W Krakowie czas na koszykarski szlagier, jakiego w hali przy Reymonta nie było od lat. Ostatnim zespołem ze ścisłego topu który gościł pod Wawelem był Jekaterinburg w sezonie 2007/08. Później z tymi najlepszymi grywaliśmy, i owszem, ale dopiero w turniejach finałowych w Walencji i w Stambule. Natomiast w fazach wcześniejszych los był dla nas na tyle uprzejmy że takich potęg na naszej drodze nie stawiał. Oczywiście mocne wówczas Brno, Bourges, Orenburg czy eliminująca nas w drodze do późniejszego tryumfu w eurolidze Salamanka to były drużyny bardzo silne, ale jednak nie rzucające na kolana. Największą „marką” był niewątpliwie Spartak Moskwa z którym przyszło nam się mierzyć w dwóch ostatnich sezonach, ale to już nie był „ten” Spartak który dominował w europie przez kilka lat. To tak, jakby do piłkarskiej Wisły przyjechało Napoli, Atletico Madryt czy nawet Borussia Dortmund, ale już nie Real, Barca, Bayern czy MU, ot taki europejski drugi szereg.
Tym razem trafia nam się już prawdziwa gratka. Fenerbahce to obecnie siła nr 2 w europejskim koszu i to zarówno formalnie – w końcu sa finalistami poprzednich rozgrywek, jak i pod względem sportowego potencjału choć trzeba tez jasno zaznaczyć ze o ile sa o krok albo i dwa przed całą reszta, to tyle samo dystansu trąca do potęgi spod Uralu. Bo choć Angel i Cappie to już bardzo wysoka półka światowa, to jednak Diana i Parker stoją jeszcze wyżej koszykarskiej hierarchii , a podobnie można napisać także i o większości pozostałych zawodniczek. Gdybym miał zrobić jeden zespół z zawodniczek z obu klubów, z uwzględnieniem Europejskich przepisów to z drużyny Tureckiej wziąłbym tylko tercet Vardarli – Biba – Matovic a to i tak tylko na rezerwę.
Do Jeków im trochę brakuje, ale to nie z Jekami przyjdzie im się mierzyć. Tylko z nami. A tu już sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Kwartet klasowych europejskich podkoszowych, do tego wspomniany już duet amerykanek na obwodzie, wspomagany przez Bibe oraz dwie najlepsze obok Yilmaz zawodniczki tureckie to wystarczający zestaw atutów by lecieć do Krakowa w roli faworyta. Fenerbahce może nas zniszczyć fizycznie pod koszem, może rozstrzelać na obwodzie, może też zabiegać rotacją.. Svitek ma o czym myśleć, a pierwszym problemem jaki musi rozwiązać jest znalezienie sposobu na zatrzymanie Angel McCoughtry, z która zresztą pracował kilka sezonów temu w Koszycach. Nie jest ona dla mnie zawodniczką ze ścisłego topu, nie ma aż takich umiejętności jak choćby Diana czy Catch, gra tez zdecydowane zbyt egoistycznie i chaotycznie, ale to zawodniczek która gdy ma swój dzień to może w pojedynkę wygrać mecz. A u nas nie ma jej kto kryć. Grajace nominalnie na pozycji nr trzy Polki bronią zbyt słabo, przy nich każde dojście Angel do piłki grozić będzie faulem natomiast Erin jest zdecydowanie za niska.. oj.. przydałaby się nam w tym meczu taka Powell..
McCoughtry można by tez próbować podwajać, tylko że wtedy więcej miejsca się zrobi dla Pondexter. Cappie co prawda od jakiś dwóch sezonów nie zachwyca – zdziwiłem się nawet że zdecydowano się z nią w Stambule przedłużyć kontrakt – ale to ciągle klasowa zawodniczka. Mamy z nią zresztą dług do wyrównania – we wspomnianym na wstępie sezonie 2007/08, podczas swojego pierwszego pobytu nad Bosforem w znacznym stopniu przyczyniła się do wyeliminowania Białej Gwiazdy w fazie PO. Tamtą rywalizacji pamiętają także dwie kluczowe Turczynki: Vardarli i Tunculer, obie na dobre zakorzenione w Fenerbahce, ale w dłużej mierze ze względów regulaminowych: one nigdzie indziej by tyle nie zarobiły, a klub ma niewiele większe pole manewru w kwestii zawodniczek krajowych. Podstawową rotację uzupełnia ta, która obok Ewki Kobryn corocznie otwiera naszą listę życzeń, czyli Biba, ale o niej to już nie ma chyba sensu pisać.
