Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Wszystko na temat Tauron Basket Ligi Kobiet

Moderatorzy: ann, rzymi, paulo2907, przemoe, Kuba

papageno
Amator
Posty: 166
Rejestracja: 11 listopada 2009, 11:41

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: papageno » 24 kwietnia 2014, 21:36

Ałgaja pisze:Odnośnie kiboli ew. kinoli itd. itp. nie mam zamiaru tu nikogo bronić ani usprawiedliwiać, ale jeśli kibice z Polkowic po raz n-ty na halę przy R22 wchodzą z pieśnią na ustach pt. "gramy u siebie" (w sytuacji gdy w Wiślackim młynie jest dość spora liczba osób), to sami się wpisują w standardy dopingów piłkarskich...


no tak, przecież "gramy u siebie" i "jazda z k..." to w sumie prawie to samo.
w każdym razie życzę zwycięstwa w 5 meczu Polkowicom w ramach zadośćuczynienia za zachowanie kibiców z Krakowa.

danpe_
Żak
Posty: 388
Rejestracja: 21 października 2012, 13:46

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: danpe_ » 24 kwietnia 2014, 22:01

A ty byłeś kiedyś w Polkowicach i słyszałeś ich teksty, czy masz jakieś problemy ze swoją osobowością?

Za Wisłą to nie jesteś, więc spadówa na kałuży robić im dobrze oralnie w zadośćuczynieniu za AJ na derbach.

Awatar użytkownika
fearless
Kadet
Posty: 1096
Rejestracja: 18 października 2005, 12:29
Lokalizacja: Kraków

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: fearless » 24 kwietnia 2014, 22:04

A chciałbym coś jeszcze o meczu poczytać. Ewentualnie o Winnickim. Ktoś? Proszę?

Liquidor
Młodzik
Posty: 958
Rejestracja: 04 maja 2005, 01:59
Lokalizacja: Wisła Kraków
Kontaktowanie:

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: Liquidor » 24 kwietnia 2014, 22:18

papageno pisze:
Ałgaja pisze:Odnośnie kiboli ew. kinoli itd. itp. nie mam zamiaru tu nikogo bronić ani usprawiedliwiać, ale jeśli kibice z Polkowic po raz n-ty na halę przy R22 wchodzą z pieśnią na ustach pt. "gramy u siebie" (w sytuacji gdy w Wiślackim młynie jest dość spora liczba osób), to sami się wpisują w standardy dopingów piłkarskich...


no tak, przecież "gramy u siebie" i "jazda z k..." to w sumie prawie to samo.
w każdym razie życzę zwycięstwa w 5 meczu Polkowicom w ramach zadośćuczynienia za zachowanie kibiców z Krakowa.


:lol:
TO MY KINOLE PAPIESKIEGO MIASTA

paulo2907
Senior
Posty: 4127
Rejestracja: 12 maja 2008, 16:33
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: paulo2907 » 24 kwietnia 2014, 22:30

Winnickiego dzisiaj nie było. Wczoraj był, ale wyjechał spod hali ponad 1 godz przed meczem, a potem okazało się, że nie jest trenerem CCC. Zdarza się czasem, chociaż niezbyt często i nie tuż przed meczami decydującymi o krajowym tytule. Na temat jego relacji z Miłkiem i podtekstami z Musiną napisano tutaj już wczoraj i dzisiaj niemało. Wydaje się, że jego brak na ławce trenerskiej był dzisiaj dużo ważniejszy niż wczoraj, kiedy zespół był ustawiony taktycznie, a zawodniczki grały na dopalaczach, "dla niego". Dzisiaj te dopalacze wysiadły, a Wisła broniła dużo lepiej. Duży plus dla Svitka za Skobel, której obrona dała dużo korzyści drużynie. Pomógł też zupełny brak na boisku McCray. Bardzo dobry mecz Jantel - pierwszy taki w finale, ważne, że włączyła się Justyna, której początkowo nie szło. Niczego nie musiała sobie przypominać, bo od dłuższego czasu gra bardzo dobrze, będąc trzecią opcją w ataku.
Kuba - z całym szacunkiem, ale gdzie widziałeś nieczystą walkę ze strony Wisły? To była twarda walka, i to z obu stron, jak zauważył kolega powyżej. Niesportowy faul Lavender był, sędziowie zauważyli i ukarali. Faul w ataku Ouviny w ważnym momencie był - odgwizdany. Co jeszcze? Sędziowie nie wypaczyli wyniku meczu - wbrew temu, co twierdzili rozżaleni kibice wychodząc z hali, a sugestie o drukowaniu są już bardzo irracjonalne. Pomyłki były, ale mniej więcej po równo w obie strony. Rozumiem, że kibice z Polkowic mieli sporą ochotę wystrzelić dzisiaj korki od szampanów, jednak na to nie pozwoliły im zawodniczki Wisły, które tworzyły po prostu lepiej zorganizowaną drużynę w tym meczu. Spore znaczenie odegrała też presja na sukces, która w drugiej połowie koszykarkom CCC zaczęła coraz mocniej zaglądać w oczy. Pewnie brak Winnickiego również miał duży wpływ w tych ważnych momentach, kiedy Wiślaczki zaczęły odskakiwać.
Kilka słów o wyniku męskiej kadry na Eurobaskecie:
https://nowe-refleksje.blogspot.com/202 ... y.html?m=0

wislakosz.pl
Młodzik
Posty: 595
Rejestracja: 28 lipca 2010, 12:18
Lokalizacja: Kraków

