racji. Odmłodzona kadra, pozbawiona swej najlepszej środkowej, była o krok od sukcesu. Związana kontraktem z San Antonio Silver Stars z amerykańskiej ligi WNBA Dydek nie mogła otrzymać urlopu. Bibrzycka była w lepszej sytuacji, gdyż podpisując nową umowę, znała już terminy i wymogła na klubie klauzulę o zwolnieniu do kadry. Jak sobie poradzimy z tym problemem teraz? Co sądzą o tym same zainteresowane?
Amerykanie nalegają
- Odbyłam wstępne rozmowy z kilkoma klubami, nosiłam się z zamiarem zmiany barw, ale San Antonio położyło na mnie łapę - wyjaśnia Dydek. - Pozornie byłam już wolna, lecz istnieje reguła, iż klub może potraktować zawodniczkę jako osobę reprezentatywną, sztandarową, o specjalnym znaczeniu, wokół której kręci się gra. Uczynienie mnie takim pomnikiem Srebrnych Gwiazd oznacza brak możliwości odejścia. Mogę próbować zastrzec coś w nowym kontrakcie, klub może mi iść na rękę, ale nie musi.
Dziwne to praktyki, zważywszy na amerykańskie standardy demokracji. Niewolnicze przypisanie człowieka do klubu, wbrew jego woli - kiedy termin oficjalnego zatrudnienia minął - stanowi tym większe zaskoczenie, że w trakcie rozgrywek 2004 trener nie pozwalał Małgorzacie spełniać kluczowej roli, do jakiej była predestynowana, faworyzując inną zawodniczkę.
W podobnej sytuacji pozostaje Bibrzycka. - Okres zawierania umów zaczyna się w marcu, a San Antonio już dzwoni - mówi Agnieszka. - Jeszcze nie wiem, gdzie wyląduję, ale Teksas jest bardzo prawdopodobny. Chciałabym od pierwszego sierpnia być w Polsce i wystąpić przynajmniej w najważniejszych meczach, przeciw Węgierkom. Będziemy naciskać, by menedżer poszedł na ustępstwa.
Katarzyna Dydek, choć nie jest jeszcze oficjalnym agentem, uczestniczy w załatwianiu spraw. - Rozmów jeszcze nie podjęto, przewiduję jednak trudną przeprawę - informuje siostra Małgorzaty, drugi trener Lotosu. - San Antonio nie po to czyni Gośkę swym "sztandarem", by zwalniać ją z decydującej fazy rozgrywek. Powiem szczerze: będzie bardzo ciężko przeforsować nasze warunki.
Trener Koniecki nie wyobraża sobie startu bez najlepszych koszykarek. - Jeśli mamy indywidualności, dzięki którym Polska może zaistnieć w Europie, nie dopuszczam gry bez nich. Grupa finałowa, do której ewentualnie trafimy, jest korzystna i pozwoli zajść wysoko. Nie ukrywam, że dużo zależy od działań Polskiego Związku Koszykówki i prezesa Marka Pałusa. Jestem optymistą.
Rozwiązywanie węzła
- Mówi się, że PZKosz nie przejawiał w ubiegłym sezonie zbyt wielkiej inicjatywy w sprawie zwolnienia Dydek z amerykańskiej ligi. Czy wyczerpano wszystkie możliwości? - pytamy Marka Pałusa.
- Spuśćmy zasłonę na zeszłoroczne działania - mówi prezes. -Czeka nas nowa batalia. WNBA jest organizacją poza strukturami FIBA, dlatego nasze działania mają ograniczony charakter. Od strony formalno-prawnej nie możemy stawiać wielkich wymagań. Więcej do powiedzenia ma macierzysty klub, który zresztą przed rokiem miał udział w zwolnieniu Agnieszki. Teoretycznie istnieją dwa rozwiązania: rezygnacja z wyjazdu lub urlopowanie. Małgosia zawsze podkreślała, iż finanse nie są głównym motywem letniego wypadu do USA, a na grze w reprezentacji bardzo jej zależy. Wiadomo, iż udział dziewczyn z Lotosu jest kluczowym warunkiem udanego startu drużyny narodowej, przy czym nie muszą one uczestniczyć w kilkumiesięcznych przygotowaniach. Staniemy na głowie, by sprawę załatwić. W najbliższych dniach dojdzie do spotkania w trójkącie: zawodniczki, prezes klubu Mieczysław Krawczyk i PZKosz. Od haseł ogólnych trzeba przejść do szczegółów. Będziemy zastanawiać się, jak w interesie polskiej koszykówki rozwiązać ten węzeł.
ŁUKASZ JEDLEWSKI Przeglad Sportowy
O dwie polskie gwiazdy będzie trwał spór między WNBA i PZKosz. My oczywiście chcemy by grały w reprezentacji, której są podporą i odwróciły się tyłem do Ameryki. FOT. KAMIL KRZACZYńSKI


