Postautor: ann » 11 maja 2013, 07:57
Dopiero za trzecim razem dała się namówić na grę w Krakowie
ROZMOWA z koszykarką AGNIESZKĄ SZOTT-HEJMEJ, która wczoraj podpisała kontrakt z Wisłą
- Po zdobyciu brązowego medalu z Artego przyszedł czas na dylematy. Miała Pani wybór: zostać w Bydgoszczy i próbować powtórzyć to osiągnięcie, albo zrobić krok do przodu i zagrać w zespole walczącym w Eurolidze. Taki był powód decyzji o przejściu w piątek (wczoraj - przyp.) do Wisły Can-Pack?
- Taki sukces otworzył mi drzwi i dał możliwość zatrudnienia w klubie grającym w europejskiej elicie. Medal z Artego był od dawna moim marzeniem. Zrealizowałam je i teraz czas na nowe cele. Choć trudno tu mówić o rozwoju, bo w wieku 31 lat będę chyba najstarszą debiutantką w Eurolidze (śmiech). Wiśle już jakiś czas temu złożyłam deklarację, że chcę przenieść się do Krakowa, ale dałam sobie jeszcze czas na zastanowienie. Dopiero w piątek rano usiadłam w końcu z mężem i rodziną, przeanalizowaliśmy całą sytuację. Powiedzieli, że chcą, abym się rozwijała. Decyzja została więc podjęta, kontrakt podpisany. Chcę pomóc Wiśle w odzyskaniu mistrzostwa.
- Ma Pani za sobą świetny sezon. Bydgoska ekipa była prawdziwą rewelacją rozgrywek.
- Początkowo stawialiśmy sobie za cel, aby w ogóle awansować do play-off. Dopiero "w praniu" wyszło, że możemy powalczyć o coś znacznie większego. Nie chciałam zapeszać, ale po cichu marzyłam o medalu. Okazało się, że mieliśmy świetną atmosferę i bardzo dobrze skomponowany skład. Rywalkom trudno było wygrać, wyłączając z gry tylko jedną zawodniczkę, bo każda z nas miała swoje atuty.
- Przyjmując ofertę Wisły, odrzuciła Pani możliwość gry w zagranicznym klubie.
- Miałam propozycje z Francji i Rosji. Kierunek rosyjski to w ogóle było jakieś ekstremum, od razu ta opcja odpadła. Z małym dzieckiem nie chciałam się tam pchać. Poza tym chcę skończyć studia, a w Krakowie będę miała taką możliwość. Teraz kończę czwarty rok na kierunku zarządzanie zasobami ludzkimi. Wiem, że w Wiśle było sporo studiujących koszykarek i nie stanowiło to problemu. Justyna Żurowska robi nawet doktorat. Ja to przy niej jestem "mały żuczek" z moją magisterką (śmiech). Justynę znam jeszcze z czasów gry w Gorzowie, część dziewczyn z kadry Polski. Dlatego będzie mi łatwiej. Ale i tak mam trochę obaw, że znowu będę musiała poznawać nowe miasto.
- Pani mąż Rafał Hejmej też prowadzi niełatwe życie sportowca. Jako wioślarz często musi jeździć na zawody i przygotowywać się do startów poza granicami Polski.
- Przyzwyczaiłam się już, że męża przez dużą część roku nie ma w domu. Dlatego wszystko jedno, czy będę na niego czekać w Krakowie, Bydgoszczy czy gdzieś indziej. W Krakowie będzie od września do grudnia, gdy nie ma tak intensywnych przygotowań. Będzie tu ćwiczył indywidualnie. Później będę już musiała wynająć do dziecka nianię. Mąż zawsze bardzo mnie wspiera i wierzy we mnie. Rodzina też nam pomoże. Choć to wszystko jest trochę na wariackich papierach, to wierzę, że dla chcącego nic trudnego.
- Jak to możliwe, że koszykarka z takimi umiejętnościami i doświadczeniem nigdy nie zagrała w Eurolidze?
- Trochę od tej Euroligi "uciekałam". Odeszłam z Gorzowa, zanim AZS zagrał w europejskiej elicie. Pobyt tam zakończyłam sukcesem, bo zdobyłyśmy medal. Pojawiły się oferty z zagranicy, a ja bardzo chciałam wyjechać. Byłam młoda, marzyłam, by pozwiedzać świat, poznać ludzi i języki. Dopiero dziecko wszystko zmieniło, chciałam stabilizacji. W tamtym czasie miałam propozycję również z Wisły, ale wtedy z niej nie skorzystałam. Następna oferta przejścia do Krakowa pojawiła się dwa lata temu i też odmówiłam. Czas najwyższy, by teraz wreszcie przenieść się pod Wawel.
- W najbliższych dniach ma Pani dojechać na zgrupowanie kadry Polski, która w Szczyrku przygotowuje się do turniejów kwalifikacyjnych do Eurobasketu 2015. Część kadrowiczek wróciła już jednak do domów, bo koncentrują się na podreperowaniu zdrowia po trudach sezonu.
- Rozumiem dziewczyny, że chcą odpocząć, wyleczyć się. Ja też chciałam dać kilka dni odpoczynku nadgarstkowi, bo mam z nim drobne problemy. Ale na pewno chcę grać, bo zbyt wiele już miałam przerw w karierze spowodowanych kontuzjami. Teraz to dla mnie przyjemność - móc grać, a nie siedzieć w domu i leczyć się. Doceniam, że mając 31 lat, wciąż jestem dostrzegana przez selekcjonera.
- Czy tak okrojonej kadrze uda się wywalczyć awans?
- Trener Jacek Winnicki już pokazał w przeszłości, że potrafi stworzyć kolektyw, nie mając gwiazd w zespole. To nie jest jednak łatwe zadanie, bo czeka nas turniej za turniejem, wielostopniowa walka. Musimy w praktyce zrobić trzy kolejne kroki, by awansować.
- W zeszłym roku miała Pani ciekawą wakacyjną przygodę. Towarzyszyła Pani mężowi podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Choć polska ósemka wioślarska nie wywalczyła medalu, a nawet awansu do finału, było to pewnie niezapomniane przeżycie.
- Nie mieszkałam wprawdzie w wiosce olimpijskiej, ale co drugi dzień jeździłam na tor wioślarski. Byłam na ceremonii rozpoczęcia igrzysk, wyglądało to fantastycznie. Cały Londyn żył tą imprezą. Na ulicy można było spotkać sławnych sportowców, chociażby LeBrona Jamesa. Czułam też jednak trochę smutku i niedosytu, że nie mogłam się tam znaleźć wraz z polską kadrą. Nie udało nam się wywalczyć awansu, a marzyłam o tym. Spotkałam się w Londynie z koleżanką z kadry Chorwacji, widziałam po niej, jak świetnym doświadczeniem jest udział w takiej imprezie. Jestem życiową optymistką i wierzę w awans na igrzyska w Rio de Janeiro. Będzie trudno, ale to byłaby taka wisienka na torcie na zakończenie mojej kariery.
Rozmawiała Justyna Krupa
Dziennik Polski