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: wislakosz.pl » 25 kwietnia 2014, 09:23

krysti pisze:Tak jako ciekawostkę dodam, że telewizja Sportklub już po pierwszej kwarcie wiedziała, że będzie piąty mecz. :roll: W przerwie między pierwszą, a drugą kwartą wyemitowała reklamę promującą decydujący mecz w niedzielę w Krakowie...Hm, Przypadek? 8) :mrgreen: To tak dla rozluźnienia emocji po meczach w Polkowicach, nie żebym snuł jakieś teorie spiskowe rzecz jasna ;)



Nie ma żadnej transmisji w niedzielę na Sportklub.

zibiz
Żak
Posty: 308
Rejestracja: 28 listopada 2009, 21:02
Lokalizacja: Kraków

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: zibiz » 25 kwietnia 2014, 09:31

A skąd masz taką informację?. Wczoraj w czasie przerw było kilka zapowiedzi niedzielnej transmisji.

misiol11
Nowy na forum
Posty: 37
Rejestracja: 09 listopada 2012, 07:58
Lokalizacja: Polkowice

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: misiol11 » 25 kwietnia 2014, 10:13

fearless pisze:A chciałbym coś jeszcze o meczu poczytać. Ewentualnie o Winnickim. Ktoś? Proszę?


za "Przegladem Sportowym", co chyba wszystko już precyzuje w temacie Winnickiego:
Jacek Winnicki nie stawiał na Walerię Musinę i dlatego pożegnał się z pracą w ekipie CCC Polkowice.Ubiegłoroczna MVP finałów ostatnio straciła miejsce w pierwszej piątce, co niezwykle jej się nie podobało.
– Kto chce w CCC spokojnie funkcjonować, musi dobrze żyć z Walerią – mówiła jedna z zawodniczek, która występowała w ekipie mistrzyń Polski. Dlaczego Rosjanka ma tak wielki wpływ na wydarzenia w klubie? W koszykarskim światku szepcze się od pewnego czasu, że urodzoną w Moskwie koszykarkę oraz właściciela firmy CCC, Dariusza Miłka łączą relację wykraczające poza klasycznie rozumianą zależność między zawodniczką a sponsorem klubu. – Oni się chyba nawet zbytnio z tym nie kryją – mówi nam osoba ze środowiska. Świadkami zażyłych relacji pomiędzy biznesmenem a ciemnowłosą koszykarką byli także kibice kolarstwa. Sponsorowana przez Miłka grupa CCC Polsat należy do najlepszych w peletonie. Gdy przedsiębiorca przyjechał w ubiegłym roku na włoską część Tour de Pologne, była z nim właśnie Musina. Oczywiście prywatnie, a nie jako reprezentantka klubu z Polkowic.
– Niektóre zawodniczki nawet próbowały buntować się przeciwko władzy Musiny, ale kończyło się to dla nich odesłaniem na ławkę. Rzekomo z powodu kontuzji – dodaje nasz informator, którego zdaniem po sezonie sprawa może mieć ciąg dalszy.
Winnicki w dniu trzeciego spotkania z Wisłą poprowadził poranny trening, a następnie odprawę przedmeczową. Miejsca w wyjściowej piątce dla Musiny nie przewidywał. Jak się dowiedzieliśmy, przez telefon usłyszał od Dariusza Miłka, że Rosjanka ma grać więcej. Nie uległ i kilka minut później został poinformowany, że właśnie przestał być szkoleniowcem ekipy CCC Polkowice.
– O powody mojego zwolnienia należałoby zapytać ludzi z klubu – mówi trener Winnicki. – Po dwóch spotkaniach w Krakowie, z których jedno wygraliśmy, wiedziałem, że mamy szansę zakończenia rywalizacji o złoto u siebie w Polkowicach. Od strony sportowej chyba nie mam sobie nic do zarzucenia – opowiada Winnicki, który jest także trenerem kobiecej reprezentacji Polski. – Na linii pracodawca–trener, PZKosz nie ma nic do powiedzenia. Przygotowania kadry wspólnie z trenerem Winnickim mamy dopięte na ostatni guzik – mówi prezes Polskiego Związku Koszykówki, Grzegorz Bachański.
– Kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron – tylko tyle do powiedzenia miał prezes zespołu z Dolnego Śląska, Krzysztof Korsak. Choć nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zdezorientowane zawodniczki tuż po tym, jak dowiedziały się o odejściu trenera, zastanawiały się, czy w jakiś sposób nie zaprotestować. – Nie mieszajmy w to dziewczyn, które wykonały wiele ciężkiej pracy i bardzo zależy im na wygraniu złota – zaznacza Winnicki. W obu meczach w Polkowicach drużynę poprowadził Krzysztof Szewczyk.
Winnicki prowadził CCC przez dwa sezony, w ubiegłym wygrał z tą ekipą mistrzostwo Polski. – Życzę ekipie z Polkowic, aby w kolejnych latach osiągała podobne wyniki jak te, w których ja także miałem udział – mówi Winnicki.

