Piątek, 3 grudnia 2004r.
Koszykarki ŁKS nie miały ostatnio zbyt wiele powodów do radości. Przegrały cztery kolejne mecze, a sytuacja organizacyjna długo nie ulegała poprawie.
Na szczęście na konto łódzkiego klubu dotarła wreszcie pierwsza część obiecanych pieniędzy z urzędu miasta, co znacznie poprawiło nastroje w sekcji koszykarskiej.
Cały czas powtarzamy, że taki jednorazowy zastrzyk finansowy absolutnie nie jest wystarczający, ale na początek dobre i to.
Już jutro o godz. 16 podopieczne trenera Witolda Baka zmierzą się na własnym parkiecie z Wisłą Can Pack Kraków. Spotkanie rozpocznie się o godz. 16. Jeszcze niedawno to łodzianki byłyby faworytkami tego meczu, niestety, sytuacja diametralnie się zmieniła.
Krakowscy działacze dokonali bowiem chyba najbardziej spektakularnych transferów w tym sezonie. Do Wisły przyszły tak klasowe zawodniczki, jak: Shannon Johnson, Tangela Smith, Iva Perovanović, czy też Natalia Trafimova.
W Krakowie grają też koszykarki doskonale znane z czasów, gdy występowały w hali przy al. Unii: Katarzyna Kenig, Magdalena Skorek i Dorota Gburczyk.
Wisła debiutuje w tym sezonie w prestiżowej Eurolidze. W minionej, piątej kolejce, podopieczne jednego znajbardziej znanych polskich szkoleniowców, trenera polskiej kadry Arkadiusza Konieckiego odniosły swoje drugie zwycięstwo w tych rozgrywkach, pokonując na wyjeździe mistrza Węgier Euroleasing Orsi Sopron 68:67 (14:18, 19:12, 14:23, 21:14). Wisła wystąpiła w tym spotkaniu w następującym składzie: Jonhson 18 pkt, Smith 17, Perovanovic 14, Trafimowa 10, Kenig 7, Gburczyk i Kress 1, Czepiec, Krawiec, Radwan.
Zapewne krakowianki będą odczuwać zmęczenie po podróży z Węgier, ale radzilibyśmy nie przywiązywać do tego zbyt wielkiej wagi. Doświadczone zawodniczki są do tego przystosowane, poza tym trener Koniecki ma bardzo szeroką kadrę. Tak na dobrą sprawę, gdyby Wisła zagrała jutro drugą piątką i tak byłaby faworytem.
Jak dotąd, krakowianki przegrały dwa spotkania w Torrel Basket Lidze (71:81 z Lotosem Gdynia oraz 77:81 z PZU Polfą Pabianice, trzeba podkreślić, że obydwa w halach rywalek).
Wierzymy, że w hali przy al. Unii 2 zjawi się jutro komplet widzów. Miłośników koszykówki w naszym mieście nie brakuje, poza tym nadarza się znakomita okazja, by zobaczyć na żywo tak klasowy zespół.
W czym upatrywać szans na nawiązanie wyrównanej walki przez gospodynie?
Być może w tym, że wiślaczki siłą rzeczy mogą potraktować sobotni mecz nieco ulgowo. To się w sporcie bardzo często zdarza, czego najlepszym przykładem jest niedawny horror w Pabianicach.
Polfa wymęczyła tam zwycięstwo nad Meblotapem dopiero po dwóch dogrywkach, choć nie jest tajemnicą, że obydwie drużyny dzieli przecież różnica klas.
Mamy nadzieję, że ełkaesianki zapomniały już o pechowej porażce w Gorzowie i pokażą to na parkiecie. To mecz z gatunku takich, których teoretycznie nie można wygrać. Paradoksalnie, ta okoliczność może się okazać sprzyjająca dla łodzianek i wyzwoli w nich dodatkową motywację.
Jest jeszcze jeden powód, by zjawić się jutro na tym meczu. Spotykają się w nim przecież dwa zespoły, należące do najbardziej znaczących na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat w polskiej, żeńskiej koszykówce. Starsi kibice świetnie pamiętają, że kiedyś o meczu ŁKS z Wisłą mówiło się już tydzień przed i tydzień po spotkaniu. Warto więc wybrać się na jutrzejszy mecz. Tym bardziej, że ŁKS przyda się każda złotówka.
(bart) - Express Ilustrowany
http://lodz.naszemiasto.pl/sport/425898.html





