Przed swoimi kibicami musimy zerwać niewidzialną nić, która powstrzymała nas przed pokonaniem Lotosu Gdynia w drugim meczu o złoto. Nie uda się to gorzowianom, przeżywającym słabszy dzień. To musi być koszykarski KSSSE AZS PWSZ wybitny!
Wracając po dwóch porażkach w Gdyni (74:86 i 54:59), na własnej skórze poznawaliśmy uroki serii "best of seven". Do czterech zwycięstw jeszcze nigdy nie graliśmy.
W tym momencie jest to nasz atut, bo Lotos pokazał klasę, wygrał dwa razy, choć w niedzielę strasznie się mordował, ale przewagi psychologicznej nie ma żadnej. - Gdynianki już poczuły jak bardzo męczyły się u siebie, widać jak są szczęśliwe, że ostatecznie nie straciły meczu numer dwa - mówiła na zakończenie relacji Monika Gonciarz, komentująca kobiecy finał dla TVP. - W Gorzowie jest inna hala, inni kibice. W tej serii może się zdarzyć wiele pięknego.
Czwartek i piątek do upadłego
Co mówi historia? W ostatnich finałowych pojedynkach pierwsze dwa mecze, otwierające serię, kończyły się remisem 1-1. Nie dajmy sobie jednak wmówić, że stoimy na straconej pozycji, czy pod ścianą. Do mistrzostwa potrzeba czterech zwycięstw, a przecież teraz wracamy do domu, gdzie już w tym sezonie odprawialiśmy z kwitkiem i Lotos i Wisłę Kraków. A ku pokrzepieniu serc przypominamy serię z 2007 r. Wtedy krakowianki przegrywały już z Gdynią 1-3. Nie mogły się pomylić. Zawalczyły trzy razy z rzędu i sprzątnęły Lotosowi tytuł sprzed nosa. Nam jeszcze jednak porażka nie zrobić wielkiej krzywdy, choć na najbliższe mecze w roli gospodarza (w czwartek o godz. 18.15 i w piątek o godz. 18) zakładamy realizację tylko jednego planu: walkę do upadłego o wyrównanie stanu serii. Po tym, co zobaczyliśmy w pięknej gdyńskiej hali, jest to jak najbardziej realne.
Uczymy się finału
Czy w Gdyni wykonaliśmy plan minimum? Chyba tak, bo dziś już wiemy, że wywiezienie jednego sukcesu to byłby dla KSSSE AZS PWSZ plan maksimum. W meczach o taką stawkę trzeba nauczyć się grać, pokonać kolejne bariery, przyzwyczaić się do presji, obciążeń, warunków jakie dyktują rywalki i sędziowie. Wreszcie, w decydującym momencie, ktoś musi wyciągnąć rękę, nie zawahać się, dorzucić decydujące o zwycięstwie punkty. Dziś byłoby w serii o złoto 1-1, gdyby to nie był pierwszy w historii finał gorzowianek (tylko Anna Breitreiner grała na tym poziomie, właśnie w barwach Lotosu). Doświadczenie gdynianek wzięło górę, ale przy stanie 2-2 na pewno przestanie się ono liczyć. Tylko doprowadźmy do remisu!
REKLAMY GOOGLE
* Lotos
Chcesz szybkiej, pewnej informacji? Sprawdź w bazie PKT.pl !
PKT.pl
* Mieszkania Gdynia
Atrakcyjne ceny mieszkań w Gdyni! Nie czekaj. Sprawdź
www.tabelaofert.pl
* Mieszkanie w Gdyni
Największa baza sprawdzonych nieruchomości. Szukamy do skutku!
www.HomeBroker.pl
Inna hala i kibice
Pokazaliśmy w Gdyni, że nie trafiliśmy do finału przypadkowo. Stawialiśmy się naprawdę świetnemu rywalowi, który zbudował swój skład za nieporównywalnie większe pieniądze od naszych. Miło było słuchać jak wszyscy z minuty na minutę nabierają do Gorzowa szacunku. W końcowych komentarzach po drugim spotkaniu już nikt nie mówił, że dalsza część serii będzie formalnością, a raczej: w tej specyficznej, gorącej hali przy ul. Chopina może wydarzyć się wszystko.
Ważną rolę w rozgrywce o złoto wciąż mogą odegrać kibice KSSSE AZS PWSZ. Na inaugurację, mimo wielu kilometrów, nie zawiedli. Byli na wyjeździe w oba dni, próbowali zakrzyczeć kilka tysięcy fanów przeciwniczek. Szkoda, że kilkuset gorzowian (z prezydentem miasta Tadeuszem Jędrzejczakiem włącznie), w niedzielę nie zameldowało się najpierw na zmaganiach koszykarek, a dopiero potem na żużlu w Gdańsku. Dało się to pogodzić, wystarczyło tylko chcieć. Tyle dodatkowych gardeł plus gospodarz Gorzowa, tak dbający o sport, to na pewno byłyby dodatkowe skrzydła dla dziewczyn. Nic straconego. W niedzielę o 13.15 będziemy grali w Gdyni mecz piąty, a KSSSE AZS PWSZ obowiązkowo musi mieć wspaniały doping (nikt nie wyobraża sobie, aby ta seria skończyła się po czterech grach). O atmosferę w naszej hali zupełnie się nie obawiamy. Wszyscy ubieramy się na niebiesko lub granatowo i idziemy walczyć o mistrzostwo. Z trybun pomożemy dorzucić gorzowiankom te kilka punktów więcej.
Nicki gorsza od Jujki?
Na koniec o aspektach sportowych tego pojedynku. W skrócie - nasza drużyna, aby powalczyć z Lotosem naprawdę mocno, musi odblokować się w ataku. Nie gubić w prosty sposób piłek, gdy jest pozycja - częściej trafiać niż pudłować. Gdy swój talent pokazała Katerina Zohnova, natychmiast zaczęły się nią opiekować największe gdyńskie gwiazdy. To dało pole do popisu Breitreiner, ale Anna na razie w tej serii nic wielkiego nie zagrała. Tak jak Nicky Anosike. Dwukrotna mistrzyni NCAA nie może pod koszami przegrywać z Martą Jujką. Czekamy na jej fantastyczne mecze i same double-double z punktów i zbiórek do końca serii.
Miotły, gdy do zera
Czy już wiemy jak skończy się ten finał? Na pewno nadal faworytem jest Lotos, ale mioteł gdyńscy fani do Gorzowa na pewno nie przywiozą (taki jest zwyczaj w play-off w NBA, gdy jest szansa na zwycięstwo do zera), bo chyba już zdają sobie sprawę, że nikt tutaj nikomu łatwo złota nie sprzątnie. My trzymamy się nadziei. Znaleźliśmy sposób jak ograć rywalki, byliśmy gorsi o milimetry, o jedną, dwie skuteczne akcje. W domu nie powinniśmy już stracić głowy, zawahać się, spudłować. Seria o mistrzostwo Polski dla KSSSE AZS PWSZ wciąż trwa!
Ireneusz Klimczak - Gazeta Wyborcza
--------------------------------------------
Ten gość jest chyba na pasku AZS-u?
