Aleksandra Karpińska: Gramy dla Polski i dla Gorzowa
Cieszymy się, że w reprezentacji Polski, możemy zagrać też dla naszych kibiców. To fajny prezent. Podczas starcia z Chorwatkami na swoim parkiecie zagramy z podwójną energią - Aleksandra Karpińska z AZS PWSZ Sowood zaprasza na mecz reprezentacji.
Wczoraj polska kadra rozegrała w Gorzowie trzeci i ostatni mecz kontrolny z Holandią. Polski wygrały 89:71, a ważnymi postaciami w naszej drużynie były znów zawodniczki AZS PWSZ Sowood, które zdobyły łącznie 29 pkt. Za niespełna tydzień Polki ruszą do boju w eliminacjach do mistrzostw Europy. A już 10 września w hali przy ul. Chopina nasze kadrowiczki zagrają o punkty z ekipą Chorwacji.
Kamil Siałkowski: Trenerzy zdecydowali się w tym roku radykalnie odmłodzić naszą reprezentację. Pojechałyście do Włoch na mocno obsadzony turniej towarzyski i tam boleśnie zderzyłyście się z rzeczywistością.
Aleksandra Karpińska: Drużyny, które z nami zagrały były od nas bardziej doświadczone. Zdarzało się, że przez długi czas nie mogłyśmy nawet oddać rzutu, nie mówiąc już o zdobywaniu punktów. Mimo to super, że pojechałyśmy do Włoch i dostałyśmy taką srogą lekcję. Większość z nas nie grała wcześniej poważnych spotkań na europejskich parkietach. Po łatwych zwycięstwach w sparingach z Estonią potrzebny był nam powrót na ziemię. A ta lekcja, we wrześniowych spotkaniach eliminacyjnych, na pewno się przyda.
Przegrałyście tam m.in. z Niemkami, które będą naszymi rywalkami w eliminacjach do mistrzostw Europy. Czy mimo to wierzycie, że uda się z nimi wygrać?
- Ten mecz szczególnie chciałyśmy wygrać, aby mieć nad Niemkami przewagę. Ale dopadła nas totalna niemoc. Dobrze, że kolejne były sparingi w domu z Holandią. Trzy wygrane, które trochę nas odbudują, pozwolą znów nabrać większej pewności na boisku. Pamiętajmy, że we Włoszech zagrałyśmy bez Agi Bibrzyckiej i Gosi Dydek i dlatego jest w nas nadzieja. Z nimi w eliminacjach możemy się pokusić o zwycięstwo w każdym grupowym spotkaniu.
W kadrze jest aż pięć zawodniczek z Gorzowa. Razem jest Wam pewnie raźniej?
- To oczywiście jest bardzo miłe, że razem jest nas aż pięć! Ale nie ma mowy o żadnym podziale. Jesteśmy z Gorzowa, ale teraz tworzymy inny zespół. Najważniejsza jest gra dla Polski. To super sprawa, że po dobrym sezonie dla naszego klubu udało się nam dostać na reprezentacyjny poziom. Życie napisało naprawdę świetną historię.
Ile gorzowianek możemy zobaczyć w wyjściowej piątce podczas spotkań w eliminacjach?
- To trener jest od ustalania składu i to jest pytanie do niego. Były takie spotkania podczas przygotowań, że w pierwszym składzie wychodziły trzy gorzowianki. To było bardzo miłe, ale trudno będzie o powtórkę w czasie gier eliminacyjnych.
We Włoszech grała Pani blisko 35 min w meczu. Czy to znaczy, że Aleksandra Karpińska będzie stanowić o sile naszej ekipy także w najważniejszych spotkaniach?
- Chcę grać jak najwięcej i jak najwięcej dawać drużynie. Ale czasami swoje ambicje trzeba odłożyć na bok, bo najbardziej liczy się przecież dobro zespołu. Kadra ma być oparta o Agnieszkę i Gosię. Dobrze znam swoją rolę, jestem tutaj pomocnicą. Nie ma co jednak ukrywać, że gdy zagram mało, a zespół wygra, to w porządku. Gdy przegramy, to będzie niedosyt, bo nie mogłam pomóc. Umówmy się jednak, że myślimy tylko o zwycięstwach.
Kadra gra inaczej niż ligowy zespół AZS PWSZ. To pewnie nie ułatwia Wam zadania.
- Trochę szkoda, ale mamy dobre zawodniczki podkoszowe i grę trzeba ustawić pod nie. W Gorzowie był wyrównany skład, bez silnego centra, dlatego pracowałyśmy mocno w obronie i nastawiałyśmy się na szybkie kontry. Chciałabym, aby kadra grała podobnie, bo ten styl dał nam dużo zwycięstw. Gra naszej reprezentacji jest wolniejsza, ale to wcale nie oznacza, że mniej skuteczna.
10 września zagracie przed gorzowską publicznością. Jakie to ma dla Was znaczenie, że jeden z meczów eliminacyjnych odbędzie się w domu?
- Bardzo się cieszę, że możemy grając dla Polski, zagrać też dla naszych kibiców. Tu jest najlepsza publiczność, która żyje podczas meczów. To będzie dla nich fajny prezent, bo po ciekawym sezonie zobaczą kadrę w meczu o punkty. Dla nas, gorzowianek, też będzie to miłe, bo podczas meczu na swoim parkiecie zagramy z podwójną energią.
(Rozmawiał: Kamil Siałkowski)
(źródło:
www.gazeta.pl - Gorzów Wielkopolski)