Rywalki zza miedzy właśnie rozpoczęły przygotowania, a tymczasem w sekcji koszykarskiej ŁKS na razie nikt nic nie wie.
Pewny jest podobno tylko termin pierwszego treningu, planowanego na poniedziałek 9 sierpnia oraz godzina dzisiejszego spotkania na szczycie. Dziś w samo południe prezes sekcji Daiva Jodeikaite, która właśnie wróciła z Litwy, spotyka się z trenerami i działaczami sekcji.
Na spotkaniu nie będzie na pewno Marcina Witowskiego, do tej pory kierującego sprawami koszykówki. Były prezes czuje się rozgrzeszony. Uważa, że załatwił pieniądze z Totalizatora Sportowego, które stanowić mają pół budżetu ligowej drużyny w nowym sezonie. O resztę muszą się postarać nowi szefowie sekcji. Witowski w tej sprawie jest wielkim optymistą.
Czy słusznie? Samo stworzenie skromnego nawet budżetu sekcji i zgłoszenie zespołu rozgrywek (choćby pozbawionego dotychczasowych gwiazd) nie rozwiązuje wszystkich problemów. Nadal bowiem sprawą otwartą pozostaje pytanie: kto ma spłacać stare, wieloletnie koszykarskie długi?
Według naszej wiedzy sięgają one około 900 tysięcy złotych i w tej chwili są kulą u nogi stowarzyszenia ŁKS, które nie daje sobie rady z tym finansowym garbem. Ba, należy przypuszczać, że brak porozumienia z wierzycielami i kolejne niekorzystne dla klubu wyroki sądowe sprawią, że niespłacone koszykarskie długi zablokują normalne funkcjonowanie stowarzyszenia!
W tej sytuacji w walce o koszykarskie pieniądze chodzić musi nie tylko o zapewnienie podstaw ligowego bytu na najbliższy sezon, ale też o znalezienie funduszy na spłacanie starych zobowiązań. W tej grze chodzi bowiem nie tylko o przyszłość ligowej koszykówki, ale też dobre imię ŁKS!
(pas) - Express Ilustrowany