Obwód obwodem, ale równie ciężko zapowiada się dla ans rywalizacja podkoszowych. Co prawda para Lavneder – Tamane w wyjściowej piątce może jak dla mnie konkurować z każdym z możliwych z duetów Fenerbahce, ale ciężko będzie im - do spółki Żurowską - wytrzymać nacisk rywalek przez cały mecz. Kwartet środkowych ze Stambułu został zbudowany zapewne z myślą o nawiązaniu walki z Jekami, bo to właśnie pod koszem przewaga rywalek w poprzednim sezonie byłą największa. Dlatego do świetnie wyszkolonej technicznie ale niespecjalnie lubiącej walkę Matovic i grającej raczej na 4 Vereemeenki dołączono dwie bardzo silne fizycznie zawodniczki: znaną nam z występów w Spartaku Yacoubou oraz naturalizowana w Turcji Amerykanke Hollingsworth. Najniższa z tego grona Vereemenka ma 192 cm wzrostu.. Żeby dopełnić tego niespecjalnie optymistycznie wyglądającego dla nas obrazu warto zauważyć, że po stronie rywalek będzie także większe zgranie drużyny - 7 z podstawowych zawodniczek gra już razem drugi sezon.
Tak więc na pierwszy rzut oka zdecydowana większość atutów wydaje się być po stronie rywalek. Tyle tylko że ten zespół póki co nie zachwyca - w lidze doznał już dwóch porażek a i w kilku kolejnych spotkaniach jego wygrana nie była jakaś super pewna (przy czym trzeba pamiętać ze w rodzimych rozgrywkach nie może korzystać ze wszystkich zawodniczek zagranicznych a rywali ma bardzo silnych) a dodatkowo z reguły dużo ze swoje wartości traci grając na obcych parkietach. Rok temu sposób na ogranie go znalazły we własnych halach drużyny z Koszyc, Schio i Orenburga.. oby dziś w ich ślady poszła i nasza drużyna. Szanse na to są niewielkie, ale są. Ale tylko pod warunkiem zagrania zdecydowanie najlepszego z naszych dotychczasowych spotkań w tym sezonie, na poziomie takim jak w ostatnich sezonach graliśmy przeciwko Spartakowi. Wtedy nasze zawodniczki grały niemal perfekcyjne zawody: w pełni skoncentrowane przez 40 minut, wykorzystujące każdy błąd świetnie rozpracowanych przez Józka rywalek.. Czy stac nas dzisiaj na coś podobnego? Zobaczymy, ale ja zdecydowanie pewniej bym sie czuł gdyby dziś na ławce zasiadał właśnie Hernandez. Bo o ile tydzień temu w meczu przeciwko Brnu zmianę na pozycji trenera oceniałem jako zwiększająca nasze szanse, o tyle dziś jest na odwrót. Nasz styl gry w poprzednich sezonach był moim zdaniem zdecydowanie bardziej przydatny w meczach z takimi rywalami jak Fenerbahce, w których jednak w pierwszej kolejności trzeba było znaleźć metodę na ograniczenie poczynań rywala. Ale absolutnie nie mam nic przeciwko temu, bym się w tej ocenie pomylił

Plusem naszej sytuacji jest natomaist to, ze po raz pierwszy od lat we własnej hali wygrac możemy, ale nie musimy. Ewentualna porażka nie bedzie tragedia - ot, "planowana" strata punktów, a jak sie uda sprawić niespodziankę to sukces bedzie duzy a i wtopa z Rivas zostanie odkupiona.
-----
W Polkowicach na odwrót. Rywal słaby, ale za to stawka ogromna. Po fatalnym poczatku sezonu w eurolidze Polkowice nie moga sobie juz pozwolic na kolejna wpadke u siebie z nizej notowanym rywalem, zwłaszcza ze w kolejnych meczach poprzeczka pojdzie znacznie do góry. Sa w tym meczu faworytem, ale 2 tygodnie temu tez były a jak sie skonczyło dobrze wiemy. Zagrzeb składem nie porywa (podeszli w dosc nietypowy sposob do budowania skłądu - w oparciu o same europejki) ale lekcewazyć go nie mozna co pokazał juz w Pradze gdzie napedził sporo strachu miejscowym. A takie panie jak Dabovic, Ciglar, Raksanyi czy Ivankovic cos tam jednak potrafia i moga napsuć sporo krwi Skerza i spolce.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...