Postautor: Greebo » 10 grudnia 2014, 23:33
Są takie mecze po których człowiek ma wrażenie że należałoby wyrzucić wszystkie zawodniczki, trenera, rozwalić budynki a ziemie porządnie zaorać bo z tej maki chleba być nie może. I ten mecz ewidentnie można do takich zaliczyć. Nie dało się naszej gry oglądać.
Gdy się zerknie na statystki to na pierwszy rzut oka są bardzo zbliżone. Skuteczność za 2 niemal identyczna, osobiste nieco gorsze ale i tak na bardzo dobrym poziomie, zbiorki, asysty, przechwyty, straty, faule.. wszystko niemal identycznie równe. Jedna znacząca różnica to rzuty z dystansu – Montpellier trafiło 7 prób na 12 my tylko raz na 15 podejść. To w tym elemencie rywalki uzyskały przewagę, ale jednak jak dla mnie stwierdzenie ze przegraliśmy przez słaba skuteczność w rzutach 3-punktowych byłoby zbyt dużym uproszczeniem sytuacji.
Naszym większym problemem było to ze aż do takiej ilości rzutów za 3 zostaliśmy zmuszeni. Nie udało nam się zagrać „naszej gry”. Montpellier świetnie ograniczyło nasze mocne strony – grę pod kosz i półdystans przy czym nie wiem na ile było to efektem ich dobrej dyspozycji w obronie a ile naszej słabej gry. Tak czy inaczej zostaliśmy bardzo skutecznie zablokowani a brak pomysłu na grę rzucał się w oczy nie miłosiernie. Z tego tez powodu pojawiły się głupie straty w ilości niespotykanych u nas w tym sezonie. Do tej pory ograniczaliśmy je do minimum, a dziś jedna poganiała druga. Podobnie się ma sytuacja z bezsensownymi rzutami – wcześniej takowych było bardzo mało, a dziś chyba nie mięliśmy zawodniczki która uchroniłaby się od jakiejś kompromitującej próby. Ale to tez efekt właśnie naszej zbyt wolnej i mało zespołowej gry w ataku i ogólnej bezradności naszych pan. Wyglądało to trochę tak jak w sobotę w lidze, tylko tym razem to my byliśmy tym słabszym. Rywalki dobrymi akcjami w obronie odbierały nam chęć do gry a równocześnie pozytywnie nakręcały swoja grę w ataku. Zwłaszcza w 4 kwarcie było widać ze czują się dużo pewniej grały na sporym luzie podczas gdy nasze zawodniczki szarpały się w każdej akcji niemiłosiernie. Ciężko było juz o czyste pozycje rzutowe, a jeśli juz się udawało je wykreować (często zresztą dość przypadkowo) to pojawiały się nerwy i piłka zamiast wpadać do kosza jak to ma z reguły zwyczaj robić w podobnych sytuacjach odbijała się gdzieś od obręczy. Ale to tez przecież rzecz charakterystyczna dla koszykówki.. inaczej się gra ze słabszymi zespołami gdy się jest pewnym swego a inaczej wówczas gdy mecz nie układa się po myśli i trzeba znaleźć sposób by się przełamać.
Indywidualnie pretensje można mnożyć, nie było nikogo kto by w jakimś stopniu nie zawiódł ale ja największe pretensje mam do Svitka i Sloot. Bo to właśnie trener i rozgrywająca są w pierwszej kolejności dopowiedzieli za znalezienie jakieś alternatywy na grę w momencie gdy to co gramy zazwyczaj się nie sprawdza. Jeśli chodzi o Svitka to niestety po raz kolejny zabolał nas jego stosunek do rzutów 3 punktowych. Bo co z tego ze oddaliśmy 15 prób, skoro w większości przypadków nie były one efektem planowych akcji a tylko konsekwencja braku pomysłu na inna grę. Zawiodła tez mnie bardzo Sloot. Do tej pory bardzo chwaliłem ja za inteligentna grę a dzis zagrała tak jakby mózg zostawiła w Krakowie. W jej grze tez mi trochę brakowało – za wyjątkiem ostatnich 2 minut - takiego zacięcia, choć może to tez był efekt boiskowej bezradności…
Inne zawodniczki tez trudno chwalić.. nic nie wniosła do gry Kryska, Allie ewidentnie nie miała swojego dnia, Justyna każde dobre zagranie przeplatała ze złym a Abdi i Petronyte właściwie wszystko co dobre zrobiły w pierwszej połowie.. jesli miałbym już na siłę szukać jakiś pozytywów to byłyby niemi zbiorki na atakowanej tablicy oraz ostatnie 2 minuty kiedy to trochę zniwelowaliśmy straty co może mieć jeszcze znaczenie w ostatecznym rozrachunku. Te 10 punktów jest do nadrobienia, ale pod warunkiem e zagramy tak jak dziś rywalki. To my musimy spowodować by im ręce drżały a nie na odwrót. To naprawdę nie jest wielka drużyna i dziś nie zagrała nic nadzwyczajnego, a już na pewno nic na co nie powinniśmy być przygotowani. Choć nie dokona jestem pewien czy tak było, bo trochę to wyglądało tak że mięliśmy pomysł na Ayiyi ale już nie na O’Hea i Godin a wiec zabrakło reakcji naszego trenera na inną niż do tej pory grę rywalek. (podobnie jak z Toliver w meczu z Jekami)
Ta porażka bardzo komplikuje nam sytuacje w grupie, ale tak jak przestrzegałem przed huraoptymizmem po meczu z Kurskiem tak teraz jednak nie polecam popadania w żałobę. To że grac w tej grupie będzie nam się ciężko wiedzieliśmy już po losowaniu. Dobry początek rozbudził nadzieje ale jednak trzeba było zdawać sobie sprawę ze przyjdą tez i gorsze mecze. W sezonie który trwa kilka miesięcy nie da się zawsze grac na równym poziomie, kto tego nie rozumie powinien mniej czytać tabloidy i gw. Szkoda ze ten póki co najgorszy przytrafił nam się on dziś, a nie np. w Pradze. Szkoda ze mimo słabej gry nie udało się nam przełamać i wygrać – to jedna z cech tych klasowych drużyn, ale najwyraźniej takowa jeszcze nie jesteśmy. Ale to jeszcze nie koniec walki, dużo się jeszcze może pozmieniać . Stać nas na awans z tej grupy, choć oczywiście pod warunkiem że ten najgorszy mecz mamy juz za sobą.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...