Problem z wprowadzeniem młodzieżowca na parkiety FGE może nieść wiele niekorzystych sytuacji, które w znacznym stopniu obniżą poziom ligi. Nie tylko ze względów oczywistych (to byłoby krótkofalowe myślenie), ale w sensie długotrwałym i właśnie tym, który dla dobra Polskiej Reprezentacji były najlepszy jest to pomysł całkowicie chybiony.
Nie chodzi o kwestię, czy młode zawodniczki są gotowe do gry w ekstraklasie, czy też nie. Istotnie: takie nazwiska, jak Antczak, Skobel, Jujka, Idczak, Kaczmarczyk czy Tomiałowicz to dziewczyny o wielkim talencie koszykarkim, które z powodzeniem są w stanie powalczyć o miejsce w pierwszej piątce prawie wszystkich zespołów. Jednak, na podstawie przykładu z własnego podwórka, zawodniczki (wielce utalentowane i bardzo perspektywiczne) takie, jak Paździerska, Rozwadowska czy Bednarczyk w pierwszej piątce rady by sobie nie dały, chyba, że...
No właśnie, piękna, mało popularna na naszym kontynencie nauka zwana cybernetyką (nauka o systemach) wskazuje, że takowa propozycja miałaby bardzo złe skutki w reakcji klubów: mogłoby skończyć się to tak, że zespoły np. z tegorocznego play out'u celowo zatrudniają młodzież na pozycji nr 2 (tu chyba najłatwiej znaleźć), by nie doszło do sytuacji, że np. Niewrzawa ma ataku grać (bo w obronie młode dziewczyny na niskich pozycjach spisują się raczej dobrze) przeciwko doświadczonej Wlaźlak.
To może trochę zbyt wygórowany argument i może nieprawdopodobny, ale mam nadzieję, że ilustujący konsekwencje jakichkolwiek regulacji. Każda regulacja bowiem obniża poziom!
Nie wierzę, że gdyby nie było obowiązku gry dwoma Polkami na parkiecie, te nie przebiłyby się do składu. Dlaczego? Na rynku koszykarek po wprowadzeniu regulacji, że ma grać jedna (najpierw) Polka, te nagle zaczęły się dużo wyżej cenić na rynku. Kontrakty, jakie sobie życzyły, nieprzystawały do poprzedniego stanu rzeczy i w jakimś stopniu (nikogo nie obrażając) do ich koszykarkich umiejętności(kto się nie zgodzi po ME, ręka do góry - przyp. akt.).
Gdyby natomiast regulacji tej nie wprowadzić, Polski zarabiałyby mniej, a za zaoszczędzone pieniądze działacze byliby w stanie ściągnąć zza oceanu lepsze zawodniczki (nie wierzę, by ktoś zdecydował się na "ilość" a nie "jakość"), rzeczone Polki grałyby i trenowały z zawodniczkami silniejszymi i więcej mogłyby się od nich nauczyć, dzięki czemu ich poziom gry wzrastałby szybciej. Czyż nie?
Polska Liga Koszykówki Kobiet staje się wielkim sukcesem zarówno marketingowym, jak i sportowym. Coraz racjonalniej wydawane pieniądze przez działaczy sprawiają, że wielkie gwiazdy coraz chętniej wybierają nasz kraj dając coraz więcej argumentów wszystkim w Polsce, by nad wspaniałym projektem WCz. Wiesława Zycha przysiąść i przyklasnąć. Oby w tym momencie, gdy popularność koszykówki w Polsce praktycznie "ciągnie" jedynie żeński basket nie zrobić kroku wstecz.
Nie wiem, jak Wy, drodzy Formułowicze, ale ja jestem przeciw. Mam nadzieję, że na tego typu dyskusję starczy czasu do przyszłego sezonu (oby rzeczowo
PS: Szanowny Panie Trenerze, przepraszam, że bez zgody zdecydowałem się wkleić spore fragmenty moich marnych wypocin z naszej rozmowy, ale ponieważ nie wiem, czy Pański e-mail jest aktualny, to jednak zdecydowałem się na to dla dobra nas wszystkich - dbających o postęp polskiej koszykówki żeńskiej - wiedząc jednocześnie, że wśród formułowiczów i czytających forum jest wiele osób, którym tego typu argumentacja (i dyskusja z niej wynikająca) może się przydać w podjęciu jak najlepszych decyzji dla nas wszystkich.
