Postautor: Greebo » 30 października 2009, 08:37
Prawdę mówiąc nie rozumiem obaw związanych ze strzelcem (albo raczej jego brakiem) w naszej drużynie. Wiadomo, że naszą główną strzelba ma być Marquez, ale osobiście wcale mi nie zależy by zbliżyła się do średniej 20 pkt na mecz. Jeśli popatrzyć na statystyki z poprzedniego sezonu to nietrudno zauważyć, że posiadanie zawodniczki z czuba tabeli strzelców cechowała głównie zespoły, które się nie liczyły w rozgrywce (z pierwszej dziesiątki aż połowa pań nie doprowadziła swojej drużyny choćby do wyjścia z grupy, zespoły 3 kolejnych odpadały 1 rundzie PO). Wyjątkiem były absolutnie największe gwiazdy światowego basketu, z Dianą Taurasi na czele, ale na takowe nas nie stać.
Naszym atutem powinien być wyrównany skład, w dobrym tego słowa znaczeniu. Po przyjściu Marquez powinniśmy mieć w S5 zawodniczki, z których każda jest wstanie pojedynczym meczu rzucić 20 pkt, a ich średnie powinny oscylować w granicach 10-15 pkt na mecz. Czyli nieco upraszczając powinny razem gwarantować ok. 60 pkt w każdym spotkaniu, i to bez ryzyka, że któraś akurat nie będzie miała swojego dnia. Jeśli do tego ławka będzie w stanie dorzucić z 15 pkt (a jest to jak najbardziej realne) to dokładając do tego dobrą obronę możemy być bardzo trudni do ogrania, zwłaszcza przez zespoły z naszej grupy.
A jeśli chodzi o Marquez to wolę by miała nieco inna i chyba trudniejszą role niż śrubowanie statystyk. Grając w takim Lille czy Gospicu pewnie mogłaby mieć średnią kolo18-20 pkt na mecz, tyle tylko, że zespoły te wcale nie musiałby odnosić sukcesów.. Dlatego chcialbym by podstawą naszej gry była zespołowość z w miarę równomiernym rozkładaniem się punktów wśród czołowych zawodniczek a Iziane niech potwierdza swoje umiejętności strzeleckie w newralgicznych momentach. Wcześniej czy później zapewne trafimy na zespół (zespoły) które będą w stanie zneutralizować nasze warianty gry. I wtedy byłby czas na jej indywidualne umiejętności. Niech łamie schematy, przeprowadza indywidualne akcje, wymusza faule. Ot, taki wolny elektron
Drugą kwestią jaka chciałbym poruszyć to kwestia naszych szans w grupie po jakże udanym początku. Wygrana w Salamance nie wątpliwie daje nam duży komfort i otwiera drogę nawet do wygarnia grupy i to – co może i ważniejsze w obecnym systemie rozstawiania przed PO – z bardzo przyjemnym bilansem zwycięstw. Na pewno jesteśmy w stanie wygrać każde z dziewięciu spotkań, które przed nami. Ale wygrać wszystkie będzie pieklenie trudno. Nikt się przed nami nie podłoży, ani na Reymonta ani tym bardziej we własnej hali. Nie mamy takiego potencjału jak Spartak, Jeka czy Walencja by rywale trzęśli portkami już w szatni. Wiec można się spodziewać ciężkiej przeprawy w każdym kolejnym meczu. Jeśli któreś da się wygrać gładko – tym lepiej dla nas, ale raczej należy się nastawiać na wyrównane spotkania. A przy graniu na styku zapewne nie wszystko da się wygrać. Oby jednak porażek było jak najmniej.
Teraz parę zdań o Lotosie i AZS-ie
Porażka Lotosu w Stambule 8 punktami jakimś wielkim problemem nie jest. Fenerbahce ma naprawdę mocną pakę i może sporo namieszać w tym sezonie. Gorzej ze stylem oraz – tak jak napisał hell – problemem, jakim jest krótka ławka. Może ona mieć decydujące znaczenie zwłaszcza w Brnie, gdzie należy się liczyć z bardzo agresywną i siłową grą rywalek. Ciężko będzie tam wygrać, a jeszcze ciężej będzie ograć choćby raz Spartak. To oznaczałoby 4 porażki. Można natomiast liczyć na 4 wygrane w meczach z Tabres i Szegedem. Przed sezonem spodziewałem się ze Francuski mogą być groźne dla Gdyni, przynajmniej w meczu u siebie, ale wymęczone wygrane czy to w lidze czy z Węgierkami każą zweryfikować nieco tę opinię. A więc dawałoby to bilans 4-4 i o tym czy faze grupową Lotos kończyłby w dobrych nastrojach decydowałby dwa kluczowe IMO spotkania u siebie: z Fener i z Brnem. Wygrane mogłyby dać bilans 6-4 a to byłby dobry wynik w tej silnej grupie.
No i AZS, który w Madrycie został chyba mocno sprowadzony na ziemię. Pewnie kibice w Gorzowie liczyli się z możliwością porażki, ale raczej nie 25 punktami.. ale też nie ma co robić z tego tragedii. W tej grupie Praga ma zdecydowanie najmocniejszy skład, ale pozostałe zespoły to nie giganci i AZS może z nimi powalczyć. Lepiej powinno być zwłaszcza w obronie. W mojej ocenie Rivas ma największy potencjał ofensywny po Pradze w tej grupie na dodatek idealny do rozbijania strefy. Już oglądając mecz z Salamancą zwróciłem uwagę ze dość łatwo rozbijali taki system obrony rywalek, więc nieco jestem zaskoczony że Gorzów nie starał się kryć więcej 1-1. Z Koszycami, Bourges czy Sopranem strefa może jednak być dużo skuteczniejsza i w tym można upatrywać swojej szansy. Większy problem może być natomiast gra w ataku, gdyż co jak co ale bronić to te zespoły akurat potrafią (Bourges w ostatnich latach było chyba najlepszą drużyna w defensywie na naszym kontynencie). A potencjał ofensywny Gorzowianek nie rzuca na kolana. Już mecz z Brzegiem był sygnałem, że cos jest nie tak, barierę 10pk przekroczyły jedynie Piekarska i Sapova (samymi osobistymi ).. wczoraj było podobnie. Skład AZS-u jest bardzo dobry na naszą ligę, duża grupa wyrównanych zawodniczek, grająca ambitnie z duża rotacją przez 40 min jest zabójcza dla ligowych rywali, mających z reguły dużo węższą kadry. Rywale dopóki maja siły często mocno walczą, potem padają. Więc mało jest miejsc gdzie AZS może gubić punkty. A jak jeszcze uda mu się ograć Lotos czy Wisłę to automatycznie ma dobrą sytuacje przed PO. W eurolidze tak łatwo nie będzie. Rywale też mają, kim grac na najwyższych obrotach przez 40 minut. A że umiejętności indywidualne zawodniczek są sporo wyższe niż u nas w lidze, to to co jest siła Gorzowa w lidze może okazać jego słabością w pucharach..
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...