feri pisze:przemoe pisze:mecz na poziomie pierwszej ligi polskiej a nie Euroligi.
(...)
najgorszy mecz Bourges w ostatnim dziesięcioleciu albo i dłużej.
(...)
Wygraliście mecz tak dramatyczny poziomem, że wstyd w nim było brać udział
Gorzów jako debiutant miał prawo "zbierać doświadczenie", jak to robił Lotos przez kilka pierwszych lat w eurolidze, gdzie seryjnie na skinienie kogokolwiek z Europy (oprócz jakiś ogórków z Niemiec) uprzejmie dawał dupy, co zostało już tutaj udowodnione, na co zmuszona była patrzeć cała Polska, bo wtedy nie było innej opcji - innego polskiego przedstawiciela, nie mówiąc o dwóch. W tej sytuacji rozumiem, że trudno pogodzić się z faktem, że AZS Gorzów wygrał 10 punktami w debiutanckim sezonie z Bourges Baskiet, mającym trzy mistrzynie Europy w pierwszym składzie - prowadzonym zresztą przez trenera mistrzyń Europy. Wszyscy komentatorzy w mediach zgodnie twierdzą, że wygraliśmy ten mecz bronią rywala, czyli defensywą, ale to nie ważne jest... I to jest absolutnie nie do przyjęcia przez zacietrzewionego fana Lotosu. Nie ma dla niego takiego wytłumaczenia, to musiał być cud zbiorowego, chwilowego paraliżu wszystkich najlepszych zawodniczek Bourges: Ndongue, Kaltsidou, Miyem, Carson, Burgrovej, Digbeu i Salagnac...
ja dobrze pamiętam - bo był to mój pierwszy widziany ( w tv ) mecz Euroligi, jak Aschafenburg ( chyba, ale pewnie kristofer albo przemoe mnie poprawią ) w ostatnich sekundach wygrał w Gdyni - a ja pierwszy raz widziałem Ptycha w akcji