Adasss
Amator
Posty: 163
Rejestracja: 21 listopada 2009, 16:54
Lokalizacja: Kraków

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: Adasss » 25 kwietnia 2014, 10:15

krysti pisze:... To tak dla rozluźnienia emocji po meczach w Polkowicach, nie żebym snuł jakieś teorie spiskowe rzecz jasna ;) ...


Nie martw się, na jednym z popularnych wiślackich portali, w komentarzach pod newsem o tym meczu, teorie spiskowe snute są na zupełnie poważnie :lol:

Adasss
Amator
Posty: 163
Rejestracja: 21 listopada 2009, 16:54
Lokalizacja: Kraków

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: Adasss » 25 kwietnia 2014, 10:19

wislakosz.pl pisze:Nie ma żadnej transmisji w niedzielę na Sportklub.


To czemu umieszczają informację o transmisji w programie na niedzielę?

Awatar użytkownika
Ałgaja
Administrator
Posty: 4350
Rejestracja: 17 sierpnia 2006, 09:24
Lokalizacja: Kraków

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: Ałgaja » 25 kwietnia 2014, 10:24

zibiz pisze:A skąd masz taką informację?. Wczoraj w czasie przerw było kilka zapowiedzi niedzielnej transmisji.


za wislakrakow.com
Transmisja "na żywo" z meczu dostępna będzie tylko za pośrednictwem Wisła.TV. Tym razem w stacji SportKlub pojawi się tylko retransmisja spotkania. Powód odwołania transmisji telewizyjnej związany jest z kanonizacją papieża Jana Pawła II, a dokładniej brakiem dostępności wozów satelitarnych, z których jeden byłby w stanie przekazać sygnał z hali przy Reymonta 22 do węgierskiej stacji.


W sumie w niedzielę zwrot "kinole z papieskiego miasta" będzie miał wymowę silniejszą niż zwykle ;-)
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."

Koszykarz (Toruń)
Kadet
Posty: 1758
Rejestracja: 19 września 2010, 07:57

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: Koszykarz (Toruń) » 25 kwietnia 2014, 11:21

Polkowice niestety na włażne życzenie przegralu u siebie...i prawdopodobnie też MP... Bo czuję że Wisła u siebie już po prostu nie da sobie wydrzeć...

Ale nie może być inaczej skoro w CCC trenerzy chorują na nową zakaźną chorone w kraju : ,,MUSINE'' , zawodniczki się zniesmaczaja tym wszystkim......wiec to i tak chyba wynik całkiem niezły , biorąc pod uwagę że boska Valeria ma immunitet na wszystko i wszystkich....:D
Nie rozumiem Miłka , ktory wywalił Ślimaka za to że kochanka sponsora gra mniej.......Bo chodzi że pojawiają się oferty zagraniczne :D. A gdzie jej bedzie lepiej hehe :D. Przecież Miłek nie chce jej odejscia , wiec chyba na rękę by było / jest że gra mniej , słabiej i się nie wypromuje.....przez co zwieksza szanse na pozostanie w drużynie..
Dla mnie to jednak chora sytuacja, i chyba nie chciałbym byc w takim zespole , jesli by były takie sytuacje , mezalianse itp... Bo ta zawodniczka z góry może więcej......wiec trzeba uwazać tak naprawde na kazde słowo itp. żeby nie wylecieć :D
to chyba nie pomaga atmosferze..........
Co do meczu : fajnie zespół pociągnęła Żurowska , niezle wejścia miała SKOBEL - szkoda że ten trener wiecej z niej nie korzysta. Kreżęl zupelnie ZABLOKOWANA.....szkoda..
Co do CCC - fajnie ogolnie w finałach gra Magda Skorek , natomiast LECIA i Majewska grają bardzo bardzo różnie...Od fajnych zagrań po głupie rzuty.....
To tak odnosnie reprezentantek Polski... ktorych sporo jest w finale MP :)
W Krakowie z pewnością bedzie walka..Ale chyba jednak Wisła ...

