Owszem, zart z Cegielską ponury. Ale dokładnie tak samo jak twoje stwierdzenie o sezonie na "-"
Niedosyt jakiś oczywiście jest ze nie dało się wygrać tego 1 meczu więcej (i rzecz jasna nie chodzi mi o spotkanie przed tygodniem), który dawałby grę w PO, ale biorąc pod uwagę siłę grupy, potwierdzoną w F4, jednak trzeba uznać ze zrobiliśmy tam swoje. A poza tym to nie czas i miejsce na pisanie o tym co było 2 miesiące temu
Za to naskrobię parę zdań o dwumeczu bydgoskim który w sumie był bardzo podobny do tego krakowskiego. W pierwszym meczu Artego rzuciło na szalę wszystko co miało, i dzięki walce o każdy cm parkietu było w stanie nawiązać wyrównana walkę, w meczu nr 2 nasza przewaga była od 1 kwarty niepodważalna. To ze i wyniki nie sa takie same jak tydzień temu wynikło z tego, ze w tym pierwszym meczu tym razem i nasze zawodniczki niemal od początku zagrały równie mocno w obronie co rywalki przez co w końcówce nie dały sobie odebrać wygranej, a z kolei w połowie drugiego meczu już się mocno rozluźniły, i nie dobiły rywalek,a w pewnym momencie nawet dały im cień nadziei na powrót do gry.
Patrząc na całą serie finałową to nie zagraliśmy w niej jakiejś wybitnej koszykówki, ale jednak nasza wyższość była bardzo widoczna. Zespół udowodnił ze dysponuje wiekszym potencjałem czysto koszykarskim, ma dużo silniejsze rezerwy, a juz warunkami fizycznymi dominuje w sposób niepodważalny. Oceniając indywidualni tez zresztą nie można napisać ze któraś z naszych zawodniczka wzbiła się na swój maksymalny poziom, ale tez praktycznie żadna nie zawiodła. Po prostu każdej przytrafiały sie lepsze i gorsze momenty przy czym jednak tytuł MVP ewidentnie należał się Lavender. Faktem jest ze była w optymalnej formie, praktycznie w kazdym meczu zdarzały się jej paskudne pudła z czystych pozycji, ale mimo to to ona była nasz kluczową zawodniczką. Zdobyła i tak najwięcej punktów a juz deskę zdominowała w sposób bezdyskusyjny. Dodatkowo od meczu nr 2 praktycznie wyłączyła z gry Carter. A przecież trzeba jeszcze uwzględnić to, ze ona i Quigley były zdecydowanie mocniej kryte od pozostałych naszych zawodniczek, a zwłaszcza Polek. Rywalki robiły co mogły by je zneutralizować, podczas gdy np pani kapitan miała dużo swobody. Praktycznie wszystkie jej rzuty były oddawane z czystych pozycji i to z jej ulubionej pozycji.
A Artego? W Bydgoszczy sa pewnie zachwyceni ich startem, a ja uważam wręcz przeciwnie - ich występ w serii finałowej był fatalny, i to mimo tego zwycięstwa w spotkaniu nr 1. Nie może być tak ze zespół podchodzi do rywalizacji w finale z nastawieniem ze będzie walczył tylko w co drugim meczu, to w moich oczach go całkowicie dyskwalifikuje. Owszem, w obronie starły sie walczyć bardzo mocno, trudno by było inaczej gdy sie gra o złote medale, ale już w ataku prezentowało się kompromitująco. Gdy nasze panie grały na 100% w obronie to Artego nie miało absolutnie żadnego pomysłu na gre. Tak było w końcówce meczu nr 1 (tu uratowały wygraną w sposób mocno szczęśliwy), całym meczu nr 2 (w sumie 38pkt), praktycznie całym meczu nr 3 (od 3 minuty do końca spotkania uzbierały w sumie 41 oczek) i w pierwszych 25 minutach meczu nr 4 (było wówczas 52-27). Obudziły sie (i to dzięki 2 szeregowi - Koc i Bekasiewicz) dopiero jak mecz był już rozstrzygnięty.. Wyłączenie z gry McBride praktycznie zneutralizowało ten zespól, bo Herkt nie miał w zanadrzu innych pomysłów, i mimo wygranej bitwy w końcowym rozrachunku dostał do Svitka baty.
Osobna kwestia to przygotowanie fizyczne Artego. Zdaje sobie sprawę ze musiały włożyć mnóstwo energii by zneutralizować nasza przewagę fizyczną, ale jednak to w jaki sposób "padały fizyczne" drugiego dnia powinno dać do myślenia miejscowym działaczom i kibicom. Bo słabsze warunki fizyczne i krótsza ławka to jedno, ale przecież z drugiej strony trzeba tez popatrzeć na to że nasze panie zagrały w tym sezonie dużo więcej spotkań (12) i to takich gdzie musiały walczyć absolutnie na 100% z całą europejska czołówką. A dodatkowo nasze największe gwiazdy nie miały przed sezonem wakacji, tylko grały - i to całkiem sporo w WNBA, ciekawe jakby wyglądała taka McBride na miejscu Sloot czy Quigley.
Apropos Julii.. ta seria finałowa udowodniła, ze nie ma w polskiej lidze drugiej zawodniczki której gra tak bardzo rozmijała się z jej własnym ego. Po półfinałach skrytykowałem gre Owczarzak, ale Dominika i tak zagrała z nami o klasę lepiej niż Jordan w spódnicy. Zbawicielka polskiej kadry została całkowicie zniszczona, grała na tragicznej skuteczności (poniżej 25%), nie kreowała gry , nie pomagała koleżankom a w obronie spacerowała ułatwiając grę naszym obwodowym. Średni eval z tych spotkań - 1,5 bardzo dobrze oddaje to co w tej serii zaprezentowała.
PS. Nie mam przeciwko temu by pani Żurowska przeniosła sie do Bydgoszczy skoro tak sie jej podoba ta jarmarczna atmosfera. Przynajmniej rzadziej bede trafiał na jej wypowiedzi a to mi wyjdzie na zdrowie, bo one regularnie przyprawiają mnie o mdłości.
... tysiące przejechanych kilometrów ... setki przegadanych godzin .. dziesiątki odwiedzonych miast, stadionów i hal ... jedna trójkolorowa pasja ...