Postautor: Greebo » 11 listopada 2014, 18:46
No to czas na euroligowy test nr 2 w wykonaniu naszych pan. Ten pierwszy w Koszycach zdały w sposób zadawalający, ale żeby mówić o dobrym starcie i ze spokojem oczekiwać na przyjazd Jekaterynburga za dwa tygodnie musza wygrać raz jeszcze – albo teraz z Kurskiem, albo za tydzień w Pradze. Skala trudności podobna, obaj rywale bardzo silni, mający – na papierze - większe od nas możliwości, ale mimo wszystko będący w naszym zasięgu.
Na pierwszy ogień idzie Dynamo Kursk. Formalnie rzecz biorąc – euroligowy debiutant, ale wystarczy jeden rzut oka na ich skład by nawet średnio interesująca się europejskim koszem kobiet osoba była w stanie ocenie siłę tej "kamandy". Rosyjska drużyny jest zbudowana trochę podobnie do naszej- tez maja w kadrze dwie „normalne” amerykanki (Nneka, Augustus), do tego trzecią z europejskimi papierami (Prince), 3 klasowe Europejki (Alben, Jekabsone, Milovanovic) a skład uzupełniają czołowymi zawodniczkami krajowymi (Belyakova, Sapova, Osipova). I jak się tak porówna te panie parami to dość jasno widać przewagę naszych rywalek. Bo choć Levander rozwija się z sezonu ta sezon, to jednak w LA jest w cieniu Nneki, Vandersloot była w szerokiej karze USA – Augustus ma stałe miejsce i w tej wąskiej, Quigley była najlepsza 6-ta zawodniczka WNBA ale m.in. właśnie dla tego ze w Chicago w S5 grała Prince.. Podobnie można porównać zawodniczki europejski czy krajowe. W każdym przypadku w Kursku jest pani ciut lepsza. Na szczęście dla nas nie są to różnice jakieś przygniatające, na tyle wielkie by nie było można ich zniwelować w pojedynczym spotkaniu. Tym bardziej ze wydaje się, ze jest kilka aspektów w których przewaga będzie po naszej stronie.
Pierwszym z nich jest zgranie drużyny. Po raz pierwszy od dawna udało się nam zachować trzon drużyny i mam nadzieję że w tym sezonie będzie to nasz dodatkowy atut. Ile znaczy możliwość gry niemal „na pamięć”, zwłaszcza w decydujących momentach gry mięliśmy okazje się przekonać nie raz choćby w konfrontacji z Bougres. U nas takiego automatyzmu trudno oczekiwać, ale i tak powinniśmy w tym elemencie być o krok przed Kurskiem, który wymienił ponad pół składu. Kolejna kwestia która powinna działać na nasza korzyść to to, że – przynajmniej moim zdaniem – nasza drużyny została zbudowana bardziej sensownie. W Kursku są większe „nazwiska” ale mimo to na 2 pozycjach przewaga powinna być po naszej stronie. I co ważne – są to pozycje kluczowe – 1 i 5. Duża różnice na nasza korzyść widać zwłaszcza na centrze. My mamy tam dwie „wieże” a u Rosjanek tak naprawdę nie ma ani jednej klasycznej środkowej. Milovanovic i Nneka to typowe 4-ki. Oczywiście ta druga jest na tyle sprawna i wszechstronna że może gra także i na 5-tce, ale jednak to nie jest optymalne rozwiązanie. Podobnie ma się sytuacja z Osipova – centymetrów u niej sporo, ale mimo to zawsze lepiej czuła się uciekając na obwód a w obronie pod koszem tez nie stanowiła zapory nie do przebycia. Podobnie wygląda sytuacja na rozegraniu: u nas dobry duet – tam właściwie tylko Alben. Turczynka miała co prawda za sobą kapitalny poprzedni sezon, w którym to w znacznym stopniu przyczyniły się do wygrania przez Galatasaray wszystkiego co się da, ale w Rosji może jej tka dobrze nie isc, tym bardziej ze na przeprowadzkę nie miała najmniejszej ochoty (tzn najpierw miała, szybko podpisując tam kontrakt, ale potem przez kilka miesięcy starała się go rozwiązać)
Na pozycjach 2-4 oczywiście tak miło nie jest. Tu przewaga Kurska jest naprawdę bardzo duża choć i tu można dopatrywać się ich pewnych słabych punktów przy czym bardziej w kwestiach mentalnych niż czysto sportowych. Jekabsone od lat właściwie tylko odcinała kupony od sławy, kolekcjonując trofea mimo swojego niewielkiego wkładu. Milovanovic zawsze lepiej się czuła będąc w drużynie liderką niż pełniąc role drugoplanowe natomiast Prince i Augustus to jeźdźcy bez głowy. Są w stanie wygrywać mecze niemal w pojedynkę ale mogą tez i znacznie swojej drużynie zaszkodzić. Zresztą dla tej drugiej – o ile wystąpi – będzie to debiut w Kursku w tym sezonie. A Nneka? Coz, u niej akurat ciężko mi się dopatrzyć jakiś skaz. Ile potrafi pokazywała już w barwach Polkowic a od tego momentu jeszcze znacznie się rozwinęła. Tak czy inaczej – nasze zawodniczki na pozycjach będą musiały wzbić się na absolutne maksimum sowich możliwości by choć zrównoważyć siłę rywalek.
Ostatni nasz potencjalny atut to własna hala. Rok temu nie spełniła swojego zadanie, na wyjezdzie wygraliśmy 1 mecz więcej niż na Reymonta, ale jeśli w tym roku marzymy o wyjściu z grupy (a na hali już słyszałem rozmowy o F4.. hehe..) to znów musi stać się twierdzą jak za czasów Hernandeza. U siebie musimy wygrywać niemal wszystko bo na wyjazdach o wygrane z naszymi potencjalnymi rywalami do awansu będzie piekielnie trudno.
Wygramy? Przegramy? Nie wiem. Mogę napisać to co tydzień temu – żaden przebieg spotkania mnie nie zdziwi. Rywal jest na tyle mocny ze może nas zjeść. Ale tez imo na tyle nieobliczalny i niesprawdzony w tym sezonie że i zjedzonym być może. Wiem jedno – na Reymonta zapowiada się emocjonujący wieczór. Przez kilka ostatnich sezonów gwiazdy europejskich i światowych parkietów odwiedzały nasza halę relatywnie rzadko. W tym sezonie będzie inaczej, a jutrzejszy mecz jest świetnym tego początkiem. W barwach rywali będziemy mogli zobaczyć tryumfatorki wszystkich ważnych imprez tak klubowych jak i reprezentacyjnych; medalistki Mistrzostw Świata, Europy czy Igrzysk Olimpijskich, zwyciężczynie Euroligi czy rozgrywek WNBA. I co najfajniejsze – na te mecz nie musimy wcale iść jak na rzeź.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...