Anonymous pisze:seba mowisz ze zawodniczki ktore sie ogrywaja w azsie to maja tam sie ogrywac w arenie a nie znami...dobra bede chyba mosiala z trenerem pogadac zebym tylko sie w arenie ogrywala bo ja tez teraz naleze do azs'u wiec do zobaczenia w kibicowaniu razem na trybunach........
Nie wiem co prawda za bardzo komu odpisuję, ale... Drogi "gościu" pozwól, że opowiem Ci historyjkę sci-fi (czyli z serii tych, które nigdy by się nie zdarzyły)... ale z podtekstem w rzeczywistości...
Wyobraz sobie drogi "gościu", że zbliża się ważny mecz Olimpii, powiedzmy powrót po latach do pierwszej ligi. Kibice, jak to kibice, szykują się na swój sposób do tego Wydarzenia - kupują różne akcesoria, tną confetti, informują i namawiają wszystkich, by przyszli po latach zobaczyć taki ważny mecz... mobilizować ich nie trzeba... No ale taki przykładowy mój qmpel od wielu lat - Żołnierz... od zawsze indywidualista... pomyślał sobie, że przecież jest częścią wielkiej braci kibicowskiej, a życie kibica przed niedzielnym meczem jest taaaaakie trudne... więc żeby nie było tak trudno, pobalował sobie przed meczem, przygotowując się odpowiednio (jak to kibic)... przybył na salę, znalazł kilku podobnych sobie, stanowiących część wielkiej rodziny kibicowskiej ... i choć ręce się trzęsły, suszyło, głowa bolała... postanowił włożyć w to, co robi całe swoje serce! No i kiedy to połowa zaczęła krzyczeć tradycyjnie się nie oszczędzając: "OLIMPIA!!", Żołnierz z drugą połową zaczął się "okrzykiwać" skandując sobie - jako część wielkiej rodziny kibiców na meczu Olimpii - różne inne... "WISŁA!!"... "LOTOS!!" (bo był też tam trzy minuty na pariecie i mu się spodobało... taki faaaajny zespół... ekstraklasowy!!!)... "CCC"... nawet raz się poczuł wielkim fanem Donalda Tuska i mu się wyrwało "DONALD" ... na co jego koledzy - członkowie wiadomo czego, odpowiedzieli radośnie "KACZOR"... A co z tego, że mecz Olimpii... że doping wyglądał kompletnie bez ładu i składu.. że kibice mieli dosyć, a koszykarki załamywały ręcę, chcąc by było tak, jak zwykle. Żołnierz i koledzy, czujący się wiadomo kim (częścią rodziny kibicowskiej... nieważne, że na meczu akurat Olimpii), uznali, że wokalne popisy indywidualne są ważniejsze... trochę dziwili się, że komuś tam na parkiecie się to nie podoba... bo przecież oni tyle serca włożyli w to, co robią! Co z tego, że dotąd dopingowali Olimpia... teraz już byli częścią czegoś tam i nikogo, kto poświęca swój czas, by razem do czegoś dążyć nie powinno obchodzić w jaki sposób postanowił tym razem się zaangażować Żołnierz. Jeszcze większe zdziwienie ogarnęło mojego drogiego kolegę, gdy dowiedział się, że na parkiecie komuś się to tak nie podobało, że już nie chce wspólnie z tak angażującym serce kibicem, bawić się koszykówką. Tracić czasu.... No bo przecież JAK szanowny "gościu"... czy to ważne komu dopingujesz? Jak to robisz? Ważne, że wkładasz serce... a Żołnierz tyle go włozył! Więc Zołnierz, zamiast udowodnić, że potrafi być częścią zespołu, być przygotowanym do wspólnego kibicowania i krzyczeć na następnym meczu tak jak zwykle z całych sił (bez tego "wkładania serca" już) "OLIMPIA!!!"... zagroził fochem ... a co... Komuś się nie podoba, że na meczu Olimpii akurat on jest częścią wielkiej rodziny kibiców, to Żołnierz robi focha! A co... HOWGH! Koniec historyjki:)
Pozdrawiam
Ps. Żołnierz - dobrze, że to historyjka sci-fi !!!