tommiiii
Młodzik
Posty: 890
Rejestracja: 17 grudnia 2008, 16:24

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: tommiiii » 25 kwietnia 2014, 11:59

z newsów zasłyszanych w polkowickich kręgach
zwolnienie Winnickiego miało miejsce po porannym treningu po spotkaniu w klubie ze sponsorem
Szeewczyk złozył zaraz po tym rezygnacje a zespół miał prowadzić Rusin
Korsak zorientował sie ze Rusin nie ma licencji i nie zgodził sie na odejscie Szewczyka motywujac to zapisami w kontrakcie
w dniu dzisiejszym prezes i trener są juz prawdopodobnie na dywaniku u sponsora

podejrzewam ze jutro zobaczymy Musine w pierwszej piątce i w wiekszym wymiarze czasowym bo po wyrzuceniu Winnickiego gra jeszcze mniej

jestem i tak pod wrazeniem gry dziewczyn z Polkowic...przy takim zamieszaniu i mimo wszystko silniejszej kadrowo druzynie Wisly juz dwa razy w finale ja pokonaly i doprowadzily do piatego meczu..w trakcir sezonu i po meczach półfinalowych raczej malo kto brał to pod uwage.......

Awatar użytkownika
Greebo
Weteran kkforum
Posty: 12147
Rejestracja: 27 maja 2005, 20:19
Lokalizacja: Kraków

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: Greebo » 25 kwietnia 2014, 12:20

No to czas jeszcze na moja krótka relacje z dwudniowego wypadu za miasto. W paru miejscach zapewne powtórzę pewnie to co napisali już moi poprzednicy, ale postaram się dodać tez coś nowego. A pisać w sumie jest o czym bo obok sporej dawki normalnych rzeczy które się w Polkowicach wydarzyły, pojawiły się też elementy mocno niespodziewane.

Pierwsza rzecz co by nie mówić zaskakująca miała miejsce oczywiście na godzinę przed spotkaniem nr 1. Trudno było bowiem oczekiwać że czekając grzecznie przed wejściem do hali będzie sie świadkiem ostatniego - przyjemniej na jakiś czas - wyjścia z niej Winnickiego. Ślimak polkowicki obiekt opuszczał wyraźnie wkur.. (przepraszam za słowo, ale jest bardzo adekwatne w tym miejscu) co tez jest rzeczą raczej dość rzadko spotykaną. Na odchodne rzucił osobom stojącym przed wejściem mocne "do widzenia" które jednak brzmiało jednak raczej jak "żegnam". (btw.. pewnie nie można wykluczyć ze akurat zamiast się z nami żegnać to powinien się raczej witać, w końcu stało tam akurat więcej osób z Krakowa niż Polkowic.. ) Takie jego zachowanie od razu wymusiło jakieś mniej lub bardziej dowcipne uwagi na temat tego że pewnie właśnie Miłek mu podziękował.. kilka minut później okazało się ze tym razem okazały sie ona strzałem w dziesiątkę. Od razu tez raczej jasnym się stały przyczyny takiej decyzji. Z reguły na święcie tak jest, że gdy nie wiadomo o co chodzi ot chodzi o pieniądze. W Polkowicach jest nieco inaczej, no chyba że przyjmiemy że tam waluta jest jedna Waleija.

Tak czy inaczej cała ta sytuacja była może nie tyle skandaliczna, co mocno żenująca. Juz zwolnienie rok temu Jozka w takim a nie innym momencie było przejawem zarówno braku kultury jak i "sportowej" logiki. Ale wówczas można było szukać jakiś sensownych uzasadnień takiej decyzji - w końcu nastąpiło niemal od razu po przegranym w fatalnym stylu spotkaniu, po którym nasza sytuacja uległa wyraźnemu pogorszeniu. A tutaj sytuacja była odwrotna: nie dość że Polkowice akurat ostatnim meczem wróciły do gry, to zwolnienie nastąpiło na moment przed kolejnym kluczowym starciem.. Sytuacja chyba bez precedensu pokazująca niestety po raz kolejny że nasza liga (jak i cała koszykówka kobiet) ma z profesjonalizmem niewiele wspólnego. Nasuwa sie na myśl od razu powiedzenie o słomie i o butach, tym bardziej będące na miejscu gdy sie weźmie pod uwagę biznes dobroczyńcy klubu.. Nie mogę też pozbyć sie wrażenia ze czuje sie on takim współczesnym odpowiednikiem dolnośląskich książąt piastowskich.. panem, władca i dobroczyńca miasta, którego zdanie i wola jest w tym mieście - a przynajmniej w tym klubie - prawem. Cóż, wielu już takich było co mieli i róg złoty i z piór czapkę a na końcu ostał im sie ino sznur.

