Zobacz powiększenie
Fot. Kamil Gozdan / AG
- Tegoroczne transfery nie są nieudane. Chyba że porównuje się sprowadzone przez nas zawodniczki do światowych sław. Ale to nie są koszykarskie mercedesy czy bmw, tylko młode i zdolne dziewczyny, które dopiero mają stać się gwiazdami - mówi prezes Lotosu Gdynia Mieczysław Krawczyk
Kibice Lotosu są rozpieszczeni przez gdyńskie koszykarki, które seryjnie zdobywały mistrzostwo Polski. Znakomicie grały także w Eurolidze. Dwukrotnie były drugie w tych prestiżowych rozgrywkach, nie opuszczały europejskiej czołówki. Lotos nadal jest potęgą w polskiej lidze, choć w tym sezonie coraz więcej osób faworyta w wyścigu o mistrzostwo Polski upatruje w zespole Wisły Kraków. W Eurolidze idzie na razie gdyniankom słabo, ale czy mogło być inaczej, skoro klub dysponuje coraz niższym budżetem, a do tego w tym sezonie popełniono kilka błędnych decyzji?
Oficjalnie nikt w Lotosie nie potwierdza tej wersji, ale klub zatrudnił przecież w tym sezonie słabsze, a także dużo mniej znane koszykarki niż w poprzednich latach. A nie jest przecież tajemnicą, że w sporcie najwięcej płaci się zawodniczkom nie tylko najlepszym, ale też najbardziej rozpoznawalnym. Można oczywiście zbudować dobry zespół z koszykarek, które dopiero zaczynają wspinać się na koszykarski Olimp, ale one także mają już wysoką cenę. Dlatego odmłodzenie zespołu, które w Lotosie nazywają planowanym, było zapewne przymusowe. I to jest jedną z podstawowych przyczyn tego, że era Lotosu, który rządził i dzielił polską koszykówką, może skończyć się nad wyraz gwałtownie. Bo Lotos ma w tym sezonie wiele słabych punktów.
Słabość pierwsza: brak rozgrywających
W ubiegłym sezonie grą Lotosu znakomicie kierowała Amerykanka Elaine Powell. Przed tegorocznymi rozgrywkami trener Krzysztof Koziorowicz mówił, że drużyną ma kierować reprezentantka Polski Paulina Pawlak. Tylko że Pawlak jest znakomita w obronie, ale w grze ofensywnej cały czas sobie nie radzi. Nie zrobiła spodziewanych postępów, a celność rzutu to nadal jej największa wada. Niewiele lepiej radzi sobie Amerykanka Doneeka Hodges. Do Powell brakuje jej wiele, a od Pawlak jest lepsza tylko nieznacznie. Jednak ten duet może z powodzeniem wystarczyć na zdobycie mistrzostwa Polski. Tylko że w Eurolidze nie ma o czym marzyć, bo czołowe zespoły mają na pozycji nr 1 o wiele lepsze zawodniczki. Dlatego nie pozostaje nic innego jak porównywanie się do najsłabszych europejskich zespołów, a do tego w Gdyni nikt nie jest przyzwyczajony.
Słabość druga: brak gwiazdy pod koszem
Gra Lotosu od lat oparta była na znakomitej Małgorzacie Dydek. Środkowa reprezentacji Polski była kołem napędowym drużyny. W najtrudniejszych momentach, gdy zespołowi nie szło, zawsze można było podać piłkę do najwyższej (213 cm), a według wielu w dalszym ciągu najlepszej koszykarki Europy i zespół wychodził z opresji. Dydek znakomicie wykorzystywała swój największy atut, jakim jest wzrost, i zdobywała punkty lub była faulowana. Opoka Lotosu w tym sezonie na razie nie gra (i nie wiadomo, czy zagra w ogóle) i nie ma jej kto zastąpić.
Na pewno nie jest na to jeszcze gotowa 19-letnia Magdalena Leciejewska, która potrafi zebrać kilkanaście piłek w meczu, ale to jej pierwszy sezon w poważnej koszykówce i w tym wieku trudno oczekiwać od niej regularności. Grę na odpowiednim poziomie miała zapewnić doświadczona Rankica Serenac, ale na razie jest największym rozczarowaniem. Także dlatego, że miała najtrudniejsze zadanie ze wszystkich sprowadzonych zawodniczek. Zastąpienie Dydek jest niemożliwe, nawet próba jest zadaniem szalenie trudnym. Serenac na razie to nie wychodzi, ale trzeba pamiętać, że w Eurolidze Lotos zaczął od spotkań z najtrudniejszymi rywalami w grupie. Teraz, przynajmniej teoretycznie, powinno być łatwiej.
Słabość trzecia: brak wzmocnień
W piątek klub rozwiązał kontrakt z Czeszką Kateriną Krizovą. - Była kontuzjowana, a potem nie mogliśmy się doczekać, aż dojdzie do formy. I chyba jeszcze długo musielibyśmy czekać. Cóż... Nie każdy transfer może się udać - wzdycha prezes Lotosu Mieczysław Krawczyk. W tym sezonie siła Lotosu nie zmieniła się tylko na dwóch pozycjach, z pierwszej piątki pozostały: niska skrzydłowa Agnieszka Bibrzycka i silna skrzydłowa Ewelina Kobryn. Na pozostałych pozycjach grają koszykarki słabsze.
- Tegoroczne transfery nie są nieudane. Chyba że porównuje się sprowadzone przez nas zawodniczki do światowych sław. Ale to nie są koszykarskie mercedesy czy bmw, tylko młode i zdolne dziewczyny, które dopiero mają stać się gwiazdami i wyrobić sobie markę - podkreśla Krawczyk.
Na początku przyszłego roku Lotos ma wzmocnić jeszcze amerykańska gwiazda WNBA. Nawet wtedy gdyński zespół nie będzie jednak odgrywał czołowej roli w Europie. Celem numer jeden nadal będzie mistrzostwo Polski. A jeśli przez najbliższe dwa, trzy lata skład znacząco się nie zmieni, będzie można ocenić, czy odmłodzenie składu przyniosło długofalowe efekty.
Michał Sielski (Gazeta Wyborcza)








