jelo pisze:z koszykarek które wymienileś wychowankami byly: Gosia Bloch-Knop, Beata Wróbel-Binkowska-Predehl, i "dwie blondyny Włodarskie", a reszta to import
Jeśli spojrzeć w "papiery" to niby tak.
Jednak mimo iż Małgosia Storozyńska, Marzena Grabowska, Marzena Głaszcz nie urodziły się w Pabianicach i nie były wychowankami Włókniarza, to właśnie poprzez swoją grę, swoje zaangażowanie, swoje przywiązanie do klubu sprawiły że były przez wszystkich traktowane jako PABIANICZANKI!!!!!
Hmm.... zastanawiam się o której z obecnych zawodniczek (nie licząc młodych) można powiedzieć że jest "nasza"
Na myśl przychodzą mi tylko dwie zawodniczki: Sylwia Wlaźlak i Agnieszka Pałka.
Trenejro pisze: ....Widząc wychodzące pierwsze piątki, patrząc na twarze zawodniczek, zawsze mam (oby złudne) wrażenie, że przeciwniczki wyglądają na bardziej pewne siebie on Włókniarek... Nawet w Pabianicach
Heh... momentami mam podobne odczucia

i bardzo mi się to niepodoba. I w tym miejscu kolejny raz powrócę do przeszłości i zrobię porównanie.
W latach 90 dwa razy przegralismy rywalizację finałową z Olimpią do zera. Jednak wówczas, WŁÓKNIARKI nie patrzyły że w Olimpii gra mistrzyni olimpijska (Szwajbowicz), że grają inne doskonałe zawodniczki tylko wychodziły na mecz z podniesioną głową i walczyły na maxa! Cóż, były słabsze i przegrały, ale po walce i nikt nie miał o to żadnych pretensji!!!!
W ostatnich latach kilka razy też przegraliśmy z Gdynią do zera w finale. Hmm... różnica jednak była kolosalna. Zawodniczki na mecze wychodziły ze spuszczonymi głowami, przejęte były faktem że w przeciwnej drużynie grają zawodniczki z WNBA, nie wierzyły poprostu!!! Momentami odnosiłem wrażenie, że nie podejmują walki bo i po co?? I tak nie ma szans na mistrza, wiec po cholerę się męczyć i przegrać 4-1 czy 4-2??
Początkowo całą winę za ten stan zwalałem na trenera Trześniewskiego. Jednak tego pana już w Pabianicach nie ma a sytuacja zbytnio się nie zmieniła. Więc może to jednak problem jest po stronie zawodniczek?? Jak sobie przypominam, w ostatnich latach wygraliśmy zaledwie 3 ważne mecze z nerwową końcówką. W zeszłym sezonie z Gdynią i Wisłą (sezon zasadniczy) i w tym z Wisłą.
Może klub powinien pomyśleć nad zatrudnieniem psychologa
Uważam, że mecze wygrywa się przede wszystkim w głowie, więc jeśli zawodniczki mają problem z psychiką to trzeba im pomóc! Naprawdę chciałbym w końcu zobaczyć drużynę z Pabianic, która jest przekonana o własnych umiejętnościach i wychodzi dumnie na mecz z podniesionymi głowami!!!!!