Dobra, wystarczy juz o pomarańczowym magnacie. Dla mnie istotniejszym było wówczas pytanie, jak ta zmiana na stołku trenerskim może wpłynąć na losy finałowej rywalizacji, a odpowiedz na nie bynajmniej nie była jednoznaczna. Oczywiście odejście Winnickiego uważałbym za spore osłabienie dla Polkowic, ale wówczas gdyby nastąpiło ono np 2 tyg temu. Teraz byłem przekonany ze zawodniczki juz i tak świetnie wiedza co maja grac i że o ile Szewczyk nie ulegnie presji Musiny to wcale nie musimy na tym zyskać, bo u rywalek może sie pojawić dodatkowa motywacja do walki. Zysk z tej zamiany dla nas mógł sie pojawić natomiast dopiero wówczas, gdybyśmy byli w stanie zmusić rywalki do tego by musiały odejść od swojej taktyki, lub w ewentualnej nerwowej końcowe, a wiec w tych momentach w których najwyraźniej objawiają sie zarówno umiejętności jak i charakter trenera. Niestety w meczu środowym nic takiego nie miało miejsca.

Pierwsza polowa był do bólu normalna. Walka, walka, walka a polotu jak na lekarstwo. Niby na początku odskoczyliśmy na parę punktów, ale jednak czuć było ze nie jest to bynajmniej rozstrzygający moment. Normalny był wiec przebieg tej części gry jak i jej końcowy wynik. Całkowicie przewidywalne były tez zmiany Svitka. Najpierw Kaską za Age Szott, potem zmiana podwójna - Paula + Zane za Kryskę i Justyne, a na końcu amerykańska rotacja na SG w efekcie czego początek drugiej kwarty graliśmy jak zwykle niemal drugą piątka, a wiec wówczas szczytem marzeń był jedynie utrzymanie wyniku. Przyznam ze nie rozumiem uporu z jakim nasz trener doprowadza do takiej sytuacje. Nasze zawodniczki rezerwowe nie są aż takie mocne, by granie równocześnie 4 z nich mogle przynieść jakiś pozytywny efekt w takim momencie spotkania..

Normalność w tym meczu skończyła sie w 3 kwarcie a dokładnie rzecz ujmując wraz z punktami Magdy Skorek. To co nastąpiło w następnych minutach wymyka się prawom logiki. Nie ukrywam że gdybym był tzw obiektywnym obserwatorem tego spotkania, czy tym bardziej fanem pomarańczowych to byłbym zachwycony kwarta nr 3. Polkowice dostały takich skrzydeł że grały w ataku niczym Phoenix za sowich najlepszych czasów. Szybko, z fantazja a do tego na nieprawdopodobnej skuteczności.. 35 pkt jakie rzuciły w tej kwarcie zamykało sprawę zwycięzcy spotkania. Doceniając gre rywalek wypada tu jednak tez napisać parę słów i o naszej postawie w tym fragmencie. Nie, to nie to ze wyszliśmy na ta cześć mniej skoncentrowani, czy tez ze nie próbowaliśmy walczyć. To wszystko było, ale brakło opanowania. Gdy Polkowice wpadły w rytm to zrobiliśmy najgorsza rzecz z możliwych - spróbowały iśc na wymianę ciosów co w takiej sytuacji jest ruchem samobójczym. Gdy rywalowi trafia sie taki moment ze wychodzi mu absolutnie wszystko to trzeba grac dokładnie odwrotnie niz my wówczas - spowalniać ge, wymuszać faule, wytracać rywalki z rytmu a nie próbować tańczyć w ich rytmie!. Tyle ze do tego trzeba albo opanowanego trenera albo takowej liderki na placu. A my nie mamy ani tego ani tego. Stefan wziął co prawda czas, ale skoro po nim akcje miała grac nasza najbardziej chaotyczna zawodniczka czyli MCray to mijało sie to z celem. Równocześnie uwidocznił sie wówczas i brak prawdziwego przywódcy na placu, kogoś takiego kto mimo tego ze go rozpiera energia i emocje to jest w stanie nie tylko zapanować nad sobą, ale i uspokoić koleżanki. Kogoś takiego jak dawniej AdF, jak Erin, jak Nicole.. a może przede wszystkim jak taj McWilliams. "Babcia" nie grała u nas długo ale to jej boiskowe doświadczenie oraz szacunek jakim cieszyła sie u koleżanek z drużyny był widoczny gołym okiem. Dziś takiego przywódcy nie mamy. Biorąc pod uwagę pozycje na której gra, z ta rola powinna sie w pierwszej kolejności mierzyć Kryska, ale w środę nie radziła sobie nawet ze sobą. Emocje panowały nad nią bardziej nawet niz nad Svitkiem, a to duza sztuka. Jeśli zawodniczki swoje frustracje wyładowuje bądź to przeraźliwym piskiem po niecelnym dwutakcie, bądź tez kopaniem w butelkę mineralnej to swiadczy ze jeszcze mentalnie nie dorosła do kierowania drużyna.

Negatywów zaobserwowanych np w pracy Svitka w tym meczu było jeszcze parę, ale kluczowym było to ze stoimy nad przepaścią i że jest sporo przesłanek iz następnego dnia uczynimy ten ostatni krok naprzód. I tym co mnie martwiło nie był bynajmniej ten zryw punktowy Polkowic 2 części. Za dużo juz sie w życiu naoglądałem meczów granych przez różne drużyny dzień po dniu, by nie zdawać sobie sprawy że jeżeli w pierwszym meczu jedne z zespołów ma tak skuteczności to sa bardzo małe szanse na to by powtórzył to po 24 godzinach. Natomiast martwiło mnie w dalszym ciągu parowanie organizacji gry w obronie obu drużyn, w której Polkowice biły nas na głowę. Nie jestem zwolennikiem stwierdzenia ze lepiej mądrze stac niz głupio biegać ale uważam ze ważne jest nie tylko to ile sie biega i jak szybko, ale także w którym momencie i w jakim kierunku. A u nas zdecydowanie zbyt często pojawiał sie chaos w tym elemencie. Niejednokrotnie nasze zawodniczki same sobie przeszkadzały próbując w ostanie chwili w dwójkę czy nawet w trójkę dobiec do rzucającej rywalki. A juz najbardziej rzucał mi sie w oczy sposób bronienia przeciwko wejściom rywalek z boku boiska. Tej zagrywki dosc często próbowały oba zespoły, i początek akcji wyglądał bliźniaczo. Zawodniczka z piłką mijała swoja rywalkę (czy to gra 1 na 1, czy po zasłonie - to nie ma znaczenia), wbiegała pod kosz gdzie natrafiała na przeszkodę w postaci wyciągniętych rak podkoszowych co zmuszało ja do odgarnia piłki na obwód. I tu następowała zasadnicza różnica - o ile Polkowiczanki z reguły nie miały problemu z celnym dograniem piłki do koleżanki stającej bądź to na 5-6 metrze na wprost do kosza, bądź też w przeciwległym narożniku o tyle nasze podania lądowały z reguły u rywalek, I to nie dlatego ze nasze podające maja mniejsze umiejętności w tym elemencie, dlatego ze rywalki dużo lepiej blokowały te kierunki podań. kawał dobrej roboty po raz kolejny w tym elemencie wykonywała zwłaszcza Magda Skorek. A u nas tego brakowało, bo jak juz na początku akcji rywalka zaczynała wchodzi pod kosz, to niemal wszystkie nasz panie "stadem" ruszały by jej przeszkodzić odpuszczając swoje pozycje. Druga sprawa ktora napawała mnie niepokojem to zmęczenie naszego zespołu. Nie rozumiem dlaczego w końcówce spotkania, gdy wynik był rozstrzygnięty dalej graliśmy niemal najmocniejszym składem i to na maksymalnych obrotach. Wiem ze męczyły sie wówczas również rywalki (czemu Szewczyk tez trochę większej rotacji wówczas nie dał?) ale przecież można to samo osiągnąć nakazująca taka agresywna gre naszym rezerwowym.

----------------------

Środę pożegnaliśmy w raczej marnych nastrojach, na szczęście w przyrodzie już tak jest ze po burzy przychodzi słońce a po nocy dzień. Reguły od tej zasady sa raczej rzadko notowane, nie inaczej było i tym razem, wraz z czwartkiem pojawiły sie nowe nadzieje a przed kolejnym wejściem na Polkowice hale doszedł tez mały zastrzyk optymizmu, przy czym tym razem dotyczył on osoby do niej wchodzącej a konkretnie sędziego Trawickiego. Nie chce mi się wchodzić w dyskusje czy jest on arbitrem złym czy dobrym, uczciwym czy nie, ale wiem jedno - dla nas z reguły jest bardzo szczęśliwym, a przynajmniej od czasu tych najbardziej pamiętnych finałów z Lotosem. Co prawda jego koledzy wzbudzali u mnie już zdecydowanie bardziej negatywne wspomnienia, ale coz, nie można mieć wszystkiego.

Czwartkowe spotkanie było przebiegało już od początku do końca w sposób zgodny z przewidywaniami. A wie po raz kolejny walka, walka, walka.. Tym razem żadna z drużyn nie zanotowała tak spektakularnego fragmentu jak to miało miejsce dzień wcześniej, wiec o końcowym zwycięstwie zadecydowały niuanse przy czym przynajmniej dwa z nich tez można zaliczyć do wydarzeń niecodziennych, choć juz raczej tylko w perspektywie tej serii finałowej. Pierwszy z nich przypadł na końcówkę 17 minuty spotkania kiedy to na parkiecie pojawiła się Aga Skobel. Wpuszczenie jej przez Svitka ewidentnie nie było manewrem planowanym, a raczej aktem desperacji po nieudanej akcji Agi Szott. Kolejnej amerykanki nie mógł wprowadzić nie robiąc podwójnej zmiany, a pierwsza myśl która przeszła mu do głowy ciągle oddychała na ławce bardzo ciężko po wcześniejszym pobycie na parkiecie. Tak wiec koniec końców palec wskazujący zatrzymał sie na Agnieszce co wprawiło w zdziwienie i nas kibiców, i inne nasze zawodniczki, jak i zapewne ja sama. Na szczęście to zdziwienie nie przełożyło sie negatywnie na jej gre, bo jej wejście od pierwszych chwil poprawiło obraz naszej gry i to pod oboma koszami. Zwłaszcza jej ruchliwość mocno dawał sie we znaki Polkowiczankom, bo od tego momentu zaczęły - chyba po raz pierwszy w serii finałowej - problemy nie tyle z trafianiem do kosza, co z dochodzeniem do czystych pozycji rzutowych. Do przerwy udało nam sie dogonić rywalki i pewnie nawet skończylibyśmy ta cześć z 1 punktowa przewaga gdyby nie kolejna ostatnimi czasy absurdalna sytuacja w naszym zespole. Do konca kwarty pozostawało kilkanaście sekund, piłkę miały rywalki, za to u nas na koncie były zaledwie dwa przewinienia osobiste. Mozna było spowolnić dwukrotnie akcje rywalek bez - przynajmniej w teorii - większych konsekwencji. Ta sytuacje dostrzegła nasza ławka (a konkretnie to chyba Paula) i zaczęła krzyczeć do pan przebywających na placu by faulowały. Niestety efekt okazał sie przeciwny do zamierzonego - Kryska chyba tego nie usłyszała, bo dość łatwo wpuściła Skere pod kosz, natomiast Jantal była chyba tak zaabsorbowana ta myślą ze ma faulować, ze zrobiła to w sposób najgorszy z możliwych - tzn chwytając niemal Skere od tyłu co skończyło sie oczywiście jak najbardziej słusznym faulem niesportowym.. Jestem przekonany ze gdyby próbowała blokować "normalnie", to z tej akcji wiele by nie wyszło.

W przerwie meczu jak to zwykle bywa wiele ciekłego sie nie wydarzyło, ale jednak i wówczas można było zaobserwować dość nietypową sytuacje, tzn rozgrzewkę Polkowiczanek w okrojonym o jedna - wiadomo która - postać składzie. Nie jest sytuacja normalną gdy zawodniczki przed kolejna częścią gry naradzają sie i motywują, a jedna z nich dopełni po chwili wychodzi z szatni nie biorąc wcześniej w ogóle udziału w rozgrzewce..

Na początku 3 kwarty trochę lepiej wyglądały miejscowe. Ich gra nie była tak porywająca jak w analogicznym okresie dzień wcześniej, ale mimo to dość łatwo odskoczyły na 6 punktów, i miały świetna okazje aby ta przewagę jeszcze powiększyć bowiem na linii rzutów osobistych stanęło Musina. I właśnie wówczas nastąpiła ta druga niespotykana w tym dwumeczu sytuacja. Polkowiczanka nie trafiła ani razu co było ewenementem. Dzień wcześniej pomarańczowe spudłowały tylko raz na 15 prób, i to wówczas gdy było już "po meczu", a w czwartek te pudła tez były jedynymi. Dodatkowo w kolejnej akcji znow Walerija przyszła nam z pomocą, faulując w dość łatwej sytuacji Quigley, a ze był to juz 5 faul miejscowych to Alli stanela przed szansa nadrobienia 2 punktów z lini rzutów osobistych i z okazji tej skwapliwie skorzystała. tak wiec w ciągu paru sekund zamiast 8 punktów przewagi zrobiło się juz tylko +4. I jak dla mnie to był właśnie ten drugie "mały" kluczowy moment tego meczu. Do końca kwarty Polkowiczanki były już całkowicie zablokowane, dzięki czemu po tej części gry znów na tablicy.

A czwarta kwarta? na początku akcje kosz zo kosz, potem chwila obustronnego przestoju bez punktów, az wreszcie po rzucie Lavender po raz pierwszy od dłuższego czasu wyszliśmy na prowadzenie, którego jak się potem okazało już nie oddaliśmy. I w tej końcówce w mojej opinii zabrakło Polkowicom Winnickiego. Miejscowe sie zablokowały, ich akcje zaczęły wyglądać rozpaczliwie, i wyraźnie bylo widać ze brakuje im jakiegoś sensownego pomysłu na gre. Najlepiej obrazują to dwie bliźniacze sytuacje, gdy powyradzały piłkę zza kosza mając każdorazowo juz tylko sekundę na oddanie rzutu. Obie akcje były zagrane identycznie, obie na ta najbardziej prawdopodobna opcje czyli Snell. Trudno mi uwierzyć ze Winnicki by do tego dopuścił.. tak samo jak jestem pewien ze np w końcówce, gdy Polkowice musiały faulować 3 razy z rzędu nieściągnięcie pan zagrożonych faulami.

Podsumowując - wróciliśmy wczoraj z dalekiej podroży, po meczu który wreszcie był taki jaki powinien - tzn emocje były niemal do ostatnich akcji. U nas najlepsza - mimo kilku niepotrzebnych strat - jak zwykle Lavender, docenić tez trzeba super ważne punkty i to zdobywane z niełatwych pozycji Justyny w 4 kwarcie, ale jak dla mnie cicha bohaterką tego meczu była jednak Aga Skobel. Nie jest łatwo po kilku spotkaniach które ogląda się tylko z ławki wejść do gry w tak kluczowym momencie nawet nie tyle meczu co sezonu i swoja gra tak mocno przyczynić się do zmiany sytuacji na parkiecie a jej sie to udało. Plus tez dla Svitka za to ze w 3 kwarcie odszedł do swojej tradycyjnej kolejności jeśli chodzi o zmiany, a to ja wpuścił jako pierwsza, Aga tego meczu nie wygrała, ale do tego zwycięstwa mocno sie przyczyniła Dodatkowym plusem jej obecności na placu było to, iz nie zaszła konieczność robienia podwójnej zmiany z Paula. Dzieki temu mogliśmy niemal cały czas grac swoja najmocniejsza zagraniczna trojka tj z Lavender, Quigley i Kryska, ktora tym razem juz zdecydowanie lepiej trzymała nerwy na wodzy (poza ta akcja w końcówce gdzie dała się sprowokować Magdzie Skorek)

W niedzielę mecz nr 5. Pewnie będzie tłoczno na hali, pewnie 'gorąco'. Pewnie znów będzie walka o każdy centymetr parkietu, pewnie Polkowice będą trafiać z dystansu lepiej niz w czwartek lecz gorzej niz w środę. Pewnie tez swa szanse szybciej otrzyma Skobel, choc tym razam ciężko będzie jej az tyle wnieść do gry co wczoraj. A kto wygra? Się zobaczy :) Ciut więcej szans daje nam, ale tak 51 do 49.

PS. Rozumiem ze się śpiewa "idźcie do domu.." gdy rywal zostaje upokorzony. Ale gdy właśnie wygrał zrywając sie ze stryczka i osiągnął swój cel jakim właśnie ten powrót do domu był, tego już nie pojmuje a równocześnie moge zapewnić ze zapewne nikt z "krakusów" zostawać w Polkowicach na dłużej nie zamierzał :)

ps2. Tak żeby nie było ze nam się tam krzywda działa: poza tym przejawem imo frustracji, i jakimiś pojedynczymi osobnikami mającymi za sobą zapewne ciężki dzieciństwo atmosfera była w stosunku do nas jak najbardziej ok, biorąc od uwagę stawkę meczu.
Ostatnio zmieniony 25 kwietnia 2014, 22:23 przez Greebo, łącznie zmieniany 2 razy.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...

Awatar użytkownika
Ałgaja
Administrator
Posty: 4350
Rejestracja: 17 sierpnia 2006, 09:24
Lokalizacja: Kraków

Re: BLK: Finał oraz mecz o 3 miejsce

Postautor: Ałgaja » 25 kwietnia 2014, 12:51

tommiiii pisze:z newsów zasłyszanych w polkowickich kręgach
zwolnienie Winnickiego miało miejsce po porannym treningu po spotkaniu w klubie ze sponsorem
Szeewczyk złozył zaraz po tym rezygnacje a zespół miał prowadzić Rusin
Korsak zorientował sie ze Rusin nie ma licencji i nie zgodził sie na odejscie Szewczyka motywujac to zapisami w kontrakcie
w dniu dzisiejszym prezes i trener są juz prawdopodobnie na dywaniku u sponsora


To jednak wyglądało na zwolnienie godzinę przed meczem. No chyba, że przed meczem były jakieś negocjacje...
Ogólnie idealny moment dla Winnickiego na odejście... gdyby Miłek wywalił go np. w styczniu, to miałoby to i pewnie jakąś logikę i też Winnicki odchodziłby jako trener, który ma słabe wyniki. Od ubiegłego czwartku pierwszy raz w tym sezonie Winnicki był "górą"... wygrał w Krakowie, pozbawił Wisłę przewagi parkietu, i żeby zdobyć MP musi wygrać u siebie. Wywalając go Miłek doprowadził do sytuacji w której ew. wygrana to będzie wygrana Winnickiego, a ew. porażka będzie porażką głównie Miłka.
"Powiem Ci, to zapomnisz. Pokażę- zapamiętasz. Zainteresuję cię- wtedy zrozumiesz."


Wróć do „Aktualności Ekstraklasa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 138 gości